Pod ziemią

Jaskinia Zbójecka Jama w Gorcach

przez , 01.lip.2017, w Pod ziemią

Otwór wejściowyJaskinia Zbójnicka Jama jest największą jaskinią Gorców. Położona jest na zachodnich zboczach Jaworzyny Kamienickiej 1288 m n.p.m. w masywie Gorców. Otwór wejściowy znajduje się w odległości około 800 metrów od Kapliczki Bulandy (1904 rok) ustawionej na polanie Jaworzyna Kamieniecka.
Wejście do jaskini nie jest łatwe, ponieważ za otworem wejściowym rozpoczyna się pionową studzienką o głębokości 3,5 metra. Otwór wejściowy zarówno jak i studzienka porośnięte są glonami i wątrobowcami. Jest jaskinią statyczną, zimą ciepłe powietrze wydobywające się z jej wnętrza topi śnieg w otworze wejściowym.

Od dna studzienki odchodzi szczelina o przebiegu NE-SW rozpoczynająca dalsze partie jaskini: w kierunku południowo – zachodnim i północno – wschodnim. Korytarze kończą się zawaliskami. Jest to jaskinia osuwiskowo – szczelinowo – zawaliskowa, z widoczną wewnątrz infiltracją wody. Powstała najprawdopodobniej w tracie tworzenia się osuwiska, w jego początkowym etapie, w piaskowcach magurskich. Pierwsza udokumentowana wzmianka o Zbójnickiej Jamie pochodzi z 1914 roku – wspominał o niej popularyzator Beskidów i Gorców Kazimierz Sosnowski. Podczas II wojny światowej była schronieniem dla miejscowych partyzantów. Do 2003 roku jej oficjalna długość wynosiła 25 metrów i głębokość 3,5 metra, a jedyny dotąd plan jaskini pochodził z 1951 roku i został opublikowany między innymi w inwentarzu jaskiń K. Kowalskiego.Wnętrze Zbójeckiej JamyW sierpniu 2003 roku grotołazi ze Speleoklubu Beskidzkiego (w składzie: M. Dudzik, A. Kapturkiewicz, T. Mleczek, B. Szatkowski, A. Szebla) dokonali nowej inwentaryzacji (pomiarów) jaskini i kartowania, ponieważ najprawdopodobniej jako ostatnia z beskidzkich jaskiń nie posiadała aktualnego planu. Grotołazom po częściowym odgruzowaniu zawalisk udało się również odnaleźć i skartować 23 metry nowo odkrytych partii, co prawie podwoiło jej długość.
Obecna długość jaskini Zbójnicka Jama wynosi 48 metrów, a deniwelacja 12 metrów (-11,0 m/+1,0 m).

Na temat jaskini krążą różne legendy. Jaskinię i jej okolice mieli upodobać sobie pankowie – ziemne duchy z naroślami na twarzach. Według kolejnej, korytarze jaskini miały rozciągać się pod całymi Gorcami, a sprawdzić to mieli juhasi, którzy wpuścili do wnętrza kozę, a ta umorusana wyszła pod Mogielicą 1171 m n.p.m. w Beskidzie Wyspowym. Następna z nich mówi o ukrytych w niej przez Tomasza Chlipałę – Bulandę, legendarnego gorczańskiego bacę, znachora i czarownika, niezliczonych kosztownościach, zgromadzonych w trakcie długiego życia. W okolicach jaskini i na polanie Jaworzyna Kamieniecka, przez ponad 50 lat wypasał owce i woły. Legenda podaje, że z bacówki zszedł w wieku 100 lat, zawdzięczając znakomite zdrowie recepturze na napój szczęścia i długowieczności.

Ostatnia legenda mówi o wykorzystywaniu jej jako kryjówki przez gorczańskich zbójników (stąd pochodzi nazwa) i skrytych w niej łupach.  W XVIII wieku ukrywać się tutaj miał (jak i na zboczach Mogielicy) znany beskidzki zbójnik Józef Baczyński wraz ze swoim kompanem Świstakiem. Podobno zrabowane przez niego skarby miały znajdować się w jaskini lub w okolicznym lesie, a przez kilka lat strzegła ich kochanka Baczyńskiego. W okolicach podobno straszy odrąbana głowa zastępcy herszta zbójników. Ponieważ przewyższał on zdolnościami herszta, ten podstępnie go zabił, a głowę wyrzucił do jaru. Według podań, gdy ktoś ją znajdzie, to ona i tak powróci na swoje miejsce, tak bowiem jest przywiązana do Jaworzyny.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Rycerska w Dzikowcu Wielkim

przez , 15.lut.2016, w Pod ziemią

Sztolnia Rycerska (1)Sztolnia Rycerska, nazywana również Sztolnią Wodną (Wasserstollen) zlokalizowana jest na północno – wschodnim zboczu góry Dzikowiec Wielki (GrossWildberg) 836 m n.p.m., znajdującej się na południe od miejscowości Boguszów-Gorce. Aby do niej dojść należy kierować się z betonowego parkingu za przejazdem kolejowym z dzielnicy Boguszowa, Kuźnic Świdnickich, leśną drogą kilkaset metrów do skrzyżowania z kolejną drogą (przy platanie), a następnie skręcić w prawo i po około 60 metrach (przed pierwszą przepływką pod drogą) skręcić w lewo, w leśną ścieżkę, która po około 200 metrach doprowadza wprost pod wlot sztolni. Wlot znajduje się na wysokości 652 m n.p.m. Przed wlotem sztolni znajdują się ceglane pozostałości budynku, a po prawej stronie wylot Źródła Rycerskiego – RitterQuelle. Znajduje się tam również studzienka z wybijającą wodą i widoczne fragmenty ceramicznych rur. Wydajność źródła miała wynosić 400 l/min.Wejście do sztolniDrążenie sztolni rozpoczęto w maju 1938 roku (według innych źródeł w styczniu 1941 roku), a ukończono w maju 1942 roku. Do sztolni prowadzi obetonowane wejście w którym znajduje się studzienka łącząca się z właściwym ujęciem wody zlokalizowanym 50 metrów niżej, w dół od hałdy powstałej w wyniku składowania wydobytego materiału skalnego podczas drążenia sztolni. Nie przypadkowo wybrano miejsce jej wydrążenia, bowiem masyw Dzikowca Wielkiego jak i Gór Kamiennych zbudowany jest ze skał mających dużą przepuszczalność wody – melafirów i porfirów, co powoduje szybkie jej przenikanie przez grunt pozostawiając go suchym, a sztolnia pozwalała na szybkie i łatwe ujmowanie czystej wody. Według niektórych opracowań miała być ujęciem wody dla Kuźnic Świdnickich, chociaż spotyka się też wątki o rzekomym wykorzystaniu jej w 1945 roku przez Niemców jako miejsce ukrycia depozytów.Sztolnia Rycerska (2)Za wejściem sztolnia ma łukowaty profil obudowany betonowymi bloczkami. Chodnik ma wymiary 180 x 90 cm i prowadzi wśród najbardziej wodonośnych warstw skał. Na spągu zalega ceramiczna rura. W początkowym odcinku znajdują się dwa niewielkie odgałęzienia po lewej i prawej stronie. Jest to najdłuższy obudowany odcinek sztolni. Po około 100 metrach obudowa kończy się, a dalej chodnik sztolni prowadzi na przemian w litej skale lub w obudowie z bloczków. W całej sztolni obudowanych odcinków jest siedem.
Obudowa stosowana była w miejscach gdzie struktura skał jest nieco słabsza. W kilku miejscach brak jest w ścianach bloczków, a za nimi znajdują się komory. W sztolni znajduje się jeden przebity zawał na końcu jednej z obudów. Po 250 metrach sztolnia zwęża się, a infiltracja górotworu przez wodę jest znaczna, strumienie wody leją się ze stropu, głównie na rozwidleniu i w obszerniejszej komorze, a to za sprawą chodników znajdujących się poziom wyżej.Kamionkowa ruraW tym miejscu różnica poziomów (od wlotu) wynosi +6,3 m, niewyczuwalnego wznoszenia się pod kątem w czasie penetracji.
Od komory w prawo prowadzi chodnik, a z niego w lewo dwa krótkie wyrobiska zakończone przodkami. W pierwszym o ocios oparta jest stalowa płyta, która zapewne zapewniała ochronę pracującym tu ludziom przy odstrzale skały. Środkowy chodnik prowadzi na drugi poziom do tak zwanego „labiryntu”, do którego wejście zostało zamaskowane krótką obudową z bloczków. Wejście prowadzi ciasną szczeliną nad obudową, a za nią znajduje się stroma pochyłe wejście na poziom drugi, położony około 10 metrów wyżej. W tym miejscu często dochodzi do osuwania się luźnych fragmentów skał. Na końcu pochyłego wejścia znajduje się wysoka i wąska szczelina, a na spągu pozostałości drewnianej obudowy, stojaków i drabinek oraz żelazne płyty najprawdopodobniej ułatwiające transport materiału skalnego.Mineralizacja w Sztolni RycerskiejW bocznym korytarzu widoczna jest woda uciekająca przez spąg na niższy poziom. Górny poziom zakończony jest czterema przodkami i ma łączna długość około 80 metrów. Na spągu komory zalega dużo nie wydobytego materiału skalnego. Od komory, główny chodnik prowadzi jeszcze przez około 50 metrów i kończy się przodkiem na wysokości 659 m n.p.m., gdzie prace miano zakończyć w dniu 9 maja 1942 roku. W całości wyrobiska woda na spągu nie przekracza głębokości 30 cm. W sztolni znajduje się jeszcze kilka innych chodników ukrytych za betonowymi bloczkami obudowy oraz nad obecnym głównym chodnikiem. Po zakończeniu drążenia sztolni w maju 1942 roku opiekę nad nią miała przejąć organizacja Todt i prowadzić w niej dalsze prace, w trakcie których między innymi zamurowano wejście do wyższego jej poziomu, tak zwanego „labiryntu”, betonowymi bloczkami oraz prowadzić inne prace w jej okolicach, co mogą potwierdzać ślady w terenie widoczne do dnia dzisiejszego.Obudowa sztolni i infiltracjaOkoło 100 metrów na północ od Sztolni Rycerskiej znajduje się wlot do kolejnej sztolni nazywanej potocznie Sztolnią Rycerską II, a pomiędzy nimi zasypany szybik. Istnieje relacja więźnia z obozu Gross-Rosen, Jana Grodzickiego, który został przewieziony w okolice Kuźnic Świdnickich w 1941 roku i pracować przy drążeniu sztolni. W zeznaniach złożonych po wojnie przed prokuratorem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu podał, że został zapędzony do robót przy drążeniu sztolni na północnym stoku góry Dzikowiec, w miejscu gdzie bezpośrednio ze skał tryskało źródło:

„Najpierw wbijaliśmy się w głąb góry na odległość około dwustu metrów, a następnie wykuwaliśmy coś w rodzaju labiryntu na dwóch poziomach. Przy czym, aby nikt z nas nie zapamiętał rozmieszczenia tych sztolni, przerzucano nas z poziomu na poziom”.Końcowy odcinekMusiał on pracować w końcowej części sztolni, przy „labiryncie” lub na dwóch poziomach wyrobiska – według zachowanych planów wynika, że prace w tym miejscu prowadzono po grudniu 1940 roku. Tym samym większa część chodników sztolni nie została wykonana przez więźniów obozu Gross-Rosen (ten powstał w sierpniu 1940 roku). W chwili obecnej znane są dwa wykonane plany sztolni, jeden wykonany przez mierniczego Friekego (styczeń 1942). Jeden z nich przedstawia sztolnię z bocznymi chodnikami i drugim poziomem nazywanym „labiryntem”, ujęciem wody oraz szczegółowym przebiegiem i długością chodników. Drugi z planów, wykonany w styczniu 1942 roku stanowi kopię pierwszego rozszerzoną o takie szczegóły jak wysokości bezwzględne poszczególnych fragmentów wyrobiska, dokładne dane geologiczne o warstwach skalnych w których wydrążono sztolnię i daty drążenia poszczególnych jej odcinków.8Z dat umieszczonych na mapie wynika, że informacje o warstwach geologicznych wewnątrz sztolni musiano pozyskać już w 1939 roku, a inne dokumenty mówią, że do 1941 roku wyrobisko było już wydrążone prawie w całości. Pierwszą datą, która pojawia się na planie (w odległości 20 m od wlotu sztolni) jest 26 września 1938 roku. Do tego dnia miano wykonać około 60 m chodnika z 38-metrowym bocznym chodnikiem w prawym ociosie. Całkowita długość poznanych wyrobisk Sztolni Rycerskiej na poziomie 1 i 2 wynosi około 410 metrów. W sztolni schronienie znajduje kilkadziesiąt gatunków nietoperzy – jest miejscem ich zimowania, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnie w Mieroszowie

przez , 15.wrz.2015, w Pod ziemią

Początek bocznego chodnikaProlog
Przez okres 70-ciu lat od zakończenia II wojny światowej na temat mieroszowskich sztolni i podziemi powstało wiele teorii, domysłów i spekulacji, dotyczących zarówno historii ich powstania i przeznaczenia, na docelowym wykorzystaniu kończąc.
Spekulowano na przykład o przyszłym wykorzystaniu ich na potrzeby przemysłu zbrojeniowego ściśle związanego z sowiogórskim kompleksem Riese, czy też uwzględniano często wątek ukrycia w ich rozbudowanych wnętrzach depozytu gauleitera Dolnego Śląska, Karla Hanke.
Wszystkie te teorie nieodzownie związane były z brakiem dokumentacji ich budowy i przeznaczenia.
Co tak na prawdę o nich wiadomo?
Istnienie trzech sztolni na zboczach Kościelnej Góry jest niezaprzeczalne. Ich wloty do chwili obecnej widoczne są w terenie.

Obozy pracy
Historia powstania sztolni i podziemi mieroszowskich ściśle powiązana jest z istniejącą tutaj w okresie II wojny światowej filią obozu koncentracyjnego Gross Rosen w Rogoźnicy – AL Friedland, utworzonego dość późno, bo 8 września 1944 roku, w odległości około kilometra od centrum miasta. Niewiele wiadomo na temat samego działania obozu, gdyż nie zachowało się zbyt wiele dokumentów mówiących o jego funkcjonowaniu.
Według danych z 16 lutego 1945 roku przebywało w nim 570 więźniów (mężczyzn, głównie Żydów), przewiezionych z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Podobóz został zlikwidowany z dniem zakończenia wojny, z 8/9 maja 1945 roku. Wiadomo również, że podczas wojny w Mieroszowie funkcjonował drugi obóz, tak zwany Polenlager, będący obozem dla polskich robotników przymusowych.

W lutym 1945 roku przez Mieroszów przebiegał szlak pieszych transportów więźniów z obozu KL Riese do Czech, a docelowo do obozów KL Flossenbürg i KL Bergen Belsen. Uczestnicy tych „marszów śmierci” zatrzymywani byli na noc w AL Friedland i w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Ci, którzy zmarli zostali pochowani przez więźniów AL Friedland. Niektóre ze źródeł („Przewodnik po upamiętnionych miejscach walk i męczeństwa. Lata wojny 1939 – 1945″, Warszawa 1988, str. 776) podają, że na cmentarzu miejskim w Mieroszowie znajdują się mogiły jeńców wojennych. Można domyślać się, że również więźniów z obozu.
Wracając do AL Friedland… Więźniowie z tego obozu pracowali głównie w miejscowych zakładach koncernu VDM i „Fritz Schubert”. Wykorzystywani byli także do drążenia chodników sztolni, które zaczęły powstawać pod koniec 1944 roku.Pomik ku pamięci więźniów Gross  KL RosenDla upamiętnienia niewolniczo pracujących i tragicznie zmarłych więźniów AL Friedland, w Mieroszowie przy ul. Wałbrzyskiej ustawiono pomnik:
„AL Friedland /Mieroszów/
08.09.1945 – 09.05.1945
Pamięci 515 więźniów filii obozu Gross Rosen”,
projektu i wykonania artysty – plastyka Stanisława Olszamowskiego.

Spekulacje
Na początku lat 40-tych XX wieku produkcję zakładów przemysłowych w Mieroszowie ukierunkowano na potrzeby wojenne, a pod koniec 1944 roku rozpoczęto tu budowę jakiegoś tajemniczego podziemnego obiektu.
Różne przekazy pochodzące z wielu źródeł mówią, o kilku ukrytych wejściach do podziemi na terenie Mieroszowa, ale nikt nie wie, jak bardzo rozbudowany ma być ich kompleks, jaka jest prawdziwa długość sztolni i korytarzy.
Mówi się o drugim „podziemnym mieście Mieroszów”, w którym miano produkować samoloty myśliwskie oraz pociski typu V-1 i V-2.
Krążyły też swego czasu pogłoski jakoby Mieroszów był skażony promieniotwórczo, w związku z tajemniczymi wydarzeniami, które miały mieć w nim miejsce, w okresie dwóch ostatnich miesięcy II wojny światowej, a rejon ten zamierzano przekształcić w centrum naukowo – badawcze na wzór amerykańskiego Los Alamos.Skarpa w której znajdują się wejścia do sztolniW książce „Księstwo SS”, dr Jacek Wilczur (były pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce) przedstawił Mieroszów jako miejsce, w którym Niemcy przygotowywali się do produkcji broni atomowej i miał on stanowić część wielkiego ośrodka atomowego III Rzeszy.
Kolejny autor pozycji o kompleksie Riese, Jerzy Cera, w „Tajemnicach walimskich podziemi”, pisze o rzekomych próbach wzbogacania tu ciężkiej wody sprowadzanej z Norsk Hydro. Mariusz Aniszewski w „Podziemny świat Gór Sowich” nadmienia o „zakładach wzbogacania ciężkiej wody w Mieroszowie”. Ciężka woda czyli deuter nie wymaga wzbogacania, gdyż jest produktem końcowym. Prawdopodobnie chodziło o zakłady wzbogacania rudy uranowej.
Rozważano też możliwość budowy przez Niemców obiektów pod rozwijający się przemysł nuklearny, różnego przeznaczenia laboratoria, zakłady wzbogacania rudy uranowej czy też naukowo – techniczne schrony przeciwlotnicze.

