Tag: cystersi

Koci Zamek w Szaflarach

przez , 01.gru.2017, w Ciekawe miejsca

Koci Zamek na Szaflarskiej SkaleSzaflary to 3-tysięczna wieś położona na Podhalu, 7 km na południe od Nowego Targu (przy drodze krajowej numer 47 „zakopiance”), na pograniczu dwóch regionów geograficznych – Kotliny Nowotarskiej i Pogórza Bukowińskiego. Znana jest głównie z kompleksu basenów termalnych o powierzchni prawie 1000 m2 zasilanych wodą termalną z miejscowego odwiertu.
Pierwsze wzmianki o Szaflarach pochodzą z początku XIII wieku, kiedy to powstaje gród obronny.
Około 1234 roku Teodor Gryfita otrzymał pozwolenie od Henryka Brodatego na sprowadzanie kolonistów niemieckich.
Udokumentowana wzmianka o wsi pochodzi zaś z 1328 roku.

Niestety nie zachował się akt lokacyjny osady, a jedynie tak zwany przywilej Piotra ze Słupi, kasztelana zamku Dunajeckiego (Szaflarskiego) z 1338 roku. Do 1335 roku sołectwo szaflarskie ze wsią należało do zakonu cystersów. Później na przełomie wieków kolejno zmieniali się właściciele Szaflar. Na przykład w latach 90-tych XV wieku sołectwo było w rękach Miklasza (rajcy miasta Kleparza), a potem w użytkowaniu plebejskiej rodziny Szaflarskich.
Nieopodal stacji kolejowej, na samotnej wapiennej skale wznoszącej się wysoko nad doliną Białego Dunajca, nazywanej Szaflarską Skałką 650 m n.p.m., na przełomie XIII/XIV wieku wybudowany zostaje zamek, który z czasem przybrał nazwę „Kociego Zamku”.1907rok Koci Zamek od północyWapienna skała należy do Pienińskiego Pasa Skałkowego, a na jej szczycie znajduje się płaski majdan o powierzchni około 7 arów. To właśnie na nim, pierwotnie w XI wieku (w oparciu o dane archeologiczne) powstał kamienno-drewniany gródek stożkowaty, a następnie około 1245 roku podjęto decyzję o wzniesieniu drewnianego gródka. Budowy najprawdopodobniej dokonali cystersi ludźmierscy, ponieważ w XIII i XIV wieku gródek wraz z wsią Szaflary należał do opactwa cystersów ludźmiersko-szczyrzyckich. Inne źródła za budowniczych wskazują potomkowów wojewody krakowskiego Teodora Gryfity.
W 1380 roku, za panowania Ludwika Węgierskiego, gródek został włączony wraz z wsią do dóbr królewskich.

W pierwszej połowie XIV wieku drewniany gródek zostaje przebudowany na zamek. Wzmianki o zamku pojawiają się w dokumentach z początków panowania Kazimierza Wielkiego – w 1334 roku wspomniany jest „nowy zamek” (castrum novum) w Szaflarach. Na dokumencie z 1338 roku figuruje między innymi podpis Piotra ze Słupi (Petrus de Slupi), kasztelana zamku szaflarskiego.
Zamek wybudowano na szczytowym spłaszczeniu skały o wymiarach około 20×30 metrów. Szaflarska Skałka, na której się znajdował, od północy i wschodu kończy się urwiskiem, natomiast zbocza południowe i zachodnie są łagodne. Był konstrukcją murowano-drewnianą otoczoną murem obwodowym o trzech bokach prostych i jednym boku zaokrąglonym.Plan Kociego ZamkuSwego czasu wysnuto przypuszczenie, że około 1474 roku Piotr Komorowski dodatkowo wzmocnił zamek kamiennym wałem zaporowym. W tym też okresie droga do zamku prowadziła przez drewniany most i barbakan.
Skąd właściwie wzięła się nazwa „Koci Zamek”? Znaczenie tej bardzo starej nazwy nie ma nic wspólnego z kotami, jak większości osób może nasuwać się tego typu skojarzenie. Po części nawiązuje do innowierców, a zwłaszcza do czeskich husytów. Pochodzenie tej nazwy wyjaśnia między innymi podanie ludowe z Piwnicznej:
Na Kotczym Zamku we dnie niemiło, a w nocy straszno. Jesienią i na wiosnę spod Skałki, na której koci zamek, i z paryji kamiennej, w noc ciemną po północku, wyjeżdżają wozy jakieś, bryki ciężkie. Pędzą wprost, ku Popradowi, i po spadzistości zjeżdżają w rzekę prosto w wir (…)„.

Źródłosłowie „koci zamek” pochodzi od słowa „kocz” lub „kotczy”, jak nazywano dawniej wóz – od koczenia czyli toczenia się (wozów husyckich).
„Kocie” lub „Kotcze Zamki” były miejscami po obozowiskach husytów umacnianych wozami, którzy przenikali na ziemie polskie. Takie warowne obozy chronione przez połączone wozy, zakładano nie na szczytach gór, ale na wysoczyznach gdzie można było wozami dojechać. Zatem „Kocimi Zamkami” zostały nazwane niektóre miejsca będące niezbyt wysokimi i rozległymi wzniesieniami, o dość regularnych formach. Owe wzniesienia z reguły znajdują się na niezbyt wysokich i już rozleglejszych wzgórzach – na działach, skąd horyzont jest zawsze rozległy, widoczność dobra. Kocie zamki znajdują się zawsze w pobliżu ważniejszych dróg, obecnie istniejących lub dawnych.Szaflary Koci ZamekW 1380 roku, za panowania Ludwika Węgierskiego, opat klasztoru cystersów w Szczyrzycu wydzierżawił zamek w Szaflarach Żydowi nawróconemu na chrześcijaństwo, który założył w nim mennicę bijącą srebrne monety. Żyd mincerz z czasem zaczął je fałszować, bijąc je z niepełnowartościowego stopu, a „zaoszczędzone” w ten sposób srebro przywłaszczał sobie.
Ludwik Węgierski niechybnie położył kres temu procederowi. Na jego rozkaz wojsko zdobyło i zajęło zamek, Żyd został pojmany i za oszustwo stracony w Nowym Targu. Kolejnym rozkazem zamek został zniszczony przez podpalenie. „Zaoszczędzonego” przez Żyda srebra, ukrytego na zamku lub w jego okolicy, do chwili obecnej nie udało się odnaleźć.

Po włączeniu Szaflar do dóbr królewskich nastąpiła odbudowa zamku w latach 1470-1480. Wówczas to, w 1474 roku, za panowania Kazimierza Jagiellończyka, zamek zostaje przekazany w dzierżawę Piotrowi Komorowskiemu (herbu Korczak), a już trzy lata później, w 1477 roku, odebrany za sprzyjanie królowi węgierskiemu Maciejowi Korwinowi.
Natychmiast zostaje opanowany przez wojska królewskie pod dowództwem starosty krakowskiego Jakuba z Dębna. Po opanowaniu zamku Kazimierz Jagiellończyk przekazuje go Markowi Ratoldowi, który miał na nim zapisaną od króla należność pieniężną. W tym okresie w dokumentach źródłowych pojawia się nazwa „fortalicja Szaflary” (fortalitium Schaflari).1907rok Koci Zamek od południaZamek został opuszczony najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVI wieku, popadając w ruinę, poprzez rozbiórkę – pozyskiwanie materiału budowlanego przez okolicznych chłopów i kolejny pożar. Według niektórych źródeł był w zupełnej ruinie już przed 1505 rokiem.
Obecnie sam zamek już nie istnieje, ale zachowały się po nim widoczne w terenie ślady. Między innymi zachowała się (jedynie) część fundamentów muru obwodowego z początku XIV wieku (na plateau) oraz resztki wału usytuowanego od strony południowej. Jeszcze w ubiegłym wieku, w ścianach skały łamano kamień do wypalania wapna w pobliskim wapienniku.

W trakcie II wojny światowej na terenie Kociego Zamku stacjonowały oddziały wojsk niemieckich. W 1942 roku na stanowisku po Kocim Zamku, z ramienia niemieckich władz okupacyjnych Generalnego Gubernatorstwa, a w szczególności dużego zainteresowania gauleitera Hansa Franka, przeprowadzono badania archeologiczne. W wyniku wykonanych wówczas przekopów udało się odsłonić warstwy kulturowe potwierdzające średniowieczny rodowód obiektu. Pozyskano również materiał ceramiczny oraz inne zabytki ruchome.
Prawdopodobnie owe prace archeologiczne miały również na celu odnalezienie dużych ilości srebra ukrytego przez Żyda – mincerza.Koci Zamek w Szaflarach (1)Teren zamku jest częściowo zabudowany. Od lat 90-tych XX wieku na Szaflarskiej Skałce stoi odrestaurowany „zamek” w postaci willi z czterospadowym dachem mansardowym zwieńczonym wieżyczką.
Całość otoczona jest wysokim kamiennym murem i metalowym ogrodzeniem. Partia szczytowa obecnie nie jest dostępna dla zwiedzających – całość z zabudową stanowi teren prywatny.
Odrestaurowany ćwierć wieku temu „Koci Zamek” nawiązuje do istniejącej w tym miejscu przed 100-laty innej budowli. Jest ona uwidoczniona na zdjęciach w Tygodniku Ilustrowanym z 1907 roku (czarno-białe zdjęcia).
W niektórych opracowaniach spotyka się błędną lokalizację zamku – zamiast Szaflarskiej Skałki wskazuje się pobliską górę Ranyzberg (Raniszberg) 736 m n.p.m.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Legenda o powstaniu Diablego Kamienia …

przez , 01.paź.2017, w Legendy

DK3Niegdyś czarownica z diabłem nad brzegiem rzeki Raby w głębokim lesie niedaleko wsi Brzozowa mieszkała. Pewnego dnia drogą przez las przechodził muzykant wracający z wesela, niosąc instrument na grzbiecie. Napotkał go diabeł a gdy basy zobaczył kazał sobie grać do tańca.
Zaczął hulać i kręcić się, zaś muzykantowi za każdą piosenkę wrzucał złotego dukata do basów. Cały dzień i noc tańcował a gdy pierwszy kur rano zapiał przykazał diabeł muzykantowi dukaty wydać na tylko na siebie i na swoją rodzinę.

Przez wiele lat basista wraz z żoną dukaty na siebie tylko wydawali i obawiając się posądzenia o zaprzedane duszy diabłu, grajek przekazał złote dukaty zakonnikom, którzy budowali klasztor.
Kupowali różnego rodzaju towary potrzebne do budowy i składali u siebie na podwórzu, a kiedy przychodzili zakonnicy po prośbie dawali im wozy pełne materiału na budowę. Z darowizn basisty i jego żony powstał piękny, wielki klasztor. A było to w roku 1234. Na wieść jak to klasztor powstał czarownica zaraz diabłu doniosła jaki to basista sposób wymyślił by wspomóc budowę klasztoru diabelskim grosiwem.

