Tag: GE

Koci Zamek w Szaflarach

przez , 01.gru.2017, w Ciekawe miejsca

Koci Zamek na Szaflarskiej SkaleSzaflary to 3-tysięczna wieś położona na Podhalu, 7 km na południe od Nowego Targu (przy drodze krajowej numer 47 „zakopiance”), na pograniczu dwóch regionów geograficznych – Kotliny Nowotarskiej i Pogórza Bukowińskiego. Znana jest głównie z kompleksu basenów termalnych o powierzchni prawie 1000 m2 zasilanych wodą termalną z miejscowego odwiertu.
Pierwsze wzmianki o Szaflarach pochodzą z początku XIII wieku, kiedy to powstaje gród obronny.
Około 1234 roku Teodor Gryfita otrzymał pozwolenie od Henryka Brodatego na sprowadzanie kolonistów niemieckich.
Udokumentowana wzmianka o wsi pochodzi zaś z 1328 roku.

Niestety nie zachował się akt lokacyjny osady, a jedynie tak zwany przywilej Piotra ze Słupi, kasztelana zamku Dunajeckiego (Szaflarskiego) z 1338 roku. Do 1335 roku sołectwo szaflarskie ze wsią należało do zakonu cystersów. Później na przełomie wieków kolejno zmieniali się właściciele Szaflar. Na przykład w latach 90-tych XV wieku sołectwo było w rękach Miklasza (rajcy miasta Kleparza), a potem w użytkowaniu plebejskiej rodziny Szaflarskich.
Nieopodal stacji kolejowej, na samotnej wapiennej skale wznoszącej się wysoko nad doliną Białego Dunajca, nazywanej Szaflarską Skałką 650 m n.p.m., na przełomie XIII/XIV wieku wybudowany zostaje zamek, który z czasem przybrał nazwę „Kociego Zamku”.1907rok Koci Zamek od północyWapienna skała należy do Pienińskiego Pasa Skałkowego, a na jej szczycie znajduje się płaski majdan o powierzchni około 7 arów. To właśnie na nim, pierwotnie w XI wieku (w oparciu o dane archeologiczne) powstał kamienno-drewniany gródek stożkowaty, a następnie około 1245 roku podjęto decyzję o wzniesieniu drewnianego gródka. Budowy najprawdopodobniej dokonali cystersi ludźmierscy, ponieważ w XIII i XIV wieku gródek wraz z wsią Szaflary należał do opactwa cystersów ludźmiersko-szczyrzyckich. Inne źródła za budowniczych wskazują potomkowów wojewody krakowskiego Teodora Gryfity.
W 1380 roku, za panowania Ludwika Węgierskiego, gródek został włączony wraz z wsią do dóbr królewskich.

W pierwszej połowie XIV wieku drewniany gródek zostaje przebudowany na zamek. Wzmianki o zamku pojawiają się w dokumentach z początków panowania Kazimierza Wielkiego – w 1334 roku wspomniany jest „nowy zamek” (castrum novum) w Szaflarach. Na dokumencie z 1338 roku figuruje między innymi podpis Piotra ze Słupi (Petrus de Slupi), kasztelana zamku szaflarskiego.
Zamek wybudowano na szczytowym spłaszczeniu skały o wymiarach około 20×30 metrów. Szaflarska Skałka, na której się znajdował, od północy i wschodu kończy się urwiskiem, natomiast zbocza południowe i zachodnie są łagodne. Był konstrukcją murowano-drewnianą otoczoną murem obwodowym o trzech bokach prostych i jednym boku zaokrąglonym.Plan Kociego ZamkuSwego czasu wysnuto przypuszczenie, że około 1474 roku Piotr Komorowski dodatkowo wzmocnił zamek kamiennym wałem zaporowym. W tym też okresie droga do zamku prowadziła przez drewniany most i barbakan.
Skąd właściwie wzięła się nazwa „Koci Zamek”? Znaczenie tej bardzo starej nazwy nie ma nic wspólnego z kotami, jak większości osób może nasuwać się tego typu skojarzenie. Po części nawiązuje do innowierców, a zwłaszcza do czeskich husytów. Pochodzenie tej nazwy wyjaśnia między innymi podanie ludowe z Piwnicznej:
Na Kotczym Zamku we dnie niemiło, a w nocy straszno. Jesienią i na wiosnę spod Skałki, na której koci zamek, i z paryji kamiennej, w noc ciemną po północku, wyjeżdżają wozy jakieś, bryki ciężkie. Pędzą wprost, ku Popradowi, i po spadzistości zjeżdżają w rzekę prosto w wir (…)„.

Źródłosłowie „koci zamek” pochodzi od słowa „kocz” lub „kotczy”, jak nazywano dawniej wóz – od koczenia czyli toczenia się (wozów husyckich).
„Kocie” lub „Kotcze Zamki” były miejscami po obozowiskach husytów umacnianych wozami, którzy przenikali na ziemie polskie. Takie warowne obozy chronione przez połączone wozy, zakładano nie na szczytach gór, ale na wysoczyznach gdzie można było wozami dojechać. Zatem „Kocimi Zamkami” zostały nazwane niektóre miejsca będące niezbyt wysokimi i rozległymi wzniesieniami, o dość regularnych formach. Owe wzniesienia z reguły znajdują się na niezbyt wysokich i już rozleglejszych wzgórzach – na działach, skąd horyzont jest zawsze rozległy, widoczność dobra. Kocie zamki znajdują się zawsze w pobliżu ważniejszych dróg, obecnie istniejących lub dawnych.Szaflary Koci ZamekW 1380 roku, za panowania Ludwika Węgierskiego, opat klasztoru cystersów w Szczyrzycu wydzierżawił zamek w Szaflarach Żydowi nawróconemu na chrześcijaństwo, który założył w nim mennicę bijącą srebrne monety. Żyd mincerz z czasem zaczął je fałszować, bijąc je z niepełnowartościowego stopu, a „zaoszczędzone” w ten sposób srebro przywłaszczał sobie.
Ludwik Węgierski niechybnie położył kres temu procederowi. Na jego rozkaz wojsko zdobyło i zajęło zamek, Żyd został pojmany i za oszustwo stracony w Nowym Targu. Kolejnym rozkazem zamek został zniszczony przez podpalenie. „Zaoszczędzonego” przez Żyda srebra, ukrytego na zamku lub w jego okolicy, do chwili obecnej nie udało się odnaleźć.

Po włączeniu Szaflar do dóbr królewskich nastąpiła odbudowa zamku w latach 1470-1480. Wówczas to, w 1474 roku, za panowania Kazimierza Jagiellończyka, zamek zostaje przekazany w dzierżawę Piotrowi Komorowskiemu (herbu Korczak), a już trzy lata później, w 1477 roku, odebrany za sprzyjanie królowi węgierskiemu Maciejowi Korwinowi.
Natychmiast zostaje opanowany przez wojska królewskie pod dowództwem starosty krakowskiego Jakuba z Dębna. Po opanowaniu zamku Kazimierz Jagiellończyk przekazuje go Markowi Ratoldowi, który miał na nim zapisaną od króla należność pieniężną. W tym okresie w dokumentach źródłowych pojawia się nazwa „fortalicja Szaflary” (fortalitium Schaflari).1907rok Koci Zamek od południaZamek został opuszczony najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVI wieku, popadając w ruinę, poprzez rozbiórkę – pozyskiwanie materiału budowlanego przez okolicznych chłopów i kolejny pożar. Według niektórych źródeł był w zupełnej ruinie już przed 1505 rokiem.
Obecnie sam zamek już nie istnieje, ale zachowały się po nim widoczne w terenie ślady. Między innymi zachowała się (jedynie) część fundamentów muru obwodowego z początku XIV wieku (na plateau) oraz resztki wału usytuowanego od strony południowej. Jeszcze w ubiegłym wieku, w ścianach skały łamano kamień do wypalania wapna w pobliskim wapienniku.

W trakcie II wojny światowej na terenie Kociego Zamku stacjonowały oddziały wojsk niemieckich. W 1942 roku na stanowisku po Kocim Zamku, z ramienia niemieckich władz okupacyjnych Generalnego Gubernatorstwa, a w szczególności dużego zainteresowania gauleitera Hansa Franka, przeprowadzono badania archeologiczne. W wyniku wykonanych wówczas przekopów udało się odsłonić warstwy kulturowe potwierdzające średniowieczny rodowód obiektu. Pozyskano również materiał ceramiczny oraz inne zabytki ruchome.
Prawdopodobnie owe prace archeologiczne miały również na celu odnalezienie dużych ilości srebra ukrytego przez Żyda – mincerza.Koci Zamek w Szaflarach (1)Teren zamku jest częściowo zabudowany. Od lat 90-tych XX wieku na Szaflarskiej Skałce stoi odrestaurowany „zamek” w postaci willi z czterospadowym dachem mansardowym zwieńczonym wieżyczką.
Całość otoczona jest wysokim kamiennym murem i metalowym ogrodzeniem. Partia szczytowa obecnie nie jest dostępna dla zwiedzających – całość z zabudową stanowi teren prywatny.
Odrestaurowany ćwierć wieku temu „Koci Zamek” nawiązuje do istniejącej w tym miejscu przed 100-laty innej budowli. Jest ona uwidoczniona na zdjęciach w Tygodniku Ilustrowanym z 1907 roku (czarno-białe zdjęcia).
W niektórych opracowaniach spotyka się błędną lokalizację zamku – zamiast Szaflarskiej Skałki wskazuje się pobliską górę Ranyzberg (Raniszberg) 736 m n.p.m.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Niumbaha

przez , 01.wrz.2017, w Flora i Fauna

NiumbahaMoją uwagę zwrócił uderzająco piękny i wyraźny wzór plamek i pasków. To było bardzo niezwykłe zwierzę, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Stało się oczywiste, że jest to nowy gatunek. To było odkrycie mojego życia
(DeeAnn Reeder)
Każdego miesiąca odkrywa się kilka nowych gatunków flory i fauny na Ziemi.
W 2013 roku po ekspedycji biologów do Sudanu Południowego (Ekwatorii Zachodniej), opisali oni na nowo gatunek nietoperza, uważając go na początku za swoje odkrycie. Kierująca zespołem naukowców profesor biologii DeeAnn Reeder z Uniwersytetu Bucknell w Pennsylvanii (USA) nazwała niumbahę „odkryciem życia”.