Kościelna Góra
Zbudowana z latytów, góruje nad miastem od zachodu. W połowie XVIII wieku, w czasie gdy Mieroszów zaczął znacznie się rozwijać, została zauważona jako teren pod rekreację. Mieszkańcy, zgodnie z ówczesnymi trendami, rozpoczynają wyruszać na górskie szlaki. Prawdziwe jej ożywienie przypadło na koniec XIX wieku, gdy właściciel mieroszowskiego hotelu „Elsner” wybudował na niej restaurację. W 1894 roku wybudowano na nią drogę, zapoczątkowując jej zabudowę i wytyczanie ścieżek. Następnie przekształcono ją w piękny park, w którym mieszkańcy spędzali wolny czas.
W XVIII i XIX wieku na południowym krańcu góry funkcjonował młyn papierniczy, a po 1835 roku gdy wprowadzono do produkcji papieru maszyny, młyn traci na wartości. W 1890 roku zostaje strawiony przez pożar, zgliszcza rozebrane (do dziś widoczne są pozostałości fundamentów).Stok Kościelnej Góry w którym wydrążono sztolnieW 1918 roku po zakończeniu I wojny światowej, ku czci ofiar, na plateau ustawiono pomnik symbolizujący matkę opłakującą na swoich kolanach syna poległego w walce. Inna wersja mówi, że ma on podkreślać romantyczny charakter tego miejsca, związanego z legendą o parze nieszczęśliwych kochanków, mezaliansie. Bogaty ojciec dziewczyny miał zlecić zabójstwo jej biednego wybranka w miejscu ich potajemnych schadzek, a chwilę po, chłopak miał skonać na jej kolanach.

Okres przed wybuchem II wojny światowej był dla tego miejsca „złotym”. Górę odwiedzały setki turystów, podziwiający z przyległej do restauracji, drewnianej wieży panoramę okolicy. Widok był o wiele większy niż obecnie, gdyż wschodniego zbocza nie porastały drzewa. Cztery betonowe podstawy wieży można jeszcze odnaleźć w pobliżu fundamentów restauracji.
W czasach powojennych Kościelna Góra zaczęła tracić na swoim wyglądzie, zaczął pokrywać ją dziki drzewostan, zamieniając tym samym park w las. Plany jej rewitalizacji były różne i z różnym powodzeniem.
Obecnie jest to miejsce rekreacyjno – kulturalne Mieroszowian, z nową, drewnianą wieżą widokową, czynną od czerwca 2015 roku.

Sztolnie
Zlokalizowane są u podstawy południowego zbocza Kościelnej Góry (Kirch Berg) 545 m n.p.m.
Ich otwory znajdują się na wysokości 488 m n.p.m. (według niemieckiej Messtischblatt nr. 5363 z 1936 roku), po prawej stronie drogi prowadzącej do miejscowości Różana.
Aby do nich dotrzeć należy na skrzyżowaniu ulic Hożej i Żeromskiego skręcić w prawo (od ulicy Żeromskiego) w szutrową drogę okalającą od południa i zachodu Kościelną Górę. Po kilku metrach w zboczu uwidacznia się niewielkie wcięcie zakończone odsłonięciem skał (latytów), w którym znajduje się zawalone obecnie wejście do sztolni nr. 1. Niewielkim nakładem prac można je odgruzować, by dostać się do wnętrza, a za nim sztolnia pozostaje drożna. Idąc dalej szutrową drogą, po około 20 metrach widoczne jest kolejne wcięcie prowadzące do wlotu sztolni nr. 2, a po kolejnych 50 metrach do sztolni nr. 3. Wloty sztolni nr. 2 i 3 są również niedrożne, zlokalizowanie w zaroślach, stanowią dzikie wysypisko śmieci.Wlot sztolni nr.1Szutrowa droga okalająca Kościelną Górę (z której jest dostęp do sztolni) dawniej stanowiła trasę kolejki wąskotorowej, za pomocą której wywożono urobek ze sztolni.
Sztolnia nr. 1 ma około 25 metrów długości. Po 10 metrach od wlotu skręca pod kątem prostym w prawo.
Sztolnia nr. 2 ma długość około 75 metrów. Chodnik początkowo biegnie 10 metrów prosto, następnie pod kątem prostym skręca w lewo na 10 metrów, przez kolejne 40 metrów biegnie prosto i ponownie skręca pod kątem prostym w lewo na 15 metrów.
Wymiary wyrobisk (docelowe) to 4 metry szerokości i 2,5 metra wysokości. Na spągu zalega miejscami dużo niewydobytego urobku oraz rumosz odpadniętych ze stropu i ociosów fragmentów skał.
Należy zauważyć, że wyrobiska są obiektami nieukończonymi, pozostawionymi we wstępnej fazie ich drążenia i nie będącymi obiektami związanymi z dawnym górnictwem rud metali.
Niektóre przekazy mówią, że wszystkie wyrobiska mają się łączyć w jednym miejscu, w samym centrum góry.Sztolnia w MieroszowieEpilog
Poprzedni samorządowcy z Mieroszowa, za kadencji burmistrza Andrzeja Laszkiewicza chcieli podjąć się rozwiązania „podziemnej tajemnicy”. Przez krótki okres czasu noszono się z zamiarem udostępnienia sztolni jako atrakcji turystycznej. W planach miano podjąć się wykarczowania okolic wejść jak i odgruzowania ich, a następnie ustalenia rozległości kompleksu i opracowania planu przekształcenia go w trasę turystyczną.
Gmina zamierzała na ten cel pozyskać środki finansowe między innymi z Unii Europejskiej.
Za sprawą Bogdana Rosickiego (który realizował podobne projekty między innymi na Włodarzu i w Walimiu) zaczęto uważać, że mieroszowskie podziemia mogą być jedną z największych tego typu „konstrukcji” na świecie, większą nawet od kompleksu Riese.Sztolnia w Mieroszowie (1)Władze gminne zostały zmienione, a plan udostępnienia sztolni nie został do chwili obecnej wcielony w życie. Nie wiadomo też jakie są zapatrywania na ten pomysł obecnego burmistrza Marcina Raczyńskiego.
Aby dostać się do mieroszowskich podziemi wystarczy podnieść właz jednej ze studzienek na terenie miasta i zapuścić się do jej wnętrza. Którą? Analitycznym i spostrzegawczym poszukiwaczom odnalezienie jej nie nastręczy problemu. W okresie ostatnich kilku miesięcy (od czerwca 2015 roku) mieszkańcy mają kłopoty związane z dostawami wody do mieszkań. Borykają się z tym problemem do chwili obecnej (wrzesień 2015). Tłumaczone są one wieloletnimi zaniedbaniami sieci wodociągowej, awariami pomp, suszą, itp.
W podziemiach jest jej jednak sporo…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth

przez , 01.cze.2015, w Pod ziemią

Czaszka ludzkaDo XIX wieku potop był jedyną dopuszczalną przez kościół teorią tłumaczącą przemiany, jakim ulegała Ziemia oraz odkrywane skamieniałości dawnych organizmów. Pomimo, że zaczynały się już wielkie dni geologii i paleontologii, okres w którym te nauki wyszły z wieku dojrzewania i przeszły wręcz burzliwy rozwój, wielu badaczy nie mogło się zdobyć na zrezygnowanie z biblijnego opisu stworzenia jako źródła poznania.
Teza o potopie wywoływała wielki rozkwit kolekcjonerstwa, przyczyniając się tym samym do powstania wielu znakomitych dzieł. Równolegle jednak stawała się stopniowo coraz skuteczniejszym hamulcem dla dalszych badań. Nim jednak inne teorie i metody zastąpiły hipotezę o wielkiej powodzi, udało się pewnemu teologowi odkryć obok innych przedpotopowych istot także pierwszego prawdziwego człowieka z pradawnych czasów.
Wśród kolekcjonerów i badaczy jaskiń tamtych czasów znajdowało się wielu teologów, których musiała w szczególny sposób nęcić możliwość poznania wyglądu świadków potopu oraz przekonania się, w jakim stopniu potwierdzają oni biblijną Księgę Rodzaju.

Nawet później, gdy pogląd dyluwialistów został już dawno obalony, księża pozostali wierni badaniom paleontologicznym – teraz nie chodziło im już o powódź ze Starego Testamentu, lecz o „źródło” pochodzenia człowieka. Wielu badaczy, takich jak między innymi Bourgeois, Teilhard de Chardin, Hugo Obermaier czy Henry Breuil, zapisało się na zawsze w historii paleontologii i prehistorii.
Jeden z wczesnych poprzedników tych „badaczy w sutannach”, którzy entuzjazmowali się paleontologią, podjął się w 1774 roku eksploracji jaskini w pobliżu Gailenreuth (frankońska Szwajcaria) i zbierania w niej kopalnej kości słoniowej. Nie wiadomo do jakiego stopnia proboszcz Johann Friedrich Esper (1732 – 1781) był wiernym zwolennikiem teorii potopu, stwierdzono tylko, że gdy natknął się w jaskini na rozmaite kości, nie uznał ich od razu za szczątki zatopionych w czasie potopu zwierząt, lecz zastanawiał się nad nimi w sposób jak najbardziej racjonalistyczny. Czyżby to zwierzęta drapieżne zagrzebywały tu swoją zdobycz? A może ludzie wykorzystywali jaskinie jako miejsce gromadzenia padliny?Johann Friedrich EsperJak na duchownego były to aż nadto wystarczająco heretyckie rozważania. Ksiądz J.F. Esper od swych współczesnych różnił się ponadto jeszcze tym, że w sposób dramatyczny, ale bardzo dokładny opisywał swoje eskapady do jaskiń. Umiał wczuć się w swoistą i niepowtarzalną atmosferę podziemi jaskiń i oddać bardzo obrazowo uczucia ogarniające go, jako samotnego badacza:
Jeszcze nie dojdzie się do końca tych grobowców, a już powietrze staje się bardzo duszne. Jeśli spędzi się tu kilka godzin, nikt nie jest w stanie, mając nawet najlepszy materiał palny, rozniecić ognia. Nie wiem też, co to za szczególna woń unosi się z odzieży… Jeśli się nagle odłamie i rozbije jakąś kość, to często się zdarza, że nieprzyjemny i odurzający zapach uderza w nozdrza… Mimo to nikt, kto choć trochę jest ciekawy, nie zawraca, zanim nie dojdzie do końca„.
Esper czołgał się na brzuchu przez najwęższe przejścia w jaskiniach, wybierając wszędzie z mulistego gruntu (namuliska) kości i ich małe fragmenty.

W swej żywej fantazji wyobrażał sobie, w jaki sposób zginęły w jaskiniach te stworzenia, których szczątki odnajdywał:
Czy te gromady stworzeń żyły tu w pobliżu? Czy zginęły one w tym miejscu jedynie przez przypadek? A może to jakiś cudowny zbieg okoliczności spowodował nagromadzenie się ich szczątków we wspólnej mogile? Wyobrażałem sobie ich ostatnie chwile, myślałem o tych westchnieniach i wrzaskach, wśród których zmęczone i zbolałe oddały swe ostatnie tchnienie… Ze zgrozą myślałem o szalonym oporze tych potężnych kości przeciw temu zbiegowi okoliczności, który pozbawił je życia… Teraz na nich wszystkich ciąży ogromne milczenie„.
Im dokładniej Esper badał Jaskinię Gailenreuth, tym silniej dręczyły go stawiane samemu sobie pytania. Mówił o przypadku, o katastrofach, roztrząsał jeszcze inne różne przypuszczenia i hipotezy związane z pochodzeniem starych pokładów kości.
Początkowo sądził, że są to kości ludzkie, uważając Jaskinię Gailenreuth za starą jaskinię zbójecką, w której to zbójnicy mordowali i grzebali swoje ofiary.Czaszka pokryta polewą kalcytowąNastępnie badając dokładniej w późniejszym czasie odnajdywane kości, doszedł do wniosku i stwierdził, że ludzi o głowach i zębach tego typu nigdy nie spotykano na ziemi, zatem musiały to być (jak przez jakiś czas sądził) kości drapieżników takich jak wilki i hieny.
Czyżby jednak wilki i hieny wykorzystywały tę jaskinię jako wspólny grób? To wydawało mu się niemożliwe.
W końcu Esper stwierdził, że większość szczątków zwierzęcych w Jaskini Gailenreuth wykazuje uderzające podobieństwo do kości niedźwiedzia. Wprawdzie określił je jako szczątki niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos) żyjącego do dziś, podczas gdy w rzeczywistości należały one do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus), który zamieszkiwał tereny Europy w okresie plejstocenu około 300 tysięcy lat temu, wymierając pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 28 tysięcy lat temu. Nie pomniejsza to jednak wcale jego zasługi dla tego odkrycia, gdyż do czasów Espera szczątki niedźwiedzi jaskiniowych powszechnie uważano za resztki smoków lub innych potworów.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Z genialną przenikliwością jednak ten frankoński duchowny, który w dziedzinie anatomii i zoologii był zupełnym laikiem, wydał o tych pozornych „smoczych kościach” opinię, która już była tylko o włos od prawdy.
Człowiek, który miał odwagę stawiać pytania i rozważać możliwość powstania skamieniałości dzięki jeszcze innym zjawiskom oprócz biblijnego potopu, naturalnie nie był zaskoczony, gdy wreszcie natrafił na niewątpliwe, autentyczne szczątki ludzkie (!).
Esper odkrył najpierw w namulisku Jaskini Gailenreuth żuchwę ludzką, a później ludzką łopatkę. Po długich poszukiwaniach wykopał w końcu z mieszanym uczuciem radości i przerażenia nawet dobrze zachowaną ludzką czaszkę.
Zwolennicy szkoły Scheuchzera bez wahania przedstawiliby te znaleziska jako szczątki człowieka z czasów potopu. Esper jednak zastanawiał się. Szczątki człowieka bowiem leżały wspólnie z kośćmi zwierząt, których nie był w stanie zidentyfikować.
Leży tam być może chłop i jego zwierzę, może szlachcic i jego rumak, może jakiś człowiek dyluwialny, może kapłan celtycki lub chrześcijanin… Jak długo już spoczywacie, synowie ziemi ukołysani nicością? Wydaje się, że sam Stwórca użyczył wam pokoju…

Wielką zasługą Espera jest to, że zastanawiał się i nie przyjmował bezkrytycznie panujących wówczas poglądów. W końcu jednak akceptował teorię o potopie. Z jego rąk ujrzała światło dzienne odważna publikacja pt: „Wyczerpująca wiadomość o nowo odkrytych zoolitach”, w której na wielu tablicach zamieścił dokładne ilustracje znalezisk z Jaskini Gailenreuth, pisząc w niej tak o odnalezionych kościach:
Było was zapewne wielu. Nawet legiony, które podbijały obce kraje, nie pozostawiły po sobie nigdy tylu śladów swego pobytu. Ale kimże jesteście? Wydaje się, że fale, które unosiły arkę, nasunęły na was te kamienie grobowe…
Wydaje się… – zawsze jeszcze w formie pytania, przypuszczenia, gdyż Esper był wyznawcą i kierował się prastarą mądrością, według której powątpiewanie jest źródłem poznania.
Nie wiadomo, jakie formy ludzkie udało się Esperowi wykopać, gdyż „kości z Gailenreuth” zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Być może były to szczątki człowieka z neolitu lub kromaniończyka z młodszego paleolitu lub nawet neandertalczyka.Szczątki zwierząt pokryte polewa kalcytowaJohann Friedrich Esper ewidentnie wskazał drogę antropologom i historykom pisząc:
Jeśli w namulisku jaskini pogrzebane są kości przedpotopowych zwierząt wraz z ludzkimi, to człowiek ten musiał żyć w tym samym czasie, co i te zwierzęta„.
Tymczasem „człowieka dyluwialnego” Scheuchzera przestaje się traktować poważnie za sprawą  powiewu nowych wiatrów w dziedzinach naukowych.
We Francji między innymi, w środowisku naukowym, zaczyna toczyć się dyskusja nad genezą różnych rodzajów skał, a Ziemię zaczyna się porównywać do innych ciał niebieskich. Zaczynają również nabierać rozgłosu pierwsze teorie ewolucyjne. Pogląd biskupa Ushera, według którego Ziemia została stworzona około 4.000 lat temu, był od dawna przestarzały. W Paryżu zaś hrabia Buffon próbował na drodze eksperymentalnej wykazać, że wiek Ziemi wynosi około 75.000 lat.
W klimacie tak gwałtownego postępu nie interesowano się specjalnie przedpotopowym człowiekiem.