Diabeł nie mogąc ścierpieć powstałego w Szczyrzycu klasztoru nawracającego ludzi od grzechu, już leciał basiście urwać łepetynę ale przecież on dukatów nie dawał, więc umowa nie została złamana.
Postanowił więc czart klasztor rozwalić. Pomiędzy chmurami poleciał w góry Karpaty i wybrał największe głazisko jakie tylko mógł udźwignąć. Zakonnicy ze Szczyrzyca usłyszawszy o zamiarze diabła postanowili zawierzyć Bogu i modlić się.
Pędząc z powrotem prawie lądując przy klasztorze usłyszał modlitwy zakonników i dźwięk bijących na Anioł Pański kościelnych dzwonów.

Dźwięk kościelnego dzwonu wypalił mu czartowskie uszy, wstrząsnął ciałem paskudnika i diablisko straciło całą swoją siłę. Głaz spadł na ziemię akurat tam gdzie przed laty cały dzień i całą noc czart przy weselnym grajku tańcował. Bezsilny diabeł spadając z wysokości na głaz wrył się kopytami głęboko. Gdy zlazł na ziemię, chciał rzucić nim w kościół ale tylko pazury wbijały się w twardą skałę. Nie miał mocy by go podnieść. Z rozpaczą przytulił się twarzą do kamienia i pozostawił jej odcisk.
Diabli Kamień koło Szczyrzyca z trzema znamionami diabła – kopytami, twarzą i pięcioma wgłębieniami od pazurów, można oglądać do dziś.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Diabelska Maczuga

przez , 15.kwi.2015, w Ciekawe miejsca

Diabelska Maczuga w GorzeszowieDiabelska Maczuga nazywana też Czarcią, to tak zwany piaskowcowy ostaniec denudacyjny wyróżniający się swoim położeniem w Gorzeszowie (Görtelsdorf) na Dolnym Śląsku. Jako samotna skała usytuowana jest po lewej stronie drogi Krzeszówek – Gorzeszów, na niemal płaskim dnie Kotliny Krzeszowskiej, wyrastając bezpośrednio z łąki w pobliżu rzeki Kochanówki i stanowi pomnik przyrody nieożywionej od 1964 roku.
Inne, wyższe i ciekawiej ukształtowane formy skalne można odnaleźć na przykład 2 km na południe od niej, to tak zwane Skałki Gorzeszowskie (rezerwat przyrody „Głazy Krasnoludków”) tworzące formy przypominające postacie, ściany, wieże, grzyby, zwierzęta, zbudowane z piaskowców i margli wyżłobionych przez wodę.
Budujący ją piaskowiec wieku górnokredowego posiada średniej wielkości ziarno około 1 mm, a ze względu na obecność w nim nie tylko ziaren kwarcu ale i dużej ilości skaleni potasowych został on sklasyfikowany przez geologów jako piaskowiec skaleniowy. Spojenie poszczególnych ziaren budulcowych jest stosunkowo luźne, a świeże powierzchnie występują w jej dolnej części.Diabelska MaczugaLuźne związanie ziaren przyczynia się do coraz większego jej rozpadu wskutek naturalnych procesów wietrzenia: wietrzenia mrozowego, rozpuszczanie spoiwa i oddzielanie ziaren przez wnikające w nie porosty (produkujące destrukcyjne związki organiczne) co wiąże się z odpadaniem pojedynczych ziarenek piasku oraz oddzielania się cienkich łusek (eksfoliacja). Diabelska Maczuga na swoim przykładzie pokazuje selektywne działanie wietrzenia gdyż każda jej część wietrzeje w innym tempie i w inny sposób. W związku z tym pojawiło się na przykład przewężenie środkowej części jej trzonu, ciągi płytkich jamek wzdłuż granic warstw piaskowca czy przecinająca trzon szpara w dolnej części.
W górnej części ostańca umieszczono tablicę pamiątkową upamiętniającą setną rocznicę Bitwy Narodów pod Lipskiem „1813 – 1913″. Nad nią rysuje się wyraźna rynna rozpoczynająca się na górnej powierzchni skały, a obok kilka podobnych ale płytszych form, których powstanie wiąże się z efektem spływania wody po jej ścianach.Diabelska Maczuga GorzeszówSzarozielone skupienia porostów nieznacznie chronią ją (okresowo) przed niszczeniem.
Sama nazwa „maczuga” nie oddaje wiernie jej kształtu gdyż nie jest zwężoną u dołu kolumną z zaokrągloną partią szczytową. Ma wydłużony zarys podstawy, w połowie wysokości jej trzon jest przewężony, ma spłaszczoną powierzchnię górną oraz w miarę równe powierzchnie boczne. Wysokość Diabelskiej Maczugi to 8 metrów, a szerokość 2 metry (dłuższy bok podstawy osiąga 6 metrów).
Niegdyś uważano ją za rzekomy ołtarz pogański. Skała została uwieczniona na jednym z fresków M. Willmanna w świątyni w Krzeszowie.
Legenda zaś głosi, że w XII wieku kiedy cystersi budowali klasztor tak to rozzłościło diabła, który zamieszkiwał tamtejsze okolice, że postanowił go zniszczyć, zrzucając na niego głaz. Musiał to zrobić w nocy, zanim pierwszy kur zapieje, bo o świcie tracił moc. Gdy leciał z głazem w stronę Krzeszowa i był już nad Gorzeszowem wtedy koguty zaczęły piać i diabeł upuścił głaz, który spadł nieopodal gorzeszowskiej karczmy. Stąd ludzie zaczęli go nazywać Czarcią Maczugą lub Czarcim Głazem.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Złoto krnąbrnych mnichów

przez , 23.lut.2015, w Skarby

Opactwo w LubiążuW 1810 roku po sekularyzacji zakonu cystersów, zgromadzone przez nich kosztowności, nakazem króla Wilhelma przejmuje państwo pruskie, a nieruchomości m.in. prywatni właściciele. W lubiąskim klasztorze znalazła się jednak grupa krnąbrnych mnichów niegodząca się z zawłaszczeniem ich dóbr, „organizuje się”, a następnie potajemnie ucieka z ich częścią w kierunku Krzeszowa. Docierają do grangi w Winnicy, a dalej kierują się ku górze Górzec. Tam ślad po nich, a zarazem po kosztownościach urywa się. Ten wątek jest już znany. Wspominaliśmy o nim w pierwszej części „Z pamiętnika eksploratora”. W miarę upływu czasu dochodziły do nas różne informacje dotyczące „skarbu cystersów”, dywagacje ale i fakty historyczne. Co jeszcze wiadomo?

Grupa zbuntowanych cystersów dociera do Górzca. Tam najprawdopodobniej rozdzielają się. Czy zrobili to po podziale kosztowności czy też kosztowności ukryli gdzieś na jego stokach? Jeden z nich pozostaje na Górzcu i prowadzi żywot pustelnika. A może strażnika? Kim był? Czy mógł być nim brat Heinrich Ritter będący konwersem zakonnym? Wiadomym jest, że zaginęła lubiąska kolekcja 700 numizmatów stanowiąca własność cystersów. Czy złoty diadem odnaleziony w okolicach Górzca, którego kopia znajduje się w jaworskim muzeum regionalnym, jest niewielkim śladem potwierdzającym wydarzenia sprzed 200 lat?

„Skarb musiał zostać ukryty w 1740 roku lub niewiele później – wskazuje na to jego skład. Monety oddał na przechowanie w klasztorze na wieść o wojnie któryś z zamożnych mieszkańców Lubiąża, np. jeden z zamieszkałych tam artystów i rzemieślników pracujących do 1793 roku w klasztorze czy nawet bogatszy chłop z okolicy – zakopałby je pewnie brat Ritter, konwers zakonny, właściciel zaś nigdy już nie zgłosił się po nie. Wskazywać na to może historia, która mówi o tym, że ten właśnie zakonnik wydobywał pod nieobecność opata z klasztornej piwnicy pieniądze na daninę, której pilnie zażądał jeden z austriackich generałów.
– Monety ukrył w klasztorze stacjonujący tam pruski żołnierz lub robotnik klasztorny, który po bitwie pod Malczycami w 1741 roku takiego żołnierza ograbił.
– Monety stanowiły część podręcznej rezerwy gotówkowej klasztoru, ukrytej przez brata Heinricha Rittera (…).
Ze względu na wnioski wyciągnięte ze struktury skarbu (gotówka zbierana przez dłuższy czas) wykluczyć należy wariant drugi. Pierwszy zaś i trzeci są do pogodzenia, gdyż Ritter mógł pieniądze powierzone mu za przechowanie ukryć tam, gdzie chował gotówkę klasztorną; wykopując zaś skrzynie z pieniędzmi klasztornymi dzban z depozytem oczywiście pozostawił”.
(Borys Paszkiewicz)Złoty diademCzy krnąbrni bracia zabrali z lubiąskiego opactwa tylko kosztowności ze złota i srebra? Z protokołów komisji sekularyzacyjnej wiadomo jest, że wyposażenie wnętrz klasztoru w Lubiążu (w XVII i XVIII wieku) było niezwykle bogate. To nie tylko wyroby ze złota i srebra ale również ogromna kolekcja dzieł sztuki, ogromne zbiory obrazów znanych mistrzów takich jak Michała Willmanna nazywanego śląskim Rembrandtem, Christiana Bentuma czy F.A. Schefflera. Po sekularyzacji zakonu z ramienia rządu pruskiego zabezpieczeniem dzieł sztuki zajmował się doktor J.Busching. W 1811 roku wybiera on prawie 500 płócien tylko najwyższej klasy do będącej w fazie projektu galerii malarstwa we Wrocławiu. I właśnie w tym miejscu pojawia się wątek zbioru 700 starych złotych i srebrnych monet będących w posiadaniu konwentu lubiąskiego, który w trakcie sekularyzacji… zaginął!

W klasztorze znajdowały się również inne cenne przedmioty takie jak spore ilości starej broni, w tym ponad sto starych muszkietów wykończonych kością słoniową i masą perłową, pistolety, działa, wiwatówki, moździerze, a z broni białej szable, miecze i halabardy; instrumenty muzyczne, materiał nutowy zawierający starą muzykę kościelną i świecką – oratoria, msze, arie. Warto też wspomnieć o kolekcji naczyń stołowych.