Nietoperz borsuczy (Niumbaha superba), Pied bat, jest bardzo charakterystycznym i specyficznym nietoperzem ze względu na umaszczenie sierści, które przypomina paski borsuka. Ten bardzo rzadki gatunek zalicza się do rodziny Vespertilionidae i jest jedynym przedstawicielem gatunku z rodzaju Niumbaha.
Po raz pierwszy został zaobserwowany i złowiony w 1939 roku przez dr Haymen na terenie Belgijskiego Konga (dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga), która błędnie go zidentyfikowała i został zakwalifikowany do rodzaju Glauconycteris pod nazwą Glauconycteris superba.Odkrywcy NiumbahyCo ciekawe, od tamtej pory jakby zapadł się on pod ziemię i nie widziano go aż do początku lat 90-tych XX wieku. Niumbaha w języku Pazande oznacza „rzadki” lub „dziwny”. Do chwili obecnej zaobserwowano tylko 5 (!) przedstawicieli gatunku tego nietoperza. Poszczególne osobniki obserwowano na terenie Konga, Wybrzeża Kości Słoniowej, Ghany i Sudanu Południowego. Wynika z tego, że jego naturalnymi siedliskami są subtropikalne i tropikalne suche lasy oraz subtropikalne lub tropikalne wilgotne lasy nizinne. Wielkością odpowiada Nockowi dużemu (Myotis myotis). Co ciekawe niumbaha nie został wymieniony w Czerwonej Księdze gatunków zagrożonych wyginięciem.

Członkowie ekspedycji w nocy rozstawili obóz wokół niewielkiego jeziorka w rezerwacie Bangangai, rozwieszając wokół niego siatki w celu odławiania nietoperzy i innych stworzeń do przeprowadzenia badań terenowych oraz ochrony nad tym ekosystemem.
Po włączeniu świateł, inny członek ekspedycji Adrian Garside (dyrektor ds. programu Fauna&Flora International FFI) zobaczył niezwykłego nietoperza zaplątanego w siatkę. Ponieważ ekipa nie znała tego nietoperza, na gorąco uznano, że okaz ten jest ważnym znaleziskiem – nowo odkrytym gatunkiem. Sądzono tak do momentu aż parę tygodni później z Juby wysłano faksem zdjęcia złowionego nietoperza innym naukowcom.Niumbaha (1)Ci w odpowiedzi zasugerowali, że może to być Glauconycteris superba, gatunek nietoperzy po raz pierwszy odkryty w 1939 roku w Belgijskim Kongu.
DeeAnn Reeder pozostawała jednak sceptyczna do przekazanych informacji, gdyż widziała wcześniej Glauconycteris superba, a tamten osobnik miał całkowicie inny wygląd – od kształtu i wielkości czaszki do unikalnych pasów.
Dopiero po wysłaniu złowionego osobnika do Smithsonian Institution w Waszyngtonie, celem potwierdzenia przynależności gatunkowej, ustalono, że ten okaz nie pasuje do rodzaju Glauconycteris.

Tym samym dla nietoperza wybrano nazwę plemienną, aby przypisać go jako symbol należący do ludów Południowego Sudanu (Republika Sudanu Południowego ze stolicą w Dżubie, powstała 9 lipca 2011 roku w wyniku odłączenia się od Sudanu) – naukowcy ochrzcili nowy gatunek jako „niumbaha”, co w języku miejscowych plemion Pazande oznacza „rzadki lub „niezwykły”. Natomiast jeżeli chodzi o nazywanie go „panda bat” DeeAnn Reeder powiedziała, że nigdy go tak nie nazwała – paski na sierści nietoperza bardziej przypominały jej borsucze, natomiast podobieństwo do pandy widzi jedynie we wzorach na jego pyszczku.Niumbaha (2)Po powrocie do Stanów Zjednoczonych DeeAnn Reeder stwierdziła, że nietoperz był taki sam jak pierwotnie złowiony w 1939 roku w pobliskiej Demokratycznej Republice Konga i nazwany Glauconycteris superba, ale ona i jej koledzy nie wierzyli, że pasuje do innych nietoperzy z tego rodzaju. Przeanalizowano czaszkę i wygląd osobnika z rezerwatu Bengangai oraz czaszki egzemplarzy muzealnych stwierdzając, że pod względem ekomorfologicznym Glauconycteris superba różni się od innych gatunków zgrupowanych w rodzaju Glauconycteris.
Po starannej analizie jasne jest, że nie należy do tego rodzaju. Jego charakter czaszki, jego skrzydła, wielkość, uszy – dosłownie wszystko, co widać, nie pasuje. To takie wyjątkowe, że możemy oznaczyć nowy gatunek„.

DeeAnn Reeder uważa, że „nowy-stary” nietoperz właściwie pod żadnym względem nie pasuje do wcześniejszej klasyfikacji. Jest tak unikalny, że konieczne było utworzenie nowego gatunku.
Pierwszą wskazówką, że gatunek należałoby przeklasyfikować, było nietypowe ubarwienie. Później biolodzy zwrócili uwagę na skrzydła. U przedstawicieli rodzaju Glauconycteris, którzy ze względu na delikatną budowę bywają nazywani motylimi nietoperzami, są one przezroczyste i brązowe/białe, zaś tutaj natura postawiła na smolistą czerń. Kolejnymi niepasującymi do układanki szczegółami okazały się czaszka i uszy.Niumbaha (3)DeeAnn Reeder kontynuuje badania i poszukiwania kolejnych okazów niumbahy w Afryce. Na ten cel otrzymała środki w łącznej wysokości 2 milionów dolarów z Funduszu Woodtiger (prywatnego funduszu badawczego).
To naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej, która była w dużej mierze nieznana przez biologów ze względu na trwający konflikt w tym regionie. Pozostało tam jeszcze wiele do odkrycia” – powiedziała DeeAnn Reeder mając na myśli różnorodność biologiczną w Południowym Sudanie. Dodała jeszcze, że odkrycie naprawdę świadczy o głębokiej różnorodności biologicznej w rejonach Afryki Wschodniej i Środkowej.

Dla mnie odkrycie to jest istotne, ponieważ podkreśla znaczenie biologiczne Południowego Sudanu i wskazuje, że to nowe państwo ma wiele naturalnych cudów, które jeszcze nie zostały odkryte. Południowy Sudan to kraj, który ma wiele do zaoferowania i wiele do ochrony „- powiedział Matt Rice, dyrektor departamentu w rządzie Sudanu Południowego.
FFI korzysta z bogatego doświadczenia w pracy w krajach objętych konfliktami, aby pomóc rządowi Sudanu Południowego, który przywraca ochronę dzikiej przyrody, a także przyczynia się do rewitalizacji wybranych chronionych obszarów, szkoleniami i rozwojem pracowników parkowych, usług związanych z dziką przyrodą, rozwojem infrastruktury, dostarczaniem sprzętu, wspieraniem projektów badawczych, takich jak ten.Niumbaha (4)DeeAnn Reeder:
Nasze odkrycie, tego nowego gatunku nietoperzy, jest wskaźnikiem tego, jak różnorodna jest powierzchnia i jaka pozostaje praca. Zrozumienie i zachowanie różnorodności biologicznej jest pod wieloma względami kluczowe. Wiedza o tym, jakie gatunki są obecne na danym obszarze, pozwala na lepsze zarządzanie. Kiedy gatunki są zagubione, pojawiają się zmiany na poziomie ekosystemowym. Jestem przekonana, że ten obszar jest jednym z tych, na których musimy kontynuować badania„.

W chwili obecnej świadomym i oczywistym zagrożeniem dla niumbahy jest utrata siedlisk. Zagęszczenie siedlisk lub fragmentacja siedliska odgrywa tu zasadniczą rolę w odniesieniu do wielu gatunków nietoperzy, które spada na całym świecie. Jednak inne gatunki nietoperzy, które normalnie chronią się w jaskiniach, są mniej zagrożone przez takie działania ludzi.
Nietoperze tworzą 1/4 różnorodności ssaków na naszej planecie i są jedynymi ssakami, które mogą latać. Na kontynencie afrykańskim, Madagaskarze i sąsiadujących wyspach, występuje około 260 istniejących gatunków nietoperzy, co stanowi około 25% globalnej ilości gatunków nietoperzy.Niumbaha (5)Nietoperze są ważnym składnikiem zdrowia i stanu ekosystemu. Zajmują one krytyczną niszę, gatunki owadożerne będące pierwotnymi nocnymi drapieżnikami są podatne na zwiększone poziomy pestycydów, podczas gdy gatunki owocożerne mają kluczowe znaczenie dla regeneracji lasów. Wiele roślin jest uzależnionych od tych nocnych ssaków, zarówno pod kątem zapylania jak i rozsiewania nasion.
Nietoperze są bardzo podatne na zmiany środowiskowe, zwłaszcza Niumbaha superba. Wpływ siedlisk i zmian klimatycznych na ten gatunek nie jest znany, a skoro tak, to istnieje wiele spekulacji co do oddziaływań, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.