W związku z powyższym książka proboszcza J.F. Espera pozostała nie zauważona. Wprawdzie w 1804 roku anatom Johann Christian Rosenmüller ponownie przeprowadził badania w Jaskini Gailenreuth zwracając uwagę fachowców na odkrycia Espera, jednak w opinii uczonych proboszcz-badacz jaskiń był jedynie dla nich dyletantem.
Przypuszczano, że odnalezione przez niego kości ludzkie obsunęły się podczas nieprofesjonalnie prowadzonych prac wykopaliskowych do jego „niedźwiedziej jaskini” z jakiegoś starszego cmentarzyska. Tym samym sprawę odkrytych kości w Jaskini Gailenreuth uznano za zakończona dla nauki.
Teoria potopu ustąpiła teraz miejsca walce dwóch szkół naukowych, z których każda na swym sztandarze wypisała imię antycznego boga.
W centrum zainteresowania znalazł się prastary problem: który żywioł – woda czy ogień – były praprzyczyną wszystkiego, co istnieje na Ziemi.

(PZP)
GeoExplorer

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w Okrzeszynie

przez , 02.mar.2015, w Pod ziemią

Początek sztolniOkrzeszyn (Albendorf) to wieś położona w województwie dolnośląskim, w powiecie  kamiennogórskim,w gminie Lubawka, w tak zwanym „Worku Okrzeszyńskim”, nad rzeką Szkło,tuż przy granicy polsko-czeskiej. Udajemy się dzisiaj do tej małej uroczej miejscowości, aby stawić czoła kolejnemu wyzwaniu – XIX-wiecznej kopalni węgla. Uważa się że była ona częścią znajdującej się w bliskim sąsiedztwie dużej  kopalni węgla ,,Neue Gabe Gottes”. Wydobycie szło tu pełną parą jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku. Później na wiele lat mroczne chodniki kopalni zostały opuszczone. Wszystko zmieniło się w latach 50-tych kiedy to do wyrobisk kopalni zawitali przedstawiciele Zakładów Przemysłowych R-1 poszukujący rud uranu. Uran był potrzebny Związkowi Radzieckiemu do budowy bomby atomowej. Jednak mała ilość tego pierwiastka w złożu sprawiła, że zaniechano wydobycia. Po tym krótkim uranowym incydencie kopalnia ponownie została opuszczona i stan ten trwa do dnia dzisiejszego.Poziom 0. Chodnik głównySłowo się rzekło – jedziemy. Pakujemy do samochodu niezbędny sprzęt, trochę tak zwanego „szturmżarcia” na wypadek gdyby coś poszło nie tak…
Droga zajęła nam około 30 minut. Zostawiamy samochód na poboczu i kierujemy się do wlotu sztolni, który znajduje się blisko drogi. Tuż obok płynie rzeka Szkło przez którą się przeprawiamy i po kilkudziesięciu metrach stajemy przed dużym wejściem zapraszającym do wnętrza obiektu. Czas na zmianę garderoby, założenie kasków, sprawdzenie latarek i krótką naradę „wojenną”. Jeszcze ostatnie spojrzenie na słońce i wchodzimy. Pierwsze metry wyglądają dość stabilnie, jednakże wszystko się zmienia gdy dochodzimy do pierwszego skrzyżowania wyrobisk. Obudowa górnicza wygląda katastrofalnie, stropnice i stojaki rozleciały się zalegając na spągu krzyżując się pod różnymi kątami. Setki ton skał napierają na nas nie mając już żadnej podpory w postaci obudowy górniczej. W głowie zaczynają włączać się sygnały alarmowe jak w kokpicie uszkodzonego samolotu. To dobry znak że, instynkt samozachowawczy każe wycofać się jak najszybciej z tej mrocznej dziury. Sztuką (albo głupotą) jest wyłączyć te ostrzeżenia i brnąć naprzód, zachowując wielką ostrożność.Poziom 0Na skrzyżowaniu wybieramy chodnik idący w prawo, to on zaprowadzi nas do centralnej części kopalni. Po przedarciu się przez zniszczoną obudowę dochodzimy do miejsca w którym wyrobisko staje się szersze i wyższe. Jest nieobudowane, ale sprawia wrażenie dość stabilnego. W dali wyraźnie słychać płynącą wodę. Po chwili wszystko się wyjaśnia – woda zalewa niższy poziom kopalni. To tak zwany poziom -1. My jesteśmy na poziomie 0, niższy poziom znajduje się po prawej stronie, zalany jest po same uszy i niedostępny. Kierujemy się dalej na wprost. Przed nami duży zawał, możliwy jednak do sforsowania. Za nim znajduje się wyrobisko zalane wodą na około 40 cm. W świetle latarek widać, że sztolnia się rozwidla. Mozolnie brodząc w wodzie i mule eksplorujemy oba rozwidlenia, które kończą się przodkami z wyraźną żyłą węgla. Z jednego z nich bije małe źródełko z krystalicznie czystą wodą. Oddech staje się przyspieszony, powietrze wydaje się być jakieś gęste i ciepłe, co jest znakiem ,że atmosfera w tym miejscu nie nadaje się do oddychania. Wracamy do miejsca w którym woda zalewa poziom -1. Tam po prawej stronie biegną w górę trzy pochylnie (upadowe) wydrążone pod dużym nachyleniem i prowadzą do poziomów 1 i 2.

Ostrożnie na czworaka wspinamy się na poziom pierwszy. Nie jest to łatwe gdyż spąg pochylni jest bardzo gładki i na dodatek pokryty warstwą mokrego mułu. Wreszcie po tej karkołomnej wspinaczce docieramy na poziom 1 wydrążony równolegle do poziomu 0, jednakże z tą różnicą, że przekrój wyrobiska jest znacznie mniejszy, a długość o połowę mniejsza. Widać też wyraźnie, że stabilność chodnika pozostawia wiele do życzenia. Obudowa górnicza leży pokrzyżowana na spągu, duża ilość oderwanych odłamków skalnych ostrzega nas przed pracującym górotworem. Postanawiamy jednak eksplorować go do końca, a koniec ten to wyraźny przodek i pochylnia biegnąca w prawo do poziomu 2, która jest jednak zasypana – musiało tu ostro walnąć. Wracamy do pochylni, którą weszliśmy i nią właśnie wdrapujemy się na poziom 2. Wygląda on podobnie jak 1-ka, tyle tylko że praktycznie nie posiada obudowy, spąg sztolni usiany jest oderwanymi blokami skalnymi. Tu wszystko się sypie.

Dochodzimy do jak nam się wydawało przodka, jednak okazuje się, że to potężny zawał. Blok skalny o wadze wielu ton i o przekroju identycznym jak wyrobisko oberwał się ze stropu idealnie zagradzając nam dalszą drogę. Wygląda to niesamowicie, przypominając kamienne wrota, które zostały zamknięte z ogromną siłą przez matkę naturę. Wracamy do pochylni i na tyłkach zjeżdżamy na poziom 0. Kierujemy się w stronę wyjścia. Eksploracja zajęła nam około trzech godzin. Brudni i szczęśliwi z racji powrotu do świata żywych opuszczamy Okrzeszyn. Podsumowując naszą wyprawę mogę powiedzieć, że kopalnia jest niezwykła, wielopoziomowa – znajdziemy tu odcinki sztolni w obudowie górniczej, odcinki zalane wodą, przyprawiające o dreszczyk emocji pochylnie, relikty dawnego górnictwa w postaci chociażby świdrów górniczych. Jak długa jest kopalnia? Nie wiem, nie dotarłem do szczegółowych opisów, nie jest to też dla mnie aż tak ważne – ważne, że dostarczyła ogromnej ilości adrenaliny, a o to w tym wszystkim chodzi.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Daisy

przez , 09.lut.2015, w Pod ziemią

Autor we wnętrzu sztolniHistoria górnictwa węglowego w Wałbrzychu (Waldenburg) zaczyna się w XIV wieku. Pierwszy zachowany dokument dotyczący powstania pierwszej wałbrzyskiej kopalni węgla kamiennego pochodzi z 1366 roku. Wspaniała historia górnictwa Wałbrzycha kończy się w 1998 roku, kiedy to na powierzchnię wyjeżdża ostatni wagonik z węglem. W mrocznych czeluściach sztolni zapada cisza, której niestety zapewne nic już nie zakłóci. Natomiast historia górnictwa kruszcowego na terenie Wałbrzycha i okolic jest trochę młodsza i datowana na XVI wiek. Z tego właśnie okresu pochodzą zachowane dokumenty księstwa świdnicko-jaworskiego odnoszące się do eksploatacji żył kruszconośnych wokół masywu Chełmca. Do XVIII wieku eksploatowano tu między innymi ołów, srebro, arsen, nikiel, miedź i cynk.
Dzisiaj wybierzemy się do jednej z takich kopalń, XVIII-wiecznej kopalni srebra, zwanej Sztolnią Daisy zlokalizowanej w Lubiechowie (Liebichau), który jest dzielnicą Wałbrzycha.Wlot sztolni DaisySztolnia znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Samochód zostawiamy w pobliżu Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – od tego miejsca do sztolni jest około 800 m. Ale bardzo mylą się ci, którzy myślą, że sztolnie jest łatwo zlokalizować. Wchodzimy do lasu, po kilkudziesięciu metrach natrafiamy na sporą ilość niewielkich dziur wykopanych przez „biedaszybowców” – widać że chłopaki robili próbne wykopy sondując głębokość zalegania węgla. Idziemy dalej, poruszając się zygzakiem, aby skutecznie przeczesywać teren. Po godzinie trafiamy na wyróżniający się w terenie kamieniołom. No cóż,  kamieniołom to kamieniołom, nie to jest celem naszej wędrówki. Podchodzimy jednak bliżej, teraz dopiero zauważamy, że obok kamieniołomu pnie się w górę ledwo widoczna dróżka – zobaczymy gdzie nas zaprowadzi. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do drugiego jak nam się wydawało kamieniołomu i nagle naszym oczom ukazuje się wytęskniony widok – dwie czarne dziury zionące chłodem. A więc jednak udało się!Sztolnia DaisyW pośpiechu zakładamy kaski, sprawdzamy latarki i wchodzimy. Wejście do dolnej sztolni ma około metra średnicy, przez które z łatwością prześlizgujemy się, a za nim wyrobisko opada ostro w dół. Powoli krok za krokiem idziemy do serca tajemniczej Daisy. Świecąc latarką na wprost sztolnia wydaje się nie mieć końca, strop majaczy gdzieś wysoko niczym sklepienie katedry. Po chwili wszystko staje się jasne – jesteśmy w środku ogromnej komory wydobywczej. Kierując strumień światła na ociosy dosłownie odejmuje nam mowę z zachwytu, gdyż naszym oczom ukazują się fantastyczne formacje naciekowe, w postaci kaskad i polew, które ciągną się na znacznym odcinku. Cała sztolnia w świetle latarki mieni się jakby była wysadzana diamentami. Ostrożnie idziemy dalej i dochodzimy do szybu transportowego, który łączy sztolnie z powierzchnią. Czujemy miły, świeży powiew powietrza, w uszach dzwoni niczym niezmącona cisza, przerywana tylko chwilami przez krople wody spadające ze stropu. Z każdym oddechem i z każdym krokiem coraz bardziej zanurzamy się w świat, w którym czas zatrzymał się w XVIII wieku.

Czuć ducha tego miejsca – tylko bicie naszego serca przypomina nam, że jesteśmy tu tylko gośćmi, a może raczej intruzami przerywającymi panujący od wieków spokój i ciszę. Po przejściu następnych kilkunastu metrów natrafiamy na niszę w ociosie – wygląda na to, że próbowano drążyć nowy chodnik, jednak z jakichś powodów prace przerwano. Dochodzimy do przodka. Pora wracać do wyjścia. Nasz drugi cel to mała sztolenka nad komorą wydobywczą. Ciężko to nawet nazwać sztolnią, gdyż jest to bardzo krótki chodniczek, dosłownie kilkumetrowej długości, który łączy się z szybem w połowie jego długości. Postanawiamy wejść na szczyt wzniesienia i zobaczyć szyb od góry. Okazuje się, że wlot szybu jest bardzo niebezpieczny, gdyby ktoś nieświadomy zagrożenia tędy przechodził, to o tragedię nie trudno. Szyb posiada co prawda ogrodzenie ale jest ono tak zniszczone, że nie stanowi już żadnego zabezpieczenia.Wlot szybu transportowegoReasumując, sztolnia jest jedyna w swoim rodzaju – bogata szata naciekowa i rozmiar obiektu sprawia, że odnosi się wrażenie przebywania w prawdziwej jaskini, a nawiasem mówiąc, sztolnia posiada też swoją drugą nazwę – Jaskinia Daisy, co w stu procentach oddaje jej wygląd. Długość wielkiej komory wydobywczej wynosi 57 metrów, przy głębokości 24 metrów, a szyb transportowy ma 12 metrów wysokości.
Muszę w tym miejscu dodać, że jest jeszcze jedno wyrobisko kilkunastometrowej  długości, którego niestety nie udało nam się zobaczyć – robiło się już późno i czas było wracać do samochodu. Ale nic straconego, na pewno tu jeszcze wrócimy.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Aurelia w Złotoryi

przez , 15.gru.2014, w Pod ziemią

Sztolnia złota AureliaHistoria wydobycia złota w okolicach Złotoryi ma swoje początki już na przełomie XI i XII wieku. Wtedy to rozwija się głównie eksploatacja złóż skał osadowych (aluwialnych), polskiego „el dorado” – złotonośnych piasków i żwirów doliny rzeki Kaczawy, jednych z najbogatszych w Europie, zawierających od 15 – 20 gramów złota na tonę. Rzeka przepływająca przez Góry i Pogórze Kaczawskie przez tysiące lat wymywała ze skał drogocenny kruszec, osadzający się pod wpływem swojego ciężaru w piaskach. Zakłada się również, że pierwszymi, którzy tu dotarli już 2000 lat p.n.e. i rozpoczęli poszukiwania złota, mogli być Kreteńczycy, a po nich w VI wieku Celtowie. Najpotężniejszymi ośrodkami górnictwa złota w średniowieczu były okolice Złotoryi i Lwówka Śląskiego, Złotego Stoku i Głuchołaz oraz Karkonosze i Pogórze Izerskie. Rocznie w okolicach Złotoryi wypłukiwano około 50 kg czystego złota.

Prymitywna i bardzo żmudna technologia pozyskiwania go, opierająca się głównie na przesiewaniu piasków i kopaniu rowów kilkumetrowej szerokości zakończonych komorami upadowymi za złotonośną warstwą, doprowadziła jednak do wyczerpywania się płytkich złóż i przybyli niemieccy górnicy zaczęli sięgać głębiej, do złóż położonych na głębokości nawet 50 metrów. Kryzys w rozwoju złotoryjskiego górnictwa przyniósł rok 1241. Po bitwie pod Legnicą, w której to uczestniczyło kilkuset kopaczy, Tatarzy wzięli ich do niewoli, a następnie trafili oni do kopalń nad Morzem Kaspijskim. Kolejnym etapem wydobycia złota było pozyskiwanie go z okruszcowanych żył w okolicznych skałach, takich jak diabazy, ryolity i łupki, poprzez ręczne drążenie w nich sztolni. W Złotoryi stało się tak w XVII wieku gdy na powrót pojawili się górnicy.AureliaSztolnia Aurelia wydrążona została ręcznie za okruszcowanymi żyłami kwarcowymi w diabazach i staropaleozoicznych łupkach, w zboczu Góry Świętego Mikołaja około 1660 roku, a jej obecna długość to ponad 100 metrów. Prawdopodobnie pierwotnie miała być sztolnią poszukiwawczą za rudami miedzi, a być może też żelaza (widoczne są wewnątrz nacieki minerałów żelaza), jednakże otrzymany w pobliskiej hucie wytop z wydobytego urobku dał nieznaczne ilości miedzi i srebra, a tym samym dalsze wydobycie uznano za nierentowne. Nie są znane też dokładne dane mówiące o ilości wydobytego w niej złota. Historia działalności Aurelii kończy się wraz z wojnami napoleońskimi. Po tym okresie kilkakrotnie podejmowano jeszcze próby wznowienia wydobycia (drążąc między innymi boczne chodniki i szybiki poszukiwawcze) ale okazało się ono nieopłacalne z uwagi na wyczerpanie złotego złoża.

