Tag: jaskinie

Jaskinia Zbójecka Jama w Gorcach

przez , 01.lip.2017, w Pod ziemią

Otwór wejściowyJaskinia Zbójnicka Jama jest największą jaskinią Gorców. Położona jest na zachodnich zboczach Jaworzyny Kamienickiej 1288 m n.p.m. w masywie Gorców. Otwór wejściowy znajduje się w odległości około 800 metrów od Kapliczki Bulandy (1904 rok) ustawionej na polanie Jaworzyna Kamieniecka.
Wejście do jaskini nie jest łatwe, ponieważ za otworem wejściowym rozpoczyna się pionową studzienką o głębokości 3,5 metra. Otwór wejściowy zarówno jak i studzienka porośnięte są glonami i wątrobowcami. Jest jaskinią statyczną, zimą ciepłe powietrze wydobywające się z jej wnętrza topi śnieg w otworze wejściowym.

Od dna studzienki odchodzi szczelina o przebiegu NE-SW rozpoczynająca dalsze partie jaskini: w kierunku południowo – zachodnim i północno – wschodnim. Korytarze kończą się zawaliskami. Jest to jaskinia osuwiskowo – szczelinowo – zawaliskowa, z widoczną wewnątrz infiltracją wody. Powstała najprawdopodobniej w tracie tworzenia się osuwiska, w jego początkowym etapie, w piaskowcach magurskich. Pierwsza udokumentowana wzmianka o Zbójnickiej Jamie pochodzi z 1914 roku – wspominał o niej popularyzator Beskidów i Gorców Kazimierz Sosnowski. Podczas II wojny światowej była schronieniem dla miejscowych partyzantów. Do 2003 roku jej oficjalna długość wynosiła 25 metrów i głębokość 3,5 metra, a jedyny dotąd plan jaskini pochodził z 1951 roku i został opublikowany między innymi w inwentarzu jaskiń K. Kowalskiego.Wnętrze Zbójeckiej JamyW sierpniu 2003 roku grotołazi ze Speleoklubu Beskidzkiego (w składzie: M. Dudzik, A. Kapturkiewicz, T. Mleczek, B. Szatkowski, A. Szebla) dokonali nowej inwentaryzacji (pomiarów) jaskini i kartowania, ponieważ najprawdopodobniej jako ostatnia z beskidzkich jaskiń nie posiadała aktualnego planu. Grotołazom po częściowym odgruzowaniu zawalisk udało się również odnaleźć i skartować 23 metry nowo odkrytych partii, co prawie podwoiło jej długość.
Obecna długość jaskini Zbójnicka Jama wynosi 48 metrów, a deniwelacja 12 metrów (-11,0 m/+1,0 m).

Na temat jaskini krążą różne legendy. Jaskinię i jej okolice mieli upodobać sobie pankowie – ziemne duchy z naroślami na twarzach. Według kolejnej, korytarze jaskini miały rozciągać się pod całymi Gorcami, a sprawdzić to mieli juhasi, którzy wpuścili do wnętrza kozę, a ta umorusana wyszła pod Mogielicą 1171 m n.p.m. w Beskidzie Wyspowym. Następna z nich mówi o ukrytych w niej przez Tomasza Chlipałę – Bulandę, legendarnego gorczańskiego bacę, znachora i czarownika, niezliczonych kosztownościach, zgromadzonych w trakcie długiego życia. W okolicach jaskini i na polanie Jaworzyna Kamieniecka, przez ponad 50 lat wypasał owce i woły. Legenda podaje, że z bacówki zszedł w wieku 100 lat, zawdzięczając znakomite zdrowie recepturze na napój szczęścia i długowieczności.

Ostatnia legenda mówi o wykorzystywaniu jej jako kryjówki przez gorczańskich zbójników (stąd pochodzi nazwa) i skrytych w niej łupach.  W XVIII wieku ukrywać się tutaj miał (jak i na zboczach Mogielicy) znany beskidzki zbójnik Józef Baczyński wraz ze swoim kompanem Świstakiem. Podobno zrabowane przez niego skarby miały znajdować się w jaskini lub w okolicznym lesie, a przez kilka lat strzegła ich kochanka Baczyńskiego. W okolicach podobno straszy odrąbana głowa zastępcy herszta zbójników. Ponieważ przewyższał on zdolnościami herszta, ten podstępnie go zabił, a głowę wyrzucił do jaru. Według podań, gdy ktoś ją znajdzie, to ona i tak powróci na swoje miejsce, tak bowiem jest przywiązana do Jaworzyny.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Borowiec wielki

przez , 01.lis.2016, w Flora i Fauna

Borowiec wielkiBorowiec wielki (Nyctalus noctula, Schreber 1774) występuje w całej Europie (nie stwierdzono go tylko na Islandii), choć rzadko na północy, w Azji od Uralu z zasięgiem do Chin i Japonii oraz w północnej Afryce. Spotykany jest również daleko poza swoim zwartym zasięgiem, na przykład na zupełnie bezleśnych wyspach północnego Atlantyku czy w takich krajach tropikalnych jak Indie, a nawet Mozambik. Prawdopodobnie zapędza się w tak odległe rejony podczas swoich sezonowych wędrówek.
W Polsce jest jednym z trzech największych gatunków nietoperzy i występuje powszechnie na terenie całego kraju z wyjątkiem najwyższych partii górskich. Jest jednym z najczęściej spotykanych krajowych nietoperzy. Zamieszkuje szerokie spektrum środowisk, a jego kolonie najczęściej zasiedlają tereny leśne, luźne zadrzewienia, miejskie parki.

W ciągu dnia ukrywa się w wysoko położonych dziuplach drzew (od 4 do 24 metrów), chętnie wybierając dziuple o przekroju okrągłym, głównie wykute przez dzięcioły. Wykorzystuje również jako schronienie (choć rzadko) budki dla ptaków oraz szczeliny skalne. Kryjówki zmienia bardzo często, każda kolonia wykorzystuje w ciągu dnia kilka dziupli.
W ostatnich latach borowce wykorzystują z powodzeniem budynki na terenie miast – prócz strychów, budynki z tak zwanej wielkiej płyty. Wydaje się, że najprawdopodobniej uznały te labirynty szczelin i zakamarki w ścianach bloków za świetne kryjówki, odpowiadające im do tego stopnia, że korzystają z nich przez cały rok – latem wychowują w nich młode, a zimą hibernują.Kolonia borowców wielkichZ początkiem wiosny samice w dziuplach tworzą duże kolonie rozrodcze (które mogą grupować ponad 100 samic), często tworzą kolonie mieszane z borowiaczkiem lub nockiem rudym, natomiast samce, jak u większości gatunków, żyją samotnie, wykazując w okresie godów terytorialność. Samce zajmując kryjówkę godową oraz niewielkie terytorium godowe wokół niej, oznakowują je za pomocą wydzieliny zapachowej produkowanej przez silnie powiększone gruczoły policzkowe, natomiast nocą, za pomocą donośnych sygnałów dźwiękowych (godowych) emitowanych z otworów kryjówek (słyszalnych dla człowieka) wabią samice, równocześnie odstraszając tym samym innych samów. Za kryjówki godowe najczęściej służą dziuple drzew, a wokół terytorialnych samców gromadzą się grupy samic nawet do 20 osobników (z reguły 4 – 5).

Kopulację odbywają się również w koloniach zimowych, miejscach hibernacji bez zachowań terytorialnych czy tworzenia haremów samic. Wówczas zapłodnienie jest opóźnione i ma miejsce pod koniec zimy bądź z początkiem wiosny. Zimą potrafią tworzyć duże kolonie składające się z osobników tej samej płci. Po ciąży trwającej od 70 do 75 dni, w czerwcu lub na początku lipca, samica zwykle rodzi dwoje młodych (rzadko troje), żywiących się mlekiem matki, aż do uzyskania samodzielności po około 8 – 9 tygodniach. Po usamodzielnieniu się młodych borowców, w sierpniu rozpoczyna się okres godowy. Osiągnięcie dojrzałości płciowej następuje po około 1,5 roku. Średnia długość życia wynosi 12 lat.Borowiec wielki (2)Podobnie jak inne nietoperze borowiec prowadzi nocny tryb życia, jednakże na łowy wylatuje dużo wcześniej od pozostałych gatunków, często gdy jest jeszcze zupełnie jasno, na około godzinę przed zachodem słońca. Odnotowano także osobniki żerujące w dzień. Ich lot jest szybki, ale niezręczny, są mało zwrotne, najczęściej latają po liniach prostych i kiepsko radzą sobie wśród przeszkód jakim jest gęsta roślinność. Podczas aktywności nocnej odżywiają się owadami schwytanymi w locie, które lokalizują wykorzystując echolokację – wysyłane o względnie niskiej częstotliwości, bo 18 – 22 kHz (najlepiej słyszalne w detektorze heterodynowym), bardzo głośne i dźwięczne ultradźwięki, przypominające dźwięk „plip-plop”, o zasięgu do 200 metrów. Niektórym chiropterologom podchodzącym do sieci, w którą złapało się kilka borowców, doświadczało dziwnego uczucia podenerwowania i dyskomfortu. Przyczyną było najprawdopodobniej duże natężenie wydawanych przez te nietoperze ultradźwięków na granicy słyszalności.

Z nastaniem jesieni, kiedy to noce stają się już zimne, noc spędzają w ukryciu, polując jedynie o zmroku i świcie. Szczególnym upodobaniem (jako typowych lotników otwartych przestrzeni) darzą sobie za teren łowiecki zbiorniki wodne, nad którymi latają duże roje owadów. Ich lot jest szybki i wysoki, daleki od powierzchni ziemi i przeszkód. Żerują również na terenach leśnych, a także między zabudową miejską. Pokarm borowców jest bardzo zróżnicowany, począwszy od drobnych muchówek z rodziny ochotkowatych, jętek, motyli nocnych po duże chrząszcze.
Hibernacja przypada od października do kwietnia. Tylko mała część borowców zimuje w tym samym lesie, w którym przebywała latem. Większość populacji wybiera migrację – nietoperze te odlatują jesienią w bardziej przyjazne klimatycznie rejony i powracają ponownie dopiero wiosną.Borowiec wielki w dziupliWędrówki borowców to dość spektakularne, do niedawna nieznane i niezauważane przez wielu ludzi zjawisko – lecą one w dużych grupach, często w ciągu dnia. Intensywne przeloty tych nietoperzy obserwuje się między innymi na wybrzeżu Bałtyku. Prawdopodobnie nadlatują one z Rosji i krajów nadbałtyckich. Maksymalny zaobserwowany przelot wynosił ponad 1000 km. Stwierdzono również, że przynajmniej część borowców z terenu Polski zimuje w Czechach, na Słowacji i Węgrzech, a nawet w Szwajcarii. Z kolei niektóre ze znajdowanych u nas zimą, mogą Polskę traktować jako „ciepły kraj” i przybywać z północy lub wschodu. Zimowe spotkania z borowcami w naszym kraju należą zresztą do rzadkości. Nietoperze te nie lubią miejsc najczęściej kontrolowanych przez badaczy – antropogenicznych i naturalnych podziemi. W schronach czy bunkrach dotąd ich u nas nie zaobserwowano, a w jaskiniach tylko kilkakrotnie.

Borowiec wielki jest nie do pomylenia z żadnym innym gatunkiem nietoperza występującym na terenie Polski. Długość jego ciała wynosi 65 – 83 mm, rozpiętość skrzydeł 37 – 48 cm, zaś masa ciała waha się w granicach 15 – 45 g. Posiada gęste, jedwabiście lśniące futro, o krótkich włosach, ubarwione jednakowo na całym ciele – u osobników młodocianych jest ciemnobrązowe, a u dorosłych rudobrązowe.
Uszy ma krótkie i zaokrąglone, z krótkim koziołkiem przy końcu płatowato rozszerzonym, przypominającym grzybek – jego szerokość w górnej części większa przynajmniej dwukrotnie niż w dolnej. Tylna krawędź ucha zakończona jest charakterystycznym fałdem sięgającym kąta pyszczka. Te masywne, krótkie i szerokie uszy odróżniają borowca od innych gatunków.Borowiec wielki w locieSkrzydła ma wąskie, a błona lotna na nich, podobnie jak pyszczek, jest ciemnobrązowa, niekiedy niemal czarna, przyczepiona do pięty. Osobniki dorosłe posiadają błonę skrzydłową pokrytą gęsto włosami wzdłuż tułowia i przedramienia. Ostroga sięga do połowy odległości między ogonem, a piętą, poza nią wystaje płatek skórny z poprzeczną chrząstką, zaś koniec ogona wystaje poza błonę ogonową na 2 – 3 mm. Przedramię ma długość 50 – 59 mm.
Czaszkę ma dużą i masywną, prawie wcale nie wyprofilowaną. Jej długość kondylobazalna wynosi 17,5 -  21,2 mm, długość żuchwy 13,5 – 15 mm, wysokość gałęzi żuchwy 4,3 – 4,8 mm.
W szczęce górnej znajdują się 2 siekacze, 1 kieł, 2 przedtrzonowce i 3 trzonowce. W szczęce dolnej 3 siekacze, 1 kieł, 2 przedtrzonowce, 3 trzonowce.

Borowiec wielki nie ma wielu wrogów w naturze mogących stanowić poważne zagrożenie dla jego populacji. Nieznaczne wyjątki stanowią przypadki schwytania go przez sowy – puszczyka i płomykówkę. Innymi zagrożeniami wynikającymi z działalności człowieka jest usuwanie starych, martwych lub obumierających drzew, a tym samym zmniejszanie ilości wykorzystywanych przez borowca dziupli czy szczelin za odstającą korą, jak również prace budowlane w miastach związane z termomodernizacją budynków dla osobników ukrywających się w ich szczelinach i innych elementach konstrukcyjnych (bywają zamurowywane w swoich kryjówkach).
Borowiec wielki objęty jest w Polsce ścisłą ochroną jako gatunek wymagający czynnej ochrony i zamieszczony jest w załączniku IV Dyrektywy Rady EWG w sprawie ochrony siedlisk naturalnych oraz dzikiej fauny i flory oraz w załączniku II Konwencji Berneńskiej.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (2)

przez , 01.cze.2016, w Historia

Ewolucja człowieka (1)W średniowieczu do najpotężniejszych i najbardziej szanowanych rodów w Pikardii zaliczali się baronowie Saint-Martin. Z czasem jednak rodzina ta podupadła, a kawaler Monet de Lamarck, należący do zubożałej linii bocznej rodu Saint-Martin, nie wiedział w jaki sposób wyżywić swoje liczne potomstwo. Synowie kawalera de Lamarck właściwie według tradycji rodzinnej powinni byli zostać oficerami, jednakże za edukację oficerską trzeba było słono płacić, a w wielodzietnej rodzinie kawalera w Bazentin nie było zbędnego grosza. Dlatego ojciec zmusił swoje jedenaste i najmłodsze dziecko, Jana Baptystę, do przywdziania szat duchownych.
Jan Baptysta uczęszczał do kolegium jezuitów, ale nie wykazywał skłonności do stanu duchownego. Po śmierci ojca zrzucił zatem pośpiesznie sutannę i już jako żołnierz wziął udział w wojnie siedmioletniej, uzyskując stopień podporucznika. Niestety zawód żołnierski również nie był właściwym rzemiosłem dla niego. W wieku 24 lat z przyczyn zdrowotnych musiał zmienić barwny oficerski mundur na ubranie cywilne.

Udaje się zatem do Paryża. Dla młodego człowieka, bez środków do utrzymania, który ponadto nie otrzymał żadnego odpowiedniego wykształcenia, był to bardzo odważny krok w życiu. Zamieszkał w Dzielnicy Łacińskiej zarabiając na życie jako pracownik biurowy w jednym z kantorów bankowych, ponadto uczęszczał dorywczo na wykłady literatury, muzyki, medycyny i historii naturalnej. Następnie został nauczycielem domowym. W wieku 34 lat napisał książkę „Flora Francji” i w tymże czasie zawarł znajomość z Rousseau, który zachęcił go do kontynuowania prac naukowych. Mimo to może pozostałby na zawsze nieznany, gdyby Buffon nie szukał dla swojego syna wychowawcy i towarzysza podróży. Lamarck zgłosił swoją kandydaturę i ze względu, że był autorem książki botanicznej, został przyjęty. W ten sposób zetknął się w domu hrabiego Buffona z fascynującym światem przyrodoznawstwa. Buffon zorientował się szybko, że ten biedaczyna z Pikardii był dobrym obserwatorem przyrody, obdarzonym niekiepskim talentem pisarskim.