„Do momentu sekularyzacji zachowało się już niewiele z poprzedniego bogatego zestawu srebrnych naczyń i nakryć stołowych używanych przez opata, gdyż klasztor w drugiej połowie XVIII wieku zmuszony był do ratowania swoich finansów sprzedażą sreber i klejnotów. W skarbcu kościelnym znajdował się jednak jeszcze: 1 złoty kielich z pateną, 25 kielichów srebrnych z patenami, srebrne cyborium, 3 srebrne monstrancje (jedna wysadzana rubinami i kamieniami szlachetnymi), srebrny pastorał opatów, 2 srebrne krucyfiksy i wiele innych przedmiotów ze srebra oraz ogromna ilość starych szat liturgicznych: samych ornatów 171, 61 dalmatyk, 14 infuł, 17 pluwiali itd. Pałac opatów posiadał bogate i kosztowne umeblowanie; bogatą bibliotekę klasztorną i archiwum wywieziono do Wrocławia”.
(Konstanty Kalinowski)Złoty krajcar z GórzcaWiększość powyższych przedmiotów została wywieziona z Lubiąża ale część z nich pozostała do czasów II wojny światowej. W 1944 roku dolnośląski konserwator zabytków profesor Gunther Grundmann, będący odpowiedzialnym z ramienia Adolfa Hitlera, a dalej władz III Rzeszy za zabezpieczenie dzieł sztuki i zorganizowanie dla nich składnic, wydaje polecenie zdemontowania części cennego wyposażenia klasztornego kościoła (w obawie przed zbombardowaniem klasztoru) i przewiezienie go do składnicy zabytków zorganizowanej w kościele w Lubomierzu. Pozostała część została ukryta w kościelnej krypcie oraz innych częściach opactwa, a to co pozostało, zostało zniszczone przez wycofujących się Niemców i następnie przez wojska radzieckie, w związku z czym po wojnie nie pozostało już nic.

Źródła niemieckie z 1936 roku podają, że w okolicach lubiąskiego opactwa odnaleziono część „skarbu cystersów” ukrytego po 1806 roku w postaci 544 talarów oraz 1/2 i 1/3 talarówki. Co ciekawe właśnie w tym roku Lubiąż odwiedził Adolf Hitler.
Od 1981 roku poszukiwaniami skarbu w Lubiążu za sprawą generała Wojciecha Jaruzelskiego i generała Czesława Kiszczaka zajęli się funkcjonariusze MON i MSW. Jakie były prawdziwe efekty poszukiwań prowadzonych w latach 1981-1982? Chyba jeszcze długo się nie dowiemy lub nie dowiemy wcale. Wiadomo, że w metalowym naczyniu znalezionym w opackim ogrodzie znajdowało się 1353 złotych i srebrnych monet (oficjalnie), które ważyły ponad 6 kg! Wówczas wartość skarbu wyceniono (według katalogów numizmatycznych) na ponad 3,8 mln zł co stanowiło równowartość 61.400 $ (w latach 1982-1983).

Przypomnijmy jeszcze tylko, że początki lubiąskiego opactwa zaczynają się w 1163 roku za sprawą księcia Bolesława I Wysokiego, który ich tu sprowadził z saksońskiego Pforte. Dwunastu mnichów, którzy stanęli na wzgórzu nad Odrą zapoczątkowało rozwój, świetność oraz bogactwo nowego założenia, przyjmując w swe szeregi wyłącznie braci ziomków. Odchodząc daleko od surowej reguły „ora et labora”, członkowie wspólnoty założonej pod koniec XI wieku w Burgundii, stworzyli wielkie centrum gospodarcze i kulturalne, śląską perłę baroku bogactwem i przepychem płynącą. Wyróżniali się nie tyle pobożnością, ile zmysłem ekonomicznym – pierwsza na świecie korporacja finansowa, inżynierowie średniowiecza, przeżywający swój największy rozwój już w XIV wieku.

Wsie, folwarki, lasy, stawy hodowlane, browary i gorzelnie, a nawet kopalnie złota. Gospodarka wolnorynkowa z czasem przestawiona na system czynszowy zwiększający dochody (i to znacznie!), po produkcję na ogromną skalę żywności i handel. Prosperita w najlepszym tego słowa znaczeniu. Posiadacze „skarbów” w postaci relikwii świętych, mających większą wartość w owych czasach niż złoto i szlachetne kamienie – dłoni św. Stanisława, Wawrzyńca, Maurycego, a nawet głowy sześciu dziewic uznanych za święte, złożone w srebrnych kielichach, w tym głowę św. Jadwigi. Lubiąscy cystersi wyspecjalizowali się również w podrabianiu dokumentów i pieczęci, które do chwili obecnej zdobią podrobione oryginały. Kres sielance położył rok 1810, a mnichów w efekcie wypędzono.Kapliczka i schody prowadzące na szczyt GórzcaCzy właśnie dlatego grupa mnichów przeczuwając nadchodzącą przyszłość podjęła decyzję o ucieczce przed nieuchronnym losem wraz z kosztownościami, by chociażby w ten sposób zapewnić sobie spokojną egzystencję na lata? Gdzie zatem są ukryte zabrane przez braci z Lubiąża skarby i jaką rolę odegrała postać mnicha pozostałego na Górzcu jako pustelnik („strażnik” Ritter?). Czy czekają nadal na swojego odkrywcę w Mniszym Lesie na stokach Górzca, Dębnicy, a może Diabelskiej Góry? Teren wymienionych szczytów wydaje się być idealnym do ich ukrycia, na dodatek doskonale znany cystersom gdyż należał do nich od połowy XIII wieku. Naturalne zagłębienia, wychodnie skał, stare XVII-wieczne sztolnie.

Na szczycie Górzca górował niegdyś nad okolicą wybudowany z inicjatywy Henryka Brodatego w XIII wieku zamek otoczony suchą fosą, która istnieje do dziś. Można zakładać, że posiadał on podziemia. Na szczyt prowadzi Droga Kalwaryjska wybudowana w 1740 roku przez cystersów. Skarb może zalegać w niedalekim sąsiedztwie jednej z kapliczek, pod schodami wprowadzającymi na szczyt jak i pod kaplicą pielgrzymkową. Również stoki Diabelskiej Góry obfitują w wiele miejsc nadających się na skrytkę. Na koniec warto też pamiętać o grangi w Winnicy (i jej podziemiach), kościele w Słupie i legendarnym podziemnym przejściu do żarskiej kaplicy oraz wielu innych, nieistniejących dziś obiektach w tym rejonie.
1353 monety przypadkowo odnaleziono. Pozostała tajemnica zaginionego zbioru 700 monet konwentu. Skarb cystersów nadal spędza sen z oczu…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Muzeum Bitwy nad Kaczawą w Duninie

przez , 19.kwi.2014, w Historia

Dunino (Dohnau) to niewielka wieś położona około 10 km na południowy – zachód od Legnicy, w gminie Krotoszyce, nieopodal ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy. 26 sierpnia 1813 r. w pobliżu Dunina rozegrała się jedna z bitew wojny napoleońskiej, zwana „Bitwą nad Kaczawą”. Naprzeciw siebie stanęły wówczas napoleońska Armia Bobru, którą dowodził marszałek James Macdonald oraz prusko-rosyjska Armia Śląska dowodzona przez feldmarszałka Leberechta von Blüchera. Decydująca walka rozegrała się w obszarze ograniczonym miejscowościami: Warmątowice, Bielowice, Winnica, Janowice Duże. Od północy teren ten zamykała rzeka Kaczawa, a od zachodu i południa Nysa Szalona. Przed bitwą przez wiele dni padały w tym regionie ulewne deszcze, broń palna, oprócz armat, zamokła. Dlatego walkę stoczono na bagnety i szable. Dzięki temu, że armia rosyjsko-pruska miała znakomicie rozlokowaną artylerię na południe od Warmątowic, udało jej się pokonać wojska napoleońskie. Chociaż Bitwa nad Kaczawą nie miała większego znaczenia strategicznego, to w celu jej upamiętnienia w 1908 r. wzniesiono koło Dunina kamienny kopiec z kul armatnich zebranych z pola bitwy, na wale Nysy Szalonej nieopodal jej ujścia do Kaczawy. W 1909 r. w samym Duninie wybudowano pawilon w kształcie wielobocznej rotundy i umieszczono w niem pamiątki z wojen napoleońskich. W muzeum znajdują się różne pamiątki związane z bitwą i jej uczestnikami. Jako eksponowane przedmioty znalazły się tu liczne elementy uzbrojenia i umundurowania walczących stron, dokumenty, miedzioryty i pamiątki udostępnione przez instytucje i osoby prywatne. Muzeum Bitwy nad Kaczawą funkcjonowało do 1945 r. Dopiero w 1996 r. zostało reaktywowane. Przy muzeum znajduje się replika armaty i przewiezione z okolic uszkodzone obeliski upamiętniające wydarzenie oraz tablica informacyjna. Do chwili obecnej zachowało się 8 obelisków upamiętniających bitwę: 1. Dunino (na wale u ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy), 2. Krajewo (nad brzegiem Nysy Szalonej), 3. Przy drodze gruntowej z Krajewa do Janowic, 4. Przy drodze z Winnicy do Koźlic, 5. Warmątowice, 6. Przy drodze gruntowej z Warmątowic do Bielowic, 7. Dwa obeliski przy drodze z Bielowic do Starego Jawora.

O bitwie słów kilka…

Bitwa nad Kaczawą rozegrała się na dużym obszarze między Legnicą a Złotoryją. Była to największa bitwa stoczona na Śląsku podczas wojen napoleońskich. Naprzeciw siebie stanęły wówczas III, V i IX korpus Wielkiej Armii, w sumie około 102.000 żołnierzy, dowodzone przez gen Jacquesa Macdonalda i „Armia Śląska” feldmarszałka Gebharda Leberechta Blüchera, licząca około 84.000 żołnierzy, z tego ponad 2/3 Rosjan wchodzących w skład korpusów, na czele których stali Fabian Gottlieb von der Osten-Sacken i Alexandre-Louis Andrault de Langeron. Bitwę poprzedziła burzowa noc. W deszczowy poranek 26 sierpnia 1813 r. doszło do starcia przeciwników na obszarze pomiędzy Kaczawą na północ i północny-zachód, wysoczyzną Płaskowyżu Janowickiego na wschodzie, a Warmątowicami i Bielowicami.
Bitwę stoczono głównie na bagnety i szable, ponieważ zamokły karabiny skałkowe, w które zaopatrzone były obie armie. Ostatecznie rosyjsko-pruskie wojska powstrzymały francuskie natarcie. Francuzi stracili 36 armat, 110 wozów z amunicją i najprawdopodobniej 5000 – 7000 zabitych i rannych oraz około 1400 wziętych do niewoli. Straty Armii Śląska wyniosły około 8000 zabitych i rannych. Zwycięstwo armii Blüchera spowodowało wyparcie Francuzów do końca sierpnia za linię Nysy Łużyckiej. W rękach napoleońskich na Śląsku pozostał tylko Głogów. Samemu głównodowodzącemu bitwa przyniosła tytuł Księcia Wahlstatt.