Te oddziaływania na nietoperze mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo żywności i związek z ludzkimi chorobami odzwierzęcymi.
Najistotniejszym problemem jest to, że miejscowi ludzie niewiele wiedzą o populacji czy biologii tego gatunku. Także z perspektywy kulturowej postacie nietoperzy w większości afrykańskich kultur są związane z czarną, złą magią i są prześladowane.
Na terenach zachodniej, północnej i środkowej Afryki nietoperze są ścigane, poluje się na nie i zjada je, co połączyło się z zagrożeniem najbardziej śmiercionośnym wirusem – gorączką krwotoczną Ebola (EHF).Niumbaha (6)Choć polowania stanowią zagrożenie dla spadku ilości nietoperzy, fragmentacja siedliska jest z pewnością największym zagrożeniem dla niumbahy i innych gatunków.
Ponieważ nietoperze mają niskie współczynniki rozrodczości, populacje są bardzo podatne na zwiększoną śmiertelność. Istnieją naukowe obawy dotyczące stanu zachowania niumbahy, ponieważ wiele gatunków nietoperzy jest coraz bardziej dotkniętych różnymi działaniami ludzi, wynikającymi z niewiedzy, podejrzeń, zatruciami pestycydami, bezmyślnym zabijaniem, utratą siedlisk, nadmierną eksploatacją środowiska i eksterminacją ich jako szkodników.

Niumbaha jest nietoperzem owadożernym, co oznacza, że żywi się głównie owadami. Owadożerne nietoperze mają kluczowe znaczenie dla środowiska naturalnego, ponieważ pomagają w zwalczaniu szkodników, które w przeciwnym razie nie będą sukcesywnie eliminowane i będą dokonywać zniszczeń ogromnych obszarów upraw, drzew, roślin oraz będą dokonywać inwazji na obszary zamieszkałe przez ludzi. Owadożerne nietoperze są również bardzo ważne dla autochtonów, ponieważ pomagają utrzymać komary w ryzach, które zagrażają życiu ludzkiemu przez rozprzestrzenianie malarii, jednego z największych wirusów w Afryce.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kapelusz góralski – historia i wszystko o …

przez , 01.sie.2017, w Historia

Kapelusz góralski podhalańskiChłopi stali przy moście na Dunajcu i obserwowali rwącą wodę. Zastanawiali się, czy woda zerwie most, czy nie.
Nagle chłopi zobaczyli unoszący się na wodzie góralski kapelusz. Patrzą, a tu kapelusz stanął na prądzie, a za chwilę porusza się pod prąd.
I tak kilka razy. Jeden z nich zapytał:
- Coz to, cud?!
Na co drugi odpowiedział:
- Nie, to ino Franek Gąsienica. Pedzioł, że powódź, nie powódź, zaorać musi …

Kapelusz góralski nieodzownie kojarzy się z góralami i Podhalem. Podhale jest regionem kulturowym w południowej Polsce u północnego podnóża Tatr, w dorzeczu górnego Dunajca, zajmując środkową część Kotliny Podhala i wkracza w Tatry (Skalne Podhale i Niżne Podhale). Początki osadnictwa historycznego sięgają XIII wieku – przywilej Księcia Brodatego z 1234 roku (transumpt z 1251 roku) zezwala wojewodzie krakowskiemu Teodorowi Gryficie na osiedlenie kolonistów niemieckich, teutońskich Ślązaków:
in silva circa fluvios Ostrowsko, Dunaiecz et Dunaiecz niger, Rogoźnik, Lipietnicza, Słona, Ratainicha, Nedelsc, Stradoma, quantum est de sylva ipsius, dantes eciam sil his pactis et his condicionibus uti, quibus Theutonici Sleser ses in sylvis locati utuntur„.Górale podhalańscyBogata kultura ludowa rozwinęła się wśród wolnej od dawna społeczności góralskiej, która była zwolniona od powinności pańszczyźnianych, co miało związek z jej znaczną swobodą. Warunki klimatyczne oraz dostępność surowców i materiałów „na odzież” skutkowały wygenerowaniem specyficznego i charakterystycznego ubioru. Chyba najbardziej charakterystycznym elementem męskiego stroju góralskiego jest kapelusz, odgrywający w tej kulturze niemałe znaczenie, który swoim wyglądem ewoluował na przełomie dziejów. Kapelusz, który obecnie zdobi głowę górala, nijak nie przypominał tego z dawnych czasów. Nie jesteśmy w stanie odtworzyć nakrycia głowy z czasów początków osadnictwa ale możemy swobodnie cofnąć się w czasie o dwa, trzy wieki.

Noszenie kapelusza dla górala to honor, nie zdejmował go nawet w izbie – zdejmuje go tylko w kościele lub gdy umiera, bo choćby był żywo nagi to w kapeluszu być powinien.
Kapelusz góralski ewoluował na przestrzeni setek lat przede wszystkim pod względem rozmiaru. Zazwyczaj posiadał niską, półkolistą głowicę. Dawne miały szerokie rondo, tak zwane „skrzela”, przypominające meksykańskie sombrera. Zadaniem ich była ochrona przed deszczem, słońcem i wiatrem. Stare ryciny ukazują kapelusze ze skrzelami sięgającymi do ramion.
Zatem skoro miały chronić, to musiały być wykonane z mocnego, trwałego surowca. Najczęściej wykonywano je z sukna, a dopiero dużo później jako zamiennik pojawił się czarny filc, a swoim kształtem przystawały do okryć głowy całego łuku karpackiego.Kapelusze podhalańskieZrodziła się również potrzeba impregnowania kapelusza w najprostszej postaci, poprzez wcieranie zwierzęcego tłuszczu, na przykład smalcu. Tak zaimpregnowany kapelusz z czasem stawał się niezwykle trwały i służył bardzo długo. Napuszczony tłuszczem nie przepuszczał wody i niejednokrotnie służył jako czerpak do przenoszenia jej z potoku.
W literaturze spotyka się rozróżnianie na kapelusz parobski i kapelusz gazdowski. Wynika on z faktu, iż stateczni mężczyźni (gazdowie) nosili niegdyś kapelusze z rondem odgiętym na dół, natomiast kawalerowie (parobcy) zazwyczaj z zawadiacko wykrzywionymi do góry skrzelami i na bakier.
W latach 30-tych XX wieku w Zakopanem pojawiły się tak zwane „kłobuki”, czyli kapelusze o bardzo małych rondach, te które teraz są bardzo popularne wśród turystów.

Nosili je najczęściej bacowie, którzy przebywając na bacówkach nie potrzebowali już kapeluszy o tak szerokich skrzelach ale w związku z tradycją jakieś nakrycie głowy przystoiło. I właśnie dzięki bacom ten rodzaj kapelusza zawdzięcza swoją popularność i skojarzenia z góralami.
Nieodzownym elementem kapelusza góralskiego jest pasek (otok) w kolorze czarnym lub czerwonym z tak zwanymi kostkami (gwarowo), obecnie muszelkami – starodawnym wałaskim zwyczajem.
Pierwotnie na kapeluszach znajdowały się czerwone skórzane paski, amarantowe zielone lub niebieskie wstążki, a w przypadku starszych gazdów czarne, bądź pasek skóry nabijanej blaszkami.Górale podhalańscy 1877 rokZ czasem górale zaczęli ozdabiać je spiłowanymi kościami jeleni lub saren.
Gazdowie będący próżnymi, chcieli chwalić się swoim dobrobytem i stąd też pojawienie się tych specyficznych ozdób.
Oprócz kostek pojawiały się także ozdobne łańcuszki.
U górali spiskich zagościły w formie tak zwanych „koron bacowskich” – kilka złotych łańcuszków splątanych w jeden gruby przymocowany na kapeluszu na kształt korony.
Mógł też być obwiedziony tak zwanym „łańcuszkiem bakunowym” lub mosiężnym, który wykonywali górale specjalizujący się w wyrobie spinek do koszul. Ozdoba ta była o wiele starsza od kostek.