Ponieważ hrabia-przyrodnik, jako zarządca zbiorów królewskich, ogrodów i menażerii, potrzebował stale solidnych współpracowników, poduczył stopniowo byłego duchownego, żołnierza i urzędnika bankowego na pomocnika. Lamarck najpierw musiał zająć się zielnikami w paryskim ogrodzie botanicznym, następnie skamieniałościami w gabinecie przyrodniczym, a wreszcie niższymi zwierzętami w zbiorach zoologicznych. Mógł też nareszcie się ożenić. Było to pierwsze z jego czterech małżeństw, którego owocem było pierwsze z jego siedmiorga dzieci.
Rok przed wybuchem wielkiej rewolucji francuskiej zmarł Buffon. Jego następcą w zarządzaniu ogrodami i zbiorami zostaje niezwykle sentymentalny pisarz-przyrodnik Bernardin de Saint-Pierre, którego powieść „Paweł i Wirginia” stała się bestsellerem ówczesnych czasów. Na swoim nowym stanowisku czuł się zupełnie bezradny wobec zadań administracyjnych i naukowych, które spadły na jego barki. Prawdopodobnie gdyby nie Lamarck, to w wirze wydarzeń rewolucyjnych wzburzony lud spustoszyłby dawne ogrody królewskie i splądrował lub zniszczył skarby w zbiorach.Jan Baptysta LamarckPodczas gdy Saint-Pierre trząsł się ze strachu, Lamarck pośpieszył odważnie do konwentu i przeforsował przejęcie oraz ochronę przez republikę domeny Buffona pod nową nazwą Jardin des Plantes. Wkrótce też został profesorem zoologii przy Narodowym Muzeum Historii Naturalnej – tak oficjalnie nazywano teraz Ogród. W biuletynie tegoż muzeum z 1794 roku zamieszczono następującą wzmiankę:
„Lamarck – lat pięćdziesiąt, ożeniony po raz drugi, żona brzemienna, profesor zoologii w dziale owadów, robaków i mikroorganizmów”.
W wieku, w którym większość mężczyzn osiąga szczyt swojej kariery zawodowej, Lamarck znajdował się praktycznie dopiero u jej progu. Ożenił się po raz trzeci. Wydawało się, że jego kilkakrotne związki małżeńskie oraz kilkoro dzieci jakby przeszkadzały mu w dokonaniu czegoś nowego i nadzwyczajnego na polu naukowym.

Kiedy Akademia Nauk ze względów oszczędnościowych zabrała mu miesięczny, specjalny zasiłek, w petycji do rządu republiki pisał pełen rozgoryczenia, że:
„Wskutek utraty tego wynagrodzenia i niezmiernego wzrostu cen artykułów żywnościowych wpadłem wraz z liczną rodziną w taką nędzę, że nie mogę znaleźć ani potrzebnego czasu, ani nieodzownej niezależności wewnętrznej do wypełniania z pożytkiem moich zadań naukowych”.
Takich petycji wystosował więcej. Nie wystarczała mu jego profesorska pensja, co za sprawą spadku wartości pieniądza nie było niczym niezwykłym. Nie mniej jednak kilkakrotnie udało mu się otrzymać zapomogę z funduszu specjalnego republiki, który docelowo był przeznaczony dla wybitnych artystów i poetów. Dzięki tej pomocy finansowej mógł przez pewien czas utrzymywać się na powierzchni. Niestety w okresie dyrektoriatu i bonapartyzmu dokuczały mu kłopoty finansowe mimo, że otrzymywał normalne wynagrodzenie jako pracownik szkoły wyższej – nie umiał gospodarować finansami, a dzieci miał stanowczo za dużo.

Pomimo tych chudych lat, wśród ogólnie panującego rozgardiaszu, udało mu się napisać obszerną historię naturalna zwierząt bezkręgowych. Dzięki temu dziełu stał się jednym z przodujących zoologów Francji. W trakcie badań budowy zwierząt bezkręgowych, siłą rzeczy zrodziła się u niego myśl o ewolucji.
„Wydaje się, że bezkręgowce wznoszą się coraz wyżej, jakby na szczeblach drabiny, od polipów poprzez robaki aż do mięczaków. Na ostatnich szczeblach tej drabiny stoją najdoskonalsze istoty – kręgowce”.
Lamarck mając 57 lat odrzucił po raz pierwszy wiarę w niezmienność gatunku. Pisząc małą rozprawę „Badania nad ciałami żywymi”, próbował w niej podobnie jak Buffon, wyprowadzić wszystkie formy zwierzęce z jednej praformy:
„Przypuszczalnie, niemal ogólnie przyjęte, że organizmy tworzą gatunki stale odznaczające się niezmiennymi cechami, ustaliło się w czasach, gdy nie rozporządzano wystarczającymi obserwacjami i gdy nauki przyrodnicze niemal nie istniały. Im dalej rozwija się nasza wiedza, tym większy sprawia kłopot określenie tego, co należy uznać za gatunek. W miarę jak gromadzimy dzieła przyrody, staje się oczywiste, że niemal wszystkie luki zapełniają się, a zacierają się nasze linie podziałów”.Ewolucja człowieka (2)Jeśli jednak gatunki nie były niezmienne, wówczas współczesna fauna (jak to już podkreślał Buffon) musiała się rozwinąć z tych form, które obecnie znajdują się w ziemi jako skamieniałości. Lamarck stał się w Jardin des Plantes świetnym znawcą skamieniałości. W swoich wykładach przedstawiał obraz stale zmieniającej się Ziemi, której organizmy z epoki na epokę podlegały nieustannym zmianom:
„Każdy wykształcony człowiek wie, że nic na powierzchni kuli ziemskiej nie pozostaje stale w tym samym stanie. Z upływem czasu wszystko podlega rozmaitym przemianom, dzięki kolejnemu działaniu słońca, wody, a także z innych przyczyn. Te zmieniające się warunki zmieniają potrzeby, przyzwyczajenia i tryb życia zwierząt i dlatego i organizmy muszą się nieznacznie zmieniać, jakkolwiek zmiany te dadzą się dostrzec dopiero po dłuższym okresie czasu. Wśród szczątków kopalnych znajduje się wiele zwierząt, które nie mają swych odpowiedników wśród form żyjących obecnie. Dlaczego zresztą miałby one wyginąć, skoro człowiek nie mógł dokonać ich zniszczenia? Czy, przeciwnie, nie jest możliwe, że osobniki kopalne są przodkami gatunków żyjących do dzisiaj, które się jednak zmieniły od tego czasu?”.

Później w swojej „Filozofii zoologi” Jan Baptysta Lamarck wyraził się jeszcze jaśniej i bardziej zdecydowanie, że gatunki przechodzą jedne w drugie, od prostych wymoczków aż do człowieka. Kopalne formy życia organicznego są rzeczywistymi, prawdziwymi poprzednikami naszych dzisiejszych organizmów. Lamarck nie zadowolił się tym przypuszczeniem. Szukał on również przekonującego wyjaśnienia mechanizmu powodującego coraz wyższy rozwój. Sądził, że nowe warunki wzbudzają u zwierząt i roślin nowe potrzeby i przyzwyczajenia, które to wymagają znowu nowych narządów i nowych czynności. Na podstawie takich rozważań sformułował pierwszą z dwóch podstawowych zasad swojej teorii ewolucji:
„U każdego zwierzęcia, które nie przekroczyło granicy swego rozwoju, częste i stałe używanie jakiegoś narządu wzmacnia stopniowo, rozwija, powiększa ten narząd i daje mu siłę proporcjonalną do długości czasu używania go, podczas gdy stałe nie używanie takiego narządu nieznacznie go osłabia, uwstecznia, zmniejsza stopniowo jego zdolności i w końcu powoduje jego zanik”.

Istoty żywe są więc wytworem warunków, w jakich się znajdują. Pomimo tego zdawał sobie sprawę, że teoria ta, oparta na wpływach warunków zewnętrznych, może zostać przyjęta tylko wtedy, jeżeli równocześnie przyjmie się dziedziczenie cech nabytych. Niezbędne były bowiem niezliczone i następujące po sobie pokolenia, aby z mnogości drobnych sumujących się zmian poprzez coraz lepsze przystosowanie do potrzeb, wywołanych warunkami zewnętrznymi, mógł powstać z jednego gatunku inny. Te myśl wyraził w drugiej zasadzie:
„To wszystko, co przyroda kazała osobnikom nabyć lub utracić pod wpływem okoliczności, które działają na ich rasę od długiego czasu, a w związku z tym pod wpływem dominującego używania jakiegoś narządu lub stałego nieużywania jakiejś części ciała, wszystko to przyroda zachowuje dzięki rozrodowi dla nowych, pochodzących od innych osobników, byleby tylko nabyte zmiany były wspólne obu płciom, czyli osobnikom, które wydały owe nowe osobniki”.Ewolucja homo-Lamarck próbował wyjaśnić swoim studentom istotę tych myśli w sposób poglądowy na typowych przykładach. Opowiadał im, że przodkowie żyraf mieli krótkie szyje, które wskutek stałego wyciągania przy skubaniu liści drzew stawały się coraz dłuższe z pokolenia na pokolenie. Ptaki brodzące, które polowały na ryby na brzegach rzek lub na plażach morskich, były zmuszone wydłużać swoje nogi, aby się nie zamoczyć. W ten sposób ich kończyny stawały się coraz bardziej podobne do szczudeł. Gęsi musiały szukać pokarmu w mule stawów i przy tym wyciągały swoje szyje. W ten oto sposób w ciągu wielu pokoleń wytworzyły się u nich długie i giętkie szyje. Kret, odmieniec jaskiniowy i inne zwierzęta żyjące w ciemnościach nie mają żadnej sposobności używania oczu, dlatego też ich oczy stawały się małe, a nawet zwierzęta te zupełnie ślepły. Lamarck wyciągnął z tego wniosek, że zwierzęta można zmieniać sztucznie przez określone wpływy środowiska lub stałe powtarzanie pewnych zabiegów.

Jeżeli ślepe odmieńce jaskiniowe podda się przez kilka pokoleń działaniu światła, wówczas ich potomkowie na powrót kiedyś zaczną widzieć. Jeżeli będzie się obcinać ogony kilku generacjom myszy, to w końcu z potomków tych amputowanych zwierząt powstaną myszy bez ogonów.
Ku przerażeniu swoich słuchaczy twierdził również, że całkiem jest możliwe, by stworzyć ludzi o jednym oku – należałoby tylko wykłuwać dzieciom lewe oko, następnie kojarzyć wśród nich małżeństwa, a u ich potomków powtarzać ciągle ten okrutny eksperyment – wówczas wreszcie urodziłoby się dziecko posiadające tylko prawe oko. Na szczęście Lamarck nie myślał poważnie o dokonywaniu eksperymentów na ludziach, był bowiem bardzo humanitarnym i subtelnym człowiekiem. Być może wybrał ten przykład tylko dlatego ponieważ cierpiał na chorobę oczu i nie bez podstaw ciągle obawiał się, aby nie oślepnąć. Wierząc mocno w swoją teorię bał się, że jego dzieci mogły odziedziczyć jego dolegliwość, dlatego by temu zapobiec zmuszał siebie i swoją rodzinę do stałego ćwiczenia oczu.

Bez jakiegokolwiek wahania włączył również człowieka do swojej teorii ewolucji:
„Gdyby jakakolwiek rasa czterorękich (zaliczał do nich wszystkie małpiatki i małpy, a dla człowieka stworzył w obrębie ssaków rodzinę „dwurękich”) zmuszona okolicznościami utraciła zwyczaj wspinania się na drzewa i gdyby osobniki tej rasy przez szereg pokoleń musiały posługiwać się nogami tylko do chodzenia i przestały używać rąk jako nóg, nie ma wątpliwości, że wówczas te czterorękie przekształciłyby się w końcu w dwurękie”.
Należy tutaj zaznaczyć, że chociaż Lamarck zaliczył w swojej systematyce człowieka do ssaków i podkreślał jego związki ze światem zwierzęcym, to wywody swoje zakończył stwierdzeniem „innego pochodzenia” człowieka niż pochodzenie zwierząt. To ostatnie stwierdzenie traktuje się jednak w literaturze naukowej jako jego ustępstwo na rzecz panujących wówczas poglądów.Georges Buffon i Georges CuvierNowa postawa doprowadziłaby do wyższego rozwoju zmysłów, do udoskonalenia mózgu i wykształcenia mowy.
„Ta rasa o bardziej udoskonalonych właściwościach, uzyskawszy dzięki temu możność zapanowania nad innymi, zawładnęłaby wszystkimi okolicami na powierzchni naszego globu, które jej odpowiadają. Udałoby się jej wytworzyć między sobą, a najdoskonalszymi zwierzętami różnicę i utrzymać pewnego rodzaju znaczny dystans”.
W czasach Lamarcka nie znano, poza zaprzepaszczonymi okazami proboszcza Espera, żadnych kopalnych szczątków ludzkich lub form przedludzkich. Jak dzisiaj wiemy teoria Lamarcka opierała się i bez tego na bardzo kruchych podstawach. Jego idea ewolucji w większym stopniu była filozofią niż biologią i nie mogła udowodnić ani wpływu środowiska na postać istot żywych, ani dziedziczenia cech nabytych.

Dopiero prawie w 100 lat później rozgorzał spór właśnie na temat tych zagadnień między lamarkistami i darwinistami, między zwolennikami działania warunków środowiska na organizmy i reprezentantami teorii doboru naturalnego.
Koncepcja Lamarcka podjęta w drugiej połowie XIX wieku dała początek nowym kierunkom, jako neolamarkizm i psycholamarkizm. Później zapanowała teoria dominująca w biologii, tak zwany „syntetyczny ewolucjonizm” oparty na teorii Darwina i na nowych zdobyczach poszczególnych dyscyplin biologicznych.
Jan Baptysta Lamarck poniósł porażkę nie tylko z powodu słabych punktów swojej teorii. Do klęski przyczyniła się ta część teorii, która jak się później okazało, była zupełnie słuszna – mianowicie, iż wśród organizmów kopalnych znajdują się przodkowie dzisiejszych istot żywych.
Kariera naukowa Lamarcka skończyła się w chwili, gdy wypowiedział mu walkę największy zoolog i paleontolog tego niespokojnego czasu, młodszy od niego o 25 lat, Georg Cuvier.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