Sztolnia nie była zaznaczana na starych niemieckich mapach. Z nieokreślonych powodów cześć chodników i szybów została zasypana i wysadzona przez wycofujące się w 1945 roku oddziały wojsk niemieckich, które miały coś tutaj ukrywać. Mówi się też o wykorzystywaniu jej przez pobliski zakład, w którym w czasie II wojny światowej firma Opta produkowała sprzęt radiowy na potrzeby niemieckiego lotnictwa, w tym również dla Luftwaffe. W trakcie prac eksploracyjnych w „szybie Karola” odnaleziono elementy broni, co świadczy o dostępności tego miejsca w czasie wojny. Krążą spekulacje na temat ukrycia w niej kosztowności lub elementów uzbrojenia.
Podczas „gorączki złota” w okolicach Złotoryi wydobyto około 5 ton złota. Nad sztolnią znajduje się kościół p.w. św. Mikołaja otoczony cmentarzem i dlatego niegdyś mówiono, że zmarłych chowa się tu w złocie. Między innymi też, w związku z lokalizacją cmentarza, wydobycie złota rozpoczęto tu później niż w innych miejscach w okolicy Złotoryi. Niektóre z opowieści mówią o połączeniu podziemi kościoła ze sztolnią, jednakże nigdy to nie zostało potwierdzone.Sztolnia AureliaZe sztolnią związanych jest wiele tajemnic i miejscowych legend. Jedna z nich mówi o górniku, który odkrył w sztolni złotą żyłę, jednakże nie chciał się podzielić tą wiedzą ze swoimi wspólnikami, a za zabrane złoto chciał wyprawić komunię swojej córce – Aurelii. Nie mówiąc nikomu wybrał się do sztolni, napełnił kieszenie złotem i w chwili gdy chciał ją opuścić płomień jego lampki zgasł, a on zabłądził w podziemnym labiryncie chodników pozostając w niej na zawsze. Od tej pory, w dniu pierwszych komunii w Złotoryi słychać z ciemnych czeluści sztolni szlochy i płacze błądzącego oraz stukanie kilofa. Inna z legend opowiada o chciwym mnichu pobierającym dziesięcinę od kopaczy z całego Śląska na potrzeby kościoła. Pewnego dnia górnicy mieli już dość płacenia, zbuntowali się, zwabili mnicha do sztolni, a następnie zabili. Mnich w chwili śmierci miał przekląć wszystkie kopalnie złota. Klątwa sprawiła, że całe złoto zniknęło, a czar można cofnąć gdy znajdzie się złoto w ruinach zamku na Wilczej Górze strzeżonym przez dwa wilkołaki. Teraz duch mnicha błąka się ciemnymi korytarzami sztolni i okropnie zawodzi.

Na początku lat 70-tych XX wieku górnicy z nieodległej kopalni miedzi „Lena” w Nowym Kościele podjęli prace adaptacyjne w sztolni „Aurelia” zmierzające do udostępnienia jej turystom. Sztolnię dla ruchu turystycznego otwarto w 1973 roku. Na przełomie kolejnych lat udostępniało ją też społecznie wielu eksploratorów, udrożniając część chodników, w związku z czym obecnie od głównego chodnika odchodzi kilka bocznych, odkrytych między innymi w listopadzie 2000 roku. Chodniki są niskie i wąskie, panuje w nich wysoka wilgotność, na spągu znajduje się woda infiltrująca górotwór, a temperatura wynosi około +8′C. W 1997 roku odkryty został za zawałem, pionowy 28-metrowy szyb, posiadający boczne chodniki, nazwany od jego odkrywcy Karola Pawlaczka – „Szybem Karola”. Szyb jest wykorzystywany przez kilka gatunków nietoperzy jako schronienie. Dwa lata później odkryto drugi szyb położony kilkanaście metrów od głównego wejścia do sztolni, który na głębokości 12 metrów zalany jest wodą. Niepotwierdzone informacje mówią, że chodników w sztolni jest znacznie więcej. Mają być one zawalone lub zalane wodą.Otoczenie sztolniObecną nazwę – „Kopalnia Złota Aurelia” nadano w latach 90-tych XX wieku jako promocyjną dla regionu aby tym samym przyciągnąć turystów, a ma ona nawiązywać do jednej z pierwszych XIII-wiecznych łacińskich nazw miasta – Mons Aurum z 1217 roku.
Sztolnia posiada stałe, sztuczne oświetlenie. W 2006 roku udostępniono infrastrukturę turystyczną w otoczeniu sztolni w postaci wiaty ze stołem, ławkami, murowanym grillem, placem zabaw dla dzieci, parkingiem oraz wymurowano nieckę dla rekreacyjnego płukania złota.
W przyszłości planowane jest udostępnienie odkrytego szybu dla turystów. Sztolnia czynna jest sezonowo, a wstęp płatny.
Administratorem obiektu jest Złotoryjski Ośrodku Kultury i Rekreacji, przy ul. Plac Reymonta 5.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej

przez , 31.paź.2014, w Pod ziemią

Jaskinia NiedźwiedziaRezerwat Przyrody „Jaskinia Niedźwiedzia” w Kletnie jest niezwykle cennym obiektem z uwagi na występowanie w niej unikalnej w skali naszego kraju szaty naciekowej, a także kości zwierząt plejstoceńskich. Jaskinia Niedźwiedzia została odkryta w październiku 1966 roku w wyniku działalności świeżo założonego kamieniołomu Kletno III w jego czołowej ścianie. W 1967 roku ustanowiono ją pomnikiem przyrody, a od 1977 roku Jaskinia Niedźwiedzia i przyległy do niej teren o powierzchni 89 ha został ustanowiony rezerwatem przyrody. Celem ochrony jest zachowanie unikalnej jaskini z bogatą szatą naciekową występującą we wszystkich możliwych formach takich jak stalaktyty, makarony, stalagmity, stalagnaty, draperie, zasłony, polewy, żebra i nacieki kaskadowe, pola ryżowe, nacieki wełniste, misy martwicowe, grzybki, pizolity – perły jaskiniowe (wyjątkowych rozmiarów), heliktyty, znaleziska kostne zwierząt plejstoceńskich oraz drzewostanów z rzadkimi roślinami runa. W 1983 roku udostępniono ją do zwiedzania turystom trasą o długości 360 metrów. Prace prowadzone w niej przez dziesiątki lat pozwoliły na zinwentaryzowanie ponad 3000 metrów korytarzy i sal. W jaskini i jej sąsiedztwie prowadzone są prace eksploracyjno-poszukiwawcze oraz badania naukowe.Sala PałacowaW grudniu 2011 roku członkowie Sekcji Grotołazów z Wrocławia wspólnie z Sekcją Speleologiczną „Niedźwiedzie” z Kletna (działając za zezwoleniem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu) dokonali odkrycia nowych partii korytarzy w Jaskini Niedźwiedziej. Prace eksploracyjne rozpoczęły się już w 2009 roku po wcześniejszym przeanalizowaniu dotychczasowych publikacji naukowych i przeprowadzeniu badań, które wskazywały na fakt, iż znana część jaskini stanowi tylko fragment niepoznanego jeszcze systemu.
Pierwsze prace rozpoczęto w Jaskini Dudnisko odkrytej w 1998 roku, wstępnie spenetrowanej – jej otwór wejściowy zawalił się i przez kilkanaście lat pozostawał niedrożny. W 2009 roku grupa grotołazów podjęła próbę odkopania otworu wejściowego z nadzieją, że system jej korytarzy będzie prowadził w kierunku góry Stromej 1166 m n.p.m. Okazało się jednak, że jaskinię tworzy tektoniczna szczelina – podobna sytuacja wystąpiła w sąsiedniej Jaskini Sądejowa Szczelina.
Równolegle prowadzone były prace eksploracyjne w Jaskini Niedźwiedziej, m.in. w Korytarzu Wodnym pod Rondem, Meandrze, Chomisiowym, Korytarzu Rafy Koralowej, Korytarzu Kalcytowego Potoku i południowej odnodze Korytarza Kryształowego.DraperiaW kwietniu 2012 roku w trakcie sprawdzania stropu Korytarza Kryształowego grupa grotołazów, po około 20 metrach niebezpiecznej wspinaczki, rozebrała zawalisko w stropie szczeliny Krasowe Urwisko udrożniając tym samym wejście do korytarza Gang Zdzicha i odkrywając nowe ciągi jaskini 120-metrowej długości z 7-metrową Studnią Strachu. Z jej dna, po kilkudziesięciu metrach odkryto kolejne partie jaskini wypełnione charakterystycznymi grzybkami kalcytowymi – Kalafiornik. Po wspięciu się na górne piętro meandra, pośród nacieków, odnaleziono wąską szczelinę z wyczuwalnym silnym przewiewem powietrza, za którą widoczny był kilkudziesięciometrowy korytarz. Szczelinę częściowo sztucznie powiększono by podjąć dalszą eksplorację.
Odkryte partie, posiadające dużo nacieków, różnobarwnych polew kalcytowych i krystalicznie czyste jeziorko, nazwano kolejno: „ciąg 27,27″ i „Dzikie Plaże”. Na końcu jeziorka znajdował się zacisk, który minięto po odkuciu kilku fragmentów skalnych, trafiając do małej salki ze zwężającym się korytarzykiem, zakończonym kolejną wąską szczeliną z silnym prądem powietrza – „Gilotyną”.Jaskinia Niedźwiedzia (1)2 maja 2012 roku za Gilotyną natrafiono na kilkumetrowej średnicy salę, której ściany niemal w całości były oblane kalcytowymi naciekami. Następnie grupa grotołazów podjęła eksplorację szczeliny usytuowaną poprzecznie do ciągu jaskini, którym dotarto do tego miejsca. Podążając w górę szczeliną, doprowadziła ona do olbrzymiej sali jaskiniowej. Wejście doń stanowiła potężna wanta oderwana ze stropu tworząca swego rodzaju plateau. Odkryta ogromna komora okazała się być pełną nacieków, kaskad i draperii.
Sala wygląda trochę jak amfiteatr, gdzie w miejscu sceny wyrasta ze spągu, spływająca po ścianie, wysoka na około 15-20 metrów kaskada. Z okien w stropie wypływają kalcytowe żyrandole i ośmiornice, a większa część jej powierzchni oblana jest różnokolorowymi polewami„.
Grotołazi następnie dotarli do miejsca, w którym wspinali się na formację w rodzaju balkonu, gdzie lewa ze ścian pokryta jest kalcytowymi organami kilkunastometrowej wysokości, a 20 metrów nad nimi widoczne jest kolejne okno. Wspinaczkę kontynuowano prawą stroną, zawaliskiem z ogromnych bloków skalnych, docierając po 15 metrach na drugi balkon kończący salę.
Odkrytą komorę nazwano Salą Mastodonta. Jej długość to 140 metrów, szerokość 40 metrów, a wysokość (łącznie z kominami) sięga 30 metrów. Odkryte korytarze i sale (łącznie 400 m) znajdują się na wysokości środkowego piętra jaskini częściowo udostępnionego turystycznie. Charakteryzują się bogactwem szaty naciekowej jakiej nie można spotkać nigdzie indziej w Polsce. Dotarcie do Sali Mastodonta od pawilonu wejściowego Jaskini Niedźwiedziej trwa około 2 godzin i wymaga użycia sprzętu speleologicznego. Wielkim utrudnieniem są również zaciski w korytarzu dojściowym, w tym zacisk końcowy – Gilotyna.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Grotołazi jednakże nie poprzestali na tym odkryciu. Po wykonaniu dokumentacji, skartowaniu i sfotografowaniu, przystąpili do dalszych eksploracji – kominów znajdujących się w stropie Sali Mastodonta. Pierwszy z nich zakończony jest małą salką z pięknymi polewami kalcytowymi. W drugim i trzecim kominie znajduje się kilkadziesiąt metrów korytarzy przedstawiających możliwości eksploracyjne. Prowadzono również prace na końcu Sali Mastodonta, w najbardziej wysuniętej na południe części jaskini. Tam, na szczycie potężnego zawaliska powstałego w wyniku oderwania się od stropu wanty wielkości autobusu (20 metrów powyżej dna sali) natrafiono na szczelinę. W tym miejscu stwierdzono silny ciąg powietrza wydobywający się ze szczelin zawaliska. Zaobserwowano wylatujące z wnętrza nietoperze co było oznaką kontynuacji korytarzy. Po „przebiciu” się przez zawalisko natrafiono na kilkunastometrową studnię.
We wrześniu 2012 roku grotołazi zjeżdżają ową 12-metrową studnią na jej dno i odnajdują wśród nacieków i polew zejście do następnej, płytszej studzienki. Z niej wiedzie duży korytarz z kalcytowymi polewami, od śnieżnobiałych do czarnych oraz z gęsto wyrastającymi stalaktytami i stalagmitami. Po pokonaniu kolejnego zawaliska i zacisku uwidacznia się następny spory korytarz z dwiema studniami. Koniec korytarza to potężne zawalisko ze sterczącymi różnego rozmiaru, kształtu i koloru stalagmitami, nazwane skojarzeniowo – „Kutaśnikiem” (za nim odkryto ciąg korytarzy o długości około 100 metrów).KaskadyKolejnym etapem była eksploracja dwóch studni. Studnia „Pięknie Myta” rozpoczyna się pochylnią oblaną kalcytowa kaskadą przechodząc w pionową, kilkumetrową rurę. Na jej dnie po jednej stronie znajduje się korytarz zakończony sporych rozmiarów jeziorkiem ozdobionym naciekami i kalcytowymi grzybkami, zaś po drugiej długi korytarz doprowadzający do sporej sali zakończonej zawaliskiem i suchym piaskowym syfonem – Piaskowy Dziadek. Grotołazi po poznaniu głównego ciągu nowo odkrytego piętra jaskini przeszli do przeszukiwania poszczególnych zakamarków i szczelin, bocznych ciągów.

W Jaskini Niedźwiedziej nadal trwają prace eksploracyjne mające na celu odkrycie kolejnych korytarzy oraz prace kartograficzne i dokumentacyjne mające na celu ustalenie dokładnej długości, głębokości i deniwelacji Jaskini Niedźwiedziej. Reasumując, grotołazi odkryli ponad 1400 metrów nowych korytarzy, co w chwili obecnej daje łączną długość jaskini – ponad 4000 metrów. Perspektywy dalszych odkryć są bardzo duże. Kilka miesięcy trwać będzie eksploracja oraz dokumentowanie nowych partii i być może doczekamy się dalszych odkryć. Odkryte fragmenty wymagać będą przeprowadzenia w nich badań naukowych. Dopiero po nich możliwe będzie rozpatrzenie ewentualnego udostępnienia nowych korytarzy i sal dla turystów.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w Jagniątkowie

przez , 26.wrz.2014, w Pod ziemią

Obwały stropu i infiltracja wodyPołożenie i historia
Sztolnia znajduje się w Jagniątkowie przy ul. Saneczkowej (wlot tuż przy asfaltowej drodze po jej prawej stronie), w dolinie potoku Brocz, na wschodnim zboczu góry Sośnik 650 m n.p.m.
Powstała ona w trakcie prowadzonych prac poszukiwawczych za złożami uranu po II wojnie światowej. W 1954 roku, w rejonie poszukiwawczym OP-7 „Jagniątków” stwierdzono silną anomalię radiometryczną, w związku z czym rozpoczęto drążenie sztolni badawczej. Po roku prac nie dających oczekiwanych rezultatów prace górnicze przerwano a wlot sztolni zawalono poprzez odstrzelenie.

Opis sztolni
W połowie lat 90-tych XX wieku grupa eksploratorów odkopała wlot sztolni i obecnie do jej wnętrz prowadzi niewielki otwór o średnicy około 50 cm.
Pierwszy, około 40-metrowy odcinek sztolni zalany jej wodą do głębokości około 50 cm w wyniku braku grawitacyjnego odpływu wody. Podobna sytuacja występuje pomiędzy drugim bocznym chodnikiem a skrzyżowaniem chodników. Związane jest to ze znacznych rozmiarów obwałem tamującym odpływ wody – w tym miejscu, w strefie dyslokacji, ze stropu okresowo występuje intensywna infiltracja górotworu przez wodę, przybierająca czasami formę „podziemnego deszczu”.
Łączna długość chodników wynosi około 310 m (główne wyrobisko sztolni o długości 260 m i dwa 25 metrowe chodniki). Początkowy 200 metrowy odcinek biegnie prosto w kierunku północno-zachodnim, kolejne 60 m chodnika odbija pod niewielkim kątem w prawo. Na około 220 metrze wyrobiska odbijają prostopadle dwa, 25 metrowe chodniki boczne. Wcześniej, na około 165 i 205 metrze głównego wyrobiska, odbijają w lewo dwa niewielkie, zakończone przodkiem chodniki.
Wyrobisko posiada wymiary: szerokość 2,0 – 2,2 m, wysokość 1,8 – 2,2 m, a w strefach dyslokacji przekrój jest nieregularny, smukły i wysokość miejscami osiąga 6 m. Na spągu widoczne są ślady po torowisku kolejki i pozostałe gdzieniegdzie resztki drewnianych podkładów pod nią.

Promieniowanie
Poziom promieniowania:
- około 1 uSv/h w części przyotworowej,
- około 2,5 uSv/h w rejonie skrzyżowania chodników
- promieniowanie jonizujące, radon w powietrzu

Geologia
Sztolnia była drążona w granicie karkonoskim (średnio- i gruboziarnistym) poprzecinanym żyłami porfiru i aplitem. Ociosy w większości zbudowane są z porfirowatego granitu z widoczną mineralizacją w postaci skaleni (różowe i białe), kwarcu i biotytu (głównie na końcu zachodniego chodnika gdzie tworzą szeroki fałd). Około 120 m od wejścia występuje aplit i pegmatyt z kryształami kwarcu dymnego i morionu.
W sztolni można zaobserwować wiele interesujących zjawisk geologicznych, w tym m.in. kontakt dwóch podstawowych odmian granitu karkonoskiego, wewnętrzną budowę stref dyslokacyjnych oraz mineralizację (kwarcową i rudną).
Stan wyrobisk pod względem górniczym jest zmienny – dobry w miejscach drążenia sztolni w granicie, zły w strefach dyslokacji tektonicznych, o czym świadczą bloki skalne odspojone od stropu zalegające na spągu.