Muszelka, która zdobi kapelusz górala to Cypraea moneta (monetka) występująca w ciepłych morzach wybrzeży Afryki, Azji, Australii i Oceanii.
Skąd zatem pojawiły się na Podhalu?
Otóż muszelki te występowały również w okolicach Rijeki w Chorwacji. Ze względu na swój atrakcyjny wygląd jako ozdoba były tam poławiane i wędrowały w świat. W XIX wieku tereny Podhala znajdowały się pod zaborem austriackim, nic nie było, panowała galicyjska bieda. Górale zaczęli wędrować za chlebem docierając między innymi na Węgry i ówczesnej Dalmacji. Wykształcony u nich przez lata praktyki, kunszt wyrobu dobrego i cenionego płótna lnianego, wpłynął na wywożenie go, handel i wymianę, za granicą. Największe powodzenie miało w portach gdyż świetnie nadawało się do wyrobu żagli, więc gdy góral sprzedał płótno i zarobił sporo dutków, kupował coś na pamiątkę swej bytności w dalekim świecie.Różne typy kapeluszy podhalańskichByły to między innymi muszelki, które dla wygody transportu nawlekał na sznurek, a po powrocie na Podhale mocował ten sznurek do kapelusza, by inni widzieli jakie dziwy w świecie mają. Muszelki najczęściej nawlekano na sznurek lub rzemyk i oplatano kapelusz. Jednymi słowy, muszelki były walutą wymienną. Wałasi przyszywali także kostki do pasów i toreb uwydatniając w ten sposób swoje bogactwo.
W muszelki zaopatrywano się również w słowackim Kieżmarku i od wędrownych handlarzy (nazywanych Bośniakami) z południowych departamentów monarchii austro-węgierskiej.
Nie ma ustalonej liczby kostek – jest ona zależna od wielkości kapelusza, średnio na obwodzie znajduje się ich około 50-ciu.

Górale z dawien dawna lubili chwalić się tym co mają, zatem najlepszym wyeksponowaniem „tego”, było upięcie do kapelusza żeby wszyscy we wsi widzieli. Skoro baca miał upięte kostki, wniosek był jeden – trudni się kupiectwem i wędruje po świecie. Zatem rola kostek nie tylko sprowadzała się do ozdoby ale również pomagała określić status społeczny.
Kapelusz górala podhalańskiego różnił się od innych góralskich, mówił dużo o człowieku w tamtych czasach. Kapelusz podhalański występujący w obecnej formie był najmodniejszy.
Górale spiscy nosili kapelusze z wygiętymi do góry skrzelami, pofalowanymi, powyginanymi z paskiem materiałowym i rzadko kiedy z kostkami, za sprawą naleciałości trendów węgierskich (również inny krój portek, inna parzenica).Dodatki do kapelusza góralskiegoModyfikacje te działy się za sprawą mody podpatrzonej u wyższych sfer – powstał nowy rodzaj kapelusza zwany bikornem (taki jaki nosił Napoleon Bonaparte). Kolejna modyfikacja doprowadziła do postania trikorna (jak u kapitana Jacka Sparrow’a).
Kolejnym ozdobnym elementem, który pojawił się przy kapeluszu góralskim jest pióro. Górale zawsze „coś” nosili za paskiem kapelusza. Pierwotnie były to gałązki (świerku, jodły) z reguły o kształcie krzyża. Z takimi kawalerzy przychodzili po pasterce do domu dziewczyny na tak zwane „podłazy”. Po złożeniu bożonarodzeniowo-noworocznych życzeń i posypaniu domowników owsem „na urodzaj”, kawaler wyciągał zza kostek kapelusza ową gałązkę – „podłaźnicke” i zatykał ją za framugą drzwi tej izby, w której mieszkała ukochana dziewczyna.

Zatykano też pióra (kogucie, bażancie, jastrzębie), kistki (puchu, sierści), zioła które dawały dziewczyny ulubionym chłopakom, a tak zwani „polowace” wyruszający do lasu w poszukiwaniu zwierzyny, przytwierdzali doń trofea. Warto zaznaczyć, że konkretne ozdoby miały swoje osobliwe znaczenie i nie pojawiały się na kapeluszu przypadkowo.
Gdy udało się upolować orła, to z dumą zatykano za pasek orle pióra, najlepiej duże, długie. Tym sposobem pióro zagościło na stałe u boku kapelusza. Z czasem nabrało też ono swojego znaczenia. Ponieważ orzeł zawsze był kojarzony z wolnością, pióro oznaczało, że jego posiadacz jest człowiekiem wolnym, mającym w sercu góralską ślebodę, stan kawalerski lub mimo stanu małżeńskiego człowieka pozostającego na zawsze wolnego duchem.Górale podhalańscy (1)Przyjęło się, że pióro młody pan traci w momencie zaślubin (podobnie jak wianek u dziewczyn), na znak utraconej wolności – czyli „ma już z głowy”.
Zwyczajowo młody pan nie może wystąpić na ślubie bez pióra będącego najważniejszym znakiem wolnego mężczyzny. Pióro, podobnie jak panieński wianek podczas obrzędu oczepin, jest publicznie odpinane z kapelusza w momencie, kiedy młody pan wykupi swój kapelusz z rąk druhen, wcześniej podstępem mu go zabranego. Odpięcie pióra, czyli wyrzeczenie się stanu kawalerskiego, jest konieczne aby świeżo upieczony mąż mógł oficjalnie zatańczyć ze swoją, dopiero co oczepioną małżonką. Przed rozpoczęciem tego tańca solowego młody pan zwyczajowo śpiewa sobie taki czterowiersz:
Juzek się ozynił, juzek się ochłopiył;
Juzek se na wieki piórecko utopiył„.

Dodatek do piór stanowi kistka – biały puch z pulki (indyczki), który wraz z piórem (lotką) umieszczany może być w ozdobnej metalowej pochwie (tutce), upiętej przy główce kapelusza. Taki zestaw piór stosuje się najczęściej podczas najważniejszych uroczystości rodzinnych i kościelnych. Jest jeden wyjątek wykluczający przyozdabiania kapelusza – stanowił go tylko okres adwentu i Wielkiego Postu.
Różnił się również kapelusz noszony na co dzień od tego odświętnego. Tylko biedni górale mieli jeden – do pola i do kościoła. Kapelusz codzienny z reguły nie posiadał kostek ani piór, w nim wykonywano wszystkie prace i z reguły był sfatygowany. Z kolei kapelusz odświętny, paradny (do kościoła, na chrzciny, wesela itp.) miał równą linię skrzel, piękne kostki i okazałe pióro. Analogicznie postępowano z innymi częściami ubrania – stare i połatane były do roboty przy chałupie, a na specjalne okazje wyciągano z kufra czyste i z pięknymi parzenicami.Górale i góralki podhalańscyGórale od zawsze przywiązywali wagę do stroju, bo ten był ich identyfikatorem.
ORYGINALNE KAPELUSZE DLA GÓRALI PODHALAŃSKICH SĄ WYRABIANE PRZEZ FACHOWCÓW – RZEMIEŚLNIKÓW TYLKO (!) W NOWYM TARGU.
Zakup kapelusza jest celebrą. Jedzie się do Nowego Targu, wybiera, przymierza, targuje …

Kapelusza góralskiego używa się też powszechnie do zbierania ofiary podczas polowych mszy świętych, na przykład w trakcie odpustu w Sanktuarium Matki Boskiej Ludźmierskiej Królowej Podhala w Ludźmierzu.
Górale coraz częściej zapominają o kapeluszu…
Ale za to przyjezdni chętnie paradują w tych kupionych na straganach, nieoryginalnych, ceperskich kapeluszach, myśląc że kupili oryginalny (podobnie jak wyciąga się z ceprów dutki na inne wyroby i rzemiosło „góralskie”).
I jeszcze na koniec rozwianie często powielanego mitu z czasów Sabały – w kapeluszu nigdy nie gotowano w górach strawy, wspominanej często, tak zwanej „bryjki”.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Legenda o waśni Słońca z Chmurami …

przez , 01.cze.2017, w Legendy

Zachód słońcaPrzed wielu laty, kiedy Król Chmur był jeszcze bardzo młodziutki, żył w wielkiej przyjaźni z Królem Słońca. To były dobre czasy. Kiedy Król Słońca odpoczywał zmęczony po długiej wędrówce, Król Chmur wychodził ze swego pałacu i rozkazywał swoim sługom, by napoili spragnioną ziemię. Nigdy się nie zdarzyło, aby prażyło słońce, gdy ludzie prosili o deszcz, nigdy też nie bywało, aby padał deszcz, gdy ludzie prosili o słońce.
Pewnego razu, a było to po południu, Król Słońca spotkał swego przyjaciela, Króla Chmur i rzekł do niego:
- Jestem bardzo zmęczony. Byłem w kraju, w którym nocą była taka ulewa, że musiałem dwoić się i troić, aby wysuszyć ziemie, bo ludzie mieliby kiepskie plony. Bądź tak dobry i nie przeszkadzaj mi, kiedy pójdę spać.
- Przykro mi bardzo, ale właśnie wyruszam w drogę do tego samego kraju aby go zatopić. Niepotrzebnie się wysilałeś albowiem będzie tam padać przez 9 tygodni bez ustanku. Niech ludzie wiedzą, kim jestem !!! – odrzekł Król Chmur.

- Za co chcesz ich tak pokarać? – dopytywał się Król Słońca.
- W tym kraju panuje władca, który ma prześliczną córkę. Chcę, aby została moją żoną. Jej ojciec jednak nie zgodził się na moje oświadczyny. Powiedział, że nie odda córki jakiemuś tam Królowi Chmur. Ja im pokażę, kim jestem! Zabiorę ze sobą wszystkie moje sługi: Deszcz, Grzmot, Błyskawice, Grad i Śnieg!!! Wypuszczę je jak psiarnie i nacieszę się moją zemstą.
- Co ci zrobili biedni ludzie, obraziłeś się tylko na ich króla, to na nim się mścij.
- Nic mnie to nie obchodzi, kto może mi tego zabronić?!
- Ja! – zawołał Król Słońca.
Król Chmur zaśmiał się szyderczo w odpowiedzi, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Król Słońca pośpieszył w stronę owej krainy najszybciej jak tylko umiał, aby zdążyć przed królem chmur i jego sługami.