przez , 15.cze.2015, w Galimatias

21TJW dniach 29 – 31 maja 2015 roku na terenie nieczynnego kamieniołomu „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych, których corocznym organizatorem jest Speleoklub „Bobry” z Żagania, mający na miejscu swoją bazę „Dziuśkową Chatę”.
Podobnie jak w poprzednich latach na speleomistrzostwa przyjechało wielu zawodników z kilku speleoklubów. W tym roku pogoda nie była sprzyjająca, ilość przybyłych osób była mniejsza, a oprawa imprezy wydawała się być skromniejsza. Przygotowania do zawodów głównych jak i imprezy towarzyszące rozpoczęły się w piątek 29 maja, między innymi zakwaterowaniem zawodników. O godz. 19.00 tradycyjnie rozegrano mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa.21TJ1Po raz pierwszy w historii został on wygrany przez grotołazów (wynik 7:6). W trakcie zaciętej walki kontuzjowany i zniesiony z boiska był prezes „Bobrów” Marcin Furtak, zaś bohaterem meczu okrzyknięto Marcina Wesołowicza z WKGiJ, który dzielnie obronił karnego w końcówce spotkania.
O godz. 20.30 otwarto wystawę z prelekcją pt: „Przyrodnicze Skarby Gór Kaczawskich” autorstwa Mariana Bochynka, a także wystawę Speleoklubu Bobry Żagań „Chiny: Korona Podziemi – Chińskie Giganty” (w miejscowej Sali Widowiskowej przy ul. Bolesława Chrobrego 105). W sobotę 30 maja o godz. 10.00 (po rejestracji, zamknięciu listy i odprawie zawodników), nastąpiło oficjalne otwarcie 21. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych i rozpoczęcie zmagań. Opłata startowa przy zgłoszeniu internetowym wynosiła 20 zł, w dniu startu 30 zł + ubezpieczenie NNW.21TJ2Całość poprowadził szef Przeglądu Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju – Maciej Sokołowski. Kierownikiem tegorocznej trasy składającej się z 3 etapów (poręczowanie – na ścianie kamieniołomu, meander – rozbudowany w tym roku, autoratownictwo z udziałem partnera – w ubiegłym roku wykorzystywano 76 kg manekina „Janusza”) był instruktor PZA z WKGiJ Bartek Sierota, zaś sędzią głównym Rajmund Kondratowicz.
Mistrzostwa były techniczne i do czwartego etapu przeszli zawodnicy z najlepszym czasem oraz poprawnie wykonanymi zadaniami. Za błędy naliczane były punkty karne, możliwa też była dyskwalifikacja zawodnika. W speleomistrzostwach udział wzięło 30 zawodników, w tym 9 kobiet.21TJ3Mistrzostwom towarzyszyły Otwarte Zawody Wspinaczkowe (dla dużych i małych) na sztucznej ściance wspinaczkowej, zawody w pchnięciu kulą, miasteczko zabaw i tyrolka dla dzieci.
Na miejscu można było nabyć pamiątkowe t-shirty, literaturę górską (w tym archiwalne numery czasopisma „Grotołajzy” Speleoklubu Bobry), a na stoiskach sprzęt wspinaczkowy. Nie zabrakło również stoiska gastronomicznego.
Podczas tegorocznych mistrzostw możliwa była również klasyfikacja zespołowa. W zmaganiach wzięli udział członkowie takich klubów jak: Speleoklub „Bobry” Żagań, Speleoklub Dąbrowa Górnicza, SWL Politechniki Wrocławskiej, SKTJ Sopot, Wrocławski Klub Wysokogórski, Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego.
Zawody zakończyły się około godz. 17.00 klasyfikacją generalną i wręczeniem nagród za zajęcie poszczególnych miejsc oraz prenumerat czasopism „Jaskinie”, „Taternik”, NPM Magazyn Turystyki Górskiej” oraz karnetów na odbywający się we wrześniu Przegląd Filmów Górskich w Lądku-Zdroju im. Andrzeja Zawady.21TJ4Klasyfikacja:
Kobiety:
1 miejsce – Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Iza Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza)
3 miejsce – Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
W klasyfikacji zespołowej kobiet zwyciężył zespół w składzie Paulina Piechowiak i Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego). Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.21TJ5Mężczyźni:
1 miejsce – Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Andrzej Żak (SWL Politechniki Wrocławskiej WKW)
3 miejsce – Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski)
W klasyfikacji zespołowej mężczyzn zwyciężyli:
1 miejsce – Michał Macioszczyk i Amadeusz Lisiecki (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Adam Stucki i Paweł Tomaszewski (SKTJ Sopot)
Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.
W mistrzostwach zdyskwalifikowanych zostało 17 zawodników (5 kobiet i 12 mężczyzn).21TJ6Na sobotni wieczór po godz. 20.00 przygotowano ognisko integracyjne i imprezę za „Dziuśkową Chatą” (za którą również udostępniono pole namiotowe) oraz gorącą niespodziankę dla uczestników w postaci specjalnego „nocnego pokazu” w wykonaniu grotołażek z Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego.
Partnerami speleomistrzostw byli: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy, Speleoklub „Gawra”, Urząd Miasta Żagań, Gmina Wojcieszów, Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Stowarzyszenie „Sobieradzik”.
Partnerami medialnymi zaś: Gazeta Wyborcza, Taternik, Góry, Jaskinie, NPM Magazyn Turystyki Górskiej oraz portale: wspinanie.pl, climb.pl, portalgorski.pl, taternik.org, off.sport.pl, drytooling.pl, brytan.pl
Opieka medialna: Teleexpress

relacja z 20. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth

przez , 01.cze.2015, w Pod ziemią

Czaszka ludzkaDo XIX wieku potop był jedyną dopuszczalną przez kościół teorią tłumaczącą przemiany, jakim ulegała Ziemia oraz odkrywane skamieniałości dawnych organizmów. Pomimo, że zaczynały się już wielkie dni geologii i paleontologii, okres w którym te nauki wyszły z wieku dojrzewania i przeszły wręcz burzliwy rozwój, wielu badaczy nie mogło się zdobyć na zrezygnowanie z biblijnego opisu stworzenia jako źródła poznania.
Teza o potopie wywoływała wielki rozkwit kolekcjonerstwa, przyczyniając się tym samym do powstania wielu znakomitych dzieł. Równolegle jednak stawała się stopniowo coraz skuteczniejszym hamulcem dla dalszych badań. Nim jednak inne teorie i metody zastąpiły hipotezę o wielkiej powodzi, udało się pewnemu teologowi odkryć obok innych przedpotopowych istot także pierwszego prawdziwego człowieka z pradawnych czasów.
Wśród kolekcjonerów i badaczy jaskiń tamtych czasów znajdowało się wielu teologów, których musiała w szczególny sposób nęcić możliwość poznania wyglądu świadków potopu oraz przekonania się, w jakim stopniu potwierdzają oni biblijną Księgę Rodzaju.

Nawet później, gdy pogląd dyluwialistów został już dawno obalony, księża pozostali wierni badaniom paleontologicznym – teraz nie chodziło im już o powódź ze Starego Testamentu, lecz o „źródło” pochodzenia człowieka. Wielu badaczy, takich jak między innymi Bourgeois, Teilhard de Chardin, Hugo Obermaier czy Henry Breuil, zapisało się na zawsze w historii paleontologii i prehistorii.
Jeden z wczesnych poprzedników tych „badaczy w sutannach”, którzy entuzjazmowali się paleontologią, podjął się w 1774 roku eksploracji jaskini w pobliżu Gailenreuth (frankońska Szwajcaria) i zbierania w niej kopalnej kości słoniowej. Nie wiadomo do jakiego stopnia proboszcz Johann Friedrich Esper (1732 – 1781) był wiernym zwolennikiem teorii potopu, stwierdzono tylko, że gdy natknął się w jaskini na rozmaite kości, nie uznał ich od razu za szczątki zatopionych w czasie potopu zwierząt, lecz zastanawiał się nad nimi w sposób jak najbardziej racjonalistyczny. Czyżby to zwierzęta drapieżne zagrzebywały tu swoją zdobycz? A może ludzie wykorzystywali jaskinie jako miejsce gromadzenia padliny?Johann Friedrich EsperJak na duchownego były to aż nadto wystarczająco heretyckie rozważania. Ksiądz J.F. Esper od swych współczesnych różnił się ponadto jeszcze tym, że w sposób dramatyczny, ale bardzo dokładny opisywał swoje eskapady do jaskiń. Umiał wczuć się w swoistą i niepowtarzalną atmosferę podziemi jaskiń i oddać bardzo obrazowo uczucia ogarniające go, jako samotnego badacza:
Jeszcze nie dojdzie się do końca tych grobowców, a już powietrze staje się bardzo duszne. Jeśli spędzi się tu kilka godzin, nikt nie jest w stanie, mając nawet najlepszy materiał palny, rozniecić ognia. Nie wiem też, co to za szczególna woń unosi się z odzieży… Jeśli się nagle odłamie i rozbije jakąś kość, to często się zdarza, że nieprzyjemny i odurzający zapach uderza w nozdrza… Mimo to nikt, kto choć trochę jest ciekawy, nie zawraca, zanim nie dojdzie do końca„.
Esper czołgał się na brzuchu przez najwęższe przejścia w jaskiniach, wybierając wszędzie z mulistego gruntu (namuliska) kości i ich małe fragmenty.

W swej żywej fantazji wyobrażał sobie, w jaki sposób zginęły w jaskiniach te stworzenia, których szczątki odnajdywał:
Czy te gromady stworzeń żyły tu w pobliżu? Czy zginęły one w tym miejscu jedynie przez przypadek? A może to jakiś cudowny zbieg okoliczności spowodował nagromadzenie się ich szczątków we wspólnej mogile? Wyobrażałem sobie ich ostatnie chwile, myślałem o tych westchnieniach i wrzaskach, wśród których zmęczone i zbolałe oddały swe ostatnie tchnienie… Ze zgrozą myślałem o szalonym oporze tych potężnych kości przeciw temu zbiegowi okoliczności, który pozbawił je życia… Teraz na nich wszystkich ciąży ogromne milczenie„.
Im dokładniej Esper badał Jaskinię Gailenreuth, tym silniej dręczyły go stawiane samemu sobie pytania. Mówił o przypadku, o katastrofach, roztrząsał jeszcze inne różne przypuszczenia i hipotezy związane z pochodzeniem starych pokładów kości.
Początkowo sądził, że są to kości ludzkie, uważając Jaskinię Gailenreuth za starą jaskinię zbójecką, w której to zbójnicy mordowali i grzebali swoje ofiary.Czaszka pokryta polewą kalcytowąNastępnie badając dokładniej w późniejszym czasie odnajdywane kości, doszedł do wniosku i stwierdził, że ludzi o głowach i zębach tego typu nigdy nie spotykano na ziemi, zatem musiały to być (jak przez jakiś czas sądził) kości drapieżników takich jak wilki i hieny.
Czyżby jednak wilki i hieny wykorzystywały tę jaskinię jako wspólny grób? To wydawało mu się niemożliwe.
W końcu Esper stwierdził, że większość szczątków zwierzęcych w Jaskini Gailenreuth wykazuje uderzające podobieństwo do kości niedźwiedzia. Wprawdzie określił je jako szczątki niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos) żyjącego do dziś, podczas gdy w rzeczywistości należały one do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus), który zamieszkiwał tereny Europy w okresie plejstocenu około 300 tysięcy lat temu, wymierając pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 28 tysięcy lat temu. Nie pomniejsza to jednak wcale jego zasługi dla tego odkrycia, gdyż do czasów Espera szczątki niedźwiedzi jaskiniowych powszechnie uważano za resztki smoków lub innych potworów.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Z genialną przenikliwością jednak ten frankoński duchowny, który w dziedzinie anatomii i zoologii był zupełnym laikiem, wydał o tych pozornych „smoczych kościach” opinię, która już była tylko o włos od prawdy.
Człowiek, który miał odwagę stawiać pytania i rozważać możliwość powstania skamieniałości dzięki jeszcze innym zjawiskom oprócz biblijnego potopu, naturalnie nie był zaskoczony, gdy wreszcie natrafił na niewątpliwe, autentyczne szczątki ludzkie (!).
Esper odkrył najpierw w namulisku Jaskini Gailenreuth żuchwę ludzką, a później ludzką łopatkę. Po długich poszukiwaniach wykopał w końcu z mieszanym uczuciem radości i przerażenia nawet dobrze zachowaną ludzką czaszkę.
Zwolennicy szkoły Scheuchzera bez wahania przedstawiliby te znaleziska jako szczątki człowieka z czasów potopu. Esper jednak zastanawiał się. Szczątki człowieka bowiem leżały wspólnie z kośćmi zwierząt, których nie był w stanie zidentyfikować.
Leży tam być może chłop i jego zwierzę, może szlachcic i jego rumak, może jakiś człowiek dyluwialny, może kapłan celtycki lub chrześcijanin… Jak długo już spoczywacie, synowie ziemi ukołysani nicością? Wydaje się, że sam Stwórca użyczył wam pokoju…

Wielką zasługą Espera jest to, że zastanawiał się i nie przyjmował bezkrytycznie panujących wówczas poglądów. W końcu jednak akceptował teorię o potopie. Z jego rąk ujrzała światło dzienne odważna publikacja pt: „Wyczerpująca wiadomość o nowo odkrytych zoolitach”, w której na wielu tablicach zamieścił dokładne ilustracje znalezisk z Jaskini Gailenreuth, pisząc w niej tak o odnalezionych kościach:
Było was zapewne wielu. Nawet legiony, które podbijały obce kraje, nie pozostawiły po sobie nigdy tylu śladów swego pobytu. Ale kimże jesteście? Wydaje się, że fale, które unosiły arkę, nasunęły na was te kamienie grobowe…
Wydaje się… – zawsze jeszcze w formie pytania, przypuszczenia, gdyż Esper był wyznawcą i kierował się prastarą mądrością, według której powątpiewanie jest źródłem poznania.
Nie wiadomo, jakie formy ludzkie udało się Esperowi wykopać, gdyż „kości z Gailenreuth” zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Być może były to szczątki człowieka z neolitu lub kromaniończyka z młodszego paleolitu lub nawet neandertalczyka.Szczątki zwierząt pokryte polewa kalcytowaJohann Friedrich Esper ewidentnie wskazał drogę antropologom i historykom pisząc:
Jeśli w namulisku jaskini pogrzebane są kości przedpotopowych zwierząt wraz z ludzkimi, to człowiek ten musiał żyć w tym samym czasie, co i te zwierzęta„.
Tymczasem „człowieka dyluwialnego” Scheuchzera przestaje się traktować poważnie za sprawą  powiewu nowych wiatrów w dziedzinach naukowych.
We Francji między innymi, w środowisku naukowym, zaczyna toczyć się dyskusja nad genezą różnych rodzajów skał, a Ziemię zaczyna się porównywać do innych ciał niebieskich. Zaczynają również nabierać rozgłosu pierwsze teorie ewolucyjne. Pogląd biskupa Ushera, według którego Ziemia została stworzona około 4.000 lat temu, był od dawna przestarzały. W Paryżu zaś hrabia Buffon próbował na drodze eksperymentalnej wykazać, że wiek Ziemi wynosi około 75.000 lat.
W klimacie tak gwałtownego postępu nie interesowano się specjalnie przedpotopowym człowiekiem.

W związku z powyższym książka proboszcza J.F. Espera pozostała nie zauważona. Wprawdzie w 1804 roku anatom Johann Christian Rosenmüller ponownie przeprowadził badania w Jaskini Gailenreuth zwracając uwagę fachowców na odkrycia Espera, jednak w opinii uczonych proboszcz-badacz jaskiń był jedynie dla nich dyletantem.
Przypuszczano, że odnalezione przez niego kości ludzkie obsunęły się podczas nieprofesjonalnie prowadzonych prac wykopaliskowych do jego „niedźwiedziej jaskini” z jakiegoś starszego cmentarzyska. Tym samym sprawę odkrytych kości w Jaskini Gailenreuth uznano za zakończona dla nauki.
Teoria potopu ustąpiła teraz miejsca walce dwóch szkół naukowych, z których każda na swym sztandarze wypisała imię antycznego boga.
W centrum zainteresowania znalazł się prastary problem: który żywioł – woda czy ogień – były praprzyczyną wszystkiego, co istnieje na Ziemi.

(PZP)
GeoExplorer

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Daisy

przez , 09.lut.2015, w Pod ziemią

Autor we wnętrzu sztolniHistoria górnictwa węglowego w Wałbrzychu (Waldenburg) zaczyna się w XIV wieku. Pierwszy zachowany dokument dotyczący powstania pierwszej wałbrzyskiej kopalni węgla kamiennego pochodzi z 1366 roku. Wspaniała historia górnictwa Wałbrzycha kończy się w 1998 roku, kiedy to na powierzchnię wyjeżdża ostatni wagonik z węglem. W mrocznych czeluściach sztolni zapada cisza, której niestety zapewne nic już nie zakłóci. Natomiast historia górnictwa kruszcowego na terenie Wałbrzycha i okolic jest trochę młodsza i datowana na XVI wiek. Z tego właśnie okresu pochodzą zachowane dokumenty księstwa świdnicko-jaworskiego odnoszące się do eksploatacji żył kruszconośnych wokół masywu Chełmca. Do XVIII wieku eksploatowano tu między innymi ołów, srebro, arsen, nikiel, miedź i cynk.
Dzisiaj wybierzemy się do jednej z takich kopalń, XVIII-wiecznej kopalni srebra, zwanej Sztolnią Daisy zlokalizowanej w Lubiechowie (Liebichau), który jest dzielnicą Wałbrzycha.Wlot sztolni DaisySztolnia znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Samochód zostawiamy w pobliżu Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – od tego miejsca do sztolni jest około 800 m. Ale bardzo mylą się ci, którzy myślą, że sztolnie jest łatwo zlokalizować. Wchodzimy do lasu, po kilkudziesięciu metrach natrafiamy na sporą ilość niewielkich dziur wykopanych przez „biedaszybowców” – widać że chłopaki robili próbne wykopy sondując głębokość zalegania węgla. Idziemy dalej, poruszając się zygzakiem, aby skutecznie przeczesywać teren. Po godzinie trafiamy na wyróżniający się w terenie kamieniołom. No cóż,  kamieniołom to kamieniołom, nie to jest celem naszej wędrówki. Podchodzimy jednak bliżej, teraz dopiero zauważamy, że obok kamieniołomu pnie się w górę ledwo widoczna dróżka – zobaczymy gdzie nas zaprowadzi. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do drugiego jak nam się wydawało kamieniołomu i nagle naszym oczom ukazuje się wytęskniony widok – dwie czarne dziury zionące chłodem. A więc jednak udało się!Sztolnia DaisyW pośpiechu zakładamy kaski, sprawdzamy latarki i wchodzimy. Wejście do dolnej sztolni ma około metra średnicy, przez które z łatwością prześlizgujemy się, a za nim wyrobisko opada ostro w dół. Powoli krok za krokiem idziemy do serca tajemniczej Daisy. Świecąc latarką na wprost sztolnia wydaje się nie mieć końca, strop majaczy gdzieś wysoko niczym sklepienie katedry. Po chwili wszystko staje się jasne – jesteśmy w środku ogromnej komory wydobywczej. Kierując strumień światła na ociosy dosłownie odejmuje nam mowę z zachwytu, gdyż naszym oczom ukazują się fantastyczne formacje naciekowe, w postaci kaskad i polew, które ciągną się na znacznym odcinku. Cała sztolnia w świetle latarki mieni się jakby była wysadzana diamentami. Ostrożnie idziemy dalej i dochodzimy do szybu transportowego, który łączy sztolnie z powierzchnią. Czujemy miły, świeży powiew powietrza, w uszach dzwoni niczym niezmącona cisza, przerywana tylko chwilami przez krople wody spadające ze stropu. Z każdym oddechem i z każdym krokiem coraz bardziej zanurzamy się w świat, w którym czas zatrzymał się w XVIII wieku.