Pierwsze zwycięstwo nad armią Napoleona odniesione po klęsce z 1807 r. wyzwoliło w Niemcach poza radością, ogromną fale patriotyzmu. Świętowanie tego wydarzenia stało się jednym z elementów polityki mającej na celu ściślejsze związanie prowincji śląskiej z państwem pruskim. Pamięć o kampanii lat 1813-1814 nazywanej Befreiungskrieg (wojną wyzwoleńczą), przybrała różne formy, poprzez architekturę, malarstwo, rzeźbę, literaturę i medalierstwo znajdując swoje znaczące miejsce w tutejszej tradycji. Spora liczba miejscowości przez które przetoczyły się olbrzymie masy wojsk, z biegiem czasu wytworzyły swoje własne formy utrwalania pamięci o wydarzeniach z sierpnia 1813 r. Krótko po ostatecznym pokonaniu Napoleona, władze rejencji nakazały magistratom prowadzenie kronik miejskich, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1813-1815. Już w 1813 r. wybito pierwsze medale upamiętniające zwycięstwo nad Kaczawą, a także postać feldmarszałka Blüchera. Dokładnie cztery lata po bitwie, 26 sierpnia 1817 r. na jej pole powrócili zwycięscy dowódcy: Blücher, York i Gneisenau. W obecności następcy tronu, księcia Augusta dokonali oni odsłonięcia pomnika poświęconego poległym żołnierzom pruskim. Pomnik usytuowany został w sąsiedztwie folwarku Christianhöhe koło Bielowic. W czasie bitwy w folwarku mieścił się lazaret, tutaj też Blücher miał jeden ze swoich punktów obserwacyjnych. Pomnik był jednym z kilku identycznych monumentów zaprojektowanych przez Karla Friedricha Schinkla na zlecenie króla Fryderyka Wilhelma III, ustawionych na polach bitew z 1813 r. Miał on kształt neogotyckiej wieży o wysokości około 8 metrów, zwieńczonej formą Żelaznego Krzyża. Pomnik nie zachował się do dziś. 26 maja 1818 r. odsłonięto taki sam pomnik w Budziwojowie koło Chojnowa. Jeszcze tego samego dnia w pobliżu pałacu w Warmątowicach poświęcony został pomnik upamiętniający zwycięska bitwę. Swoją formą i symboliką pomnik nawiązywał do antycznych ołtarzy ofiarnych. Monument posiadał kształt prostopadłościanu, którego ściany boczne pokrywały napisy, zaś górną płaszczyznę wieńczyła forma znicza. Obiekt nie zachował się. Także 26 sierpnia 1817 r. miały miejsce uroczystości związane z oddaniem do użytku pawilonu widokowego położonego na wzgórzu w pobliżu Lipiec i Jaszkowa. Był to belweder poświęcony bitwom z 1634 i 1813 r., który został wzniesiony przez Carla Siegmunda Otto von Unruha. Był to przede wszystkim pomnik poświęcony pamięci dowódców oraz żołnierzy pruskich i rosyjskich walczących w bitwie nad Kaczawą. Budowla nie zachowała się. W kilka lat po bitwie przy polnej drodze pomiędzy wzgórzami Gołębie i Krowiarka nasadzono lipę, która rosła w tym miejscu prawie 150 lat. Określano ja jako „lipa Blüchera”. Miała wyznaczać miejsce, w którym pod osobistym dowództwem feldmarszałka rozegrało się generalne starcie kawalerii pruskiej z francuską. W 1912 r. legnicki oddział Riesengebirgsverein (Towarzystwo Karkonoskie) ufundował cementową ławkę, która wraz z pamiątkową tablicą ustawiona została pod lipą. 6 lipca 1813 r. poświęcono w pobliżu Obiekty te już nie istnieją. Oprócz pomników, pamięć o bitwie kaczawskiej była pielęgnowana poprzez organizację spotkań weteranów, młodych żołnierzy oraz okolicznych mieszkańców na polu bitwy. Na uroczystości zorganizowanej w 1843 r. wzięło udział 12.000 osób. Największe uroczystości rocznicowe przygotowano na stulecie bitwy. Jeszcze w 1908 r. gmina Dunino wzniosła kamienny kopiec w pobliżu ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy. Posiadał on z dwóch stron tablice pamiątkowe, a jego narożniki wieńczyły kule armatnie. Rok później w Duninie wybudowano nieduży pawilon, w którym urządzono Muzeum Bitwy nad Kaczawą. W 1913 r. z inicjatywy legnickiego towarzystwa historycznego Geschichts und Altertms Vereins zu Liegnitz umieszczono na polu bitwy obeliski ułatwiające orientację w terenie. Wszystkie one posiadały jednakową formę, znak Krzyża Żelaznego, napis: Schlacht na der Kazbach” oraz inskrypcje odnoszące się do szczegółowych wydarzeń, które miały miejsce w 1813 r. na terenie ich usytuowania. Spośród jedenastu dwumetrowych pomników ustawionych w 1913 r. cztery przeniesiono do Dunina, gdzie są eksponowane obok Muzeum Bitwy nad Kaczawą. W samej Legnicy 26 sierpnia 1913 r. odsłonięto pomnik dowódców bitwy kaczawskiej. Na placu Wilhelma (obecnie pl. Wolności) ustawione zostały cztery odlane z brązu wizerunki Blüchera, Yorcka, Gneisenaua i Sackena. W tym samym dniu, na ścieżce w pobliżu obecnej ul. Powstańców Śląskich odsłonięto pomnik generałów Friedricha von Hellwiga i Heinricha von Wedela.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kościół w Rokitnicy

przez , 05.kwi.2014, w Zabytki

O prehistorycznych czasach Rokitnicy świadczą dwa grodziska, które najprawdopodobniej zostały założone przez słowiańskie plemię Trzebowian w VIII-IX w. Najlepiej przebadane znajduje się około 200 m za wsią po prawej stronie drogi do Łaźnik. Budowa pierwszej świątyni rozpoczęła się prawdopodobnie pod koniec XII w., a co za tym idzie, byłby to kościół starszy niż złotoryjskie. Istniał już wtedy nieopodal zamek wzniesiony przez księcia Bolesława I Wysokiego, a jego najznamienitszymi właścicielami był książę Henryk I Brodaty wraz z małżonką Jadwigą. Henryk Brodaty w 1211 r. nadał magdeburskie prawa miejskie Złotoryi jako pierwszej miejscowości w Polsce. Jadwiga troszczyła się o życie duchowe mieszkańców tych ziem. Książęca para często modliła się wspólnie w tutejszym kościele. Jak podają źródła, Jadwiga szczególnie upodobała sobie obraz Madonny, który jeszcze długo potem znajdował się w kościele. Podczas prób przenoszenia go, obraz zawsze cudownie wracał na swoje pierwotne miejsce. W tej świątyni miała również wyleczyć od ślepoty mieszkankę Rokitnicy.

W 2 poł. XIII w. doszło do pożaru, który zniszczył kościół. Najlepszym świadectwem tego zdarzenia są znalezione w latach 1925-1927 w apsydzie ołtarza kamienie z datą 1271 oraz śladami ognia. Świątynię szybko odbudowano, a z tego czasu zachowało się prezbiterium oraz jego półokrągła apsyda. Pierwszym patronem kościoła był św. Bartłomiej aż do 1819 r. Od 1329 r. patronat nad kościołem sprawowali cystersi. Podczas jednego z najazdów husytów w 1428 r. kościół ulega zniszczeniu. W 1475 r. podczas kolejnej odbudowy dostawiono do fasady od strony północnej, potężną pojedynczą wieżę o wysokości 49 m. Z tego samego okresu pochodzi zachodnia przybudówka mieszcząca kruchtę, z późnogotyckim portalem zamkniętym łukiem „w ośli grzbiet”. W 1523 r. za sprawą duchownego Nicolausa Adolpha pochodzącego z Rokitnicy, parafia przyjęła naukę Martina Lutra. Położenie kościoła zawsze nadawało mu charakter obronny i najprawdopodobniej od samego początku otoczony był kamiennym murem. W okresie wojny 30-letniej do obrony został przystosowany również cmentarz. W otaczającym go murze, od strony południowej widoczne są strzelnice, a na kamieniu przy jednej z nich widoczna jest data – 1628. Nie mniej jednak nie uchroniło to świątyni od szkód. Prawdopodobnie wówczas obok wmurowano piaskowcowy krzyż pokutny o wymiarach 108×85 cm.

W czasach kontrreformacji kościół stał się tzw. kościołem ucieczkowym dla ewangelików. po śmierci pastora Gottfrieda Hensla, w latach 1694-1707 kościół stał zamknięty. Swe podwoje dla ewangelików otworzył ponownie w 1708 r. W latach 1710-1713 wnętrze kościoła przybiera wygląd barokowy, wzniesiono również w tym okresie trzecia emporę. Z tych lat przetrwały organy, rzeźby Ukrzyżowania na belce tęczowej łączącej empory, polichromowana ambona, ołtarz główny z rzeźbami figuralnymi oraz hełm wieży. Pewnych zniszczeń przyniosły wojny śląskie w latach 1740-1763. Podczas wojen napoleońskich kościół był plądrowany przez Rosjan i Francuzów. 17 sierpnia 1813 r. około 200 żołnierzy francuskich usiłowało bezskutecznie utrzymać wzgórze kościelne. 27 sierpnia 1813 r. stoczono w Rokitnicy drugą potyczkę. W jej wyniku z odniesionych ran zmarł w Rokitnicy 16-letni huzar pruski Gustav Humbert, którego pochowano na zewnątrz u podnóża absydy. Jego mogiłę usunięto po 1945 r. Legenda głosi, że nadal gdzieś istnieją kosztowności, które mieszkańcy Rokitnicy ukryli wówczas przed Francuzami w kościele. Wewnątrz wieży kościelnej znajdowało się kilka dzwonów, ufundowanych m.in. w 1475, 1658, 1674, 1864, 1913 i 1920 r. Usuwano je kolejno w celu przetopienia ich podczas I i II wojny światowej, w 1917 i 1942 r. Do chwili obecnej zachował się tylko jeden dzwon z 1475 r. o wysokości 68 cm i średnicy 90 cm.

W XVIII-XX w. kościół wielokrotnie odnawiano, nie zawsze szczęśliwie, np. po przyjęciu reformacji zamalowano wizerunek św. Jadwigi na ścianie między amboną i ołtarzem, a w 1878 r. stare malowidła na emporach i ołtarzu. Ostatnie zniszczenia przyniósł rok 1945 kiedy to kościół został najpierw splądrowany, a następnie podpalony przez sowietów. Remont przeprowadzony w latach 90-tych XX w. wzmocnił całą budowlę, przebudowano wówczas więźbę dachową i schody zewnętrzne. W latach 2010-2011 koniecznemu remontowi poddano wieżę i jej hełm. Od XV w. w kościele pod ołtarzem chowano przedstawicieli możnych rodów, jak np. Bocków. Na zewnętrznych elewacjach wieży znajdują się epitafia pastora Adama Daniela Thebesiusa zmarłego w 1731 r., rodu Ritterstein, pastora Konrada Wilhelma Hiersemenzla zmarłego w 1819 r., Marii Rosiny Zobel zmarłej w 1846 r., Christiany Ernestyny Zobel zmarłej w 1851 r. oraz Evy von Falckenhain zmarłej w 1693 r. Na ścianie zachodniej kościoła zachowało się epitafium osoby z rodziny Wolter, z 2 poł. XIX w. Przykościelny cmentarz, wraz z nagrobkami oraz pomnikami został zniwelowany po 1945 r. Po II wojnie światowej kościół św. Michała Archanioła należał najpierw do parafii św. Jadwigi w Złotoryi, a od 1985 r. jest kościołem filialnym parafii w Prusicach.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Z pamiętnika eksploratora…

przez , 05.kwi.2014, w Galimatias

Płyta z otworemO odnalezionych podziemiach cysterskich…

Historia z podziemiami cysterskimi w okolicach miejscowości Słup rozpoczyna się w 1810 roku, kiedy to w wyniku sekularyzacji zakonu grupka mnichów nie godząc się na zarekwirowanie dóbr i kosztowności zgromadzonych w lubiąskim klasztorze, buntuje się i ucieka z ich częścią w kierunku Krzeszowa, gdzie mieści się kolejne opactwo. Docierają do Winnicy, gdzie umiejscowiona była ich grangia, a dalej w kierunku Słupa i góry Górzec.