Kiedy wreszcie i on się zjawił, nic nie mógł zrobić, bo Słońce tak grzało i świeciło, że słudzy Chmury musieli uciekać gdzie pieprz rośnie, aby nie spłonąć.
Wściekły Król Chmur powrócił do swego pałacu z poparzonymi i osmalonymi od słonecznego skwaru sługami. Od tego czasu wyruszał ze swej siedziby położonej na najwyższych szczytach gór świata i nadciągał wraz ze służbą na ów kraj, któremu poprzysiągł zemstę. Zawsze jednak uprzedzał go Król Słońce i przepędzał zaraz całą złowrogą gromadę.
Król Chmur zaczął przemyśliwać, jak by tu odebrać słońcu wszelką moc. Swoimi troskami podzielił się ze służbą. Wtedy rzekł mu Wiatr:
- Wszyscy wiecie, że Król Słońca, nasz wspólny wróg wyfruwa w świat wczesnym rankiem i wtedy jest malusieńkim dzieckiem. W południe jest mężem dojrzałym, a wieczorem, gdy wraca do domu zgrzybiałym starcem i zasypia na kolanach swej matki. Gdyby nie usnął na jej kolanach, nie zamieniłby się w dziecko, ale na zawsze pozostał niedołężnym starcem. Musimy pojmać jego matkę.

Wysłuchawszy tej rady wszyscy służalcy Króla Chmur wpadli w dziką radość.
Po chwili odezwał się sam król:
- Dobra to rada, spróbujemy schwytać matkę słońca.
Rzekłszy to udał się do mieszkania Króla Słońca, kiedy ten był akurat daleko w świecie. Po drodze Król Chmur przemienił się w siwego konia, a przycwałowawszy do zamku Słońca rzekł do Matki Słońca siedzącej na progu.
- Jestem Wichrokoniem. Twój syn przysyła mnie tu, abym jak najszybciej cię do niego zaniósł. Znajduje się w zalanej wodą krainie i zabrakło mu sił. Chciałby się przespać godzinkę na twoich kolanach, aby odzyskać siły.
- Nigdy mój syn czegoś takiego ode mnie nie żądał. Ale jeśli naprawdę tak osłabł, spróbuję mu pomóc. Udam się do niego z pomocą, jeśli tylko pozwolisz mi wsiąść na swój grzbiet.
O to właśnie Królowi Chmur chodziło. Gdy tylko Matka Słońca dosiadła konia, pognał jak wicher aż wpadł do ciemnej jaskini. Tam na powrót przemienił się w Króla Chmur i zamknął Matkę Słońca w pieczarze.

Zapadł wieczór. Król Słońca był już zmęczonym starcem. Kiedy wrócił do domu, nie zastał swojej matki, więc nie mógł usnąć na jej kolanach tak jak dotąd to czynił. Biedny osłabł do cna tak, że nie mógł się nawet poruszyć. Nazajutrz słońce nie wzeszło. Ciemność była wszędzie, a Król Chmur ze swoją ciżbą mógł gospodarzyć po swojemu.
Z chmury sfrunęła ostra i jasna błyskawica i uderzyła w pieczarę, odłupując kawał skały. Matka Słońca schwyciła ostry koniec pioruna i odłamała go. Tym odłamkiem wydłubała otwór w ścianie groty i wydostała się na wolność. Natychmiast pośpieszyła do swego syna i wzięła jego zmęczoną, złotą głowę na kolana. Kiedy Król Słońca się obudził był malutkim dzieckiem.
Wyfrunął przez okno i rozjaśnił cały świat. Ludzie się radowali i cieszyli. Król Chmur jak niepyszny musiał uciekać do swego pałacu.
Od tamtego czasu między oboma Królami nie ma zgody ani przyjaźni tylko wieczna wrogość…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Złoto Inków w Niedzicy (2)

przez , 15.maj.2017, w Skarby

Machu PicchuTreść testamentu, który w 1946 roku został odnaleziony w archiwum kościoła Św. Krzyża w Krakowie, brzmi następująco:

Ja, Wacław Benesz de Berzeviczy, Baro de Dondangen, przysięgam wobec Męki Pańskiej, Prześwietnej Rady Emisaryuszy Inków i J.O. Strya mego Sebastyana, uczynionych dzisiaj uchwał ostatnich Prześwietnej Rady być kuratorem i rzetelnym wykonawcą. W szczególności obliguję się:

PRIMO: Antonia Inkasa legitime wnuka J.O. Strya mego Sebastyana, sierotę jedną wiosnę liczącą, dla uchronienia go jak i edukacyi przystojnej za swego, wraz z małżonką mą przyjąć, takoż do ksiąg wpisać, jakoż nazwisko nasze, tytuł i splendor rodu mu dać, by tem pewniej pochodzenie rzeczonego Antonia zakryć, a od pościgu i prześladowców uchronić. Takoż obliguję się wydać rzeczonego Antonia na każde wezwanie Prześwietnej Rady Inków, albo Dziada Jego J.O. Sebastyana, uczynione mi koncesye sobie, jako przyrzeczono, zachowując.

SECUNDO: Za obowiązek sobie biorę, gdyby żadne poselstwo rzeczonego Antonia Inkasa nie odebrało, a ten do swych leciech pełen szczęśliwie doszedł, wszystko o krwie i pochodzeniu Jego objaśnić, należny mu testament bez żadnej opieszałości oddać, a wagę testimonium i pieczę nad nim wyłożyć. Szczególnie obliguje się za zamysłem i życzeniem Prześwietnej Rady Antoniowi Inkasowi wiernie wyjawić powierzoną mi w onym jednie celu tajemnicę testamentu Inkasów, jako z trzech wieków i części złączonego. A to jako manu proporia dla pamięci i konfirmacyi pod dyktat zapisuję. Pierwszej od Inkasa Tupaca Amaru w Titicaca, dalej za sprawą Jego Pradziada pod Viga zatopionej i ultimo przez Prześwietną Radę Emisaryuszy Inków złożonych tu nieużytych sum. I tem w razie dojścia do leciech pełnych rzeczonego Antonia tak się obliguję to przedłożyć, by Go częścią tajemnicy, a wielką i słuszną sperandą całości tem łacniej dla testamentu odczytania, a spadku uzyskania do ojczyzny Jego zawieźć. Takoż gdy jechać będzie miał wolę, za obowiązek biorę spod władzy opiekuńczej uwolnić, do drogi dopomóc, jakoż ją i wskazać i expens przystojny dać, a ostrożność o życia i testamentu bezpieczeństwo zalecić.

TERTIO: W razie, co Boże Chroń, śmierci Antonia testamentu nie naruszać, tajemnicy wiernie dochować, a na poselstwo stosowne czekać.

QUARTO: Wolę Prześwietnej Rady szanując, wręczony mi testament jak największą mieć Relikwię, a w pierwszym czasie sposobnym, statim, bez żadnego przetrzymywania, w miejscu Prześwietną Radą upatrzonem, pod ostatnim stopniem pierwszej bramy górnego zamku, a nie kędyś indziej, manu propria ukryć, tajemnicy jak świętości strzec i nawet Samemu Inkasowi Antoniowi tylko wzywyż wymienionej okazyi Jego leciech pełnych zdać, a poszukiwań żadnych na własną rękę nie czynić.

QUINTO: Grób Uminy, Sebastyanowej córki, a Antonia matki, pod basztą kapliczną w czułej mieć opiece, wystawienie Epitaphium do sposobniejszych dni zachowując.

SEXTO: Na czas absencyi Strya mego Sebastyana obliguję się na ostrożnej mieć uwadze, umówiony i przyrzeczony przez Panów Horvathów Paloczayów w zamian za wypożyczone Im sumy, zwrot ongi bezprawnie rodzinie naszej odebranego gniazda naszego, zamku Dunajecz, któren to zamek my Sebastyan i Wacław Berzevicze, jako synów nie posiadający, deklarujemy z krwi naszej pochodzącemu Inkasowi Antoniowi na azyl bezpieczny, a akademiję uciekinierom i wygnańcom z Jego ziemi i rodu zapisać.

SEPTIMO: Takiż dokument drugi, spisany w lingua kiczua podpisać i takoż dotrzymać, a zawierzony mi egzemplarz z największą troską i ostrożnością, a nie w domu, zachowywać.

Zaprzysiężony wobec wzwyż wymienionych Anno Domini 1797
Die 21 Juny w kaplicy na zamku Dunajecz. Wacław Benesz
de Berzeviczy Baro de Dondangen. Manu Propria„.Inkaskie złoto (1)W końcowym akapicie testamentu zawarta jest informacja o sporządzeniu jego kopii w lingua keczua, czyli węzełkowym piśmie kipu. Po sporządzeniu aktu adopcyjnego Wacław zabrał Antoniego do Krumłowa. Niedługo później Sebastian został ranny w trakcie pojedynku o dziewkę w sieni kasztelu frydmańskiego (leśniczówce). Przewieziono go do Krakowa, gdzie po kilku miesiącach zmarł w klasztorze augustianów. Inkas był wychowany na Morawach pod nazwiskiem Antoni Inkas Berzeviczy. Ożenił się z Polką Barbarą Rubinowską, córką oficera napoleońskiego i gospodarzył na Morawach. Został jedynym spadkobiercą skarbu Inków, jednakże nie zajmował się tą tajemnicą, która przyniosła jego rodzinie tyle nieszczęść. Nakazał to też swoim synom i sprawa poszła w zapomnienie (miał dwie córki i dwóch synów).
Antonio zmarł w 1877 roku. Przed śmiercią wezwał do siebie syna Ernesta powierzając tajemnicę pochodzenia i przekazując dokumenty rodzinne z zastrzeżeniem, że są one obłożone swoisty nakazem.