Czuć ducha tego miejsca – tylko bicie naszego serca przypomina nam, że jesteśmy tu tylko gośćmi, a może raczej intruzami przerywającymi panujący od wieków spokój i ciszę. Po przejściu następnych kilkunastu metrów natrafiamy na niszę w ociosie – wygląda na to, że próbowano drążyć nowy chodnik, jednak z jakichś powodów prace przerwano. Dochodzimy do przodka. Pora wracać do wyjścia. Nasz drugi cel to mała sztolenka nad komorą wydobywczą. Ciężko to nawet nazwać sztolnią, gdyż jest to bardzo krótki chodniczek, dosłownie kilkumetrowej długości, który łączy się z szybem w połowie jego długości. Postanawiamy wejść na szczyt wzniesienia i zobaczyć szyb od góry. Okazuje się, że wlot szybu jest bardzo niebezpieczny, gdyby ktoś nieświadomy zagrożenia tędy przechodził, to o tragedię nie trudno. Szyb posiada co prawda ogrodzenie ale jest ono tak zniszczone, że nie stanowi już żadnego zabezpieczenia.Wlot szybu transportowegoReasumując, sztolnia jest jedyna w swoim rodzaju – bogata szata naciekowa i rozmiar obiektu sprawia, że odnosi się wrażenie przebywania w prawdziwej jaskini, a nawiasem mówiąc, sztolnia posiada też swoją drugą nazwę – Jaskinia Daisy, co w stu procentach oddaje jej wygląd. Długość wielkiej komory wydobywczej wynosi 57 metrów, przy głębokości 24 metrów, a szyb transportowy ma 12 metrów wysokości.
Muszę w tym miejscu dodać, że jest jeszcze jedno wyrobisko kilkunastometrowej  długości, którego niestety nie udało nam się zobaczyć – robiło się już późno i czas było wracać do samochodu. Ale nic straconego, na pewno tu jeszcze wrócimy.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szczerbówka – złoty motyl podziemi

przez , 26.sty.2015, w Flora i Fauna

Szczerbówka ksieniEksplorując podziemia często w świetle swych czołówek dostrzegamy na ścianach sztolni i jaskiń mieniącego się od kropel wody na swych skrzydłach, pobłyskującego złotem motyla.
Ten motyl to szczerbówka ksieni (Scoliopteryx libatrix) nazywana też szczerbówką wierzbówką. Jej dwuczłonowa nazwa pochodzi od wyszczerbionych zewnętrznie skrzydeł i przełożonej klasztoru żeńskiego (ksieni).
Szczerbówka jest średniej wielkości ćmą z rodziny Erebidae, podrodzina Scoliopteryginae. Niegdyś klasyfikowana była do rodziny sówkowatych (Noctuidae), podrodziny Calpinae, podrodziny ciem odżywiających się krwią ssaków. Choć głównie są to ćmy występujące w strefie tropikalnej, również w Polsce można spotkać tego motyla-wampira. Na południu Polski (województwo Małopolskie i Podkarpackie) występuje Calyptra thalictri, którego samce od czasu do czasu uzupełniają swoją dietę krwią ssaków. Na szczęście rzadko atakują ludzi.

Szczerbówka jest gatunkiem licznie rozpowszechnionym na terenie całego kraju, bardzo pospolita i występująca głównie na terenach wilgotnych takich jak lasy łęgowe czy wilgotne zarośla, brzegi rzek i strumieni, lasy liściaste i mieszane ale nieobce są jej parki, ogrody i cmentarze. Ten piękny motyl osiąga rozpiętość skrzydeł od 40 do 45 mm. Zewnętrzne brzegi pierwszej pary skrzydeł są charakterystycznie ząbkowane, wyszczerbione. Barwa w zależności od osobnika jest brązowa lub szaro – brązowa o zmienności odcieni barw. Charakterystyczne są natomiast rdzawe plamy przypominające trochę wyglądem literę „L” w części nasadowej przedniej pary skrzydeł. Na skrzydłach znajdują się białe plamki oraz biegną dwa poziome, zygzakowate białe paski. Ubarwienie często nazywane jest „rysunkiem ognistym”.
Ciekawostka: czasowym pasożytem szczerbówek (parazytoidem) jest Pimpla rufipes składająca swoje jaja w jej ciele. Larwy żywią się jej ciałem nie pozbawiając życia przed przepoczwarzeniem.Szczerbówka ksieni (1)Ksieni prowadząca nocny tryb życia najbardziej staje się aktywna podczas pełni księżyca. Wychodząc na blask księżyca poszukuje pokarmu w postaci nektaru kwiatowego, wysysa sok z owoców i jagód, szczególnie tych opadłych, przejrzałych. Nocą odbywa się też składanie jajeczek przez samice. Do tego celu wyszukują liści wierzb, topoli bądź jarzębów. Na liściach tych drzew rozwijają się (żerują) ich, pięciocentymetrowe gąsienice. Są podłużne, gładkie, barwy zielonej, często z dwoma białymi paskami ciągnącymi się wzdłuż boków ciała. Gąsienice występują od maja do września, budując pod koniec swojego rozwoju umieszczony w oprzędzie, cienki białawy kokon. W nim przeobrażają się w dość sporą brązową lub czarną poczwarkę. W ciągu roku szczerbówka ma dwa pokolenia. Charakterystycznym elementem życia tego motyla jest sposób zimowania. Właśnie wtedy najczęściej spotykamy go licznie podczas eksploracji podziemi. Już w trakcie jesieni dorosłe osobniki (imago) tłumnie zlatują się do jaskiń i sztolni (korzystają również ze środowisk antropogenicznych takich jak bunkry, piwnice czy strychy) i stopniowo zapadają w stan owadziej hibernacji czyli tak zwanej diapauzy. Podczas tego procesu nierzadko tworzą większe skupienia na ścianach lub stropie, a ich ciała pokrywają się kropelkami wody zwracając tym samym naszą uwagę.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Studniczek jaskiniowy

przez , 05.gru.2014, w Flora i Fauna

StudniczekStudniczek jaskiniowy zaliczany jest do grupy stygobiontów (troglobiontów) zamieszkujących wody podziemne.
Stygobionty są organizmami przystosowanymi do życia w wodach podziemnych, tak zwanego stygalu. Ze względu na panujące specyficzne warunki, takie jak na przykład niska temperatura i brak światła, u tego typu organizmów obserwuje się specyficzne przystosowanie utrudniające egzystowanie w innych typach wód – zanik organów wzroku czy zanik pigmentu w skórze i powłokach ciała, w wyniku czego ciało jest na ogół białe lub przezroczyste. Kolejnymi charakterystycznymi cechami tych zwierząt jest fotofobizm – unikanie światła, spowolnienie procesów metabolicznych, zanik periodyczności sezonowej w związku ze stałą temperaturą wody i brakiem wpływu pór roku oraz znaczny rozwój narządów dotyku, a tym samym narządów ułatwiających orientację przestrzenna w ciemności.

Ze względu na genealogię stygalu jedna część stygobiontów pochodzi od różnych form życia w wodach słonych (morskich), druga zaś część od form słodkowodnych. Tłumaczyć to można przetrwaniem niektórych hydrobiontów po nasunięciu się lądolodu, które mogły przystosować się do życia w wodach podziemnych. W związku z tym powstał podział stygobiontów na:
- paleostygobionty – gatunki o najstarszym rodowodzie,
- neostygobionty – gatunki o młodszym rodowodzie,
- substygobionty – gatunki, które przystosowały się do stygalu niedawno.
W Polsce stygobionty występują jedynie w górach, a przedstawicielami studniczka jaskiniowego są trzy gatunki: Studniczek podziemny (Niphargus aquilex), Studniczek tatrzański (Niphargus tatrensis) i Niphargus puteanus.

Studniczek jest gatunkiem skorupiaka z rządu obunogów, kiełża żyjacego w wodach podziemnych jaskiń, zasiedlającego potoki i rzeki przepływające przez jaskinie oraz żyły wodne. Występuje również na dnie dużych górskich oligotroficznych jezior, w głębokich studniach i źródłach mających połączenie z wodami podziemnymi.
Studniczek tatrzański (Niphargus tatrensis) to mały, długości 6-16 mm, białawy skorupiak wodny, odznaczający się zanikiem oczu lub zachowaniem ich w formie szczątkowej i brakiem pigmentu. Odkryty został w 1887 roku przez Augusta Wrześniowskiego w zakopiańskich studniach, a opisany w 1888 roku. Na terenie Tatr po raz kolejny został odnaleziony w Jaskini Miętusiej przez Kazimierza Kowalskiego w 1950 roku. Kolejne jego stanowiska występowania stwierdzono w Jaskini Zimnej, Jaskini Mroźnej, Jaskini Mylnej. Pojawia się też wypływając z wód podziemnych w źródłach Tatr na przykład w Lodowym Źródle w Dolinie Kościeliskiej, Podtatrza, Beskidów Zachodnich i jaskiniach Sudetów (np.w podziemnym jeziorku w Jaskini Radochowskiej). Ostatnio stwierdzono jego występowanie w Wywierzysku Olczyskim. Nie stwierdzono go w środowiskach antropogenicznych jakimi są sztolnie i kopalnie.
Studniczek jako jeden z przedstawicieli speleofauny uważany bywa za relikt trzeciorzędowy.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej

przez , 31.paź.2014, w Pod ziemią

Jaskinia NiedźwiedziaRezerwat Przyrody „Jaskinia Niedźwiedzia” w Kletnie jest niezwykle cennym obiektem z uwagi na występowanie w niej unikalnej w skali naszego kraju szaty naciekowej, a także kości zwierząt plejstoceńskich. Jaskinia Niedźwiedzia została odkryta w październiku 1966 roku w wyniku działalności świeżo założonego kamieniołomu Kletno III w jego czołowej ścianie. W 1967 roku ustanowiono ją pomnikiem przyrody, a od 1977 roku Jaskinia Niedźwiedzia i przyległy do niej teren o powierzchni 89 ha został ustanowiony rezerwatem przyrody. Celem ochrony jest zachowanie unikalnej jaskini z bogatą szatą naciekową występującą we wszystkich możliwych formach takich jak stalaktyty, makarony, stalagmity, stalagnaty, draperie, zasłony, polewy, żebra i nacieki kaskadowe, pola ryżowe, nacieki wełniste, misy martwicowe, grzybki, pizolity – perły jaskiniowe (wyjątkowych rozmiarów), heliktyty, znaleziska kostne zwierząt plejstoceńskich oraz drzewostanów z rzadkimi roślinami runa. W 1983 roku udostępniono ją do zwiedzania turystom trasą o długości 360 metrów. Prace prowadzone w niej przez dziesiątki lat pozwoliły na zinwentaryzowanie ponad 3000 metrów korytarzy i sal. W jaskini i jej sąsiedztwie prowadzone są prace eksploracyjno-poszukiwawcze oraz badania naukowe.Sala PałacowaW grudniu 2011 roku członkowie Sekcji Grotołazów z Wrocławia wspólnie z Sekcją Speleologiczną „Niedźwiedzie” z Kletna (działając za zezwoleniem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu) dokonali odkrycia nowych partii korytarzy w Jaskini Niedźwiedziej. Prace eksploracyjne rozpoczęły się już w 2009 roku po wcześniejszym przeanalizowaniu dotychczasowych publikacji naukowych i przeprowadzeniu badań, które wskazywały na fakt, iż znana część jaskini stanowi tylko fragment niepoznanego jeszcze systemu.
Pierwsze prace rozpoczęto w Jaskini Dudnisko odkrytej w 1998 roku, wstępnie spenetrowanej – jej otwór wejściowy zawalił się i przez kilkanaście lat pozostawał niedrożny. W 2009 roku grupa grotołazów podjęła próbę odkopania otworu wejściowego z nadzieją, że system jej korytarzy będzie prowadził w kierunku góry Stromej 1166 m n.p.m. Okazało się jednak, że jaskinię tworzy tektoniczna szczelina – podobna sytuacja wystąpiła w sąsiedniej Jaskini Sądejowa Szczelina.
Równolegle prowadzone były prace eksploracyjne w Jaskini Niedźwiedziej, m.in. w Korytarzu Wodnym pod Rondem, Meandrze, Chomisiowym, Korytarzu Rafy Koralowej, Korytarzu Kalcytowego Potoku i południowej odnodze Korytarza Kryształowego.DraperiaW kwietniu 2012 roku w trakcie sprawdzania stropu Korytarza Kryształowego grupa grotołazów, po około 20 metrach niebezpiecznej wspinaczki, rozebrała zawalisko w stropie szczeliny Krasowe Urwisko udrożniając tym samym wejście do korytarza Gang Zdzicha i odkrywając nowe ciągi jaskini 120-metrowej długości z 7-metrową Studnią Strachu. Z jej dna, po kilkudziesięciu metrach odkryto kolejne partie jaskini wypełnione charakterystycznymi grzybkami kalcytowymi – Kalafiornik. Po wspięciu się na górne piętro meandra, pośród nacieków, odnaleziono wąską szczelinę z wyczuwalnym silnym przewiewem powietrza, za którą widoczny był kilkudziesięciometrowy korytarz. Szczelinę częściowo sztucznie powiększono by podjąć dalszą eksplorację.
Odkryte partie, posiadające dużo nacieków, różnobarwnych polew kalcytowych i krystalicznie czyste jeziorko, nazwano kolejno: „ciąg 27,27″ i „Dzikie Plaże”. Na końcu jeziorka znajdował się zacisk, który minięto po odkuciu kilku fragmentów skalnych, trafiając do małej salki ze zwężającym się korytarzykiem, zakończonym kolejną wąską szczeliną z silnym prądem powietrza – „Gilotyną”.Jaskinia Niedźwiedzia (1)2 maja 2012 roku za Gilotyną natrafiono na kilkumetrowej średnicy salę, której ściany niemal w całości były oblane kalcytowymi naciekami. Następnie grupa grotołazów podjęła eksplorację szczeliny usytuowaną poprzecznie do ciągu jaskini, którym dotarto do tego miejsca. Podążając w górę szczeliną, doprowadziła ona do olbrzymiej sali jaskiniowej. Wejście doń stanowiła potężna wanta oderwana ze stropu tworząca swego rodzaju plateau. Odkryta ogromna komora okazała się być pełną nacieków, kaskad i draperii.
Sala wygląda trochę jak amfiteatr, gdzie w miejscu sceny wyrasta ze spągu, spływająca po ścianie, wysoka na około 15-20 metrów kaskada. Z okien w stropie wypływają kalcytowe żyrandole i ośmiornice, a większa część jej powierzchni oblana jest różnokolorowymi polewami„.
Grotołazi następnie dotarli do miejsca, w którym wspinali się na formację w rodzaju balkonu, gdzie lewa ze ścian pokryta jest kalcytowymi organami kilkunastometrowej wysokości, a 20 metrów nad nimi widoczne jest kolejne okno. Wspinaczkę kontynuowano prawą stroną, zawaliskiem z ogromnych bloków skalnych, docierając po 15 metrach na drugi balkon kończący salę.
Odkrytą komorę nazwano Salą Mastodonta. Jej długość to 140 metrów, szerokość 40 metrów, a wysokość (łącznie z kominami) sięga 30 metrów. Odkryte korytarze i sale (łącznie 400 m) znajdują się na wysokości środkowego piętra jaskini częściowo udostępnionego turystycznie. Charakteryzują się bogactwem szaty naciekowej jakiej nie można spotkać nigdzie indziej w Polsce. Dotarcie do Sali Mastodonta od pawilonu wejściowego Jaskini Niedźwiedziej trwa około 2 godzin i wymaga użycia sprzętu speleologicznego. Wielkim utrudnieniem są również zaciski w korytarzu dojściowym, w tym zacisk końcowy – Gilotyna.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Grotołazi jednakże nie poprzestali na tym odkryciu. Po wykonaniu dokumentacji, skartowaniu i sfotografowaniu, przystąpili do dalszych eksploracji – kominów znajdujących się w stropie Sali Mastodonta. Pierwszy z nich zakończony jest małą salką z pięknymi polewami kalcytowymi. W drugim i trzecim kominie znajduje się kilkadziesiąt metrów korytarzy przedstawiających możliwości eksploracyjne. Prowadzono również prace na końcu Sali Mastodonta, w najbardziej wysuniętej na południe części jaskini. Tam, na szczycie potężnego zawaliska powstałego w wyniku oderwania się od stropu wanty wielkości autobusu (20 metrów powyżej dna sali) natrafiono na szczelinę. W tym miejscu stwierdzono silny ciąg powietrza wydobywający się ze szczelin zawaliska. Zaobserwowano wylatujące z wnętrza nietoperze co było oznaką kontynuacji korytarzy. Po „przebiciu” się przez zawalisko natrafiono na kilkunastometrową studnię.
We wrześniu 2012 roku grotołazi zjeżdżają ową 12-metrową studnią na jej dno i odnajdują wśród nacieków i polew zejście do następnej, płytszej studzienki. Z niej wiedzie duży korytarz z kalcytowymi polewami, od śnieżnobiałych do czarnych oraz z gęsto wyrastającymi stalaktytami i stalagmitami. Po pokonaniu kolejnego zawaliska i zacisku uwidacznia się następny spory korytarz z dwiema studniami. Koniec korytarza to potężne zawalisko ze sterczącymi różnego rozmiaru, kształtu i koloru stalagmitami, nazwane skojarzeniowo – „Kutaśnikiem” (za nim odkryto ciąg korytarzy o długości około 100 metrów).KaskadyKolejnym etapem była eksploracja dwóch studni. Studnia „Pięknie Myta” rozpoczyna się pochylnią oblaną kalcytowa kaskadą przechodząc w pionową, kilkumetrową rurę. Na jej dnie po jednej stronie znajduje się korytarz zakończony sporych rozmiarów jeziorkiem ozdobionym naciekami i kalcytowymi grzybkami, zaś po drugiej długi korytarz doprowadzający do sporej sali zakończonej zawaliskiem i suchym piaskowym syfonem – Piaskowy Dziadek. Grotołazi po poznaniu głównego ciągu nowo odkrytego piętra jaskini przeszli do przeszukiwania poszczególnych zakamarków i szczelin, bocznych ciągów.