Jedna z legend dotycząca terenu gminy Męcinka mówi o podziemnym przejściu z kościoła w Słupie do kaplicy we wsi Żarek, która obecnie nie istnieje – pozostaje zalana pod wodami zbiornika Słup. Owa kaplica była niegdyś częścią klasztoru należącego do zakonnic, o surowej regule zakazującej pokazywania się wśród ludzi, zatem do słupskiego kościoła chodziły tym podziemnym korytarzem.

Krnąbrni mnisi wraz z przywłaszczonymi dobrami kierują się na Górzec. Masyw jest im dobrze znany z racji tego, iż od połowy XIII w. góra ta jak i obszar Mniszego Lasu należał do cystersów z Lubiąża, a w 1740 r. wytyczyli oni na niej tzw. Drogę Kalwaryjską, wzdłuż której ustawiono 14 piaskowcowych kapliczek. Ponadto znajduje się on mniej więcej w połowie drogi z Lubiąża do Krzeszowa. W 1810 roku u podnóża Górzca powstaje pustelnia, w której to zamieszkał jeden z mnichów, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr, ukrytych gdzieś w okolicy. O losach pozostałych jego kompanów nic nie wiadomo. Sam teren masywu Górzca obfituje w różnego rodzaju pozostałości po średniowiecznych pracach górniczych, takich jak sztolnie, szyby, pingi, itp., co niewątpliwie sprzyja możliwości ukrycia dóbr. Na szczycie zaś znajdował się XIII-wieczny zamek wzniesiony przez Henryka Brodatego, który mógł posiadać podziemia.

Gdzie mnisi ukryli przywłaszczone dobra? Czy na terenie grangi, kościoła w Słupie, w masywie Górzca, czy może w podziemiach? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Podziemi nigdy nie zlokalizowano…Widok przez otwórI w tym momencie pojawia się nowy wątek, ślad. Otóż dowiadujemy się od znajomego, że kiedyś członek jego rodziny, w latach 70-tych XX w. pracował jako robotnik fizyczny przy prowadzonych pracach ziemnych między Winnicą a Słupem i opowiadał mu pewną historię. W trakcie prowadzonych prac ziemnych w znajdującym się tam lasku natrafili przypadkiem na jakiegoś typu „kamienny właz i komorę”. Prosimy znajomego by w miarę możliwości dopytał o szczegóły i lokalizację tego „znaleziska”. Po kilku dniach otrzymujemy odpowiedź ze szczątkowymi informacjami o tym odkryciu. Miała to być, porośnięta już runem, kamienna płyta z metalowymi uchwytami, po środku której znajdował się okrągły otwór „jakby do cyrkulacji powietrza wewnątrz-wywietrznik…”. Robotnicy uznali, że jest to pewnie jakiś stary grobowiec. Jednak gdy zajrzeli do wnętrza przez otwór, nie było w komorze trumien, a w jedną i druga stronę widoczne były łukowate, zamurowane cegłą wejścia.

Po tej informacji, mając jako takie namiary na ten „lasek” i umiejscowienie w nim płyty, nie pozostało nic innego jak zweryfikować ją w terenie. Jest grudzień 2013 roku. Zaopatrzeni w metalowe pręty do sondowania podłoża udajemy się do Winnicy i wskazanego lasku. Na miejscu bez problemu odnajdujemy go, po czym „przeczesujemy” dokładnie wzrokiem jego runo. Niestety nic charakterystycznego nie zauważamy. Postanawiamy zatem wykorzystać metalowe pręty i mniej więcej co 1 m sondujemy podłoże w nadziei natrafienia na „coś” twardego. Ponieważ jest przełom jesieni i zimy, a co za tym idzie dzień krótki, jesteśmy zmuszeni nasze poszukiwania rozbić na kilka dni po około 2 godziny dziennie. Teren nie jest mały, a dodatkową trudność nastręcza gęste poszycie runa leśnego, plątanina różnego rodzaju roślin. Często natrafiamy na duże kamienie zalegające tuż pod powierzchnią, dające nam fałszywą nadzieję, że to już to.Podziemia (1)W końcu po kilku dniach sondowania podłoża natrafiamy na coś twardego i o większych gabarytach, ukryte pod warstwą ściółki i porastającego ją bluszczu. Zaczynamy nerwowo rozgrzebywać bluszcz, a naszym oczom ukazuje się… kamienna płyta! Nareszcie! Pozbawiamy ja maskującej okrywy roślinnej, pojawiają się metalowe uchwyty i na jej środku otwór wielkości piłki do koszykówki. Płyta ma grubość 12 cm, wymiary 1,5×1,5 m. Oświetlamy przez otwór wnętrze. Komora jest pusta, w całości wykonana z cegły, głębokości około 2-2,5 m, wymiarach około 2×2 m, do której sprowadza kilka stopni również wykonanych z cegły. Podłoże jest wilgotne. Ściana naprzeciw stopni jest jednolita, natomiast w jedną jak i w drugą stronę widoczne są łukowate chodniki zamurowane cegłą. Na tą chwilę nie jesteśmy w stanie „ruszyć” płyty i odsłonić na tyle, aby dostać się do wnętrza. Na koniec robimy zdjęcia wnętrza opuszczając aparat przez otwór na tyle, na ile pozwala nam długość ramion oraz samej płyty. Informacja przekazana przez znajomego okazuje się w 100% prawdziwa. Zadowoleni z wyników poszukiwań odpuszczamy sobie na razie dalszą eksplorację odkrytej komory. Na powrót maskujemy ją roślinnością nie pozostawiając po sobie żadnych śladów naszej bytności i prac. Miejsce jest jak nie naruszone. Co kryje się w zamurowanych cegłą chodnikach? Dokąd prowadzą? Czy są drożne? Tą tajemnicę zostawiamy sobie na cieplejsze dni, gdy będą dłuższe, a roślinność bujna, by nie przykuwać uwagi osób postronnych… Jedno wiemy na pewno – nie jest to grobowiec, ani jakakolwiek konstrukcja drenująca. Nie w tym miejscu…Podziemia (3)W marcu 2014 roku powracamy do tematu odnalezionej komory. Zaopatrzeni w sprzęt niezbędny do odsłonięcia kamiennej płyty na tyle, aby móc wejść do wnętrza, ponownie udajemy się w kierunku Winnicy. Dochodzimy do „naszego” miejsca – jest w stanie takim, w jakim je pozostawiliśmy. Oczyszczamy płytę. Po kilku próbach nareszcie udaje się nam ją odsłonić na szerokość pozwalającą wejść do środka. Wnętrze jest czyste, jakby nieużytkowane. Cegły trochę zmurszałe na powierzchni, ale w dobrym stanie. Ostukujemy ściany. Ściana na wprost schodków wydaje dźwięk „pełnej”, natomiast boczne, o łukowatych sklepieniach „głuchych”. Postanawiamy rozkuć warstwę muru zabezpieczającego przestrzeń za. Po godzinie pracy wykonujemy otwór przez który możemy przecisnąć się dalej. Kierunek Słup… Chodnik jest wąski , nie przekracza metra szerokości i wysoki na 160 cm, w całości obudowany cegłą, podłoże wilgotne. Po około 100 m napotykamy na niewielki zawał z prawej strony, napór ziemi i czasu wypchnął dość spory fragment cegieł. Po niewielkim rozkopaniu go brniemy dalej. Napotykamy na pozostałości jakichś desek, wiklinowego kosza i porozrzucanych fragmentów porcelany, najwyraźniej z potłuczonego naczynia. Trochę dalej na kawałki szkła, fragmenty materiału, drzewiec niedopalonej pochodni.Podziemia (4)Korytarz cały czas biegnie lekkim łukiem w lewo. Po następnych 100 m napotykamy na kolejny, tym razem już sporych rozmiarów zawał ze stropu, odcinający dostęp do dalszych partii. Wracamy i dokładnie przyglądamy się ścianom, stropowi. Nic na nich nie ma. Żadnych napisów, żadnych rytów. Żadnych szczegółów, czysta cegła. Wychodzimy z komory, powtórnie nasuwamy płytę, maskujemy ją, zacieramy ślady naszej obecności w tym miejscu. W tym momencie nie mamy już więcej czasu by podjąć się próby przekopania zawału oraz wykucia otworu w drugiej ścianie. Przeszliśmy około 200 m. Ile jeszcze czeka przed nami? Ile czeka w drugim kierunku? Tę zagadkę zostawiamy sobie na kolejną wizytę… Kolejne co wiemy na pewno – są to podziemia.

Napotkany zawał nie daje spokoju… Wracamy po kilku dniach, nastawieni na przekopanie go. Początek eksploracji podobny do poprzedniego. Docieramy do zawału. Kopiemy… 1 godzina… 2 godzina… Udaje się! Zawał został przekopany,a za nim (!) widnieje ściana z cegieł! Kujemy. Cegły są wilgotne i zmurszałe, szybko ustępują naszym przecinakom, łomom i młotkom. Zaglądamy przez otwór oświetlając wnętrze. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to następna ściana z cegieł oddalona o około 5 metrów. Ha! Specjalnie utworzona komora, oddzielona ścianami z cegieł, grodziami! Widzimy w niej ceglane schody biegnące ku stropowi, a przecież nad nimi nie ma żadnej budowli? (…) Chodnik biegnący od „komory wejściowej” w kierunku Słupa okazał się być zakończony opisaną komorą. Komorą, grobowcem, ossarium, schowkiem, depozytem. Dalej, za ścianą komory nie było już nic (obudowanego cegłą korytarza/tunelu), jedynie zwykła ziemia. Pozostaje eksploracja zamurowanego chodnika od „komory wejściowej” w kierunku Winnicy…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Grobla i rezerwat „Nad Groblą”

przez , 17.mar.2014, w Ciekawe miejsca

Grobla (Grabel) to niewielka wieś, wzmiankowana w 1399 r. jako Nassengrebil – Wilgotna Grobla, o luźnym układzie zabudowań położona nad Nysą Małą. Nazwa miejscowości pochodzi od terenu, który tworząc naturalną groblę rozdziela rzeki Nysę Małą i Młynówkę. We wsi zachowało się kilka domów o cechach charakterystycznych dla budownictwa regionalnego z połowy XIX w. W okresie przedchrześcijańskim istniało tu miejsce kultu Słowian ze świętym gajem. Pierwszym właścicielem wsi był Schindla, kolejnymi von Zedlitz i von Nostitz, Gustav Zahn.