Sztolnia jest miejscem zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.Mieszkańcy sztolni - Nocki duże

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Nie tylko w Riesending

przez , 08.sie.2014, w Pod ziemią

Sala stalaktytowaW ostatnim okresie czasu (mowa o 2013 i 2014 roku) nasiliły się przypadki spadania odłamków skalnych i pojedynczych głazów w jaskiniach europejskich. Związane są one niewątpliwie z ruchami górotworów na terenie których są one zlokalizowane, ruchami płyt tektonicznych oraz sejsmicznymi – lokalnymi niewielkimi trzęsieniami ziemi. Do chwili obecnej zawsze najpoważniejsze zagrożenia niosły za sobą próżnie o rozwinięciu pionowym, tak wane studnie, gdzie na ich kolejnych, niższych poziomach tworzyły się skalne półki i mosty z zaklinowanych bloków lub rumoszu skalnego. Formacje takie stwarzają realne zagrożenie oberwania się, bądź strącenia fragmentu takiej struktury, przez osobę lub linę. Z podobnymi niebezpieczeństwami można spotkać się w jaskiniach o charakterze zawaliskowym.

Samoistne i nagłe odpadnięcie fragmentów skał od stropu i ścian jaskiń w kilku przypadkach doprowadziło do wypadków zakończonych bądź urazami grotołazów (na przykład w czerwcu 2014 roku w systemie jaskiń Riesending w niemieckich Alpach), bądź śmiercią (na przykład w kwietniu i czerwcu 2014 roku w jaskiniach Wierna i Studnisko na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej). W każdym z wymienionych śmiertelnych wypadków uwolnienie głazu ze szczeliny nastąpiło na skutek drgań ścian jaskiń wywołanych ruchem górotworu. Do niedawna w większości przypadków podczas eksploracji jaskiń do wypadków dochodziło w wyniku błędów popełnianych przez grotołazów (czynnik ludzki), rzadziej przez zawodność sprzętu.Akcja ratunkowaJednym z ciekawych przypadków odpadnięcia skał ze stropu jaskini w wyniku wstrząsów podziemnych było zdarzenie z 2013 roku. Otóż dość nietypową i mrożącą krew w żyłach sytuację przeżyli członkowie ekipy z Espeleo Club Pasos Largos z Rondy eksplorujący jaskinię Abisso Saragato znajdującą się w Alpach Apuańskich (Włochy). Zadaniem uczestników wyprawy było skartowanie i sfotografowanie jaskini. Po dotarciu 130-metrową studnią na głębokość 300 metrów (jaskinia ma głębokość -1125 metrów) część członków podejmuje zjazd kolejną ze studni, a dwójka pozostaje w meandrze pomiędzy studniami. W pewnym momencie ściany jaskini zaczynają dość intensywnie drżeć, a temu krótkiemu wstrząsowi towarzyszy huk spadających ową 130-metrową studnią oderwanych bloków skalnych wraz z ogromnym podmuchem powietrza.

Gdyby wstrząs nastąpił kilka minut wcześniej, gdy wszyscy grotołazi znajdowali się jeszcze w studni, doszłoby do tragedii. Po tym zdarzeniu speleolodzy znajdują bezpieczne miejsce, wolne od zasięgu spadających odłamków, między dnem studni a meandrem. Odpoczywając w nim odczuwają kolejne, słabsze wstrząsy. Po przeczekaniu ponad 2,5 godziny, podejmują decyzję o niezwłocznym rozpoczęciu wychodzenia z jaskini na powierzchnię. Niestety w trakcie odwrotu pojawiają się kolejne wstrząsy i lawina spadających kamieni. W związku z zaistniałą sytuacją podejmują decyzję o pozostaniu w jaskini i założeniu biwaku.Zjazd studniąPosiadają ze sobą zapas żywności na 3 dni. Wstrząsy ustają dopiero w nocy, zatem pozostają w jaskini do rana. Rano podejmują decyzję o wyjściu, jednakże istnieje ryzyko uszkodzenia lin i punktów przepinkowych przez spadające kamienie. Pierwszy z grotołazów wychodząc po linie przebiegającej środkiem studni ocenia drogę powrotu z pozytywnym rezultatem – okazuje się, że wszystko jest w dobrym stanie. O godzinie 10.00 cała ekipa speleologów wychodzi na powierzchnię spotykając grupę idącą im na pomoc. Eksploracja jaskini, pomimo chwil grozy, zakończyła się szczęśliwie dla uczestników 6-osobowej hiszpańsko-włoskiej wyprawy. Po kilku dniach w tym rejonie doszło do kolejnych wstrząsów, a co za tym idzie kłopotów innej grupy grotołazów w sąsiedniej jaskini. Na szczęście, jak w pierwszym przypadku, obeszło się bez ofiar i wyprawa zakończyła się pozytywnie. Jak się okazało, było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Alpach Apuańskich od 80 lat.

Powyższe zdarzenia i fakty świadczą o tym, że podziemne wstrząsy, w tym te niewyczuwalne dla człowieka, są coraz częstsze, a to z kolei zwiększa niebezpieczeństwa podczas eksploracji jaskiń, sugerując jednocześnie większą rozwagę, rozsądek, przywiązywanie większej uwagi do zasad bezpieczeństwa i wcześniejszego rozpoznawania zagrożeń „z góry” związanych z możliwością odpadnięcia fragmentów skalnych lub obluzowania się pojedynczych kamieni i ich spadku. Nasz kontynent wciąż „wewnętrznie żyje” i przypomina nam o tym coraz częściej, a to zaś wymaga od eksploratorów jaskiń nowego spojrzenia na ten fakt pod kątem bezpieczeństwa. Na przełomie ostatnich lat uwidocznił się nowy problem mogący zapoczątkować nową dziedzinę speleologii (może „speleosejsmologię”?).Wydobycie Johanna WesthauseraSpeleologia od XIX wieku ciągle się rozwija i ewoluuje. Warto przypomnieć, że pierwsze na świecie stowarzyszenie speleologiczne założono w 1879 roku w Austrii, natomiast za „ojca speleologii” powszechnie uważa się E.A. Martela (Francja), który między innymi w 1888 roku dokonał przejścia jaskini Bramabiau od ponoru do wywierzyska, co było na owe czasy szczytowym osiągnięciem, a później pobił rekord głębokości w jaskini Rabanel schodząc na -202 metry (obecny rekord to -2197 metrów w jaskini Woronia-Krubera). A jak kształtują się początki speleologii? Mianowicie wraz z rozwojem przemysłu od połowy XIX wieku wzrastało zapotrzebowanie na wapień. Coraz częściej natrafiano w kamieniołomach na jaskiniowe korytarze i komory, a w nich na kości zwierząt i ludzi.

Ówczesna nauka nie była przygotowana do rzetelnego zbadania i zinterpretowania znalezisk. Rozprawiano o potopie, smokach i jednorożcu. Z czasem jednak zaczęto doceniać wartości jakie niosą ze sobą jaskiniowe znaleziska i wielu naukowców skierowało swoją uwagę na podziemny świat i jego tajemnice. I właśnie w ten sposób zaczęła rodzić się nowa gałąź wiedzy – speleologia. W związku z koniecznością docierania do coraz trudniej dostępnych miejsc w jaskiniach, speleolog-naukowiec zmuszony był korzystać z pomocy ludzi umiejących zastosować pod ziemią sprzęt i techniki używane w alpinizmie. Z biegiem czasu narodziła się dyscyplina zwana alpinizmem podziemnym, a obecnie taternictwem jaskiniowym.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Jaskinia Riesending ukarała swojego odkrywcę?

przez , 27.cze.2014, w Pod ziemią

Johann WesthauserJesienią 1995 roku Stowarzyszenie Jaskiń Bad Cannstatt odkrywa w paśmie Untersberg w Alpach Bawarskich (na południu Niemiec) niedaleko miejscowości Berchtesgaden największą i najdłuższą  jaskinię pionową w Niemczech. Całkowita długość jej poznanych korytarzy to 19100 metrów i głębokość -1150 metrów. Jednym z jej odkrywców jest Johann Westhauser 52-letni pracownik Instytutu Fizyki Stosowanej w Karlsruhe, doświadczony speleolog, od 1994 roku członek Cave Rescue Badenii-Wirtembergii (jaskinie nie związane są z jego działalnością zawodową).Riesending rzut8 czerwca 2014 roku… Johann Westhauser wraz z kolegami podejmuje kolejną już eksplorację systemu jaskini Riesending. Znajdując się na głębokości około 1000 metrów nagle spada na niego lawina odłamków skalnych, które z niewyjaśnionych przyczyn oderwały się od stropu. Westhauser badał tą jaskinie już kilkadziesiąt razy by poznać jej tajemnice, co kryją i dokąd prowadzą ciągi korytarzy. Tym razem ukarała ona swojego odkrywcę. Kamienna lawina poważnie go rani, uniemożliwiając powrót. Johann doznaje na tyle poważnych obrażeń głowy i klatki piersiowej, że nie jest w stanie o własnych siłach wyjść na powierzchnię. Na szczęście towarzyszyło mu podczas eksploracji dwóch kolegów – jeden z nich zostaje przy nim, a drugi po 12-godzinnej wspinaczce dociera na powierzchnię i powiadamia służby ratunkowe.Westhauser w RiesendingRozpoczyna się, jak okaże się później, największa w historii speleologii akcja ratunkowa. Westhauser był uwięziony około 1000 metrów pod ziemią, na powierzchnię wydobyto go po 12 dniach, na noszach, całkowicie usztywnionego, ale przytomnego. Wydobycie 52-latka z tak dużej głębokości wymagało nie lada zaangażowania i pracy 728 osób! Na pomoc grotołazowi przybyło ochotników z pięciu krajów: Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Włoch i Chorwacji. Ponad 200 z nich zaangażowanych było w akcję bezpośrednio w samej jaskini. Po ponad 274 godzinach Westhauser ujrzał światło dzienne. Ewakuacja naukowca na noszach była niezwykle trudna ze względu na strome i bardzo wąskie w niektórych miejscach korytarze. Droga na powierzchnię liczyła około 3 km, z czego połowa niemal pionowymi kominami i szereg bardzo wąskich punktów.Akcja ratunkowaPrzetransportowanie rannego mężczyzny było bardzo trudne. Trwało wiele dni. Rannego speleologa, mocno przywiązanego do noszy, częściowo niesiono, częściowo ciągnięto, a częściowo również podnoszono na założonych specjalnych konstrukcjach z lin. Wszystko bardzo powoli i przy pomocy ręcznej wyciągarki, aby uniknąć potencjalnie groźnych wstrząsów. Ostatecznie udało się go uratować. Speleolog może mówić o sporym szczęściu. Miał ze sobą zapas jedzenia, a jego urazy nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla życia. Gdy dotarli do niego ratownicy, miał się całkiem nieźle. O ile zejście w dół nie stanowiło większych problemów dla ratowników, o tyle przeniesienie Westhausera na noszach w górę było nie lada wyzwaniem. Stan Westhausera nie pozwalał jednak na użycie automatycznej wyciągarki i całą pracę należało wykonać ręcznie.Wydobycie Johanna Westhausera19 czerwca 2014 roku udało się go ostatecznie wydostać. Na powierzchni czekał śmigłowiec, który przetransportował  go do szpitala. W jaskini znajduje się kilka wodospadów i 30-metrowe jezioro. Cała jaskinia jest bardzo podatna na powodzie. Temperatura przez cały rok kształtuje się pomiędzy 1,5-5°C, a wilgotność dochodzi niemal do stu procent. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy to kolejny wypadek w jaskini spowodowany oderwaniem się bloków skalnych ze stropu. Ostatnie dwa w Polsce zakończyły się tragicznie – 26 kwietnia b.r. w Jaskini Wierna na Jurze zginął 30-letni grotołaz z Łodzi. 2 czerwca 2014 roku w jaskini Studnisko na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, zginęła 16-latka przygnieciona oberwanym fragmentem skały.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia „Złotych Wołów” w górze Chełmiec

przez , 25.cze.2014, w Pod ziemią

Chodnik w sztolni Złotych WołówNad Wałbrzychem, od zachodu, góruje drugi co do wysokości szczyt Gór Wałbrzyskich – Chełmiec 851 m n.p.m., stanowiący rozległy masyw, z dominującą, zalesioną kopułą. Zbudowany głównie z porfirów powstał w wyniku karbońskich procesów wulkanicznych. Na jego południowych zboczach, w 1856 roku, przedsiębiorca Georg Kramsta zakłada kopalnię Prophet (Prorok), na terenie wcześniejszych, XVI-wiecznych robót górniczych, która z braku rentowności zostaje zamknięta po 10 latach. Do założenia tego należała również sztolnia „Złotych Wołów” (Goldner Ochsen Stollen), drążona za rudami ołowiu i srebra, posiadająca swój wlot na wysokości 556 m n.p.m. i około 450 metrów chodników. W chwili obecnej pierwotne wejście do sztolni zastąpiła ceglana studzienka, która pełniła funkcję czerpni wody.

Jedyną drogą prowadzącą do jej wnętrza jest ta, wiodąca przez prawie 10-metrowej głębokości studzienkę techniczną oddaloną o około 50 m. Aby do niej zejść niezbędna jest lina i przyrządy zjazdowe lub stosownej długości drabinka. Dno studni jest częściowo zagruzowane i zaśmiecone. Stąd biegną dwa, naprzeciwległe chodniki, z których pierwszy, biegnący ku pierwotnemu wejściu sztolni, jest ciasny z powodu zalegającego w nim gruzu i kończy się po około 10 metrach zawałem. Kierując się drugim chodnikiem w głąb sztolni, po około 10 metrach, doprowadza on do niewielkiej komory, w której spągu znajduje się zalany, obudowany częściowo drewnem, 12 metrowy szyb sprowadzający na niższy poziom eksploatacyjny sztolni.

Idąc dalej, po kilku metrach widoczna jest kolejna niewielka komora (3m x 3m), z której następnie wąski (1m x 1,8m), około 70 metrowy chodnik doprowadza do dużej, wysokiej na około 5 metrów komory eksploatacyjnej. W komorze znajduje się spora hałda rumoszu skalnego. Kilka metrów za nią umiejscowiony jest niewielki betonowy próg/tama. Za tamą chodnik robi się coraz to mniejszy doprowadzając do obudowanego stemplami przodka, ze sporych rozmiarów zawałem, powstałym w wyniku zasypania szybu transportowego prowadzącego niegdyś na powierzchnię. Sztolnia jest prostym wyrobiskiem bez bocznych chodników poszukiwawczych i obecnie dostępna jest na około 140 metrach.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Gozdnica

przez , 09.cze.2014, w Pod ziemią

SGMiędzy wsiami Gozdno (Herrmannswaldau) i Kondratów (Konradswaldau) znajduje się mały masyw górski składający się z czterech charakterystycznych wzniesień – Gozdnicy 455 m n.p.m., Międzydroża 460 m n.p.m., Jastrzębnika 468 m n.p.m. i Pustelnika 440 m n.p.m. Przez teren tych wzgórz (na północ od góry Pustelnik, a na południe od Międzydroża i Jastrzębnika) przebiega szlak „Wygasłych Wulkanów”. Mało kto wie co skrywa w sobie góra Gozdnica (Tannhubel). Otóż jesienią 2013 roku udało się na jej zboczach zlokalizować zawalone wejście do sztolni. Podjęte prace powierzchniowe doprowadziły do odgruzowania jej wlotu, a następnie eksploracji jej wnętrza.SG (1)We wstępnej fazie prac wykonano „rowek”, mający na celu udrożnienie grawitacyjnego odpływu wody z wnętrza sztolni, w której poziom wody sięgał miejscami do 1,5 m głębokości. Następnie przystąpiono do jej eksploracji. Sztolnia, prawdopodobnie drążona za rudami takich metali jak miedź, srebro, złoto, a być może i uranem, okazała się prostym wyrobiskiem o łącznej długości dostępnych chodników – 245 metrów, w tym prosty, główny chodnik – 230 m (gdzie na jego 210 metrze wydrążono szyb w spągu) i boczny chodnik, 15-metrowy, zakończony zawałem, najwyraźniej szybu wyprowadzającego na powierzchnię. Wewnątrz sztolni, na spągu, odnaleziono pozostałości torowiska kolejki, z drewnianymi podkładami i szynami.SG (2)Sztolnia posiada miejscami obudowę drewnianą. W jej końcowym odcinku uwidacznia się spora infiltracja górotworu przez wodę (spękania), czego świadectwem mogą być chociażby liczne nacieki mineralne. Najprawdopodobniej jej powstanie wiąże się z dawnym, XVIII-XIX-wiecznym poszukiwaniem rud metali kolorowych. Wokół sztolni nie ma żadnych śladów pozostałości dawnego górnictwa, na przykład hałd skały płonnej, co może sugerować, że eksploatowane złoże rud metali było na tyle bogate, iż wydobytą rudę na bieżąco transportowano do miejsca jej wytopu. Na chwilę obecną „Sztolnia Gozdnica” w dalszym ciągu jest badana.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w górze Chmielarz