W Jaskini Niedźwiedziej nadal trwają prace eksploracyjne mające na celu odkrycie kolejnych korytarzy oraz prace kartograficzne i dokumentacyjne mające na celu ustalenie dokładnej długości, głębokości i deniwelacji Jaskini Niedźwiedziej. Reasumując, grotołazi odkryli ponad 1400 metrów nowych korytarzy, co w chwili obecnej daje łączną długość jaskini – ponad 4000 metrów. Perspektywy dalszych odkryć są bardzo duże. Kilka miesięcy trwać będzie eksploracja oraz dokumentowanie nowych partii i być może doczekamy się dalszych odkryć. Odkryte fragmenty wymagać będą przeprowadzenia w nich badań naukowych. Dopiero po nich możliwe będzie rozpatrzenie ewentualnego udostępnienia nowych korytarzy i sal dla turystów.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

48. Sympozjum Speleologiczne /info/

przez , 02.paź.2014, w Galimatias

48.Sympozjum SpeleologiczneW dniach 16 – 19 października 2014 roku w Kletnie na Dolnym Śląsku (Kotlina Kłodzka) odbędzie się 48. Sympozjum Speleologiczne organizowane pod patronatem Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika.
W ramach sympozjum przewidziana jest sesja referatowa i posterowa, w trakcie których zostaną zaprezentowane najnowsze wyniki z zakresu badań krasu (geologiczne, paleontologiczne, archeologiczne) i eksploracji jaskiń. Odbędą się również trzy sesje terenowe omawiające zjawiska krasowe rejonu Jaskini Niedźwiedziej, Doliny Kleśnicy i Doliny Morawy. Zostanie również omówiona kopalnia uranu w Kletnie oraz jaskinie Na Spicaku, Kontaktowa, Na Rogóżce, Radochowska i Niedźwiedzia. Podczas sesji terenowej do Jaskini Niedźwiedziej część z uczestników sympozjum  będzie miała okazję odwiedzić tzw. „Stare nowe dolne” partie jaskini oraz „Salę Mastodonta”, którą w maju 2012 odkryła grupa naukowców (speleologów i grotołazów) Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego.
Więcej informacji dotyczących sympozjum:

http://www.ing.uj.edu.pl/speleo

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , więcej...

Piekielny Przełyk

przez , 22.sie.2014, w Ciekawe miejsca

Piekielny PrzeykNa wschód od miejscowości Noviny pod Ralskem (Czechy) płynie niewielka rzeka Ploucnice, początkowo spokojnie między łąkami, by w pewnym momencie wpaść do wąwozu pomiędzy stromymi piaskowcowymi ścianami. Po około 50 metrach skręca w prawo pod kątem prostym kierując swoje wody do pierwszego z tuneli…

Piekielny Przełyk (Pekelny jicen – Prurva Ploucnice) to sztuczne tunele wydrążone ręcznie za pomocą kilofów i łopat w skałach piaskowcowych górnego turonu na przełomie XV i XVI wieku, przez które przepływa skierowana tu rzeka Ploucnice. Skalne ściany osiągają do 15 metrów wysokości. Pierwszy z tuneli ma 14 metrów długości. Następnie rzeka przez około 10 metrów płynie wąwozem na powierzchni, by kolejny raz wpłynąć do drugiego z tuneli o długości 41 metrów. Na końcu woda wypływa z niego progiem metrowej wysokości do niewielkiego jeziorka pod skalną ścianą by dalej kontynuować swój spokojny bieg kończąc go jako dopływ Łaby. Całkowita długość rzeki to 106 km. Wymiary tuneli wahają się w granicach 3,5-4,5 metrów szerokości i wysokości. Na ich ścianach i stropie nadal widoczne są ślady po ręcznym ich drążeniu (ślady kilofa) oraz po otworach wykorzystywanych do osadzania drewnianych jazów (śluz).Piekielny Przełyk (1)To nietypowe spiętrzenie rzeki wykorzystywane było dla potrzeb młynów mechanicznych w Novinach pod Ralskem (niestety nie zachowały się do czasów obecnych), które zastąpiły wcześniejszy tzw. „żelazny młot”. Jest to bardzo ciekawy zabytek techniki stanowiący niegdyś podziemny „napęd” wspomnianej hamerni. „Żelazny młot” znajdował się w miejscu obecnego jeziorka. Był to warsztat kowalski. Miejsce to było idealne dla kuźni ze względu na bliskość sztolni w których wydobywano rudę żelaza – limonit i huty. Ploucnice nie tylko zapewniała wystarczającą ilość wody do napędzania młota ale jej brzegi i okolice dostarczały dużo drewna do produkcji węgla drzewnego. W XIX wieku turystów chcących zachwycać się tym „cudem” techniki przywoził tu i oprowadzał z pochodnią miejscowy młynarz. Specjalnie też dla nich organizowano efektowne, odpłatne widowisko, gromadząc w tunelach wysoki poziom wody, a następnie uwalniając go, co skutkowało gwałtownym jej wypływem przez wylot tunelu.Tunele Piekielnego PrzełykuTen urokliwy i jedyny w swoim rodzaju przełom rzeki Ploucnice stanowi wspaniałe miejsce wypoczynku i rekreacji, głównie dla kajakarzy i wędkarzy, z niewielką aczkolwiek wygodną plażą na brzegu jeziorka. Tunele można przejść pieszo – głębokość wody do kolan. W grudniu 1997 roku ustanowiono go zabytkiem kultury i pomnikiem przyrody. Można podziwiać uławicowienie piaskowców i ich formy wietrzenia a w spokojne dni można zaobserwować zimorodki. Scenerię Piekielnego Przełyku wykorzystano w kilku filmach. Prurva Ploucnice leży na czerwonym szlaku prowadzącym z miejscowości Straż pod Ralskem przez górę Ralsko (696 m n.p.m.) z ruinami zamku do miasta Mimoń. Wiodą też tędy trasy rowerowe.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Nie tylko w Riesending

przez , 08.sie.2014, w Pod ziemią

Sala stalaktytowaW ostatnim okresie czasu (mowa o 2013 i 2014 roku) nasiliły się przypadki spadania odłamków skalnych i pojedynczych głazów w jaskiniach europejskich. Związane są one niewątpliwie z ruchami górotworów na terenie których są one zlokalizowane, ruchami płyt tektonicznych oraz sejsmicznymi – lokalnymi niewielkimi trzęsieniami ziemi. Do chwili obecnej zawsze najpoważniejsze zagrożenia niosły za sobą próżnie o rozwinięciu pionowym, tak wane studnie, gdzie na ich kolejnych, niższych poziomach tworzyły się skalne półki i mosty z zaklinowanych bloków lub rumoszu skalnego. Formacje takie stwarzają realne zagrożenie oberwania się, bądź strącenia fragmentu takiej struktury, przez osobę lub linę. Z podobnymi niebezpieczeństwami można spotkać się w jaskiniach o charakterze zawaliskowym.

Samoistne i nagłe odpadnięcie fragmentów skał od stropu i ścian jaskiń w kilku przypadkach doprowadziło do wypadków zakończonych bądź urazami grotołazów (na przykład w czerwcu 2014 roku w systemie jaskiń Riesending w niemieckich Alpach), bądź śmiercią (na przykład w kwietniu i czerwcu 2014 roku w jaskiniach Wierna i Studnisko na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej). W każdym z wymienionych śmiertelnych wypadków uwolnienie głazu ze szczeliny nastąpiło na skutek drgań ścian jaskiń wywołanych ruchem górotworu. Do niedawna w większości przypadków podczas eksploracji jaskiń do wypadków dochodziło w wyniku błędów popełnianych przez grotołazów (czynnik ludzki), rzadziej przez zawodność sprzętu.Akcja ratunkowaJednym z ciekawych przypadków odpadnięcia skał ze stropu jaskini w wyniku wstrząsów podziemnych było zdarzenie z 2013 roku. Otóż dość nietypową i mrożącą krew w żyłach sytuację przeżyli członkowie ekipy z Espeleo Club Pasos Largos z Rondy eksplorujący jaskinię Abisso Saragato znajdującą się w Alpach Apuańskich (Włochy). Zadaniem uczestników wyprawy było skartowanie i sfotografowanie jaskini. Po dotarciu 130-metrową studnią na głębokość 300 metrów (jaskinia ma głębokość -1125 metrów) część członków podejmuje zjazd kolejną ze studni, a dwójka pozostaje w meandrze pomiędzy studniami. W pewnym momencie ściany jaskini zaczynają dość intensywnie drżeć, a temu krótkiemu wstrząsowi towarzyszy huk spadających ową 130-metrową studnią oderwanych bloków skalnych wraz z ogromnym podmuchem powietrza.

Gdyby wstrząs nastąpił kilka minut wcześniej, gdy wszyscy grotołazi znajdowali się jeszcze w studni, doszłoby do tragedii. Po tym zdarzeniu speleolodzy znajdują bezpieczne miejsce, wolne od zasięgu spadających odłamków, między dnem studni a meandrem. Odpoczywając w nim odczuwają kolejne, słabsze wstrząsy. Po przeczekaniu ponad 2,5 godziny, podejmują decyzję o niezwłocznym rozpoczęciu wychodzenia z jaskini na powierzchnię. Niestety w trakcie odwrotu pojawiają się kolejne wstrząsy i lawina spadających kamieni. W związku z zaistniałą sytuacją podejmują decyzję o pozostaniu w jaskini i założeniu biwaku.Zjazd studniąPosiadają ze sobą zapas żywności na 3 dni. Wstrząsy ustają dopiero w nocy, zatem pozostają w jaskini do rana. Rano podejmują decyzję o wyjściu, jednakże istnieje ryzyko uszkodzenia lin i punktów przepinkowych przez spadające kamienie. Pierwszy z grotołazów wychodząc po linie przebiegającej środkiem studni ocenia drogę powrotu z pozytywnym rezultatem – okazuje się, że wszystko jest w dobrym stanie. O godzinie 10.00 cała ekipa speleologów wychodzi na powierzchnię spotykając grupę idącą im na pomoc. Eksploracja jaskini, pomimo chwil grozy, zakończyła się szczęśliwie dla uczestników 6-osobowej hiszpańsko-włoskiej wyprawy. Po kilku dniach w tym rejonie doszło do kolejnych wstrząsów, a co za tym idzie kłopotów innej grupy grotołazów w sąsiedniej jaskini. Na szczęście, jak w pierwszym przypadku, obeszło się bez ofiar i wyprawa zakończyła się pozytywnie. Jak się okazało, było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Alpach Apuańskich od 80 lat.

Powyższe zdarzenia i fakty świadczą o tym, że podziemne wstrząsy, w tym te niewyczuwalne dla człowieka, są coraz częstsze, a to z kolei zwiększa niebezpieczeństwa podczas eksploracji jaskiń, sugerując jednocześnie większą rozwagę, rozsądek, przywiązywanie większej uwagi do zasad bezpieczeństwa i wcześniejszego rozpoznawania zagrożeń „z góry” związanych z możliwością odpadnięcia fragmentów skalnych lub obluzowania się pojedynczych kamieni i ich spadku. Nasz kontynent wciąż „wewnętrznie żyje” i przypomina nam o tym coraz częściej, a to zaś wymaga od eksploratorów jaskiń nowego spojrzenia na ten fakt pod kątem bezpieczeństwa. Na przełomie ostatnich lat uwidocznił się nowy problem mogący zapoczątkować nową dziedzinę speleologii (może „speleosejsmologię”?).Wydobycie Johanna WesthauseraSpeleologia od XIX wieku ciągle się rozwija i ewoluuje. Warto przypomnieć, że pierwsze na świecie stowarzyszenie speleologiczne założono w 1879 roku w Austrii, natomiast za „ojca speleologii” powszechnie uważa się E.A. Martela (Francja), który między innymi w 1888 roku dokonał przejścia jaskini Bramabiau od ponoru do wywierzyska, co było na owe czasy szczytowym osiągnięciem, a później pobił rekord głębokości w jaskini Rabanel schodząc na -202 metry (obecny rekord to -2197 metrów w jaskini Woronia-Krubera). A jak kształtują się początki speleologii? Mianowicie wraz z rozwojem przemysłu od połowy XIX wieku wzrastało zapotrzebowanie na wapień. Coraz częściej natrafiano w kamieniołomach na jaskiniowe korytarze i komory, a w nich na kości zwierząt i ludzi.