We wsi znajduje się niewielki, gotycki XVI-wieczny, pielgrzymkowy kościół (wzniesiony na miejscu wcześniejszego XIV-wiecznego) p.w. św.Anny. Jest budowlą orientowaną, jednonawową, salową, z dostawioną od północy zakrystią. Złożony z nawy i prezbiterium, oskarpowany, murowany z kamienia polnego, otynkowany. Posiada dwuspadowe dachy o różnych kalenicach, kryte dachówką ceramiczną. W osi budowli znajduje się strzelista ostrosłupowa wieża, kryta gontem, wychodząca z kalenicy dachu nad nawą. Dolna część wieży o obrysie ośmiokąta oszalowana deskami w ułożeniu pionowym. Zewnętrzna ściana południowa nad ostrołukowym portalem wejściowym ozdobiona jest trzema konsolami, a na południowej elewacji pod dachem znajduje się maszkaron. Ściany zewnętrzne od strony prezbiterium wzmocnione są przyporami zakończonymi daszkami z dachówki. W ścianach bocznych od strony nawy, umieszczono wysokie strzeliste otwory okienne, okna od strony prezbiterium strzeliste zakończone ostrym łukiem mniejsze od okien części nawowej. Podstawa otworów okiennych prezbiterium umieszczona jest w połowie wysokości okien, części nawowej. Kościół otoczony murem na planie owalu wykonanym z kamieni polnych, w obrębie, którego mieści się przykościelny cmentarz. Obok znajdowała się kaplica z XVII w. z płytą nagrobną właściciela z rodziny Zedlitzów. Wnętrze kościoła składa się z nawy i mniejszego prostokątnego prezbiterium nakrytego sklepieniem krzyżowo – żebrowym z ciekawym rzeźbionym zwornikiem wspartym na rzeźbionych przyporach. W prezbiterium znajduje się ołtarz główny z umieszczonym centralnie, barokowym obrazem Świętej Rodziny. Od nawy prowadzi rzeźbiony w piaskowcu, uskokowy, ostrołukowy portal zwieńczony bocznymi sterczynami. Nad uskokowym portalem znajduje się herb niemieckiej rodziny Schindlów – ręka z toporem na czerwonym tle. Obok ołtarza drewniana, polichromowana figura św. Anny Samotrzeci z 1505 r., renesansowa chrzcielnica z XVI w., kamienne sakramentarium z XV w., oraz kilka płyt nagrobnych, a w posadzce nawy umieszczona jest gotycka płyta nagrobna z 1473 r., pierwszego właściciela Grobli -Burgmanna von Schindla. W nawie empora organowa, umieszczona po przeciwnej stronie ołtarza. Empora organowa to wysunięty balkon, wsparty na drewnianych filarach, w którego centrum mieści się zabytkowy prospekt organowy. Przy prezbiterium niewielka zakrystia. Bryła obecnego kościoła pochodzi z 2 poł. XV w., przebudowana w XVI w. Zachowany budynek kościelny, wzniesiono prawdopodobnie z zachowaniem murów wcześniejszego kościoła z XIV w., który wzmiankowano w 1399 roku, w wykazie wsi z kościołem. Wokół kościoła założono na planie owalu cmentarz, wokół którego wybudowano kamienny mur. W końcu XVI w. w okresie reformacji, kiedy ewangelicy stanowili większość, kościół w naturalny sposób przeszedł do gminy ewangelickiej, a kiedy nastąpiła kasata, kościół przeszedł w ręce katolików. Lata przejściowe dla kościoła były trudne. W XIX w. kościół restaurowano. Po 1945 r. kościół przejęli katolicy. Wcześniej był kościołem parafialnym obecnie jest filialnym. Kościół był remontowany w latach 1903-1904, 1960 i 1970 r. Obecny kształt hełmu pochodzi z remontu w 1960 r. Cmentarz przykościelny i kościół w Grobli wpisany jest do rejestru zabytków. Ze starych ruin przykościelnej kaplicy prowadzi podziemny korytarz do pobliskiego majdanu, a w przykościelnym murze znajduje się krzyż pokutny z wyrytym nożem – narzędziem zbrodni. Nieopodal kościoła rośnie około 200-letnia lipa drobnolistna.

Powyżej kościoła znajduje się pałac. W miejscu obecnego pałacu pod koniec XVI w. zbudowano dwór w stylu renesansowym otoczony fosą, przez którą prowadziły mosty. Obok dworu stał przydworski budynek gospodarczy „Bronówka”. Jednym z pierwszych właścicielem posiadłości w XV w. był Burgmann von Schindel. W XVII-XVIII w. właścicielami byli członkowie rodzin von Zedlitz i von Nostitz. W latach 1702-1707 dwór został gruntownie przebudowany z zachowaniem fosy i mostów. W XIX w. właścicielem zostaje Gustav Zahn, który w 1902 r., po raz drugi przebudowuje pałac. Obecny wygląd rezydencji pochodzi z tego okresu, w tym samym czasie zlikwidowano fosę i mosty prowadzące do pałacu, oraz powstało założenie parkowe. W 1932 r. pałac z majątkiem, nabył rolnik Kurt Scholz. Po 1945 r. pałac był kilkakrotnie remontowany. W 1960 r. ponownie restaurowany z przeznaczeniem na ośrodek wczasowy i z końcem XX w. staje się obiektem kolonijnym. Pałacu jest dwukondygnacyjny, z oskarpowanymi narożnikami, o gładkich elewacjach, otynkowanych z prostokątnymi otworami okiennymi, rozmieszczonymi symetrycznie. Ściany wsparte są na cokole fundamentu. Całość zbudowana na planie czworoboku. Na osi fasady centralnej, szerokie kamienne schody wykończone drewnianą balustradą. Główny portal wejściowy ostrołukowy, obramowany dwoma pilastrami  do wysokości pierwszego piętra. Nad portalem prosty balkon w kształcie płyty wspartej na belkach połączony z wnętrzem pałacu drzwiami balkonowymi. Fasada nad balkonem zdobiona ryzalitem zakończona na wysokości dachu, trójkątnym szczytem, szachulcowa. Na elewacjach zachowane fragmenty geometrycznej dekoracji sgraffitowej. Pokryty jest dachem czterospadowym z ceramiczną dachówką zdobiony licznymi nadbudówkami poddaszowymi, lukarnami i mansardami. Na końcach kalenicy znajdują się ozdobne pinakle. W osi budowli znajduje się prostokątna wieżyczka/sygnaturką z galerią widokową, o konstrukcji słupowo-szkieletowej, wychodząca z kalenicy dachu. Ściany boczne dolnej części wieżyczki o obrysie kwadratu, pokryte są dachówką, całość zwieńczona jest czterospadowym dachem hełmowym, wspartym na 8 filarach. Hełm pokryty dachówką zakończony jest metalowym szpicem. Pałac otoczony został w XIX w. parkiem naturalistycznym, w którego kompozycji wykorzystano walory krajobrazu Pogórza Kaczawskiego. Obecnie stanowi własność prywatną, od 2007 r. sukcesywnie remontowaną, po totalnej dewastacji. Jest siedzibą Ośrodka Turystyczno-Szkoleniowego „Magdalena”. Odbywają się tu przyjęcia okolicznościowe: wesela, komunie, chrzciny, konferencje, bankiety, zabawy. Obiekt stanowi cenny zabytek architektury barokowej na Dolnym Śląsku i jest wpisany do rejestru zabytków.

Z Grobli w kierunku wsi Siedmica biegnie zielony szlak oraz ścieżka dydaktyczna, prowadzące przez rezerwat przyrody „Nad Groblą”, położony nad południowo – wschodnim brzegiem rzeki Młynówka. Powstał on w 2001 r. na obszarze 88 ha w celu ochrony i zachowania jednego z największych w Polsce skupiska drzewiastych form jarzębu brekinii w zespołach kwaśnej dąbrowy, na naturalnych stanowiskach z licznymi gatunkami roślin chronionych oraz ciekawych form geologicznych. W rezerwacie znalazły ochronę fragmenty interesujących zbiorowisk roślin naskalnych szczelinowych i suchych zboczy. Występuje tu lilia złotogłów, naparstnica zwyczajna, pierwiosnek lekarski, wiciokrzew pomorski, miodownik melisowaty oraz rojownik pospolity, rosnący na skałach wapiennych i neutrofilnych. Flora rezerwatu liczy ponad 200 gatunków roślin, ponad 20 w tym objętych ochroną. W pobliżu Młynówki występuje salamandra plamista. Znajdują się tu także siedliska rzadkich ptaków takich jak grubodziób, krzyżodziób świerkowy, muchołówka, gil, pliszka górska. Występuje również chrząszcz – kozioróg bukowiec. Na terenie rezerwatu introdukowano liczne stado muflonów. Obszar rezerwatu obejmuje teren zbudowany ze skał przeobrażonych, zieleńców, łupków zieleńcowych (warto zwrócić uwagę na gęste poprzecinanie żyłami kwarcu z widocznymi kryształami) i diabazów, należących do kambryjsko – sylurskiego metamorfiku kaczawskiego, których liczne odsłonięcia i wychodnie są widoczne na całej długości szlaku. Ścieżka dydaktyczna natomiast wprowadza w głąb masywu kilku bezimiennych zieleńcowych wzgórz o wysokości od 350 – 390 m n.p.m. przedzielonych przełączkami i jarami spływających strumieni. Tuż przy jej początku znajdowało się średniowieczne grodzisko. Szlak wytyczony został pomiędzy meandrującą Młynówką i efektownymi, okazałymi wychodniami skał, a rzeźba terenu, w tym właśnie formy skalne sprawiają, że należy do ciekawszych fragmentów Parku Krajobrazowego Chełmy. Dalej szlak prowadzi przez Siedmicę do rezerwatu „Wąwóz Siedmicy”. Ze wsi Grobla czerwony szlak prowadzi na górę Radogost 397 m n.p.m. i do wsi Kwietniki.