przez , 17.maj.2014, w Pod ziemią

Sztolnia w ChmielarzuWojcieszów to 4-tysięczne miasto położone w Górach Kaczawskich nad rzeką Kaczawą. Około 1,5 km na wschód od niego znajduje się góra Chmielarz (Hopfenberg) 585 m n.p.m., leżąca w północnej części Grzbietu Wysokiego Gór Kaczawskich, w której zboczach wydrążono sztolnię poszukiwawczą za rudami uranu, popularnie nazywaną Sztolnią w Chmielarzu. Aby do niej dotrzeć wędrówkę najlepiej rozpocząć z parkingu rowerowego z małą infrastrukturą turystyczną (wiaty, tablice informacyjne) przy ul. Nadrzecznej. Tu bierze początek ścieżka przyrodniczo-dydaktyczna „Gruszka”. Z parkingu kierujemy się początkowo za znakami czerwonymi pod górę szutrową drogą, trawersując od północy zbocza góry Trzciniec 485 m n.p.m. do stanowiska nr. 4, a dalej już za znakami niebieskimi (przed stan.nr.4 skręcić w lewo) trawersujemy od północy zbocza góry Polanka 551 m n.p.m. docierając po kilkudziesięciu metrach do podnóża Chmielarza. Chmielarz zbudowany jest ze staropaleozoicznych skał metamorficznych pochodzenia wulkanicznego takich jak zieleńce i łupki zieleńcowe oraz skał pochodzenia osadowego, należących do metamorfiku kaczawskiego – fyllitów i łupków (albitowo-serycytowych,chlorytowo-serycytowych,kwarcowo-serycytowych).Wlot sztolniW kulminacji szczytowej znajdują się niewielkie wychodnie skał. Górę porasta las iglasty.Po prawej stronie ścieżki dydaktycznej, na przeciwko stanowiska nr.5, wyraźny wąwozik i wydeptana ścieżka doprowadza do wlotu sztolni. Wlot sztolni widoczny jest z drogi. Na temat genezy jej powstania krążą dwie wersje. Pierwsza z nich mówi, że jej początki wiążą się z poszukiwaniami i pracami za rudami uranu prowadzonymi przez Niemców w latach 1943-1944. Druga wiąże się z utworzonymi na mocy porozumienia polsko-radzieckiego w 1948 r. radzieckimi grupami geologiczno – poszukiwawczymi, których zadaniem było rozpoznanie zasobów minerałów uranonośnych, penetrujących stare sztolnie oraz drążących nowe. W rejonie Sudetów działało 18 takich ekip, w rejonie Wojcieszowa – 5. Na zboczach Chmielarza wydrążone zostały co najmniej dwie sztolnie poszukiwawcze w latach 1947-1952 przez Rosjan z tzw. Zakładów Przemysłowych R1, oraz niemieckich jeńców (co do tych brak jest jednak informacji źródłowych). Nie są znane wyniki prac i badań prowadzonych w sztolni przez Rosjan.Początkowy odcinekW 1951 r. w okolicach Wojcieszowa wydobyto około 1,2 kg czystego uranu, a jego średnia koncentracja miała wynosić 0,23 kg/tonę przetworzonej skały. W 1953 r. sztolnia została zinwentaryzowana przez Wojsko Polskie i zaliczona do obiektów „niewykorzystywanych”. Otwór wejściowy znajduje się na wysokości 560 m n.p.m. Całkowita długość wyrobisk to około 450 metrów, z czego ponad 300 metrów przypada chodnikowi głównemu, a resztę stanowią boczne chodniki poszukiwawcze. Sztolnia posiadała jeden 20 metrowy szyb. Za otworem wejściowym sztolnia zabezpieczona jest metalową kratą zamykaną od października do maja o czym informuje zawieszona tabliczka, z uwagi na zimujące w niej nietoperze, co tym samym czyni ją obiektem chronionym na mocy prawa jako siedlisko zwierząt objętych ścisłą ochroną. Początkowy odcinek zalany jest wodą osiągającą miejscami głębokość do 1 m. Główną jej część stanowi obszerny poziomy chodnik, z sześcioma parometrowymi bocznymi chodnikami poszukiwawczymi. Wraz z pokonywaną odległością wody na spągu ubywa (czynny ciek wodny – grawitacyjny odpływ wody).Pozostałości magazynu MWPo lewej stronie znajduje się obudowana cegłą komora techniczna, prawdopodobnie były magazyn materiałów wybuchowych. W dalszej części widoczne są na ścianach i stropie liczne żyły kwarcu oraz wkładki łupków zieleńcowych, z których to pobierano próby rud uranu, arsenu, arsenopirytu i miedzi. Widoczne są też różnokolorowe nacieki mineralne, od białych poprzez żółte, czerwone, fioletowe do czarnych, tworzące się w wyniku infiltracji przez wodę górotworu i wypłukiwanie z niego związków mineralnych. Na jednym ze skrzyżowań chodników, w miejscu uskoku tektonicznego, występuje niewielki obwał skał ze stropu. Kolejny obwał można spotkać w jednym z bocznych chodników posiadających drewnianą obudowę. W sztolni widoczne są ślady dawnego torowiska, a spod obwału wystają fragmenty szyn. Mniej więcej w połowie długości sztolni zauważyć można porzucony pojemnik na uran. Pod względem górniczym stan wyrobisk sztolni w Chmielarzu jest dobry.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia nad Błotnią

przez , 27.kwi.2014, w Pod ziemią

Sztolnia nad Błotnicą (Botnicą)26 kwietnia 2014 roku. Udajemy się na zbocza Dębnicy (Eichberg) 463 m n.p.m., celem ich penetracji za dawnymi pozostałościami górnictwa w tym rejonie. Bierzemy na celownik jej zachodnie zbocza. Przemierzając las mieszany natrafiamy wielokrotnie na zapadliska, szurfy oraz odsłonięcia i wychodnie skał zieleńcowych. Widzimy rowy odwadniające, pozostałości po stawach płuczkowych. Liczny rumosz skalny i coraz liczniejsze pingi świadczą o intensywnej eksploatacji w tym rejonie za złożami rud metali w średniowieczu. Penetrujemy kolejne jary i podejmujemy decyzję aby jednym z nich zejść w dół, w kierunku rzeki Błotni (Błotnicy/Botnicy). Jej lewym orograficznie brzegiem trawersujemy zbocze Dębnicy. Rzeczka meandruje wśród lasu iglastego. W pewnym momencie docieramy do miejsca, gdzie niewielkim jarem z jej zbocza wypływa ciek wodny zasilający wody Błotni.Sztolnia nad BłotnicąPrzyglądamy się jego początkowi. Ewidentnie wskazuje on, że w tym miejscu powinien znajdować się wlot sztolni, a ciek wodny upewnia nas w przekonaniu, iż w tej skarpie jest drożna sztolnia. Podejmujemy decyzję – odgruzowujemy wlot. Albo, albo. Po 2 godzinach pracy uwidacznia nam się otwór prowadzący w głąb góry. Jest sztolnia! Jeszcze chwila odrzucania rumoszu skalnego, by wlot osiągnął wymiary pozwalające na spokojną eksplorację sztolni. Zaraz za wlotem widoczna jest silna infiltracja wody i małe „jeziorko” na spągu, a po lewej stronie pozostałość po drewnianej obudowie – resztki stempla. Wlot znajduje się na wysokości 380 m n.p.m. Szerokość wyrobiska waha się w granicach 2 metrów, wysokość 1,7 m i biegnie pod kątem 60′ NW-SE. Sztolnia wydrążona jest w łupkach poprzecinanych żyłami kwarcu z wyraźną mineralizacją związków żelaza i miedzi. Wyrobisko ma 20 metrów długości, prostego chodnika zakończonego przodkiem.Staw płóczkowy powyżej sztolniWszystko wskazuje na to, że była to sztolnia poszukiwawcza za rudami żelaza lub miedzi, być może srebra i złota, jednakże próby rud nie dały oczekiwanych rezultatów i zaprzestano w niej prac. Stan wyrobiska, pomimo zawalenia wlotu, jest dobry, w sztolni jest grawitacyjny odpływ wody. Technika jej drążenia wskazuje, że prawdopodobnie jest to sztolnia z XVII lub XVIII wieku. Robimy zdjęcia wnętrza, mineralizacji na ścianach i stropie, po czym opuszczamy ją pozostawiając wlot drożnym. Udajemy się w górę meandrującej Błotni, gdzie po około 100 metrach natrafiamy na groblę, a za nią na staw płuczkowy. Do niego spływa kolejny strumień. Podchodzimy wzdłuż niego do góry i wśród buków zauważamy kolejne dwa zapadliska z których bierze on swój początek. Jest to kolejne świadectwo znajdujących się tu drożnych sztolni. Tym razem odpuszczamy sobie wszelkie prace eksploracyjne pozostawiając je sobie na kolejny wypad. Odkopane wyrobisko nazwaliśmy umownie „Sztolnią nad Błotnią”.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Grota Puławska

przez , 16.kwi.2014, w Pod ziemią

GPNa przełomie XVIII i XIX wieku Puławy zyskały miano polskich Aten za sprawą rezydencji Czartoryskich, gdyż była drugim po Warszawie ośrodkiem życia politycznego i kulturalnego na ziemiach polskich. Przez blisko półtora wieku miasto było ośrodkiem naukowym, w którym funkcjonowały wyższe uczelnie oraz instytuty naukowe działające do chwili obecnej. Samo miasto położone jest na prawym, wysokim brzegu Wisły, gdzie jej koryto wygina się potężnym łukiem, a Dolina Środkowej Wisły ma tu szerokość kilkunastu kilometrów. Jednym z najciekawszych i najczęściej odwiedzanym zabytkiem w Puławach jest zespół pałacowo-parkowy, którego dzieje sięgają XVII wieku.

Nurt rzeki podmywając wysoki brzeg wyniósł materiał skalny osadzając go poniżej, tworząc wysoką, nadwiślańską skarpę, na której to w latach 1676-1679 marszałek Stanisław Herakliusz Lubomirski wybudował półobronny barokowy pałac, zakładając równocześnie pierwszy ogród. W 1706 roku pałac zostaje spalony przez Szwedów, po czym w 1722 roku córka Lubomirskiego, Elżbieta Sieniawska, rozpoczyna jego odbudowę kontynuowaną przez swoją córkę Zofię Denhoffową, późniejszą żonę księcia Augusta Czartoryskiego (od 1731 roku). Po śmierci Czartoryskiego majątek puławski dziedziczy Adam Kazimierz Czartoryski wraz z żoną Izabelą. W latach 1731-1736 następuje rozbudowa posiadłości, między innymi zostaje wybudowany rokokowy pałac i dokonano rewitalizacji parku.GP1Pod powierzchnią ziemi, w skarpie wiślanej, pomiędzy pałacem a Świątynią Sybilli, wydążono ciąg wyrobisk podziemnych, za sprawą wydobywania materiału skalnego stosowanego przy budowie rezydencji książęcej. Skały znajdujące się w podłożu, trzeciorzędowe opoki i gezy, okazały się bowiem świetnym i tanim budulcem, który ponadto był dostępny na miejscu. Wyrobiska te, pochodzące z XVIII wieku zostały nazwane Grotą Puławską i uznane za obiekt zabytkowy. Podziemne korytarze księżna Izabella Czartoryska wkomponowała w zaprojektowany w stylu romantycznym park pałacowy. Chodnikom nadano odpowiedni, charakterystyczny wystrój, urządzając w największej z powstałych tu komór kaplicę z ołtarzem. Przy wejściu do groty księżna Izabella poleciła ustawić sprowadzoną specjalnie z Włoch rzeźbę śpiącej pantery, w celu wywołania pożądanego nastroju grozy.

Obecnie figura ta znajduje się w Domku Gotyckim (muzeum) na terenie parku. Ciąg korytarzy Groty Puławskiej zlokalizowany jest na niewielkiej głębokości w zboczu skarpy równoległej do koryta Wisły. Na całość kompleksu wyrobisk składają się komory, z których to wybierano potrzebną do budowy skałę oraz łączących je korytarzy o łącznej długości 140 metrów. Korytarze mają zmienne nachylenie od 2-10 stopni, szerokość od 1,2-3,2 metra oraz wysokość 1,8-2,6 metra, zaś stropy w komorach znajdują się na wysokości od 3-4,5 metra. Największa z komór, w której urządzono kaplicę z ołtarzem ma wysokość 6,5 metra. Od 1984 roku na terenie zespołu parkowo-pałacowego prowadzone były prace badawcze i konserwatorskie, które umożliwiły zabezpieczenie i udostępnienie zwiedzającym w 2001 roku Groty Puławskiej.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Podziemia Jarosławskie

przez , 02.kwi.2014, w Pod ziemią

Jarosław jest starym grodem warownym z XI w. położonym na Pogórzu Rzeszowskim, na wysokim, lewym brzegu rzeki San, a jego nazwa wywodzi się od założyciela księcia kijowskiego Jarosława Mądrego. Jego podziemia, a w zasadzie zespół piwnic i składów kupieckich, których powstanie datuje się na XVI-XVII w., znajduje się pod kamienicą numer 14 zwaną kamienicą Rydzikową. Nazwa pochodzi od jej właściciela Wojciecha Rydzika i wzniesiono ją w charakterystycznym dla Jarosławia typie kamienicy z wiatą. W piwnicach utworzono podziemną trasę turystyczną im. Feliksa Zalewskiego (nazwaną imieniem profesora dla upamiętnienia jego wkładu i zasługi przy ratowaniu Jarosławia), o długości 200 m i różnicy poziomów 8,5 m, oddaną do użytku 1 czerwca 1984 r., nad którą od 1991 r. pieczę sprawuje Muzeum Jarosławia. Trasa rozpoczyna się przy wschodniej pierzei jarosławskiego rynku. Pod kamienicą Rydzikową znajdują się wielokomorowe piwnice i chodniki wykute na kilku poziomach. Geneza ich powstania jest podobna jak w przypadkach innych tego typu obiektów np. w Sandomierzu, Rzeszowie i Przemyślu. Miasto będące na szlaku handlowym rozwijało się i kwitło, a najintensywniejszy rozkwit gospodarczy i kulturalny przypadł na koniec XVI i 1 poł. XVII w. W 1375 r. Jarosław otrzymuje przywilej organizowania targów i jarmarków, na które to zjeżdżali kupcy z wielu regionów Europy, a nawet Azji. Handel odbywał się w sklepach lub na miejskim rynku. W związku z tym iż towary musiały jednak być gdzieś składowane, potrzebna była przestrzeń na obiekty magazynowe. Pierwotnie towary kupieckie gromadzono w podcieniach i pod wiatami kamienic, z czasem jednakże miejsca zaczęło brakować i wówczas to rozpoczęto drążenie piwnic i komór składowych pod kamienicami. Z upływem czasu pojedyncze kamienice rozbudowywano i drążono coraz głębiej, tworząc kolejne poziomy. Rozległe chodniki i komory biegły pod wszystkimi zabytkowymi kamienicami w rynku oraz pod ulicami starego miasta. Drążono je w miękkiej skale lessowej, a dla wzmocnienia ścian i stropów obudowywano je następnie cegłami. Niestety po wielkim pożarze w 1625 r. i późniejszym najeździe przez Szwedów w 1656 r. miasto podupadło. Podziemia stały nieużywane, zaniedbano je i przez wiele lat nie poddawano potrzebnej konserwacji. To doprowadziło do sytuacji, w której stały się one zagrożeniem dla zabytkowych kamienic. W związku z tym coraz częściej zdarzały się awarie sieci wodociągowych, pękały fundamenty, zapadały się i zawalały budynki. Podziemia znajdowały się w bardzo złym stanie technicznym, niektóre z nich były pozbawione obudowy ceglanej, inne obudowane tylko częściowo lub nawet w całości były mocno nadwyrężone. Groziło to zarwaniem sklepień i doprowadzeniem do kolejnych katastrof budowlanych. W listopadzie 1962 r. do Jarosławia przybywa zespół specjalistów z Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Bytomiu i niezwłocznie przystępuje do pierwszych prac mających na celu zabezpieczenie starego miasta. Prace prowadzono według planu opracowanego przez grupę naukowców z AGH w Krakowie pod kierunkiem prof Feliksa Zalewskiego. Prace konserwatorskie trwają do chwili obecnej. W trakcie prac zabezpieczających w kamienicy Rydzikowej odkryto komory i chodniki podziemne położone na różnych poziomach. W 1966 r. zaprojektowano przebieg podziemnej trasy turystycznej, która przebiega ceglanymi korytarzami o łukowatych sklepieniach przez kilka podziemnych komór. Pierwsza kondygnacja podziemi znajduje się w strefie fundamentów domu i jest adekwatna do rozmieszczenia pomieszczeń na parterze. Niższą kondygnację tworzą cztery połączone ze sobą chodniki usytuowane pod wschodnia częścią kamienicy. Trzeci, najniższy poziom, opada wzdłuż ściany północnej i wychodzi poza obrys fundamentów kamienicy.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , więcej...