Każdy prawowity potomek Ernesta mógł wiedzieć o istnieniu tych dokumentów, lecz pod żadnym pozorem nie mógł do nich zaglądać z uwagi na zawarte w nich informacje o miejscu ukrycia skarbu Inków, który był obłożony klątwą:
Każdego kto poważy się wyciągnąć rękę po skarb dynastii Inków, spotka śmierć„.
Dokumenty miały pozostawać nienaruszone i przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Pozostało tak aż do XX wieku. Ernest, mieszkał na terenie Galicji gdzie był budowniczym kolei i poszukiwaczem nafty (współpracownikiem Łukasiewicza). Żywo interesował się przeszłością swojego rodu, co spotkało się ze skutecznym sprzeciwem jego żony. Z kolei jego syn Janusz nie zaprzątał sobie głowy dokumentami. Synem Janusza był Andrzeja Benesza pochodzącego z Bochni. W 1934 roku zgłosili się do niego nieznani mu cudzoziemcy chcący odkupić za pokaźną kwotę wszystkie rodzinne dokumenty. Najbardziej zależało im o wiedzy na temat miejsca ukrycia kipu.Niedzicki zamekPierwszy kustosz na zamku w Niedzicy pojawił się w 1945 roku. Udało mu się odnaleźć archiwa Horvathów, w których znajdowały się informacje z okresu pobytu w Niedzicy uciekinierów z Peru. Dzięki tym zapiskom kustosz wpadł na ślad ukrytego tutaj skarbu.
Kilka lat później archiwa zaginęły bez śladu, a kustosza wyłowiono martwego z Dunajca.
Ciekawostką i faktem jest (!), że dosłownie wszystkie archiwa w Polsce, w których można było odnaleźć informacje dotyczące okresu pobytu uciekinierów z Peru na zamku w Niedzicy, zaginęły bez śladu.
Jeszcze w późniejszym okresie, dwie osoby z rodziny Salomonów pochodzących z Węgier, zaczęły prowadzić dziwne i tajemnicze poszukiwania na niedzickim zamku. Niestety dziwnym trafem zginęły podczas podróży w słynnej i pamiętnej katastrofie kolejowej pod Piotrkowem Trybunalskim.

Andrzej Benesz (1918-1976) wiedząc o powiązaniach swojej rodziny z Inkami, przystąpił do poszukiwania dokumentów. W 1946 roku odnalazł testament sporządzony w łacinie, w archiwach kościoła Św. Krzyża, ukryty w okładce mszału. Po przestudiowaniu go znalazł zapis o miejscu ukryciu testamentu Inków sporządzonym w piśmie węzełkowym – kipu. W dawnym Peru kipu sporządzali specjaliści nazywani quipucamayoc.
Po uzyskaniu od władz stosownych pozwoleń na poszukiwania, pod nadzorem żołnierzy WOP, 31 sierpnia 1946 roku na podstawie zawartych w dokumentach informacji znalazł ukryty przed 150 laty przedmiot, pod ostatnim stopniem schodów pierwszej bramy wiodącej na tak zwany górny zamek niedzicki (będący właściwie progiem tej bramy). Była to ołowiana tuba ukryta na głębokości 30 cm, o wymiarach 18×3,5 cm, w której znajdował się pęk rzemieni pokrytych pismem węzełkowym.Andrzej Benesz i kipuRzemienie posiadały 12 końców zaopatrzonych w blaszki z 13-karatowego złota (o łącznej wadze 8 g) z wydrapanymi łacińskimi literami. Blaszki były podzielone na trzy wyraźne grupy, które dotyczyły trzech części testamentu o których mowa w akcie adopcji Antonia w punkcie 2 – skarb Inków ukryto w trzech miejscach: Titicaca, Vigo, Dunajecz. Nazwy te znalazły się na blaszkach.
Poza Andrzejem Beneszem, który sporządził protokół z wydobycia, nikt nie widział niedzickiego znaleziska w oryginale. Wręczył go w Krakowie upełnomocnionym przedstawicielom Ameryki Południowej w celu zabezpieczenia i odczytania, a potem ślad po testamencie Inków miał zaginąć (?).
Gdyby wówczas ktokolwiek potrafił odczytać odnalezione kipu, dowiedziałby się o dokładnej lokalizacji w trzech częściach świata trzech części skarbu Inków.
Pod koniec 1975 roku z Andrzejem Beneszem umawia się na rozmowę Aleksander Rowiński zbierający materiały do swojej książki „Pod klątwą kapłanów” opisującej wątek inkaskiego skarbu w Niedzicy.

Po trzech wstępnych spotkaniach, na wiosnę 1976 roku miało dojść do tego decydującego, podczas którego autorowi miały zostać przekazane bardzo interesujące materiały z archiwum rodowego. Do spotkania tego jednak nie doszło.
Andrzej Benesz poniósł śmierć w wypadku samochodowym pod Kutnem w dniu 26 lutego 1976 roku, zabierając tym samym wiele cennych informacji do grobu. Wydarzenie to przyczyniło się do niejednej spekulacji na temat jego śmierci, począwszy od klątwy inkaskich kapłanów w związku z targnięciem się na kipu i skarb bez zgody rady emisariuszy Inków, po celowe spowodowanie wypadku.
Poszukiwanie pisma kipu i próba jego odczytania w Peru, zakup ruin zamku Tropsztyn i penetrowanie go – wszystko to wskazuje, że Andrzej Benesz wielkim nakładem środków szukał skarbu i z całą pewnością nie ujawnił wszystkich tajemnic zawartych w archiwach rodzinnych. Dlaczego jednak Benesz szukał złota i kosztowności w ruinach Tropsztyna?Inkaskie złotoTrzeba wiedzieć jedno – Inkowie nigdy nie przechowywali kosztowności w miejscu zamieszkania. Zamek Tropsztyn będący wówczas w ruinie, ale umiejscowiony na wyniosłej skale, posiada wewnątrz puste przestrzenie takie jak groty i jaskinie, oddalony jest o pół dnia drogi Dunajcem od Niedzicy i na dodatek tutaj urodził się dziadek Sebastiana Berzeviczego – Ferdynand. Od strony Dunajca robiący imponujące wrażenie, a lustro wody od tamtego czasu (na skutek spiętrzenia wody przez zaporę w Czchowie), podniosło się aż o 14 metrów.
Można uznać to za hipotezy, ale hipotezami nie są takie same wyniki badań trzech niezależnych od siebie radiestetów, które potwierdzają istnienie na głębokości około 14,5 metra skupiska metali i kamieni szlachetnych o znacznych rozmiarach oraz zwojów sznurów z dodatkiem metali (kipu?). Należy tu nadmienić, że dostęp do podziemi zamku, poza udostępnionymi do zwiedzania, podczas prac restauratorskich został zalany kilkuset tonami cementu.

Rodzina po Andrzeju Beneszu nie chce rozmawiać na ten temat, natomiast kategorycznie twierdzi, że oryginał kipu, który odnaleziono w Niedzicy oraz dokumenty rodowe „przechowywane są w cynowych skrzyniach i tkwią ukryte w górach, a wiele z tych rzeczy do dziś jest nie dotkniętych„.
Czy na poszukiwaczy skarbu Inków działa klątwa:
Każdego, kto poważy się wyciągnąć rękę po skarb dynastii Inków, spotka śmierć„?
Wszyscy żołnierze WOP towarzyszący Andrzejowi Beneszowi w ciągu zaledwie kilku lat zginęli tragicznie. Kustosz… Salomonowie… Andrzej Benesz… i wiele innych osób mających związek ze skarbem Inków, badających jego tajemnicę, poszukiwaczy.

( część pierwsza: Złoto Inków w Niedzicy (1) )

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Złoto Inków w Niedzicy (1)

przez , 01.maj.2017, w Skarby

Inkaskie skarbyKażdego kto poważy się wyciągnąć rękę po skarb dynastii Inków, spotka śmierć

16 listopada 1532 roku …
W niedługim czasie po sromotnej porażce Atahualpy, u Francisco Pizarra zjawiają się posłowie Huascara, który zaproponował ogromne ilości złota i srebra w zamian za powrót na tron. Atahualpa dowiedział się o tym i rozkazał tajnym wysłannikom zamordować brata – rozkaz wykonano, Huascar został utopiony. Po zgładzeniu konkurenta Atahualpa za swoją wolność przedstawił propozycję Pizzarowi – największy okup o jakim kiedykolwiek słyszano. Obiecał wypełnienie komnaty o wymiarach 5×6 metrów złotem, do wysokości 2 metrów w ciągu dwóch miesięcy oraz dwa razy tyle srebra. Pizzaro przystał na propozycję, a Indianie zaczęli zwozić najróżniejsze przedmioty ze złota. Niestety Atahualpa przesadził z obietnicą jako inkaski bastard nie uznany przez kapłanów. Jego wątpliwy autorytet po uwięzieniu spadł prawie do zera, co skutkowało skąpym napływem złota i srebra. Obiecał on 400 ton złota, a udało mu się zebrać zaledwie około 5 ton, co zniecierpliwiło Hiszpanów. Pod nieobecność Pizzara oskarżono Atahualpę o podżeganie Indian do buntu i skazano na śmierć przez spalenie.