I na koniec o brekinii słów kilka…

Klon?! Takie skojarzenia budzi na pierwszy rzut oka liść brzęka czyli brekinii (Sorbus torminalis). Tymczasem ten gatunek, stanowiący rodzimy składnik polskiej flory drzew, ale będący jednym z najrzadszych jej elementów, jest w rzeczywistości jarzębem, czyli bliskim krewnym powszechnie znanej „jarzębiny”. Przez Polskę przebiega wschodnia granica zasięgu tego gatunku. Dla ochrony stanowisk brekinii istnieje w Polsce kilka rezerwatów przyrody, np. „Bytyńskie Brzęki” na zachód od Poznania albo „Białowodzka Góra” nad Dunajcem w okolicy Nowego Sącza. Brekinia jest składnikiem lasów bardzo różnego typu. Najpospolitsza jest w grądach, choć notowano ją także w ciepłolubnych dąbrowach oraz w buczynach. Lubi stanowiska ciepłe, drzewa brzęka skupiają się na eksponowanym ku południu skraju lasu. Wymaga stanowisk żyznych, nie rośnie na ubogich piaskach ani na glebach podmokłych. Dobrze potrafi wytrzymywać suszę. W młodości dobrze znosi ocienienie, jednak później do wzrostu wymaga dużo światła. Biologia brekinii wyraźnie wskazuje, że niejako „z natury” nie może ona być gatunkiem pospolitym. Produkuje stosunkowo mało owoców, które albo spadają z drzewa same, albo są roznoszone przez ptaki. Gdy dotrą do ziemi, nasienie musi mieć warunki do wykiełkowania, a więc runo nie może być zbyt gęste. Takie miejsca są zazwyczaj pod zwartym drzewostanem. Młody, wyrosły z nasienia osobnik może wytrzymać w ocienieniu kilka lat, później jednak by żyć – potrzebuje światła. Może więc przetrwać tylko wtedy, gdy w odpowiednim dla niego momencie zginie któreś z drzew wchodzących w skład drzewostanu i powstanie w nim luka, dopuszczając światło do dna lasu. Nowe drzewo brekinii może więc wyrosnąć tylko w rezultacie bardzo szczęśliwego dla niego splotu wydarzeń. Pojedyncze drzewo brekinii może żyć do około 300 lat, ale i wcześniej może ulec zniszczeniu wskutek jakiegos wypadku. Tymczasem strategia rozmnażania się wcale nie musi zapewnić jej w tym czasie potomstwa. Brzęk ma więc „ubezpieczenie na życie”: wiele drzew tworzy wyrastające z szyi korzeniowej podziemne pędy przypominające kłącza roślin zielnych, tak zwane ksylorizomy. Z nich, w odległości do kilku metrów od drzewa macierzystego, wyrastają odrośla. Takie drzewka, połączone pod ziemią z matecznym brzękiem, mogą żyć i w dużym ocienieniu, bo fizjologicznie są częściami jednego dużego osobnika, który koronę ma wysoko w drzewostanie. Gdy jednak coś stanie się macierzystemu drzewu, mogą zająć jego miejsce. To gatunek „charyzmatyczny”. Choć nie zawsze znana laikom, dla leśnika brekinia jest jednym z symboli ochrony przyrody. Przez swoją rzadkość i osobliwość jest drzewem po prostu lubianym, a konieczność ochrony jej stanowisk nie budzi wątpliwości. Zagrożeniem dla brzęka jest jednak nieświadomość. Wiele jego stanowisk, nawet w parkach narodowych, uległo zniszczeniu dlatego, że terenowa służba leśna nie potrafiła rozpoznać tego gatunku. W ostatnich latach pojawiły się pomysły, by rozpowszechnić jarząb brekinię jako gatunek domieszkowy w drzewostanach, albo stosować go jako drzewo alejowe. Miałby on być szerzej wprowadzany do upraw leśnych. Ten pomysł ma zarówno zalety jaki i wady. Brzęk stałby się wtedy pospolitszym składnikiem naszego krajobrazu, ale obraz jego naturalnego występowania uległby wtedy zatarciu.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sichów von Richthofena

przez , 12.mar.2014, w Ciekawe miejsca

Sichów,pozostałości przypałacowego mauzoleumSichów (Seichau) to wieś położona między Jaworem a Złotoryją, wzmiankowana w 1217 r. jako Sichovici, a w 1323 r. jako Sichowe, podarowana w 1223 r. przez księcia Henryka I Brodatego cystersom z Lubiąża, którzy w 1249 r. sprzedali ją. Odkrycia archeologiczne świadczą, że osadnictwo ludzkie występowało tu już w neolicie i epoce brązu. W 1732 r. ponownie wraca do cystersów i pozostaje pod ich władaniem do momentu sekularyzacji zakonu w 1810 r. W tym czasie mieszkańcy Sichowa w większości byli ewangelikami, dlatego też w 1742 r. zbudowano tu kościół i szkołę ewangelicką. Wieś pod władzą klasztoru była bardzo bogata posiadłością i szybko się rozwijała. W XVII w. jej okolice były terenem powstań chłopskich. Podczas kampanii napoleońskiej w 1813 r. wieś została poważnie zniszczona. Sichów wielokrotnie zmieniał właścicieli. Wiążą się z nią tradycje górnicze związane z wydobyciem bazaltu, węgla brunatnego oraz w latach 1749 – 1877, rud miedzi w kopalniach „Albert Loranz” (1851 – 1867 r.)  i „Hirsch” (1857 r.), o czym przypomina wagonik ustawiony w centrum wsi. Eksploatowane rudy występowały w postaci żył w łupkach zieleńcowych, a koncentracja miedzi według analizy z 1749 r. wynosiła 4%, ołowiu 4,5% z domieszką srebra 0,05%. Okolice są bogate w złoża wielu minerałów, m.in. azuryt, piryt, kupryt, miedź rodzima, srebro rodzime, goethyt, jarosyt, hematyt.Sichów,kościółKościół p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP pochodzi z końca XIII w., zbudowany z kamienia łamanego, w stylu romańsko – gotyckim, przebudowywany kilkakrotnie w okresie XV-XVII w. (m.in. dobudowano wieżę), ma prostokątną nawę przykrytą drewnianym stropem i węższym prezbiterium przykrytym sklepieniem żebrowym. Najcenniejszym elementem wyposażenia jest kamienna chrzcielnica z około 1140 r., neogotycki drewniany ołtarz oraz prospekt organowy z XIX w. Otoczony jest kamiennym murem w którym zachowały się kamienne epitafia, tablice nagrobne, a także jeden z największych krzyży pokutnych o wymiarach 222×73 cm. Cmentarz przykościelny datowany jest na 2 poł. XIII w.

We wsi zachowały się ruiny spalonego w 1945 r. barokowego pałacu. Pierwotny, renesansowy dwór obronny otoczony fosą, został wzniesiony pod koniec XVI w. przez ówczesnego właściciela von Gersdorfa na miejscu dawnego grodziska. Następnie w XVIII w. przebudowano go na barokowy pałac, który w XIX w. otrzymał swój neorenesansowy wygląd. W 1830 r. pałac przechodzi na własność Manfreda von Richthofena, podróżnika, kolekcjonera, który zgromadził w pałacu dużą kolekcję dzieł sztuki i zbiory etnograficzne z całego świata. Zasadził on w przypałacowym parku i oranżeriach dużą ilość egzotycznych roślin, a dla swojej żony (szwedzkiej aktorki) wybudował w parku basen kąpielowy. Pod koniec II wojny światowej gościł tu przez tydzień gubernator Hans Frank, przywożąc ze sobą kolekcję dzieł sztuki zrabowaną na Wawelu i muzeum Czartoryskich.Sichów,ruiny pałacuW parku zachowała się ruina mauzoleum z XIX w. Park pierwotnie był ogrodem gospodarczym, który powstał w XVII w., a dopiero w 1889 r. został przekształcony w park z elementami romantycznymi. Z tego też okresu zachowały się najstarsze drzewa – platany, buki, dęby i lipy. Graby tworzące aleję służyły jako promenada spacerowa. W latach 1907-1909 drzewostan parkowy został wzbogacony o nowe drzewa, głównie iglaste. Z tego okresu pochodzi aleja kasztanowców wyznaczająca wjazd do rezydencji. W parku rośnie tulipanowiec będący najgrubszym osobnikiem tego gatunku w Polsce, o obwodzie 470 cm. Drzewa znajdujące się w parku uznane zostały za pomniki przyrody. Aleja lipowo – kasztanowa składa się z 83 lip i 68 kasztanowców. Od 2011 r. podczas „Święta Tulipanowca” mieszkańcy zapoczątkowali nową tradycję corocznego sadzenia drzewka tulipanowca. Pomysł ma ideę zapewnienia walorów przyrodniczo – krajobrazowych. Pałac obecnie jest własnością prywatną, ogrodzony siatką i grozi zawaleniem. Sam park ogrodzony jest pozostałościami kamiennego muru i jest terenem zaniedbanym. Przez park i w pobliżu ruin pałacu przepływa potok Gajka.Schilfberg.Odsłonięcie bazaltów pod szczytemKierując się niebieskim szlakiem na południe od pałacu i parku, dotrzeć można do Krzyżowej Góry 258 m n.p.m. oraz bliźniaczej góry Trzcina (Schilfberg) 251 m n.p.m., będących bazaltowymi wzgórzami. Zbocza tej drugiej porośnięte są lasem liściastym, w którym rozrzucone są liczne głazy bazaltowe. Na jej szczyt wprowadza ścieżka dydaktyczna, niestety brak jest jakichkolwiek informacji na jej trasie czego ma ona dotyczyć. U szczytu znajduje się odsłonięcie bazaltów, stary łom. Sam szczyt posiada zagospodarowanie w postaci płaskiego plateau, ogrodzonego murkiem na planie koła, na które wprowadzają kamienne schody. Remont plateau był przeprowadzony w 2004 r wraz z ustawieniem nań stalowego krzyża. Na  szczycie znajduje się ograniczony, poprzez korony drzew, punkt widokowy na północ. Przy drodze gruntowej prowadzącej u stóp góry Trzcina (od wschodu) w kierunku kolejnego wzgórza, znajdują się pozostałości rozszabrowanego cmentarzyka Richthofenów, z pozostałym i ocalałym jednym słupkiem grobowym. Niegdyś znajdowało się w tym miejscu 12 płyt nagrobnych. Warto też odwiedzić starą nekropolię na północ od wsi (obok nowego cmentarza), zlokalizowaną przy drodze Sichów – Sichówek. Na cmentarz wprowadza od drogi, przez pozostałości bramy, aleja drzew będąca niegdyś główną. W chwili obecnej jest on zaniedbany i zarośnięty, a kilka pozostałych tablic nagrobnych w większości jest zdewastowanych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Grangia cysterska w Winnicy

przez , 27.gru.2013, w Zabytki

Winnica położona jest na południowy zachód od Legnicy, nad rzeką Nysa Szalona. Grangia (folwark,spichlerz) cysterska w Winnicy to zabytek położony na Europejskim Szlaku Cystersów. Jej odcinek to zaledwie fragmentem wielkiego szlaku kulturowego. Pierwsze opactwo cysterskie na Śląsku powstało w Lubiążu w 1163 r. W roku 1177 Winnica jak i podobnie pobliska wieś Słup, zostały przekazane przez Bolesława Wysokiego (za przyzwoleniem Mieszka III Starego) zakonowi cystersów z Lubiąża. W 1202 r. książę Henryk Brodaty ufundował tu cystersom oddzielny folwark – grangię, zaś w 1217 r. przy folwarku powstała osada wiejska, która w 1316 r. została odkupiona od Bolesława III Rozrzutnego przez opata lubiąskiego Rudolfa. Podczas wojen husyckich w XV w., Winnica, podobnie jak Słup, została spalona. Odbudowana, przeżywała swój ponowny rozkwit w XVII i XVIII w. dzięki staraniom opatów Nitschego i Brzucha. Powstały nowe zabudowania dworskie, a Winnica stała się  prepozyturą klasztoru lubiąskiego.