Sandomierskie lochy

przez , 27.mar.2014, w Pod ziemią

Sandomierskie LochySandomierz to malownicze, 25-tysięczne miasteczko położone na lewym, wysokim brzegu Wisły, w Kotlinie Sandomierskiej, które w ostatnich latach zostało rozpromowane głównie za sprawą telewizyjnego serialu „Ojciec Mateusz”. Jedną z jego atrakcji są Sandomierskie Lochy biegnące pod Starym Miastem. Podziemia powstały najprawdopodobniej w XIV w. w celu magazynowania towarów kupieckich. Kwitł wówczas handel, który przynosił miastu duże zyski przyczyniając się do jego rozwoju. Sandomierz otoczony murami obronnymi nie dysponował jednak wystarczająco rozległymi i bezpiecznymi terenami, które można było wykorzystać na składy. Kupcy zamiast budować na powierzchni spichlerze i magazyny, zaczęli drążyć piwnice pod miastem, najpierw pod własnymi kamienicami, później coraz dalej i na różnych poziomach. Tym sposobem na przestrzeni wieków powstał spory labirynt komór i korytarzy, wydrążony w utworach akumulacji rzecznej – piaskach, iłach i żwirach.Sandomierz. Kamienica OleśnickichWejście do lochów znajduje się na tyłach kamienicy Oleśnickich, na staromiejskim rynku. W 1977 r. w lochach sandomierskich utworzono trasę turystyczną o długości 470 metrów, o zróżnicowanej głębokości dochodzącej do 12 metrów. W 1963 r. nasiliły się awarie i zapadliska. Wówczas zespół pracowników naukowych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie opracował specjalny program „Wytyczne Ratowania Dzielnicy Staromiejskiej w Sandomierzu”. Rok później rozpoczęto prace górnicze w podziemiach. W rezultacie uzyskano obszar prawdziwego labiryntu piwnic, korytarzy, wyrobisk, tworzących długie, kilkukondygnacyjne, podziemne miasto. Część wyrobisk musiała zostać zlikwidowana ze względów konstrukcyjnych. W grudniu 2007 r. Podziemna Trasa Turystyczna została wydłużona o dodatkowe, wyremontowane pomieszczenia, znajdujące się pod Kamienicą Oleśnickich. Trasa rozpoczyna się od kamienicy Oleśnickich łącząc piwnice pod budynkami  przy ulicach Opatowskiej, Oleśnickich, Bartolona, Rynku, prowadząc do Ratusza. W wyniku przeprowadzonych prac udostępniających wzmocniono sklepienia piwnic, obudowano je wtórnie cegłami i zainstalowano oświetlenie elektryczne.Zejście do lochów sandomierskichW skład ciągu podziemi na trzech kondygnacjach, z których najgłębsze położone jest 12 m pod powierzchnią ziemi, wchodzą autentyczne korytarze i komory, które połączono nowymi przejściami. Ich nazwy nawiązują do legend związanych z miastem lub historycznych postaci. Wyeksponowano w nich przedmioty znalezione podczas prac restauratorskich i inne artefakty. Zwiedzając lochy zapoznać się można z dziejami miasta na przesterzni wieków. Sandomierskie lochy owiane są legendami. Drążone przez wieki pod miastem korytarze i komory w opowieściach i legendach ciągną się do podmiejskich wiosek Kobierniki i Krakówka a nawet pod dnem Wisły na jej prawy brzeg i dalej – aż do zamku w Baranowie Sandomierskim. Tu według legendy zginęła bohaterka Halina Krempianka, ratując miasto przed Tatarami. Podziemia, które w burzliwej historii Sandomierza były schronieniem dla mieszkańców, stały się też przyczyną wielu katastrof budowlanych.

Legenda…

W XIII w. Tatarzy trzykrotnie najeżdżali Sandomierz. W czasie drugiego najazdu w 1260 r. zdobyli i spalili  miasto, ludność wymordowali, a część trafiła w jasyr. Jednym z zabitych był dowodzący obrona miasta Piotr z Krępy. Miał on córkę Halinę, którą uratował wierny sługa Boguchwał. W 1287 r. Tatarzy po raz trzeci stanęli u bram miasta. W czasie obrony zginął kasztelan Janko z Pilawy, mąż Haliny Krępianki. Obrońcy ponieśli duże straty, zginęło wielu dzielnych rycerzy i odważnych mieszczan. Sytuacja stała się krytyczna, na mieszkańców padł blady strach. Wówczas piękna Halina przygotowała fortel. Udała się do obozu wroga i opowiedziała chanowi, że wójt Witkon okrył ją hańbą, postanowiła więc się zemścić i oddać miasto w ręce Tatarów. Ci skuszeni wizją łatwych łupów i krwawej rzezi uwierzyli Halinie, która przekonywała, że otoczone murem miasto jest dobrze zabezpieczone, zdobyć je trudno, ale jest loch ukryty pod ziemią i można nim skrycie przejść do zamku. Wojownicy tatarscy ruszyli za Haliną w głąb lochów. Wówczas to ukryci sandomierzanie głazami zasypali wejście, grzebiąc napastników. Dzielna Halina poświęciła własne życie, by uratować Sandomierz, a lochy zapisały się na zawsze w dziejach miasta…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , więcej...

Sztolnia w Grabowcu

przez , 13.mar.2014, w Pod ziemią

SWGNa północ od Karpacza znajduje się góra Grabowiec 784 m n.p.m. (Kraberberg) odwiedzana najczęściej za sprawą znajdującej się na jej zboczach Kaplicy św. Anny, Dobrego Źródła oraz ciekawych granitowych skałek – Ostra, Mała, Patelnia. Jednakże kierując się dalej niebieskim szlakiem dotrzeć można do znajdującego się przy nim wejścia do sztolni Kraberstollen powstałej w 1927 roku. Sztolnia ta została wydrążona w granicie karkonoskim z widocznymi żyłami porfiru docelowo jako ujęcie wody dla pobliskiego prewentorium i schroniska Bergfriedenbaude.Sztolnia w Grabowcu (1)Stanowi ją prosty chodnik, w początkowej części obetonowany, częściowo nieznacznie zalany wodą, o długości około 40 metrów. W stropie widoczny jest szyb (otwór) wentylacyjny. Chodnik doprowadza do komory składającej się z dwóch części, przegrodzonej wybetonowanym zbiornikiem o wymiarach 2×3 metry i głębokości 2 metry. Zbiornik okresowo jest zalewany przez wodę. Na jego dnie, prócz sterty śmieci w postaci desek, gruzu i elementów metalowych, widoczna jest studnia wypełniona do połowy wodą. Na dno zbiornika jak i do studni prowadzą stopnie wykonane z metalowych prętów. Sama sztolnia kończy się surowym przodkiem.Sztolnia w Grabowcu (2)Związane są z nią opowieści o rzekomym ukryciu w jej wnętrzu depozytu przez niemieckich żołnierzy w postaci różnego rodzaju kosztowności. Skrzynie z ich zawartością miały być przez nich przeniesione do sztolni i ukryte właśnie ze schroniska Bergfriedenbaude. W latach 80-tych XX wieku była ona penetrowana przez wojsko pod tym kątem, jednakże nic nie znaleziono. Powyżej wejścia do sztolni znajdują się dwie zasypane studnie, prawdopodobnie będące niegdyś szybikami wentylacyjnymi.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Fortuna koło Ząbkowic Śląskich

przez , 28.sty.2014, w Pod ziemią

Wdzięczna nazwa Fortuna oraz cel jej istnienia – węgiel brunatny. Czysty węgiel, popiół i woda, w uproszczeniu te trzy składniki tworzą węgiel brunatny. Jest on skałą osadową pochodzenia organicznego, która powstała 20-2,5 mln lat temu. Najstarszym dokumentem kartograficznym dotyczącym kopalni Fortuna jest mapa ze stycznia 1875 r. (szkic kartograficzny) wykonana przez mierniczego L. von Neuendahla w Nowej Rudzie dla robót poszukiwawczych za węglem brunatnym (Braunkohlen Muthung), niejako pierwszego etapu powstawania właściwej kopalni. Szkic został zatwierdzony przez urzędnika Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu w dniu 27 maja 1875 r. Mapa jest bardzo precyzyjna i zawiera wiele szczegółów. Obszar poszukiwań został objęty polem o powierzchni 2.188.640 m2, co odpowiada z grubsza powierzchni 300 normalnej wielkości boisk piłkarskich, które to pole rozciągało się od Sieroszowa (Seitendorf) do Czerńczyc (Fromsdorf).Wydaje się, że opisanie na mapie tak wielkiej powierzchni może być niezwykle trudne, praktycznie jednak wymagało ujęcia całego obszaru punktami w terenie, które w przypadku mapy z 1875 r. składają się z liter od „A” do „I”, tworzących ów olbrzymi wielokąt. Wystarczyło podać odległość od jednego punktu do drugiego oraz wskazać kierunki geograficzne, aby obszar poszukiwań surowca został precyzyjnie zakreślony. Cały wielokąt należało jednak „zawiesić” na choćby jednym stałym punkcie terenowym, który był potencjalnie „długowieczny” i gwarantował, że każdy kolejny mierniczy mógł odnaleźć w przyszłości dowolny punkt ważny dla górniczego założenia. Mierniczowie odwiecznym zwyczajem wybierali więc miejsce, które było niezmienne przez stulecia, a jednocześnie widoczne z daleka i pozwalające na lepszą orientację – kościół, a w zasadzie jego wieżę. W przypadku ww. mapy punktem orientacyjnym była wieża kościoła katolickiego w Sieroszowie.Sieroszów to niewielka wieś położona przy trasie z Ząbkowic Śląskich do Ziębic. We wsi znajduje się kościół pw. św. Michała Archanioła, znany krajoznawcom z oryginalnej ambony w kształcie łodzi. Prosta bryła świątyni ze spadzistym dachem pokrytym blachą do której przystaje kwadratowa wieża z oktagonalnym hełmem zakończona bulą i chorągiewką, otoczona jest kamiennym murem. Kościół ten dawniej był potrzebny do wydobywania węgla brunatnego w sąsiednich Czerńczycach. Wychodząc przez północną bramę na szerokie pole, ukazuje się atrakcyjny widok na odległe o ponad 2 km Czerńczyce i polna drogę, której zaczątek naniesiony jest na mapę Neuendahla. Patrząc bardziej na północ widoczne jest zalesione obniżenie między polami, w którym dawniej biegła granica pomiędzy Sieroszowem a Czerńczycami i zarówno dalej, jak i dziś przepływa bezimienny potok. Na mapie z 1875 r. miejsce to nazwane jest Doliną Liści (Der Laubgrund) i to dokładnie tam najpewniej rozpoczęła się historia Fortuny. Wody potoku musiały podcinać brzegi gruntu i odsłaniać pokłady węgla brunatnego, dlatego podjęto decyzję o rozpoczęciu poszukiwań. Wybrano w tym celu charakterystyczne miejsce przy małym stawku, nazywanym dumnie Czarnym (Der Schwarze Teich), do którego przyłożono miarę od kamienia granicznego. Staw leżał dokładnie 462 m od niego w kierunku NW. Zaskakującym jest jak obecnie dzika wydaje się ta dolina, którą można przerzucić wszerz kamieniem. Wcina się w płaski teren, zarośnięta drzewami, z wąskim potokiem meandrującym pomiędzy błotnistymi brzegami, a w nim śliskie, okrągłe kamienie. Po przejściu około 250 m od polnej drogi z Czerńczyc odnaleźć można podejrzane zawaliska tuż nad brzegiem potoku, a wszelkie wątpliwości odnośnie do pochodzenia tych wylotów rozwiewa brudnożółta maź, wylewająca się z wodą z zawalonego otworu. Analizując mapę wynikało, że w pobliżu powinien być Czarny Staw, który w rzeczywistości obecnie jest podmokłą kałużą niż ważnym punktem orientacyjnym. W jego pobliżu są zlokalizowane dawne szurfy, oznaczone na mapie z 1875 r. i co najmniej 3 wyloty sztolni tuz nad potokiem. Grunt w tym miejscu jest bardzo podmokły i błotnisty więc próba odkopania odnalezionych sztolni zakończyła by się niepowodzeniem, tym bardziej, że według mapy Neuendahla były one dość krótkie, 10-50 m (przynajmniej w czasie sporządzania mapy). Większe nadzieje daje możliwość zlokalizowania kolejnych sztolni bliżej Czerńczyc, które są widoczne na kolejnej mapie kopalni Fortuna, opracowanej zaledwie 5 lat po szkicu sporządzonym przez mierniczego Neunendahla w 1875 r. Pełna nazwa późniejszej mapy brzmi: „Gruben-Bild von dem Braunkohlen Bergwerk ‚Fortuna’ bei Fromsdorf, Kreis Munsterberg” (Plan kopalni węgla brunatnego Fortuna w Czerńczycach, powiat Ziębice), a jej autorem jest koncesjonowany mierniczy Jaschke, doświadczony urzędnik, znany także z opracowań kartograficznych rejonu Braszowic (autor m.in. planu kopalni magnezytu z 1882 r. czy planu kopalni niklu Selma z 1887 r.).Pomiarów do wykonania mapy kopalni Fortuna dokonał 22 grudnia 1879 r. oraz 7 lutego 1880 r., co skrupulatnie odnotował w rogu jednego z arkusza mapy. na pierwszej stronie dokumentu przedstawił plan sytuacyjny okolic Czerńczyc w skali 1:10.000, na którym rzuca się w oczy charakterystyczny wielokąt pola górniczego – dokładnie tego samego pola, które wytyczone zostało 5 lat wcześniej i rozciągało się od czubka wieży kościoła św. Michała Archanioła w Sieroszowie aż po zabudowania Czerńczyc. Co ciekawe w okolicy Doliny Liści, Czarnego Stawu i znajdujących się tam wylotów sztolni, mapa z 1880 r. nie zawiera żadnych oznaczeń. Jest to zastanawiające biorąc pod uwagę krótki czas między powstaniem obu map i przypuszczenie graniczące z pewnością, że wcześniejsze roboty górnicze były jeszcze doskonale widoczne w terenie, sztolnie nawet drożne. Być może jednak poszukiwacze węgla brunatnego skupieni byli już na nowym złożu w niższej części potoku, w centralnej części pola górniczego. Ponieważ pole to było ogromne, tak więc niewielkie wloty sztolni, szurfy czy inne istotne składowe kopalni należało oznaczyć dokładniej. W tym celu centralna, północna część pola górniczego została przedstawiona przez mierniczego Jaschkego „w powiększeniu” na czterech arkuszach w skali 1:2000. Z tego zestawu najbardziej interesujący jest arkusz oznaczony „AIII”, na który naniesiono szczegóły dotyczące kopalni. To co od razu rzuca się w oczy na arkuszu „AIII”, to czerwono-czarne kontury 3 sztolni. Dwie sztolnie odchodzą w przeciwnych kierunkach, a ich wloty (Stolln Mdl.) usytuowane są dokładnie na przeciwko siebie nad potokiem. sztolnia południowa kończy się szybem nazywanym Constantia, który według mapy miał mieć 20 m głębokości. po prawej stronie jest jeszcze jedna sztolnia, do której jedyna droga prowadzi przez głęboki na ponad 8 m szyb Ails. Tuż nad szybem oznaczono miejsce wykonania otworu wiertniczego (Bohrloch), a około 40-50 m od szybu naniesiono ślady starszych wyrobisk (alter Stolln). Przerywane kreski wskazują, że raczej nie były one dostępne w momencie tworzenia mapy przez Jaschkego. Przyglądając się pierwszy raz mapie można sądzić, że wlot sztolni znajduje się na poziomie drogi biegnącej do centrum Czerńczyc, tak jak może sugerować mapa, co jest bardzo mylące, bo będąc na miejscu można spostrzec, że jest to niemożliwe ze względu na gemorfologię terenu. W lokalizacji pomocny okazuje się szkic z 1875 r., na którym to także oznaczono tę sztolnię, której wylot znajdował się nie nad drogą, lecz nad potokiem, a sztolnia kończyła się nie na poziomie drogi, tylko głęboko pod nią. na tym samym, wcześniejszym dokumencie widoczne były także w pobliżu starej sztolni roboty poszukiwawcze (Schurfarbeiten), których śladów należy szukać po południowej stronie drogi. Szyb Constantia kryje się w odległości kilkunastu metrów od mostka (znajdującego się nieopodal skrzyżowania drogi asfaltowej i polnej w Czerńczycach), oznaczonego wyraźnie na mapie Jaschkego, w wysokich pokrzywach. Na wypłaszczeniu terenu znajduje się wyraźny lej, który ma głębokość ponad 2 m i służy jako miejsce składowania odpadków. Gdyby zgłębić w tym miejscu ziemię i śmieci na 20 m w dół, znaleźć by się można w sztolni prowadzącej w stronę strumienia. Z mapy wiadomo, że trzeba przejść przez jeszcze jeden mostek i skręcić na zachód by nad potokiem szukać wylotów sztolni. Brak szczegółów w terenie może okazać się mylący, dlatego lepiej jest pójść korytem potoku, podobnie jak w Dolinie Liści, by natrafić na ślady wylotów sztolni. Wylot sztolni jest zawalony, a u samego jej końca zgromadzona jest gęsta breja przypominająca błoto, natomiast spod zawaliska wypływa ciemnożółta ciecz, mieszanina wody i pozostałości miękkich pokładów węgla brunatnego. Od wlotu chodnik miał prowadzić kilkadziesiąt metrów wprost pod szyb Constantia, mijając po drodze kilkumetrowy boczny chodnik. Dokładnie po przeciwnej stronie strumienia widoczne są ślady wlotu drugiej sztolni, z pod której zawaliska wypływa znacznie mniej mazi i błota. Wdrapując się na zbocze nad strumieniem natknąć się można na wylot studni wydrążonej nad sztolnią, a nieoznaczoną na mapie, która do tej pory służy jako ujęcie wody. Poziom wody w studni wskazuje, że sztolnia jest zalana, ale dzięki studni jest w pewnym sensie dalej drożna. To ujęcie wody tłumaczy dlaczego kilkanaście metrów dalej wypływ wody u wylotu sztolni jest o wiele mniejszy niż w sztolni na przeciwko. Przechodząc przez wąski strumień w kierunku szybu Ails, można zauważyć, że ziemia zarosła tutaj krzakami i pokrzywami, a czas obszedł się z dawną kopalnią bezceremonialnie – śladu po szybie Ails nie ma. Widoczne są natomiast zarysy niewielkiego wzniesienia (oznaczone na mapie), ale pewności, że jest to warpa brak. Po przeciwnej stronie drogi zachowały się natomiast ślady po robotach poszukiwawczych (Schurfarbeiten), w postaci szerokich, podłużnych rowów, przypominających okopy. Miejsce gdzie znajduje się najbardziej wysunięta na zachód stara sztolnia, gdzie powinien być jej wlot, jest ogrodzonym i zarośniętym terenem prywatnym, który uniemożliwia zweryfikowanie czy sztolnia jest rzeczywiście niedrożna od czasów Jaschkego.