Ten nie mógł, pogodzić się z taką śmiercią, bowiem wierzył że ponownie powróci na ziemię tylko wtedy, gdy jego ciało zostanie zabalsamowane i posadzone na tronie w świątyni boga Słońca. Oprawcy obiecali mu, że jeżeli przyjmie chrzest to zamiast spalenia zostanie uduszony – Atahualpa wyraził zgodę. Po egzekucji ciało Atahualpy pochowano na cmentarzu w Cejamarce. Następnej nocy Inkowie zabrali ciało z grobu i przenieśli do Quito. Po zgładzeniu Atahualpy do Cejamarki nie zdążały już wozy ze złotem. W ręce Hiszpanów nie dostał się jeden z największych skarbów – ogromny złoty łańcuch (210 metrów długości) wykuty na rozkaz króla Huayna Capac na cześć narodzin pierworodnego syna.
18 czerwca 1533 roku Hiszpanie podzielili się okupem w Cejamarce. Jeden z najwyższych dostojników inkaskich powiedział:
„Zdobyliście jedno ziarno, a straciliście całe pole pszenicy”.
Co stało się ze skarbem Inków? Skarb podzielono na trzy części i ukryto go w trzech różnych miejscach świata. Oto ciąg dalszy jego historii.Skarb InkówW XVIII wieku na Podolu mieszkała szlachecka rodzina Berzeviczych spokrewniona z potężnym węgierskim rodem, która ufundowała zamek w Niedzicy.
Sebastian Berzeviczy (1698-1797) po przeżyciu nieszczęśliwej miłości do córki bogatego sąsiada, by zapomnieć o zawodzie miłosnym, postanowił wyruszyć na wschód i zająć się wojennym rzemiosłem. Znany był jako awanturnik i niespokojny duch imający się różnych zajęć. Po różnych burzliwych perypetiach trafił do Indii walcząc w powstaniu u boku Sipajów przeciwko angielskim kolonizatorom. Z garstką Sipajów opanował jeden z okrętów floty królewskiej i walczył przeciwko królowi angielskiemu. Następnie zaciągnął się pod banderę hiszpańską i zajął korsarstwem, a to pozwoliło mu dotrzeć do Ameryki Południowej – od dwóch wieków zamorskiej prowincji kolonizowanej przez Hiszpanów. Tam otrzymał stanowisko w administracji hiszpańskiej. Jego zainteresowania zaczęły kierować się ku oryginalnej kulturze miejscowych Indian.

W Peru poznał Runtu – córkę rozgromionego inkaskiego rodu książęcego (peruwiańskiego państwa Tawantinsuyu), a następnie ożenił się z nią. Z tego związku narodziło się jedno dziecko, córka o imieniu Umina.
Równocześnie Inkowie przeżywają swój pogrom przez najeźdźców, kolejne ich powstania są brutalnie tłumione. Powstanie, które wybuchło w 1781 roku, skończyło się krwawym pogromem Inków, a wódz powstania Tupac Amaru z rodu Atahualpy został podstępnie zwabiony do Cuzco, pod pretekstem podpisania układu pokojowego i stracony. Po jego śmierci jedynym pretendentem do inkaskiego tronu został jego bratanek Andreas Tupac Amaru II. Andreas ożenił się z córką Sebastiana, Uminą Berzaviczy. Wyczuwając nadchodzącą klęskę powstania Inków, Sebastian wraz z rodziną i kilkoma Indianami postanawia uciec do Włoch. Pozostałości wielowiekowego skarbu Inków zostają rozbite na mniejsze części i ukryte w wodach jeziora Titicaca oraz głębinach zatoki Vigo u wybrzeży Hiszpanii, a część Sebastian zabiera ze sobą.InkaJednakże rodzina Sebastiana nie zaznała spokoju także we Włoszech – w 1797 roku w niewyjaśnionych okolicznościach został zasztyletowany Andreas Tupac Amaru, w związku z czym, w obawie o swoje życie, życie Uminy i jej jednorocznego syna Inkasa, ciągle prześladowanych przez hiszpańską inkwizycję, Sebastian podjął decyzję o ucieczce na Węgry. Mając do dyspozycji kilka powozów i furmanek, stworzyli niewielki orszak załadowany trzecią częścią złotego skarbu Inków.
Wykorzystując protekcję przypadkowo poznanego na audiencji u papieża przeora klasztoru augustianów w Krakowie, przybywa na zamek w Niedzicy, który był we władaniu hrabiego Horvatha de Paloczy. Berzeviczy chciał wykupić pradziadowską warownię ale do całkowitego sfinalizowania sprawy nie doszło – Horvath przyjął tylko sztukę inkaskiego złota pochodzącego z części skarbu jako zadatek.

Podczas pobytu na zamku pewnego dnia Umina zachorowała, a Sebastian został zaproszony przez włodarzy zamku na polowanie. Nie wiadomo czy było to dziełem przypadku czy też zaplanowanego spisu (podtrucie Uminy?) – podczas nieobecności Sebastiana na zamek wtargnęli zamaskowani wysłannicy hiszpańskiej inkwizycji ścigający potomków inkaskiego rodu królewskiego, którzy zasztyletowali Uminę. Szukali również syna Uminy, Inkasa, lecz służba zamkowa w ostatniej chwili zdołała go ukryć.

Umina, zgodnie z wolą zrozpaczonego ojca, została pochowana w srebrnej trumnie w jednym z pomieszczeń w podziemiach zamku, pod basztą kapliczną. Obok jej sarkofagu została złożona część inkaskiego skarbu. Naocznym świadkiem sarkofagu ze srebrną trumną i złożonym skarbem był zamkowy furman Jakub Biały. Trafił do podziemnego pomieszczenia gdy po skończonym dniu pracy odprowadzał kobiety ze służby do ich pokoi. Wracając do własnej izby przez przypadek zaszedł do jednego z pomieszczeń, w którym zobaczył srebrną trumnę z ciałem kobiety z krwawą plamą na piersi. Wszędzie dookoła leżało zaś mnóstwo kosztowności.
Gdy wyszło na jaw, że Umina nie była katoliczką, pochówkowi temu sprzeciwił się hrabia Horvath de Paloczy. Sebastian Berzeviczy ponownie musiał pogrzebać ciało ukochanej córki. Srebrną trumnę z ciałem Uminy oraz złożony inkaski skarb, zabrano z zamkowych podziemi i złożono gdzieś na polach w okolicy Sromowiec.Czorsztyn i NiedzicaDo chwili obecnej spekuluje się o miejscu ukrycia inkaskiego skarbu w okolicach Niedzicy. Zakłada się ukrycie go na terenie zamku – zamurowaniu w podziemiach lub złożeniu w zamku dolnym wybudowanym z fundacji Sebastiana Berzeviczego. Mówi się też o Zielonem – to miejsce na prawym brzegu Dunajca wśród prostopadłych wapiennych skał (nieopodal zamku), gdzie góral z Kłuszkowic znalazł dobrze zamaskowane kosztowności, w tym złote blaszki kształtem przypominające listki. Po śmierci Sebastiana proboszcz z Niedzicy chodził w tamte okolice po złote listki i przyozdabiał nimi kościół.
Należy zwrócić tutaj uwagę, że kipu było wyposażone w złote blaszki-listki, a w państwie Inków powszechnie występowało złoto tak uformowane.
Za kolejne miejsce ukrycia skarbu uważa się podziemne groty połączone starymi sztolniami rud miedzi, które rozciągały się od zamku w Niedzicy do zamku w Landeku.

Georgius Buchnolz, pastor z Łomnicy Wielkiej, tak opisuje je w 1719 roku:
„Chciałbym tutaj złożyć doniesienie z jaskini (…) Są tutaj w górach w ostatnich sztolniach miedzianych, między Landekiem a niedzickim zamkiem jaskinie jeszcze większe (…) niedaleko jedna od drugiej. Nie udało się jeszcze dotrzeć do końca jaskini, idąc ze świecą za pół węgierskiego florena, która wypala się całkowicie, wzdłuż jaskini jak pięknej dawniej, wysokiej i suchej piwnicy. I wciąż nie widać końca. Na drogę powrotną trzeba znowu pół dnia (…) W innych jaskiniach był przed kilku laty pan Berzeviczy, znalazł tam kości niedźwiedzi jaskiniowych (…)
Trzecia grota nazywa się Baranya-djra, ponieważ w tej jaskini w czasie wojny ukrywali owczarze kilka tysięcy owiec i wiele fur siana nazbierali, nie znalazł ich żaden wojownik – bezpiecznie tam przetrwały, bez wątpienia jest tam także woda”.Złoto Inków w jaskiniByć może właśnie w tych grotach spoczywa po dziś dzień nie odkryte ciało Uminy w srebrnej trumnie. Interesującym jest fakt, że obecnie lokalizacja większości z tych podziemnych grot i sztolni rud miedzi jest nieznana.
Pojawia się również wątek żołnierzy radzieckich, którzy w 1945 roku, z zamku w Niedzicy wywozili dwa wozy załadowane wyrobami z porcelany oraz kilka wozów z kuframi o nie znanej zawartości. Ponieważ żołnierze byli pijani, zorganizowali sobie wyścigi wozami, a te runęły wraz z ładunkiem do Dunajca u podnóża Niedzicy i potopiły się.