Winnicka grangia miała w swoim składzie: dom zakonników, kuźnię, cegielnię, dwa młyny wodne, browar, gorzelnię, budynki gospodarcze, park i ogrodowy belweder. Wzrost znaczenia Winnicy spowodowało nadanie jej w 1784 r. statutu gminy. Okres wojen napoleońskich przyniósł zniszczenie i zagładę wielu wspólnot zakonnych w tym również cystersów. W wyniku zwycięskiej kampanii Napoleona, Prusy zostały pokonane i zobowiązane do wypłacenia wysokiego odszkodowania wojennego. W celu zaspokojenia żądań francuskich, władze pruskie postanowiły w roku 1810 upaństwowić mienia śląskich klasztorów. Po sekularyzacji dóbr zakonnych winnicki folwark prowadzi jeszcze przez dwa lata miejscowy proboszcz, a następnie w 1812 r., odkupił go w drodze licytacji lubiąski kancelista Carl Josef Otto. W połowie XIX wieku majątek stał się własnością Marii Luizy Pauliny Hohenzollern – Hechigen.W skład jej posiadania wchodziły wówczas min: pałac z parkiem, cześć gospodarcza, kuźnia, dwa młyny wodne, cegielnia, browar i gorzelnia. Pozostając we władaniu tej rodziny do 1945 roku. W trakcie II wojny światowej zabudowania pocysterskie uległy znacznym zniszczeniom. Do dnia dzisiejszego zachowały się zabudowania mieszkalne i gospodarcze, m.in. dom zakonników z XVIII w. (w ruinie), budynki gospodarcze, mieszkalne, kuźnia oraz ruiny ogrodowego belwederu.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , więcej...

Legenda o Białej Damie w Kamieńcu…

przez , 19.gru.2013, w Legendy

Duch SydoniiGdy w XIV wieku po Śląsku podróżowała księżniczka Berendyna, trasa jej wojaży wiodła przez Kamieniec Ząbkowicki. Przyjechała tu wieczorem, więc nie chciała budzić braci klasztornych szykujących się już do snu w cysterskim klasztorze. Giermkowie rozbili obozowisko na pobliskim wzgórzu, w pobliżu klasztoru. Gdy wczesnym rankiem księżniczka wstała, ujrzała przepiękną krainę i pomyślała : „Tak tu pięknie, że na tej skale mógłby stanąć zamek. Chyba każę go zbudować”. Kiedy tylko pomyślała, usłyszała za sobą cichy, łagodny głos:

- Nie rób tego. Jeśli powstanie tu zamek, będą tylko waśnie i boje…

Księżniczka obejrzała się i nagle zauważyła we mgle, na zroszonej trawie, piękną kobietę w białych szatach, powoli rozpływającą się w tej mgle. Gdy później opowiedziała o tym zjawisku braciszkom klasztornym, opat wyjaśnił, że był to duch Herty, narzeczonej czeskiego księcia Bożywoja, która przypadkowo zginęła podczas jednej z potyczek. A książę, który bardzo ją miłował, pochował Hertę, na tym właśnie wzgórzu. Podobnie było, gdy książę ziębicki, który także obozował w tym miejscu, również zapragnął zbudować tu zamek. On także usłyszał cichy głos:

- Nie rób tego, bo będą właśnie i poleje się wiele krwi niewinnej…

Książę także odstąpił od pomysłu i zamek nie stanął w tym miejscu.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (2)

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Sztolnia GórzecKopalnia Rudolf udostępniała złoża rudy żelaza kilkoma sztolniami. Pierwsza z nich znajduje się na poziomie 276 m n.p.m. (opisywana w części pierwszej), ale do chwili obecnej zachowała się też druga, nie związana z tą kopalnią, na poziomie 373 m n.p.m. Aby do niej trafić należy kierować się „starą” drogą na prawo od szlaku (zielonego) prowadzącego kalwarią. Po około 100 metrach, na lewej stronie zbocza można odnaleźć stary, zawalony szyb, o średnicy i głębokości około 5 metrów. Kierując się dalej dochodzimy do rozwidlenia dróg, a potem w prawo, w dół do początku jaru. Następnie poruszamy się jarem w górę do sztolni nr. 2.Sztolnia Górzec (1)W jej pobliżu (dalej jarem ku górze, po około 50 m, po prawej stronie) znajduje się kolejna sztolnia nr. 3 – niestety zawalona, oraz sporych rozmiarów hałda. Sztolnia zagłębia się nie do wnętrza Górzca, ale w kierunku południowo-zachodnim, w zbocze bezimiennej góry, leżącej na zachód od niego. Jest 85-metrowej długości, wysokości średnio 2 m i szerokości 1,3 m (można się w niej swobodnie poruszać), wydrążona w łupkach. Po 10 metrach od wlotu natrafiamy na mały obryw skał ze stropu, a po kolejnych 50 metrach docieramy do pierwszego zawału (60 m od wlotu), po którego pokonaniu przez ciasny przełaz docieramy do obszernej komory eksploatacyjnej o szerokości około 6 m i wysokości 4 m, z nie usuniętym urobkiem zalegającym na spągu.Sztolnia Górzec (2)Znajduje się w niej interesująca struktura, kolorystyka i różnorodność ławic skalnych, mineralizacja. Często spotyka się żyły kwarcu z wyraźnymi kryształami dochodzącymi do 1 cm.Pokonując przez przełaz kolejny zawał, można dotrzeć do dalszej części chodnika, długości 16 m zakończonego zawałem (obryw kilkutonowego bloku, widoczny po wejściu do szczeliny, po prawej). Na spągu zalegają duże fragmenty skały (urobek, obrywy?). Na ścianach całego wyrobiska widoczne są ślady po otworach wiertniczych, drewniane „kotwy”, spróchniałe fragmenty stempli, otwory po poprzecznych prostokątnych belkach przy stropie (po prawej stronie na około 50 metrze), natomiast nie pozostały żadne ślady po torowisku lub podkładach dla wagoników.Sztolnia Górzec (4)Wielkość hałdy znajdującej się w jarze porównana z wielkością spenetrowanej sztolni nasuwa sugestię, że zawał odcina dostęp do sporej długości chodników. W związku z odmiennym kierunkiem przebiegu chodników, nie łączy się ona z wyrobiskami sztolni dolnej i została ona założona dużo wcześniej niż sztolnie kopalni Rudolf. Północne zbocza Górzca obfitują w ślady dawnej działalności górniczej w postaci różnego rodzaju zapadlisk, które mogą być pingami, szurfami ale też i zawalonymi szybami lub wejściami do innych sztolni. Nie brakuje także warp i hałd.Sztolnia Górzec (3)Pozostałości ciągną się od szczytu do jaru oraz na bezimiennym wzgórzu. Do penetracji sztolni wymagana jest odzież ochronna i źródło światła. Uwaga – niebezpiecznie! Częste i liczne odpadnięcia dużych fragmentów skał ze stropu i ścian. Możliwość zawalenia się komory i chodnika za nią. Miejsce zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (1)

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Sztolnia RudolfGórzec (Hessberg) to bazaltowe wzgórze o wysokości 445 m n.p.m. koło miejscowości Męcinka. W XIII wieku na szczycie znajdował się niewielki zamek, otoczony suchą fosą. Przypuszcza się, że była to wzniesiona przez Henryka Brodatego w 1238 roku twierdza Heinrichsburg. Od połowy XIII wieku góra jak i obszar Mniszego Lasu należał do Cystersów z Lubiąża. W 1740 roku wytyczono tak zwaną Drogę Kalwaryjską wzdłuż której ustawiono 14 kapliczek wykutych w piaskowcu, a na ruinach zameczku wzniesiono kaplicę pielgrzymkową. Po sekularyzacji zakonu w 1810 roku u podnóża Górzca powstała pustelnia w której zamieszkał mnich z Lubiąża, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr ukrytych gdzieś na stokach. Tyle historii z której ta góra jest znana, bo posiada też ona swoje tajemnicze wnętrza.Sztolnia Rudolf (1)W pobliżu drogi prowadzącej na Kalwarię, tuż koło miejsca odpoczynku z ławeczkami nieopodal pasieki, znajduje się wejście do Sztolni Rudolf (276 m n.p.m.) w której eksploatowano rudę żelaza – hematyt. Początki górnictwa na Górzcu są datowane na XVII wiek, a trwały do 1942 roku. Wobec niewielkich dochodów często zostało zarzucane, to znów wznawiane z różnym powodzeniem. W okresie przed II Wojną Światową przy eksploatacji pracowało około 25 ludzi, na 3 zmiany po 8 godzin. Do 1941 roku kierownikiem kopalni był sztygar Prenzel, a następnie Reimann z Wałbrzycha. Kierownikiem zmiany był Martin Bluemel z Pomocnego. Sztolnia zagłębiała się w górę na ponad 900 metrów na trzech poziomach. Szyb wydobywczy można odnaleźć kierując się drogą leśną (na prawo od szlaku kalwaryjskiego przy dwóch dużych drewnianych krzyżach) po około 100 metrach, po lewej stronie, na zboczu. W chwili obecnej ma on średnice i głębokość około 5 metrów. Winda wyciągowa (Foerderkorb) działała do 1942 roku obsługiwana przez Rudolfa Leifera. Kompresor znajdował się na hałdzie, a wszystkie urządzenia, w tym młoty wiertnicze były napędzane sprężonym powietrzem.Sztolnia Rudolf (2)Eksploatację prowadzono zakładając na 4 metrach kwadratowych 12 otworów, głębokich na 1,5 metra i odstrzelano donaritem. Dym i pył był odprowadzany na powierzchnię rurami, jak również rurami doprowadzano do wnętrza świeże powietrze. Urobek rozdrabniano młotami pneumatycznymi, ręcznie ładowano na wózki i wyciągiem wydobywano na powierzchnię. Przy jednej z takich prac strzelniczych zginął Georg Schiefer. Oświetlenie sztolni stanowiły lampy karbidowe. Do dziś zachowały się jeszcze pozostałości transformatora. W jarze na zachodnim stoku Górzca zachowała się jeszcze jedna sztolnia i pingi, nie związana z kopalnią Rudolf, ale o tym w kolejnej części.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...