Ówczesna nauka nie była przygotowana do rzetelnego zbadania i zinterpretowania znalezisk. Rozprawiano o potopie, smokach i jednorożcu. Z czasem jednak zaczęto doceniać wartości jakie niosą ze sobą jaskiniowe znaleziska i wielu naukowców skierowało swoją uwagę na podziemny świat i jego tajemnice. I właśnie w ten sposób zaczęła rodzić się nowa gałąź wiedzy – speleologia. W związku z koniecznością docierania do coraz trudniej dostępnych miejsc w jaskiniach, speleolog-naukowiec zmuszony był korzystać z pomocy ludzi umiejących zastosować pod ziemią sprzęt i techniki używane w alpinizmie. Z biegiem czasu narodziła się dyscyplina zwana alpinizmem podziemnym, a obecnie taternictwem jaskiniowym.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Snotyty

przez , 18.lip.2014, w Flora i Fauna

Snotyty (3)Snotyty swoją postacią przypominają galaretowate sople zwisające ze stropu i ścian jaskiń, wydłużone krople gęstego, półprzezroczystego szlamu lepko sączącego się, długości od 1 cm do ponad pół metra. Przypominają wyglądem śluz. Zostały odkryte (i tak nazwane) w 2003 roku przez zespół badaczy (Penelope Boston, Mike Spilde, Northup) w meksykańskiej jaskini Cueva de Villa Luz położonej niedaleko Tapijulapy. Jaskinia ta wypełniona jest trującymi wyziewami siarkowodoru, którego stężenie jest bardzo duże – 210 ppm. Przy poziomie siarkowodoru przekraczającym 10 ppm ludzie muszą oddychać przez maski z filtrem pochłaniającym go. Snotyty są tak zwanym biofilmem mikrobiologicznym, czyli warstwową kolonią bakteryjną sklejona w galaretowatą masę.Snotyty (2)Bakterie tworzące je należą do grupy chemotrofów. Utleniają siarkowodór będący ich jedynym źródłem energii i wydalają produkt uboczny w postaci kwasu siarkowego, a tym samym galaretowate struktury przypominające stalaktyty ociekają nim. Ich analiza wykazała, że były one wypełnione bakteriami blisko spokrewnionymi z siarkolubnymi Aciditheobacillus theooxidans, egzystującymi w ekstremalnych warunkach atmosfery siarkowodoru. Snotyty to tylko jeden z przykładów zbiorowisk bakteryjnych występujących w jaskini a tych jest kilkanaście. Każde z nich wygląda inaczej i każde korzysta z innych mechanizmów i źródeł odżywiania.Snotyty (1)Niektóre z takich zbiorowisk nie tworzą galaretowatych kropli ale pokrywają ściany jaskini różnymi deseniami w postaci kropek, linii czy sieci przypominających dendryty lub hieroglify. Te struktury nazywane są biowermikulacjami, a wzory biowermikulacyjne stanowią ważną biosygnature. Biowernikulacje spotykane są również poza środowiskiem jaskiń, zazwyczaj w miejscach gdzie występują niedobory jakichś zasobów, powstając w różnej skali, na przykład na obszarach pustynnych powłoki mchów i porostów. Snotyty stanowią pokarm dla niektórych, wyspecjalizowanych gatunków owadów troglofilnych i trogloksenicznych, na przykład muchówek. Naukowcy z Geological Society of America uważają snotyty za pomocne podczas poszukiwania form życia pozaziemskiego.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Jaskinia Riesending ukarała swojego odkrywcę?

przez , 27.cze.2014, w Pod ziemią

Johann WesthauserJesienią 1995 roku Stowarzyszenie Jaskiń Bad Cannstatt odkrywa w paśmie Untersberg w Alpach Bawarskich (na południu Niemiec) niedaleko miejscowości Berchtesgaden największą i najdłuższą  jaskinię pionową w Niemczech. Całkowita długość jej poznanych korytarzy to 19100 metrów i głębokość -1150 metrów. Jednym z jej odkrywców jest Johann Westhauser 52-letni pracownik Instytutu Fizyki Stosowanej w Karlsruhe, doświadczony speleolog, od 1994 roku członek Cave Rescue Badenii-Wirtembergii (jaskinie nie związane są z jego działalnością zawodową).Riesending rzut8 czerwca 2014 roku… Johann Westhauser wraz z kolegami podejmuje kolejną już eksplorację systemu jaskini Riesending. Znajdując się na głębokości około 1000 metrów nagle spada na niego lawina odłamków skalnych, które z niewyjaśnionych przyczyn oderwały się od stropu. Westhauser badał tą jaskinie już kilkadziesiąt razy by poznać jej tajemnice, co kryją i dokąd prowadzą ciągi korytarzy. Tym razem ukarała ona swojego odkrywcę. Kamienna lawina poważnie go rani, uniemożliwiając powrót. Johann doznaje na tyle poważnych obrażeń głowy i klatki piersiowej, że nie jest w stanie o własnych siłach wyjść na powierzchnię. Na szczęście towarzyszyło mu podczas eksploracji dwóch kolegów – jeden z nich zostaje przy nim, a drugi po 12-godzinnej wspinaczce dociera na powierzchnię i powiadamia służby ratunkowe.Westhauser w RiesendingRozpoczyna się, jak okaże się później, największa w historii speleologii akcja ratunkowa. Westhauser był uwięziony około 1000 metrów pod ziemią, na powierzchnię wydobyto go po 12 dniach, na noszach, całkowicie usztywnionego, ale przytomnego. Wydobycie 52-latka z tak dużej głębokości wymagało nie lada zaangażowania i pracy 728 osób! Na pomoc grotołazowi przybyło ochotników z pięciu krajów: Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Włoch i Chorwacji. Ponad 200 z nich zaangażowanych było w akcję bezpośrednio w samej jaskini. Po ponad 274 godzinach Westhauser ujrzał światło dzienne. Ewakuacja naukowca na noszach była niezwykle trudna ze względu na strome i bardzo wąskie w niektórych miejscach korytarze. Droga na powierzchnię liczyła około 3 km, z czego połowa niemal pionowymi kominami i szereg bardzo wąskich punktów.Akcja ratunkowaPrzetransportowanie rannego mężczyzny było bardzo trudne. Trwało wiele dni. Rannego speleologa, mocno przywiązanego do noszy, częściowo niesiono, częściowo ciągnięto, a częściowo również podnoszono na założonych specjalnych konstrukcjach z lin. Wszystko bardzo powoli i przy pomocy ręcznej wyciągarki, aby uniknąć potencjalnie groźnych wstrząsów. Ostatecznie udało się go uratować. Speleolog może mówić o sporym szczęściu. Miał ze sobą zapas jedzenia, a jego urazy nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla życia. Gdy dotarli do niego ratownicy, miał się całkiem nieźle. O ile zejście w dół nie stanowiło większych problemów dla ratowników, o tyle przeniesienie Westhausera na noszach w górę było nie lada wyzwaniem. Stan Westhausera nie pozwalał jednak na użycie automatycznej wyciągarki i całą pracę należało wykonać ręcznie.Wydobycie Johanna Westhausera19 czerwca 2014 roku udało się go ostatecznie wydostać. Na powierzchni czekał śmigłowiec, który przetransportował  go do szpitala. W jaskini znajduje się kilka wodospadów i 30-metrowe jezioro. Cała jaskinia jest bardzo podatna na powodzie. Temperatura przez cały rok kształtuje się pomiędzy 1,5-5°C, a wilgotność dochodzi niemal do stu procent. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy to kolejny wypadek w jaskini spowodowany oderwaniem się bloków skalnych ze stropu. Ostatnie dwa w Polsce zakończyły się tragicznie – 26 kwietnia b.r. w Jaskini Wierna na Jurze zginął 30-letni grotołaz z Łodzi. 2 czerwca 2014 roku w jaskini Studnisko na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, zginęła 16-latka przygnieciona oberwanym fragmentem skały.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

przez , 04.cze.2014, w Galimatias

20TJ31 maja 2014 roku w nieczynnym kamieniołomie „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych „Złoty Karabinek”. Równocześnie zostały rozegrane towarzyskie otwarte zawody wspinaczkowe na sztucznej ściance. Organizatorem był Speleoklub „Bobry” z Żagania, który posiada tam swoją bazę „Dziuśkowa Chata”. Wielu uczestników corocznie zjeżdża się z całej Polski. Przygotowania do imprezy rozpoczęły się już dzień wcześniej, kiedy to uczestnicy zostali zakwaterowani, został rozegrany mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa (wynik 6:6) oraz prezentacja filmów z ubiegłorocznych mistrzostw zakończona prelekcją.20TJ1W dniu następnym, po potwierdzeniu i rejestracji zawodników oraz osób niestartujących w zawodach, nastąpiła odprawa przed startem – omówienie trasy, zadań, zapoznanie z regulaminem oraz losowanie list startowych. Oficjalne otwarcie zawodów nastąpiło o godzinie 10.00. W mistrzostwach wzięło udział 35 zawodników, w tym 11 pań. Tegoroczne zawody miały nową, zmodernizowaną formułę. Zawodnicy rywalizując o tytuł Mistrza Polski w Technikach Jaskiniowych konkurowali w autoratownictwie, w którym to musieli poradzić sobie z 76-kilogramowym manekinem „Januszem”, wspinali się pokonując odcinki linowe po skosie tak zwaną tyrolką, zjeżdżali na linie przez oponę i na koniec przechodzili przez zaciski, meander, który na potrzeby tegorocznych zawodów został wybudowany na nowo przez organizatorów.20TJ2Nie obyło się bez dyskwalifikacji kilku zawodników, między innymi z powodu błędów technicznych i nie zmieszczenia się w regulaminowym limicie czasowym. Do finału zakwalifikowało się 9 osób, które na koniec musiały zmierzyć się ze sprintem na linie. Zawody zakończyły się klasyfikacją generalną, ogłoszeniem wyników i wręczeniem nagród. W tym roku triumfowali: Kobiety – 1 miejsce Izabela Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 2 miejsce Agnieszka Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 3 miejsce Magdalena Rembecka (Speleoklub Dąbrowa Górnicza).20TJ3Mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego), 3 miejsce Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski). Michał Macioszczyk po raz trzeci zajął 1 miejsce. Mistrzostwa rejestrowało 5 kamer HD, rozmieszczonych w różnych punktach. Dla dzieci zorganizowano warsztaty artystyczne oraz zjazd na linie – popularną tyrolkę, dla dorosłych między innymi rzut kulą i małą strzelnicę. Na miejscu była dostępna gastronomia, można również było zakupić sprzęt wspinaczkowy oraz literaturę – książki i czasopisma o tematyce wspinaczkowej, górskiej oraz pamiątkowe t-shirty w cenie 20 zł.20TJ5Po zawodach odbyła się impreza integracyjna z atrakcją w postaci „tańca na rurze”. Pogoda dopisała, a sama impreza była dobrze zorganizowana i udana. Odwiedziło ją kilkaset osób. Partnerami mistrzostw byli między innymi: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy oraz Gmina Wojcieszów. W ubiegłym roku na podium znaleźli się: kobiety – 1 miejsce Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Agnieszka Włosek, 3 miejsce Magdalena Rembecka – obie panie ze Speleoklubu Dąbrowa Górnicza; mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Bartłomiej Juroszek (Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR), 3 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego).

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sieciarz jaskiniowy. Najjadowitszy pająk w Polsce

przez , 09.kwi.2014, w Flora i Fauna

SJ„Najbardziej jadowity pająk w Polsce ma 5 cm długości i czyha nie tylko w jaskiniach, lecz także w tunelach kolejowych oraz w piwnicach…”.
Tym jadowitym stawonogiem jest Sieciarz jaskiniowy (Meta menardi). Gatunek został opisany przez francuskiego arachnologa Pierre André Latreille’a w 1804 roku. Sieciarz występuje powszechnie w Europie – od Skandynawii po basen Morza Śródziemnego, a także w Azji. Lokalizuje się w studzienkach kanalizacyjnych, jaskiniach, sztolniach, piwnicach, a także u wylotów tuneli kolejowych. Gatunek ten osiąga pokaźne rozmiary – odwłok liczy jedynie 1,5 cm długości, ale wraz z odnóżami jego ciało osiąga ponad 5 cm. Pająk ten nie tka zwyczajnej sieci. Buduje zazwyczaj swojego rodzaju pajęczą sieć komunikacyjną, po której przemieszcza się, polując. Gatunek ten opracował spowolnione użytkowanie energii, dzięki temu wydajniej migruje i poluje przez cały rok. Sieciarz charakteryzuje się sezonowymi wędrówkami, w zimie, w celu zdobywania pożywienia. Żywi się innymi stawonogami, głównie wijami oraz ślimakami z rzędu trzonkoocznych.SJ1W Polsce sieciarz uznawany jest za najbardziej jadowitego pająka. Na szczęście, nie stanowi wielkiego zagrożenia dla ludzi. Jego ukąszenie może być wyjątkowo nieprzyjemne – porównuje się je do użądlenia przez szerszenia. Sieciarz jest prawdziwą osobliwością. Dorosłe osobniki charakteryzują się fotofobią. Wybierają ciemne miejsca z racji swoich wrażliwych oczu, które nie zniosłyby jasnego, intensywnego światła. Całkiem inaczej zachowują się jednak młode osobniki. W przeciwieństwie do rodziców, wykazują tzw. fototaksję – poruszanie się w kierunku światła. Ewolucjoniści podejrzewają, że jest to rodzaj adaptacji, która pozwala młodym zasiedlać nowe, korzystniejsze terytoria. Zaliczany jest do rodziny kwadratnikowatych (Tetragnathidae). Rodzina ta obejmuje prawie tysiąc gatunków. Wiele z nich zajmuje tereny rzeczne oraz różnego rodzaju mokradła, a jedynie rodzaj Meta, do którego należy sieciarz, preferuje jaskinie i podobne do nich lokalizacje.SJ7Jest pająkiem o lśniącym, gładkim odwłoku w kolorze od ciemnoczerwonego po czarny. Spotykane są osobniki, których odwłok jest nawet bardziej zróżnicowany kolorystycznie – o wyraźnym, ciemnooliwkowym odcieniu. Często mylony jest z innym gatunkiem, równie dużym i podobnie ubarwionym – Meta bourneti (Simon 1922). Nawet doświadczony arachnolog musi dokonać analizy mikroskopowej, aby odróżnić od siebie te dwa gatunki. Dekadę temu pająk ten miał swoje pięć minut w brytyjskich mediach. Pracownicy firmy telekomunikacyjnej British Telecom, którzy mieli zainstalować kable pod królewskim zamkiem Windsor, nieopodal Londynu, natknęli się na liczną populację pająków. Niezwykle szybko mieszkańców i pracowników British Telecom ogarnęła panika.SJ3O pająkach mówiono, że są ogromne i jadowite oraz, że dzięki swoim aparatom gębowym są w stanie przegryźć ludzką skórę. Na szczęście, afera ucichła, gdy tylko arachnolodzy zainterweniowali, opisując te „ogromne” pająki jako Meta menardi i zapewniając, że nie stanowią zagrożenia. Wciąż jednak, wiele osób panicznie się ich boi. Z kilku powodów sieciarza wybrano pająkiem roku 2012. Po pierwsze, gatunek jest reprezentantem fascynującej rodziny kwadratnikowatych (Tetragnathidae) – dotychczas niewyróżnianej. Po drugie, jako mieszkaniec jaskiń może funkcjonować w roli bohatera dwóch kategorii: wśród pająków jako takich i wśród „jaskiniowców”. Sieciarz jaskiniowy jest jednym z 955 gatunków Tetragnathidae znanych z całego świata. W Europie występuje 29 gatunków, w tym 19 odnotowano w Europie Środkowej.SJ4Ma szerokie rozmieszczenie geograficzne. Znany jest z całej Paleoarktyki, z wyjątkiem Japonii. W centralnej Europie zamieszkuje tereny krasowe, np. w Alpach Frankońskich i Szwabskich. W Polsce spotykany jest w wielu jaskiniach i sztolniach. Żyje w jaskiniach, piwnicach, wyrobiskach górniczych i rumowiskach skalnych o średnim poziomie wilgotności, w temperaturze powyżej 7°C. Ciało samców osiąga 11-13 mm długości, samice mierzą 14-17 mm. Ubarwienie jest raczej ciemne: głowotułów czerwonobrązowy a odwłok w różnych odcieniach brązu z delikatnym jaśniejszym wzorem i dwiema owalnymi plamami. Brązowe nogi mają czarne obwódki. Meta menardi można pomylić z innym mieszkańcem jaskiń, np. z Metellina merianae (Scopoli, 1763), ten drugi jest jednak mniejszy, ubarwiony w szarych odcieniach. Ponadto, buduje rozleglejsze sieci z większą liczbą promieni i nici łownych a jego ulubioną zdobyczą są owady latające.SJ5Fauna jaskiniowa obejmuje wiele innych gatunków pająków, wykazujących przystosowania do podziemnego życia. Są one zwykle znacznie mniejsze (np. Linyphiidae) i trudno je pomylić z przedstawicielami rodzaju Meta, zwłaszcza z sieciarzem. Jako wyraz adaptacji do życia w ciemności, niektóre z nich wykazują tendencję do regresji oczu. Zaloty u wymienionych gatunków z rodzaju Meta zwykle mają miejsce wczesnym latem. Następnie, od połowy lipca do początków sierpnia, samica buduje kokon o średnicy 2-3 cm, zawiesza go na nici i strzeże przez kilka tygodni po czym umiera. W końcu sierpnia młode są widoczne wewnątrz jako czarne kropki. Nie opuszczają jednak kokonu aż do wiosny następnego roku. Wtedy kierują się do wyjścia jaskini i można je obserwować przez kilka tygodni. W tym czasie niektóre kolonizują inne jaskinie, część pozostaje w starej. Meta menardi osiąga wiek 2-3 lat – w odróżnieniu od większości gatunków, które żyją jeden rok. Sieć sieciarza jaskiniowego ma 20-30 cm średnicy, zawiera nieliczne nici łowne i można ją uznać za szczątkową, stąd rzadko jest skutecznym narzędziem do polowania.SJ6Sieciarz jaskiniowy spędza większość czasu na ścianach jaskini, gdzie łowi stonogi, chrząszcze, wije, ćmy i inne motyle, ślimaki i inne małe zwierzęta. Ofiary zawiesza na niciach pajęczyny. Zarówno dieta, jak i sposób polowania są adaptacją do jaskiniowego życia. Sieciarz jaskiniowy bywa nazywany krzyżakiem jaskiniowym, mimo, że nie należy do rodziny krzyżakowatych (Araneidae). Z powodu swych rozmiarów jest jednym z najbardziej charakterystycznych i ważnych mieszkańców jaskiń i wyrobisk górniczych strefy klimatu umiarkowanego, reprezentując całą grupę organizmów, często rzadkich i chronionych. Wybór Meta menardi, jak podkreślają m.in. członkowie German Cave and Karst Researchers, jest próbą skierowania większej uwagi na jaskinie i podobne środowiska – jako miejsca zamieszkiwane przez fascynujące zgrupowania zwierząt. Wybór jest także dowodem owocnej współpracy arachnologów i speleologów. Najliczniejsza jego populacja w Sudetach występuje w Jaskini Pajęczej „Arachnofobii” w górze Połom 667 m n.p.m. koło Wojcieszowa.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , więcej...