Po tragicznym wydarzeniu sprawą pierwszej wagi dla Sebastiana staje się ustrzeżenie wnuka przed eksterminacją.
Na zamek w Niedzicy przyjeżdża bratanek Sebastiana – Wacław Benesz Berzeviczy Baron de Doridangen, człowiek żonaty choć bezdzietny, właściciel zamku Krumłów na Morawach.
Również dziwnym zbiegiem okoliczności na zamku pojawiła się także delegacja Prześwietnej Rady Inków.
21 czerwca 1797 roku, w dniu najważniejszego dla Inków święta – Święta Słońca, w ich obecności zostaje spisany akt adopcji jednorocznego syna Uminy (wnuka Sebastiana Berzeviczego) – Inkasa, przez Wacława Benesza Berzewiczy i akt zaprzysiężenia wobec Boga i Wielkiego Viracochy, Sapa Inca.
Treść testamentu, który w 1946 roku został odnaleziony w archiwum kościoła Św. Krzyża w Krakowie, brzmi następująco:

„Ja, Wacław Benesz de Berzeviczy, Baro de Dondangen, przysięgam wobec Męki Pańskiej, Prześwietnej Rady Emisaryuszy Inków i J.O. Strya mego Sebastyana, uczynionych dzisiaj uchwał ostatnich Prześwietnej Rady być kuratorem i rzetelnym wykonawcą. W szczególności obliguję się:

… ciąg dalszy w części drugiej: „Złoto Inków w Niedzicy (2)”

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Totenburg w Wałbrzychu

przez , 23.sty.2014, w Historia

TWW Wałbrzychu wysoko ponad miastem wznosi się góra Niedźwiadki. W obrębie jej północnego stoku, na rozległym spłaszczeniu, znajduje się unikatowy zabytek epoki nazistowskiej – kamienne mauzoleum poświęcone miejscowym narodowosocjalistycznym bojówkarzom zabitym w różnych akcjach partyjnych. Podobnie jak inne tego typu obiekty, upamiętniało także niemieckich żołnierzy z danego regionu poległych na frontach I wojny światowej, a jako nietypowy lokalny akcent dodano inskrypcję dedykowana śląskim robotnikom, którzy zginęli na posterunku pracy. Duże znaczenie w wyborze lokalizacji miała rozciągająca się stąd rozległa panorama, co nie tylko wzmacniało doznania odwiedzających, ale przede wszystkim czyniło widocznym w znacznej części Wałbrzycha znicz płonący całodobowo nad mauzoleum.TW1Budowla ta była elementem ogólnoniemieckiego programu wznoszenia spektakularnych pomników chwały (Ehrenmal) czczących poległych w boju germańskich żołnierzy, ewentualnie wybitnych wodzów czy miejsca bitew. W odróżnieniu od wcześniejszych pomników ofiar konfliktu lat 1914-1918 obecnych prawie w każdej wsi i miasteczku Niemiec, które zazwyczaj były skromne w treści i formie, nakierowane na zachowanie pamięci o licznych zmarłych z danej miejscowości i stawiane z inicjatywy ich rodzin, hitlerowskie „sanktuaria” pełniły rolę propagandową jako ośrodki indoktrynacji społeczeństwa, zwłaszcza młodzieży, w duchu kultu śmierci za „Nowe Niemcy” i gotowości oddania życia w dalszej walce o idee nazizmu. W bogatej wizualnie oprawie urządzano tam wiece i uroczystości, były one też celem licznych turystyczno-ideologicznych rajdów młodzieży.TW2Obiekty takie miały wiele wspólnych cech: surową, monumentalną bryłę wzniesioną z naturalnego kamienia, często wzorowaną na architekturze militarnej, bardzo skromne zdobienia zewnętrznych fasad, bogaty wystrój wnętrza (mozaiki,posągi), w miarę możliwości eksponowane położenie na jakimś wyniesieniu oraz rozległy plac lub amfiteatr jako miejsce masowych zlotów. Wałbrzyski Ehrenmal to modelowy przykład takiego założenia. Jest on dziełem jednego z czołowych twórców wojskowej sztuki cmentarnej Roberta Tischlera. Jako naczelny architekt (1926-1959) Volksbundes Deutscher Kriegsgraberfursorge wprowadził nowe standardy projektowania niemieckich cmentarzy wojskowych w kraju i za granicą odchodząc od jednolitego wzoru i preferując indywidualne komponowanie każdego z nich w ścisłym związku z lokalnym krajobrazem, choć z bardzo skromną, niskopienna zielenią ogrodową.TW3Według jego koncepcji cmentarze te powinny być pomnikiem chwały żołnierza germańskiego, toteż wznosił okazałe, symboliczne mauzolea, pomyślane jako centra ideowe nekropolii. Wałbrzyski pomnik powstał w latach 1936-1938 i obejmował mauzoleum, spory plac defiladowy zaprojektowany na planie podkowy (60×50 m) z trzema wejściami i rzędem 14 masztów flagowych ulokowanych na obwodzie placu. Gmach mauzoleum ma formę prostokąta o wymiarach 28×24,5 m i wysokość 6 m od strony placu defiladowego, a 7,5 m od przeciwnej strony.Naroża są zbudowane w postaci kwadratowych baszt i lekko wysunięte przed linie muru, podobnie jak baszta wejściowa wysunięta 1,5 m przed ścianę. Prawie cały budynek składa się tylko z krużganka z ciągiem arkad obiegającego rozległy kwadratowy dziedziniec o boku 16 m.TW4Jedynie we wschodniej części mauzoleum znajduje się 6 sal, w tym dwie w basztach narożnych, gdzie wystawiano księgi pamiątkowe i z których jest przejście do niskich skrzydeł będących przedłużeniem fasady głównego gmachu, a zakończonych pokaźnymi mastabami zwieńczonymi orłem z rozpostartymi skrzydłami na kuli opatrzonej swastyką (kule i orły nie zachowały się). W rezultacie oba skrzydła z mastabami i fasada mauzoleum tworzą ścianę długości 50 m zamykającą plac defiladowy. Budynek ma rozległe piwnice głębokości do 4 m. Obecnie są częściowo zarwane. Na środku brukowanego dziedzińca wznosił się znicz z brązu w postaci zdobionej kolumny, z czterema lwami u podstawy i trzema nagimi młodzieńcami podtrzymującymi misę ogniową z wiecznym ogniem, minimalnie wystającą ponad poziom dachu. Było to dzieło berlińskiego rzeźbiarza i malarza Ernsta Geigera.TW5Gmach mauzoleum swoją formą, surowością kamiennych murów grubych na 60-70 cm, basztami, brakiem okien, zastąpionych sporadycznymi wąskimi strzelnicami, imituje z zewnątrz fortecę. Prawdziwy Totenburg. Atmosferę tajemniczości i surowości pogłębia jedyny zewnętrzny otwór wejściowy, wysoki, ale niezwykle wąski (78 cm szerokości) z niewielka rzeźbą w tympanonie (nie zachowała się). Wnętrza prezentowały się bardziej ozdobnie, dzięki wyłożeniu stropów krużganka złotą i marmurową, białą i niebieską, mozaiką z wiodącym motywem gwiazd, zróżnicowanej architekturze sklepień i portali wewnętrznych, płytom i inskrypcjom epitafijnym, płaskorzeźbie herbu Wałbrzycha, wspomnianemu zniczowi oraz dużej różnorodności użytego kamienia. Również bruk dziedzińca uformowano w ozdobne pasy, radialnie rozchodzące się od kolumny.TW6Płyty, bruki, napisy i mozaiki nie przetrwały do czasów obecnych, podobnie jak znicz. Prawie cały kompleks zbudowano z naturalnego kamienia, jedynie dachy i piwnice są z betonu, a część wewnętrzna ścian działowych w salach pełniących funkcję pomieszczeń technicznych, z cegły. Większość surowca sprowadzono z Opolszczyzny. Ściany mauzoleum, filary krużganka i oba skrzydła odchodzące od głównego korpusu wraz z kończącymi je wielkimi mastabami wykonano z bloków łamanego wapienia z rejonu Góry Świętej Anny. Jedyną lokalna skałą pojawiającą się w wałbrzyskim kompleksie jest czerwony, drobnoziarnisty piaskowiec, z którego wykonano elementy placu defiladowego przed mauzoleum, głównie schody wejściowe od strony drogi dojazdowej wraz z przyległym murem platformy, krawężnik wyznaczający zewnętrzny obwód całego placu i duże, 1×1 m, płyty podstaw masztów.TW7Niestety mauzoleum wałbrzyskie jest mocno zdewastowane i niezabezpieczone. Trudno zaprzeczyć, że obiekt ten powstał bardziej jako pomnik nazizmu niż miejsce upamiętnienia zmarłych i przywrócenie go do stanu pierwotnego nie wchodzi w rachubę. Jednakże z drugiej strony częściowo wyremontowany, zaopatrzony w tablice prezentujące na przykład architekturę w służbie ideologii hitlerowskiej i zbrodnicze skutki tegoż, mógłby być nie tylko atrakcja turystyczną, ale i pełnić swoiste funkcje dydaktyczne, tym razem już w duchu szowinizmu niemieckiego, a raczej wymownego ostrzeżenia przed totalitaryzmem.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...