Jaskinia w Mechowie

przez , 24.sty.2014, w Pod ziemią

Jaskinia w MechowieJaskinia w Mechowie (Grota Mechowska,Groty w Mechowie) jest jaskinią sufozyjną, znajdującą się we wsi Mechowo. Jedyna tego typu w Polsce i w Europie Północnej, osobliwość geologiczna, udostępniona do zwiedzania. Nazwa „groty” nie dotyczy faktu istnienia kilku połączonych ze sobą jaskiń, lecz dwóch wejść do jednej, głównej Sali. Jest jaskinią turystyczną z oświetleniem elektrycznym. Otwory wejściowe znajdują się około 60 m n.p.m., jej deniwelacja jest niewielka, a łączna długość korytarzy wynosi 61 metrów. Samo Mechowo oddalone jest 9 km na zachód od Pucka i położone jest w obszarze Puszczy Darzlubskiej, w dolinie niewielkiego potoku rozcinającego krawędź Kępy Starzyńskiej i odprowadzającego swe wody ku rzece Plutnicy płynącej szeroką pradoliną. Dolina wspomnianego potoku wcięła się dość głęboko w podatny na erozję luźny materiał plejstoceński i tworzy strome stoki wysokości 10 do 30 metrów.Jaskinia w Mechowie (1)Jaskinia powstała w obrębie wzgórza morenowego, wskutek wypłukania piasku z pomiędzy scementowanych węglanem wapnia, a przez to odporniejszych na erozję, skał osadowych, w wyniku czego utworzyły się malownicze słupy podtrzymujące sklepienie przy obu wejściach do jaskini. Na powstanie przyotworowych kolumn duży wpływ miały także procesy eoliczne. Obszar na którym powstała zbudowany jest przez osady najmłodszego zlodowacenia tzw. bałtyckiego fazy gardzieńskiej. Są to na powierzchni gliny zwałowe oraz leżące pod nimi piaski fluwioglacjalne. Morfologia terenu jest dość płaska. Przez wioskę w okolicy jaskiń przepływa niewielki potok o nieustalonej tożsamości, do dna którego schodzimy z powierzchni wysoczyzny, około 7 metrów. Po ustąpieniu lądolodu w późnym glacjale równa powierzchnia wysoczyzny zbudowana z glin zwałowych uległa wewnętrznym spękaniom, tak zwany cios diagenetyczny. Stopienie wiecznej zmarzliny w okresie kolejnych ociepleń pozwoliło na uruchomienie wód gruntowych. Gliny zwałowe jako utwory nieprzepuszczalne stanowiły ekran dla wsiąkania wód opadowych. Mogły więc migrować tylko wzdłuż uprzywilejowanych stref spękań.Jaskinia w mechowie (2)Agresywne bogate w CO2 wody deszczowe ługowały zawarte w glinach zwałowych węglany (CaCO3) i odprowadzały je w postaci rozpuszczonej kwaśnego węglanu wapnia w kierunku bazy erozyjnej. W ten sposób wody dochodziły do zalegających pod glinami piaszczystych utworów fluwioglacjalnych. Na skutek zmiany reżimu wodnego, głównie ciśnienia, przepływu, chemizmu środowiska, dochodziło do strącania CaCO3 z wody w piaskach. Strącanie miało miejsce bezpośrednio pod strefami spękań w glinach. W ten sposób doszło do powstania miejscowego spojenia piasków spoiwem kalcytowym. Spojone piaskowce znalazły się wśród niespojonych piasków tworząc strukturę w planie przypominającą siatkę. Tak kończy się pierwszy etap powstania jaskini nazywany przez geologów epigenezą. Jednocześnie na powierzchni terenu rozwijała się sieć rzeczna. Doliny wcinały się coraz głębiej w podłoże dochodząc w pewnym momencie do powierzchni stropowej piasków.Plan jaskini w MechowieW przestrzeniach porowych tych luźnych utworów zaczęły krążyć wody, które wynosiły najdrobniejsze cząstki ilaste. Spojone kalcytem piaskowce były odporniejsze na wymywanie. Z czasem dochodziło do wypłukiwania coraz większych cząstek. Po pewnym czasie doszło do „ustrumieniania” się cieków i utworzyły się pierwsze pustki skalne. Ten etap powstawania jaskiń nazywany jest sufozją. Cały czas potok wcina się w piaski prowadząc do obniżania bazy erozyjnej i powiększania komór jaskini.

Najstarsza wzmianka o jaskini w Mechowie pochodzi z 1818 roku, kiedy to przypadkowo odkrył ją mierniczy Heue podczas prac geodezyjnych. Wtedy też dokonano jej pierwszych pomiarów. Już w 1908 roku ówczesne władze pruskie uznały jaskinię jako pomnik natury, a pierwsze jej opisy pochodzą z pierwszej połowy XIX wieku, kiedy po odkryciu obiektu próbowano zwrócić uwagę na jego osobliwość i w stosunkowo niejasny jeszcze sposób wytłumaczyć jego genezę. Pierwsze prace zabezpieczające i restauracyjne zostały przeprowadzone w 1910 roku.Jaskinia w Mechowie (3)Kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, Jaskinia Mechowska została odkopana, zabezpieczono też otwór wejściowy oraz fragment skał, który groził zawaleniem. Rzadki i cenny obiekt ulega zatem systematycznemu niszczeniu i aby zapewnić mu jak najdłuższe istnienie, wydzielono obszar występowania piaskowca i jaskini jako teren podlegający ochronie. Obecnie ten geologiczny zabytek wraz z najbliższym otoczeniem stanowi rezerwat o łącznej powierzchni 0.2 ha podległy Państwowej Radzie Ochrony Przyrody i odpowiednio oczyszczony i zabezpieczony przed przedwczesnym zniszczeniem, jest jednym z najlepiej otoczonych opieką obiektów chronionych na terenie województwa gdańskiego. U podstawy stoku doliny, na jego skłonie, obserwujemy balustradę słupów skalnych zbudowanych z piaskowca, wysokości przekraczającej nieco wzrost człowieka. Poszczególne słupy nierównomiernej grubości w granicach 20-40 cm związane są u stropu zwartą płytą skalną zbudowaną z tego samego materiału.Jaskinia w Mechowie (4)Zarówno słupy cechujące się licznymi zgrubieniami, jak i płyta skalna wykazują regularne warstwowanie. Przedstawiają one zatem zupełnie obcy element geologiczny wśród utworów budujących otoczenie. Ponadto z łatwością można stwierdzić, iż wśród balustrady słupów skalnych istnieją dość szerokie wejścia prowadzące do wewnętrznego korytarza, rozprzestrzeniającego się wewnątrz stoku, a będącego niczym innym jak grotą typu krasowego. Kolumny te to znak rozpoznawczy jaskini. Dwa kilkumetrowej długości korytarze prowadzą do dość rozległej salki, która jest jej centralnym punktem. W tym miejscu kończy się udostępniona turystycznie część jaskini. Z sali ku północy bierze początek niski, lecz szeroki korytarz. Ściany tego ponad 20 metrowej długości korytarza zbudowane są z gruboziarnistego żwiru. W niektórych miejscach na ścianach i stropie korytarza występują nacieki kalcytowe: stalaktyty i polewy, częściowo zabarwione na kolor czerwony, dzięki obecności związków żelaza rozpuszczonych w wodzie. Najbardziej znanym z nich jest tzw. „Krwawiące Serce”.OLYMPUS DIGITAL CAMERASpoiwo kalcytowe fluwioglacjalnych piaskowców plejstoceńskich jest bardzo nietrwałe. Już po kilkudziesięciu godzinach dochodzi do całkowitego rozlasowania próby. Wysoko zmineralizowane wody podziemne w tym rejonie przeciwdziałają naturalnemu zniszczeniu Pomnika Przyrody. Badania geofizyczne prowadzone w tym rejonie rozpoznały istnienie wielu podobnych form w okolicy doliny potoku.
Walory przyrodnicze jaskini są do tego stopnia interesujące, iż kolejni gospodarze ponawiali próby jej rekonstrukcji. Najnowsze badania jaskini przy pomocy nowoczesnych urządzeń geologicznych napawają smutkiem wszystkich miłośników tej osobliwości. Strop komory głównej zbudowany jest z piaskowca i nadal grozi osypywaniem, stąd najpiękniejsza, końcowa izba z „krwawiącym sercem” ociekającym roztworami minerałów, mieniącym się wszystkimi barwami jest dostępna tylko dla speleologów.OLYMPUS DIGITAL CAMERAJedynym gwarantem uruchomienia całej trasy jest zainstalowanie urządzenia rejestrującego najmniejsze ruchy tektoniczne, pozwalające na szybką interwencję w razie zagrożenia, jego cena jednak w chwili obecnej przekracza możliwości finansowe gospodarzy jaskini.
Dla ruchu turystycznego udostępniona jest tylko niewielka, przyotworowa część jaskini, ponieważ pozostała część jest bardzo trudno dostępna (wymaga czołgania się). Zwiedzanie trwa zaledwie kilka minut i jest jedną z najkrótszych podziemnych tras turystycznych Polski. W tym czasie można jednak zobaczyć niebanalne formy naciekowe. Nie polecana jest osobom wysokim lub większych gabarytów oraz cierpiących na klaustrofobię. Tylko w nielicznych miejscach można się rozprostować, w większości przypadków jaskinię należy zwiedzać w pozycji zgiętej. Mimo, iż jaskinia jest relatywnie niska i niewielka, warto odwiedzić to miejsce, aby obejrzeć tą anomalię geomorfologiczną.OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Legenda mówi, że jaskinia ta jest początkiem nigdy niedokończonego tunelu, który rzekomo łączyć miał dwa klasztory: męski w Mechowie i kilka kilometrów dalej żeński w Żarnowcu. Tunel rozpoczęli kopać zakonnicy, by połączyć klasztory w celu potajemnych schadzek. W czasie prac, w głębi tunelu napotkali oni jednak Lodowego Ducha, który pogasił braciszkom drążącym tunel wszystkie świece. Ci w popłochu uciekli i już nigdy pracy swej nie wznowili. Ale to tylko legenda, bo w Mechowie nigdy nie było żadnego klasztoru. Specyficzny obieg powietrza w grocie sprawia, że przy wejściu do jednego z korytarzyków gasną wszystkie świeczki. Legenda głosi, że gasi je diabeł, który zadomowił się w grocie w średniowieczu, kiedy to sekretny korytarz łączył męski klasztor w Mechowie z żeńskim w Żarnowcu i służył do grzesznych schadzek. Przy jednej z kolumn u wejścia do jaskini znajduje się tajemnicza figurka Jaskiniowego Niedźwiadka. Stara legenda głosi, że każdy kto jej dotknie i pogładzi po głowie zostanie oszczędzony przez złe moce i spotka go wielkie szczęście.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , więcej...

Jaskinie w Wilczych Dołach

przez , 02.sty.2014, w Pod ziemią

Jaskinie zlokalizowane są w południowej części Różanki w nieczynnym kamieniołomie wapienia, około 200 m od drogi Różanka – kolonia Lisica. Kamieniołom jest niewidoczny z drogi. Idąc od starej kapliczki znajdującej się po drugiej stronie potoku co do kamieniołomu, schodzimy drogą kilkadziesiąt metrów w dół doliny, a następnie podchodzimy na stok bezimiennego wzgórza 596 m n.p.m.,dalej kierujemy się do miejsca odpoczynku z ławeczkami i nad nim wchodzimy na leśna drogę biegnącą na wschód. Docieramy do starego wapiennika. Kamieniołom znajduje się około 100 m na południe. W kamieniołomie pod jego najwyższą ścianą dostrzec można duży otwór okapu o ponad 7 metrowej szerokości przy podstawie, na którego ścianach widać wymycia będące śladem działalności wód krasowych. Okap kończy się niedostępną szczeliną po 7 metrach od wejścia. Piaszczyste namulisko wskazuje na możliwość dalszej eksploracji okapu i zmiany w przyszłości jego kwalifikacji na jaskinię. Jaskinie znajdują się kilkanaście metrów na prawo od okapu. Ich wejścia są od siebie oddalone o kilka metrów. Pierwsza – Jaskinia w Wilczych Dołach I ma charakter pochyłego, mytego korytarza z piaszczystym namuliskiem i naturalnie mytych ścianach. Po kilku metrach od wejścia korytarz zwęża się i opada stopniowo w dół, a następnie po kilku metrach staje się niedostępny poprzez zasypanie piaszczystym namuliskiem, dającym perspektywę dalszej eksploracji. Od korytarza głównego odchodzą dwa mniejsze, wąskie korytarze, pod postacią mytych szczelin krasowych obok i nad stropem głównego korytarza. Długość korytarzy to 13 m.

Kilka metrów obok znajduje się nieco większa Jaskinia w Wilczych Dołach II o długości 17 m. Za wejściem znajduje się stromo opadająca komora na której dnia zalega gruz zmieszany z piaskiem. Ściany w kilku miejscach noszą ślady wymyć i w większości są silnie zwietrzałe. Nie wykluczone, że część jaskini powstała lub została sztucznie poszerzona w wyniku eksploatacji wapienia. W końcowej części korytarz za przewężeniem przechodzi w małą salkę o silnie spękanych ścianach. Przed przewężeniem od głównego korytarza odchodzi w górę ciasna, naturalnie myta szczelina o długości około 3 m.

W jaskiniach prowadzony jest zimowy monitoring nietoperzy, których hibernację stwierdzono w Jaskini w Wilczych Dołach II. Jaskinia w Wilczych Dołach I w okresie zimy w dużej części przemarza, ale nie jest wykluczone zimowanie nietoperzy w trudno dostępnych szczelinach oraz głębokich otworach krasowych. Prawnie obiekty te automatycznie podlegają ochronie jako siedliska zwierząt chronionych.

(źródło: „Sudety” 07/10)

Komentowanie nie jest możliwe :, , więcej...

Jaskinie w Żelaznej Górze

przez , 21.gru.2013, w Pod ziemią

Jaskinia Schronisko IW Górach Bystrzyckich opisane zostały dotychczas 2 jaskinie. Pierwsza to dobrze znana turytom co najmniej od XVIII wieku i wielokrotnie opisywana w literaturze Jaskinia Solna Jama w Gniewoszowie 40-metrowej długości, a druga to zagadkowa jaskinia w Różance, opisana w 1977 roku przez Mariana Pulinę i jak podawał on, łączna długość korytarzy tej jaskini, zinwentaryzowanych w 1964 roku wynosiła około 40 m. Na przygotowanym przez niego planie można policzyć co najwyżej 12 metrów korytarzy przy zsumowaniu długości wszystkich szczelin. Obecnie według opracowania „Jaskinie Sudetów” z 1996 roku jaskinia nie istnieje, choć brak jest informacji z jakiego powodu. Problemem też jest lokalizacja jaskini, bo nie wiadomo gdzie naprawdę się znajdowała. Czy otwór był naturalny, czy odsłonięty w wyniku eksploatacji wapienia. Według planu Puliny znajdowała się na wysokości 580 m n.p.m.

W okolicach Różanki znajduje się kilka wychodni wapienia, które w większości były eksploatowane w niewielkich wyrobiskach, jednak wszystkie znalezione na mapie wyrobiska zlokalizowane są poniżej 560 m n.p.m. Jedyny kamieniołom w najbliższej okolicy, którego ściany wyrobiska sięgają 580 m n.p.m., znajduje się na Żelaznej Górze. W czasie poszukiwań przeprowadzonych w tym kamieniołomie odnaleziono liczne naturalne szczeliny, korytarzyki i wnęki pochodzenia krasowego. Przy progu pomiędzy dwoma wyrobiskami w północnej części tego kamieniołomu znajduje się m.in. łatwe do znalezienia schronisko krasowe o łącznej długości korytarzy około 12 m i długości głównego korytarza wejściowego około 4 m. Czyżby był to obiekt odnaleziony w 1964 roku i opisywany przez Pulinę (?). Plany obu obiektów jak również ekspozycja otworów nie pokrywają się i plan schroniska.Dolny korytarzW związku z tym, odnaleziony obiekt ten został nazwany Schroniskiem w Żelaznej Górze I. Kilka metrów poniżej łatwo znajdziemy otwory dwóch niewielkich studni krasowych stanowiących część niewielkiej jaskini w Żelaznej Górze o oszacowanej łącznej długości 18 m, sumując wszystkie długości korytarzy poziomych i pionowych studni. Ślady bytności grotołazów w postaci taśm parcianych, wskazują że obiekt ten był już penetrowany, jednak opisów tej jaskini nie odnajdujemy nigdzie w literaturze. Do wnętrza można dostać się bez użycia liny, dwiema ciasnymi studzienkami, z których najgłębsza ma 5 metrów. Obie studzienki w dolnej części połączone są ciasnym korytarzem. Studnia południowa prowadzi do niewielkiej komory, od której na południe biegnie dalej wąski, zakręcający na wschód korytarz o długości około 5 metrów, kończący się niedostępnymi szczelinami. W jednej z nich można nawiązać kontakt głosowy z osobą znajdującą się w położonym wyżej Schronisku w Żelaznej Górze I, co świadczy o ich połączeniu niedostępnymi szczelinami.

Około 200 m na południe, w ścianie o ekspozycji na wschód, odnaleziono kolejna pustkę krasową, szczelinowe Schronisko w Żelaznej Górze II. Zaczyna się ono wysokim otworem, o wysokości około 2,5 m i powstało na wyraźnej, nieregularnej szczelinie. Ma długość około 4 m. Obiecującą z punktu widzenia dalszej eksploracji jest Jaskinia Okienko, zlokalizowana w ścianie o ekspozycji na zachód, w południowej części kamieniołomu. Wejście do niej prowadzi przez charakterystyczny otwór położony około 2 m nad ziemią na skalnej ścianie. Okrągły w przekroju korytarz o długości około 4 m opada pod kątem 45′ w dół i kończy się namuliskiem z gruzem. Po częściowym usunięciu największych głazów i kamieni, stwierdzono, że korytarz ciągnie się dalej co najmniej 4 m. dalsza eksploracja jaskini wymaga jednak odgruzowania przejścia. Korytarz przypuszczalnie został zasypany w trakcie eksploatacji kamieniołomu.

W pobliżu znajduje się jeszcze jedna, ciasna grota zawaliskowa o długości 3 m. Nie ma ona jednak naturalnego charakteru i powstała na skutek osunięcia się olbrzymich głazów w wyniku eksploatacji wapienia. Odnalezione obiekty krasowe nie oszałamiają swą wielkością, stanowią jednak dużą ciekawostkę z uwagi na to,  że praktycznie nie były opisywane w literaturze speleologicznej. Wraz z położonymi w pobliżu sztolniami stanowią one miejscową atrakcję, którą warto zobaczyć przemierzając szlaki w rejonie Różanki i Międzylesia.

(źródło: Sudety 2/10)

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , więcej...

Wzgórza Łomnickie – Grodna i Witosza

przez , 16.gru.2013, w Ciekawe miejsca

WŁWzgórza Łomnickie zbudowane są z granitów, a dzięki selektywnemu wietrzeniu skał są morfologicznie bardzo zróżnicowane tworząc kilka grup w tym między innymi Grodną i Witoszę.
Grodna jest najwyższym wzniesieniem Wzgórz Łomnickich o wysokości 506 m n.p.m. Na zalesionym granitowym szczycie wznosi się romantyczna ruina zbudowanego tu w 1806 roku zamku myśliwskiego księcia Henryka von Reuss.
W pobliżu znajdują się grupy granitowych skałek – Urwisko i Skalna Ściana wysokości około 12 metrów z naturalnym skalnym oknem. Ze szczytu jak i skałek rozpościera się panorama Karkonoszy.
Witosza jest wybitną granitową kulminacją Wzgórz Łomnickich o wysokości 484 m n.p.m., w większości zalesioną, usianą licznymi skałkami. Na jej szczyt prowadzą schody. Po drodze znajdują się trzy jaskinie.WŁ1Skalna Komora ma długość 11 metrów i stanowi jedną wielką komorę otoczona i nakrytą ogromnymi blokami granitowymi. Nad jaskinią znajduje się punkt widokowy.
Następna to Ucho Igielne długości 14 metrów i pod szczytem (na lewo od schodów) Pustelnia długości 25 metrów. Według legendy jaskinia ta miała służyć za schronienie mędrcowi – pustelnikowi Rischmannowi w połowie XVII wieku.
Na szczycie znajduje się podstawa pomnika ku czci Bismarcka. Pomnik został wysadzony w 1947 roku przez saperów Wojska Polskiego.
Ze szczytu rozciąga się panorama na Karkonosze jak i leżący u podnóża Staniszów. Na północnym stoku liczne granitowe głazy wśród których można odnaleźć kolejne pozostałości pomnika i bezimienną grotę o długości 8 metrów.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (2)

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Sztolnia GórzecKopalnia Rudolf udostępniała złoża rudy żelaza kilkoma sztolniami. Pierwsza z nich znajduje się na poziomie 276 m n.p.m. (opisywana w części pierwszej), ale do chwili obecnej zachowała się też druga, nie związana z tą kopalnią, na poziomie 373 m n.p.m. Aby do niej trafić należy kierować się „starą” drogą na prawo od szlaku (zielonego) prowadzącego kalwarią. Po około 100 metrach, na lewej stronie zbocza można odnaleźć stary, zawalony szyb, o średnicy i głębokości około 5 metrów. Kierując się dalej dochodzimy do rozwidlenia dróg, a potem w prawo, w dół do początku jaru. Następnie poruszamy się jarem w górę do sztolni nr. 2.Sztolnia Górzec (1)W jej pobliżu (dalej jarem ku górze, po około 50 m, po prawej stronie) znajduje się kolejna sztolnia nr. 3 – niestety zawalona, oraz sporych rozmiarów hałda. Sztolnia zagłębia się nie do wnętrza Górzca, ale w kierunku południowo-zachodnim, w zbocze bezimiennej góry, leżącej na zachód od niego. Jest 85-metrowej długości, wysokości średnio 2 m i szerokości 1,3 m (można się w niej swobodnie poruszać), wydrążona w łupkach. Po 10 metrach od wlotu natrafiamy na mały obryw skał ze stropu, a po kolejnych 50 metrach docieramy do pierwszego zawału (60 m od wlotu), po którego pokonaniu przez ciasny przełaz docieramy do obszernej komory eksploatacyjnej o szerokości około 6 m i wysokości 4 m, z nie usuniętym urobkiem zalegającym na spągu.Sztolnia Górzec (2)Znajduje się w niej interesująca struktura, kolorystyka i różnorodność ławic skalnych, mineralizacja. Często spotyka się żyły kwarcu z wyraźnymi kryształami dochodzącymi do 1 cm.Pokonując przez przełaz kolejny zawał, można dotrzeć do dalszej części chodnika, długości 16 m zakończonego zawałem (obryw kilkutonowego bloku, widoczny po wejściu do szczeliny, po prawej). Na spągu zalegają duże fragmenty skały (urobek, obrywy?). Na ścianach całego wyrobiska widoczne są ślady po otworach wiertniczych, drewniane „kotwy”, spróchniałe fragmenty stempli, otwory po poprzecznych prostokątnych belkach przy stropie (po prawej stronie na około 50 metrze), natomiast nie pozostały żadne ślady po torowisku lub podkładach dla wagoników.Sztolnia Górzec (4)Wielkość hałdy znajdującej się w jarze porównana z wielkością spenetrowanej sztolni nasuwa sugestię, że zawał odcina dostęp do sporej długości chodników. W związku z odmiennym kierunkiem przebiegu chodników, nie łączy się ona z wyrobiskami sztolni dolnej i została ona założona dużo wcześniej niż sztolnie kopalni Rudolf. Północne zbocza Górzca obfitują w ślady dawnej działalności górniczej w postaci różnego rodzaju zapadlisk, które mogą być pingami, szurfami ale też i zawalonymi szybami lub wejściami do innych sztolni. Nie brakuje także warp i hałd.Sztolnia Górzec (3)Pozostałości ciągną się od szczytu do jaru oraz na bezimiennym wzgórzu. Do penetracji sztolni wymagana jest odzież ochronna i źródło światła. Uwaga – niebezpiecznie! Częste i liczne odpadnięcia dużych fragmentów skał ze stropu i ścian. Możliwość zawalenia się komory i chodnika za nią. Miejsce zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Troglobionty, troglofile, troglokseny

przez , 16.gru.2013, w Flora i Fauna

TTTEksplorując podziemia jakimi są między innymi jaskinie i sztolnie, skupiamy się głównie na ich strukturze skalnej – naciekach, minerałach, skałach, przebiegu korytarzy, zabudowie. Pomijamy jednak często ich faunę, niewielkich, a bardzo ciekawych mieszkańców. Gatunki fauny podziemnej dzieli się na trzy zespoły, różniące się stopniem powiązania ich życia ze środowiskiem jaskiń i antropogenicznych.

Troglobionty – gatunki występujące tylko i wyłącznie w jaskiniach (np. roztocza, pajęczaki, chrząszcze, skoczogonki).
Troglofile – gatunki stale żyjące w jaskiniach, lecz występujące również poza, w środowisku o podobnych warunkach na przykład pod kamieniami, w glebie, w szczelinach skalnych (tj. różne gatunki owadów bez skrzydłowych, stonogi, pająki).
Troglokseny – gatunki żyjące na powierzchni, jednak wykorzystujące jaskinie jako miejsce okresowego pobytu, przypadkowo lub regularnie w okresie zimy (np. muchówki, motyle, wije, pająki, ślimaki, nietoperze).

Przyjrzyjmy się im podczas naszych eksploracji, ale niekoniecznie ich dotykajmy, bo na przykład ukąszenie pająka sieciarza jaskiniowego do przyjemnych nie należy.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Jaskinie krasowe Pogórza IzerskiegoW dolinie rzeki Płóczki koło Lwówka Śląskiego znajdują się cztery jaskinie krasowe powstałe w wyniku wypłukania wapieni cechsztyńskich. Dojść do nich można ścieżką po prawej stronie od drogi Lwówek Śląski – Gryfów, na wysokości tablicy wyznaczającej koniec miejscowości Płóczki Dolne, idąc w górę koło starego wapiennika (po lewej), do czarnego szlaku i dalej za nim, a następnie po około 50 metrach w prawo, przez mały „wąwozik” wchodzimy do zarośniętego, nieczynnego wyrobiska gdzie są one zlokalizowane.

Jaskinia Lisia to 70-metrowa jaskinia położona w wyrobisku starego kamieniołomu wapienia, która została odkryta podczas jego eksploatacji, a wzmiankowana już w 1933 roku przez G.Dittricha. Otwór wejściowy jest zlokalizowany u podnóża ściany i jest dość obszerny. Następnie jaskinia zwęża się i obniża, by po około 6 m dotrzeć do rozwidlenia korytarzy. W prawo trzy niskie, choć rozległe rozszerzenia. W lewo stromo w dół (główny ciąg), dochodzimy do rozległej, niskiej salki (1,5 m). Z niej dalej w dół, niskim korytarzem, przy którego końcu warto zwrócić uwagą na kopułowate wymycie w stropie. Następnie ciasnym przejściem docieramy do wysokiego i wąskiego korytarza o wyraźnie wygładzonych przez wodę ścianach. Na pochyłach ścian zauważyć można żłobki utworzone przez wodę kapiącą ze stropu. Jaskinia kończy się zwężającym korytarzem przechodząc w około 1,5 m studzienkę i małą lecz wysoką salkę.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 1Jaskinia Czerwona o długości 50 metrów położona jest w odległości 12 m od Jaskini Lisiej. Została odkryta przez G.Dittricha w 1932 roku. Otwór wejściowy jest sztuczny, mniejszy od poprzedniej, ostatni widoczny pod ścianą. Za otworem korytarz obniża się i przez niski przełaz dochodzimy do wysokiego, wąskiego korytarza biegnącego to w górę, to w dół, do ciasnego przejścia za którym znajduje się 12-metrowa salka z niewielkimi naciekami. Dalej przez ciasny przełaz docieramy do niskiego, szerokiego, kamienistego korytarza. Następnie w górę do zacisku, a za nim niewielka salka z której korytarzykiem dochodzimy nad 1,5-metrową studzienkę. Jaskinia kończy się niewielkim korytarzykiem zakończonym ciasną szczeliną. Na ścianach i stropie ciągu bocznego widoczne są formy wirowe – ślady przepływu wody pod ciśnieniem.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 2Jaskinia Krótka (Schronisko Krótkie) o długości 11 metrów położona jest 7 m od Jaskini Lisiej, odkryta w 1970 roku przez Speleoklub Bobry Żagań. Posiada dwa małe otwory. Za otworem małym korytarzykiem dostajemy się do niewielkiej salki na której jaskinia się kończy.
Jaskinia Oaza o długości 40 metrów znajduje się poza wyrobiskiem, nieco powyżej, w kotle z kępą drzew na polach („oaza”), odkryta tak jak poprzednia w 1970 roku przez Speleoklub Bobry z Żagania. Naturalny otwór wejściowy niewielki, nad nim rosną drzewa. Za otworem strop obniża się, potem ciasnym przełazem do niskiej ale dużej sali opadającej w dół – w prawo dotrzemy do jej zakończenia ze szczeliną mającą połączenie z dalszymi partiami jaskini; w lewo między głazami dotrzemy do ciasnego zejścia za którym korytarz z naciekami błotnymi. Dalej nim do niewielkiej, wysokiej salki z 2-metrową studzienką sprowadzającą do ciasnego, kilkumetrowego korytarza kończącego jaskinię.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 3Opisane powyżej jaskinie są jaskiniami suchymi (rzadkie przesiąki wody), z bardzo skąpymi formami naciekowymi, o namulisku gliniasto-kamienistym, w partiach wejściowych zaśmieconymi i sukcesywnie niszczonymi przez pseudo-grotołazów/eksploratorów pomimo iż są pomnikami przyrody nieożywionej. Można w nich napotkać owady troglokseniczne, a przy otworach glony. Deniwelacja jaskiń jest niewielka, do zwiedzania nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, choć jaskiń nie można zwiedzać na stojąco (miejscami naprawdę ciasne przełazy!), dlatego zalecana jest odzież ochronna, nakrycie głowy i własne źródło światła. Szczególnie ciekawie prezentuje się końcowy odcinek Jaskini Lisiej z ładnie wymytymi przez wodę ścianami i kończącym ją awenem, nacieki błotne w Jaskini Czerwonej, jak i kominy krasowe w tych jaskiniach.
Miejsce ciche, urokliwe, o charakterze wąwozu, z bogatym poszyciem roślinnym, warte uwagi, a co najważniejsze ochrony. Wymienione jaskinie są miejscem zimowania nietoperzy i automatycznie podlegają prawnej ochronie jako siedliska zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

GeoExplorer

przez , 13.gru.2013, w Galimatias

GE1.jpg GeoExplorer

Eksploracje – Poszukiwania

WYRÓŻNIENIA 2017:

>> 1 czerwiec 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Złoto Inków w Niedzicy”
>> 1 luty 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Drewniany kościół w Sieniawie”

WYRÓŻNIENIA 2016:

>> 2 listopad 2016 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Borowiec wielki”

WYRÓŻNIENIA  2015:

>> wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na łamach Gazeta Wyborcza
>> 16 wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej”
>> 5 sierpień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Opowieści skarbowe”
>> 27 maj 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnicza puszka”
>> 5 kwiecień 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Legenda o Krzysztoforach”
>> 1 marzec 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl Blog.pl wyróżniono: „Złoto krnąbrnych mnichów”
>> 25 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl, wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona”
>> 5 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Sztolnia Aurelia w Złotoryi”
>> 4 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona”
>> od 2015 roku – GeoExplorer dostępny na Twitter

WYRÓŻNIENIA  2014:

>> 22 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> 17 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> listopad 2014 roku – GeoExplorer na łamach miesięcznika Odkrywca
>> 26 październik 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Dworek Marii Konopnickiej w Gusinie”
>> 24 październik 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zamek w Prochowicach”
>> 19 wrzesień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Legenda o rozbójnikach z Kruczych Skał”
>> 11 sierpień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Pochówki wampiryczne w Polsce”
>> 21 lipiec 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnice Złotego Lasu”
>> 11 luty 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Wielisławka. Ukryte Skarby III Rzeszy”

LICZBA  ODWIEDZIN:2 mln — kopia — kopia>> 11 kwietnia 2017 – 2.500.000 odwiedzin
>> 26 listopada 2015 – 2.000.000 odwiedzin
>> 27 maja 2015 – 1.500.000 odwiedzin
>> 31 grudnia 2014 – 1.086.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2014 (1 rok) – 1.074.000 odwiedzin
>> 22 listopada 2014 – 1.000.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2013 – Start…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...