Kopalnia węgla brunatnego w Czerńczycach pomimo swojej nazwy nie jest „fortunna” i nie pozwala odkryć swoich podziemnych tajemnic, jednak w oparciu o mapy i to co pozostało w terenie, można pokusić się o odtworzenie jej historii. W 1874 r., a być może rok lub dwa wcześniej, odnaleziony zostaje pokład węgla brunatnego w Dolinie Liści. Wyznaczone zostaje pole górnicze ciągnące się od Sieroszowa po Czerńczyce, ujęte na planie w 1875 r., a górnicy prowadzą prace poszukiwawcze w pobliżu Czarnego Stawu. Oprócz kilku rowów poszukiwawczych wykonują krótkie sztolnie w celu zbadania złoża. Robią to najpewniej skromnymi, tanimi metodami, bez obudowy, z grawitacyjnym odprowadzeniem wody do potoku w dolince. Zapewne są zniechęceni wynikami swoich prac, bo przenoszą się w dół potoku, bliżej Czerńczyc. Ponownie rozpoczynają od rowów poszukiwawczych i wykonania sondażowej sztolni, która teraz znana jest jako „stara”. W miejscu gdzie rowy poszukiwawcze za drogą potwierdzały istnienie złoża, drążony jest otwór wiertniczy (Bohrloch), który potwierdza występowanie węgla. Założony więc zostaje szyb Ails, który dociera do złoża i pozwala je rozpoznać kilkunastometrową sztolnią. W sztolni górnicy wykonują 3 sondażowe komory. Wyniki są bardzo obiecujące, więc w ciągu następnych 2-3 lat drążą dwie sztolnie, których wyloty znajdują się na przeciw siebie nad potokiem. Zapewne dopiero z tych dwóch sztolni uzyskiwany jest surowiec. Kopalnia Fortuna nie działała zbyt długo. W roczniku Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu z 1913 r. figuruje w spisie kopalń porzuconych (nieczynnych), a jako właściciela praw do niej odnotowano nieznane z nazwy gwarectwo. Nic zatem nie przemawia by owi gwarkowie właśnie w Czerńczycach znaleźli swoje górnicze szczęście, a niewielka kopalnia może być dzisiaj jedynie atrakcją dla miłośników dawnego górnictwa.

(źródło: „Sudety” 02,03/12,K.Krzyżanowski,D.Wójcik)


Komentowanie nie jest możliwe :, , więcej...

Jaskinia w Mechowie

przez , 24.sty.2014, w Pod ziemią

Jaskinia w MechowieJaskinia w Mechowie (Grota Mechowska,Groty w Mechowie) jest jaskinią sufozyjną, znajdującą się we wsi Mechowo. Jedyna tego typu w Polsce i w Europie Północnej, osobliwość geologiczna, udostępniona do zwiedzania. Nazwa „groty” nie dotyczy faktu istnienia kilku połączonych ze sobą jaskiń, lecz dwóch wejść do jednej, głównej Sali. Jest jaskinią turystyczną z oświetleniem elektrycznym. Otwory wejściowe znajdują się około 60 m n.p.m., jej deniwelacja jest niewielka, a łączna długość korytarzy wynosi 61 metrów. Samo Mechowo oddalone jest 9 km na zachód od Pucka i położone jest w obszarze Puszczy Darzlubskiej, w dolinie niewielkiego potoku rozcinającego krawędź Kępy Starzyńskiej i odprowadzającego swe wody ku rzece Plutnicy płynącej szeroką pradoliną. Dolina wspomnianego potoku wcięła się dość głęboko w podatny na erozję luźny materiał plejstoceński i tworzy strome stoki wysokości 10 do 30 metrów.Jaskinia w Mechowie (1)Jaskinia powstała w obrębie wzgórza morenowego, wskutek wypłukania piasku z pomiędzy scementowanych węglanem wapnia, a przez to odporniejszych na erozję, skał osadowych, w wyniku czego utworzyły się malownicze słupy podtrzymujące sklepienie przy obu wejściach do jaskini. Na powstanie przyotworowych kolumn duży wpływ miały także procesy eoliczne. Obszar na którym powstała zbudowany jest przez osady najmłodszego zlodowacenia tzw. bałtyckiego fazy gardzieńskiej. Są to na powierzchni gliny zwałowe oraz leżące pod nimi piaski fluwioglacjalne. Morfologia terenu jest dość płaska. Przez wioskę w okolicy jaskiń przepływa niewielki potok o nieustalonej tożsamości, do dna którego schodzimy z powierzchni wysoczyzny, około 7 metrów. Po ustąpieniu lądolodu w późnym glacjale równa powierzchnia wysoczyzny zbudowana z glin zwałowych uległa wewnętrznym spękaniom, tak zwany cios diagenetyczny. Stopienie wiecznej zmarzliny w okresie kolejnych ociepleń pozwoliło na uruchomienie wód gruntowych. Gliny zwałowe jako utwory nieprzepuszczalne stanowiły ekran dla wsiąkania wód opadowych. Mogły więc migrować tylko wzdłuż uprzywilejowanych stref spękań.Jaskinia w mechowie (2)Agresywne bogate w CO2 wody deszczowe ługowały zawarte w glinach zwałowych węglany (CaCO3) i odprowadzały je w postaci rozpuszczonej kwaśnego węglanu wapnia w kierunku bazy erozyjnej. W ten sposób wody dochodziły do zalegających pod glinami piaszczystych utworów fluwioglacjalnych. Na skutek zmiany reżimu wodnego, głównie ciśnienia, przepływu, chemizmu środowiska, dochodziło do strącania CaCO3 z wody w piaskach. Strącanie miało miejsce bezpośrednio pod strefami spękań w glinach. W ten sposób doszło do powstania miejscowego spojenia piasków spoiwem kalcytowym. Spojone piaskowce znalazły się wśród niespojonych piasków tworząc strukturę w planie przypominającą siatkę. Tak kończy się pierwszy etap powstania jaskini nazywany przez geologów epigenezą. Jednocześnie na powierzchni terenu rozwijała się sieć rzeczna. Doliny wcinały się coraz głębiej w podłoże dochodząc w pewnym momencie do powierzchni stropowej piasków.Plan jaskini w MechowieW przestrzeniach porowych tych luźnych utworów zaczęły krążyć wody, które wynosiły najdrobniejsze cząstki ilaste. Spojone kalcytem piaskowce były odporniejsze na wymywanie. Z czasem dochodziło do wypłukiwania coraz większych cząstek. Po pewnym czasie doszło do „ustrumieniania” się cieków i utworzyły się pierwsze pustki skalne. Ten etap powstawania jaskiń nazywany jest sufozją. Cały czas potok wcina się w piaski prowadząc do obniżania bazy erozyjnej i powiększania komór jaskini.

Najstarsza wzmianka o jaskini w Mechowie pochodzi z 1818 roku, kiedy to przypadkowo odkrył ją mierniczy Heue podczas prac geodezyjnych. Wtedy też dokonano jej pierwszych pomiarów. Już w 1908 roku ówczesne władze pruskie uznały jaskinię jako pomnik natury, a pierwsze jej opisy pochodzą z pierwszej połowy XIX wieku, kiedy po odkryciu obiektu próbowano zwrócić uwagę na jego osobliwość i w stosunkowo niejasny jeszcze sposób wytłumaczyć jego genezę. Pierwsze prace zabezpieczające i restauracyjne zostały przeprowadzone w 1910 roku.Jaskinia w Mechowie (3)Kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, Jaskinia Mechowska została odkopana, zabezpieczono też otwór wejściowy oraz fragment skał, który groził zawaleniem. Rzadki i cenny obiekt ulega zatem systematycznemu niszczeniu i aby zapewnić mu jak najdłuższe istnienie, wydzielono obszar występowania piaskowca i jaskini jako teren podlegający ochronie. Obecnie ten geologiczny zabytek wraz z najbliższym otoczeniem stanowi rezerwat o łącznej powierzchni 0.2 ha podległy Państwowej Radzie Ochrony Przyrody i odpowiednio oczyszczony i zabezpieczony przed przedwczesnym zniszczeniem, jest jednym z najlepiej otoczonych opieką obiektów chronionych na terenie województwa gdańskiego. U podstawy stoku doliny, na jego skłonie, obserwujemy balustradę słupów skalnych zbudowanych z piaskowca, wysokości przekraczającej nieco wzrost człowieka. Poszczególne słupy nierównomiernej grubości w granicach 20-40 cm związane są u stropu zwartą płytą skalną zbudowaną z tego samego materiału.Jaskinia w Mechowie (4)Zarówno słupy cechujące się licznymi zgrubieniami, jak i płyta skalna wykazują regularne warstwowanie. Przedstawiają one zatem zupełnie obcy element geologiczny wśród utworów budujących otoczenie. Ponadto z łatwością można stwierdzić, iż wśród balustrady słupów skalnych istnieją dość szerokie wejścia prowadzące do wewnętrznego korytarza, rozprzestrzeniającego się wewnątrz stoku, a będącego niczym innym jak grotą typu krasowego. Kolumny te to znak rozpoznawczy jaskini. Dwa kilkumetrowej długości korytarze prowadzą do dość rozległej salki, która jest jej centralnym punktem. W tym miejscu kończy się udostępniona turystycznie część jaskini. Z sali ku północy bierze początek niski, lecz szeroki korytarz. Ściany tego ponad 20 metrowej długości korytarza zbudowane są z gruboziarnistego żwiru. W niektórych miejscach na ścianach i stropie korytarza występują nacieki kalcytowe: stalaktyty i polewy, częściowo zabarwione na kolor czerwony, dzięki obecności związków żelaza rozpuszczonych w wodzie. Najbardziej znanym z nich jest tzw. „Krwawiące Serce”.OLYMPUS DIGITAL CAMERASpoiwo kalcytowe fluwioglacjalnych piaskowców plejstoceńskich jest bardzo nietrwałe. Już po kilkudziesięciu godzinach dochodzi do całkowitego rozlasowania próby. Wysoko zmineralizowane wody podziemne w tym rejonie przeciwdziałają naturalnemu zniszczeniu Pomnika Przyrody. Badania geofizyczne prowadzone w tym rejonie rozpoznały istnienie wielu podobnych form w okolicy doliny potoku.
Walory przyrodnicze jaskini są do tego stopnia interesujące, iż kolejni gospodarze ponawiali próby jej rekonstrukcji. Najnowsze badania jaskini przy pomocy nowoczesnych urządzeń geologicznych napawają smutkiem wszystkich miłośników tej osobliwości. Strop komory głównej zbudowany jest z piaskowca i nadal grozi osypywaniem, stąd najpiękniejsza, końcowa izba z „krwawiącym sercem” ociekającym roztworami minerałów, mieniącym się wszystkimi barwami jest dostępna tylko dla speleologów.OLYMPUS DIGITAL CAMERAJedynym gwarantem uruchomienia całej trasy jest zainstalowanie urządzenia rejestrującego najmniejsze ruchy tektoniczne, pozwalające na szybką interwencję w razie zagrożenia, jego cena jednak w chwili obecnej przekracza możliwości finansowe gospodarzy jaskini.
Dla ruchu turystycznego udostępniona jest tylko niewielka, przyotworowa część jaskini, ponieważ pozostała część jest bardzo trudno dostępna (wymaga czołgania się). Zwiedzanie trwa zaledwie kilka minut i jest jedną z najkrótszych podziemnych tras turystycznych Polski. W tym czasie można jednak zobaczyć niebanalne formy naciekowe. Nie polecana jest osobom wysokim lub większych gabarytów oraz cierpiących na klaustrofobię. Tylko w nielicznych miejscach można się rozprostować, w większości przypadków jaskinię należy zwiedzać w pozycji zgiętej. Mimo, iż jaskinia jest relatywnie niska i niewielka, warto odwiedzić to miejsce, aby obejrzeć tą anomalię geomorfologiczną.OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Legenda mówi, że jaskinia ta jest początkiem nigdy niedokończonego tunelu, który rzekomo łączyć miał dwa klasztory: męski w Mechowie i kilka kilometrów dalej żeński w Żarnowcu. Tunel rozpoczęli kopać zakonnicy, by połączyć klasztory w celu potajemnych schadzek. W czasie prac, w głębi tunelu napotkali oni jednak Lodowego Ducha, który pogasił braciszkom drążącym tunel wszystkie świece. Ci w popłochu uciekli i już nigdy pracy swej nie wznowili. Ale to tylko legenda, bo w Mechowie nigdy nie było żadnego klasztoru. Specyficzny obieg powietrza w grocie sprawia, że przy wejściu do jednego z korytarzyków gasną wszystkie świeczki. Legenda głosi, że gasi je diabeł, który zadomowił się w grocie w średniowieczu, kiedy to sekretny korytarz łączył męski klasztor w Mechowie z żeńskim w Żarnowcu i służył do grzesznych schadzek. Przy jednej z kolumn u wejścia do jaskini znajduje się tajemnicza figurka Jaskiniowego Niedźwiadka. Stara legenda głosi, że każdy kto jej dotknie i pogładzi po głowie zostanie oszczędzony przez złe moce i spotka go wielkie szczęście.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , więcej...

Sztolnie pirytu w Szklarskiej Porębie

przez , 08.sty.2014, w Pod ziemią

Kopalnia pirytu w Szklarskiej PorębieSzklarska Poręba znana jest od XIII w. jako miejsce poszukiwań i prac górniczych. Wydobywano tu głównie kwarc, który przyczyniał się do rozwoju miasta w zakresie produkcji szkła, znajdowano tu także złoto. Kolejnym surowcem był piryt. Przypomina wyglądem złoto, co przyczyniło się do określania go mianem „złota głupców”. Głównym zastosowaniem pirytu była produkcja kwasu siarkowego. Produkowany z pirytu kwas używany był głównie jako składnik farb do sukna, produkcji atramentu oraz prochu strzelniczego. Miejsce gdzie wydobywano piryt jest znane i łatwo dostępne, są to okolice Zbójnickich Skał, położone na południowych stokach Grzbietu Wysokiego w Górach Izerskich. Dojść do nich można kierując się za oznaczeniami z drogi za Zakrętem Śmierci, leśną drogą sprowadzającą w dół i po około 15 minutach skręcamy w prawo do jaru gdzie są one zlokalizowane. Wejścia robią duże wrażenie. Do pierwszej sztolni sprowadza zejście w postaci obszernego szybu. Dalej wchodzimy do obszernej, niskiej komory, z której na prawo prowadzi chodnik do głębokiej komory wydobywczej na planie koła. Kierując się prosto docieramy do sporych rozmiarów hali. Po jej prawej stronie biegnie niewielki i krótki boczny chodnik poszukiwawczy zakończony przodkiem. Po lewej stronie, na końcu hali widnieją pozostałości drabin wprowadzających niegdyś na drugi poziom. W stropie widoczny jest otwór wejściowy i pozostałości drewnianego podestu. W chwili obecnej wejście na drugi poziom po drabinie jest nie możliwe. Kolejna sztolnia znajduje się na przeciwko. Widoczne są dwa duże, efektownie wyglądające otwory. Początkowy odcinek to obszerna komora zwężająca się ku górze. Prace wydobywcze prowadzono na dwóch poziomach biegnących nad sobą, odstrzeliwując następnie warstwę rozdzielających je skał. Po kilkunastu metrach sztolnia biegnie pod górę. Po lewej widoczny jest ciasny i krótki, boczny chodnik poszukiwawczy. Dalej sztolnia przekształca się w wąski i wysoki chodnik. W ociosach znajdują się wydrążone kwadratowe i prostokątne otwory na różnych wysokościach, będące gniazdami – miejscami w których osadzano drewniane belki, a na nich układano podesty dla górników pracujących na kilku poziomach. Podestach się nie zachowały. Zachował się fragment spągu, który leżał na podeście zanim ten ostatni się zerwał lub go zdjęto. Miejsce to nazywane jest „mostkiem” od charakterystycznego, łukowatego kształtu. Chodnik dalej kieruje się pod górę, co raz bardziej zwężając się by po kilku metrach za nie wielkim progiem zakończyć się przodkiem.

Pierwsze wzmianki o walońskiej działalności górniczej pochodzą z 1530 r. Około 1550 r. powstała nowa kopalnia pirytu. 3 lata później powstaje pierwsza witrolejnia. Pod koniec XVI w. w kopalni zatrudnionych było około 60 osób. W latach wojny 30-letniej zaprzestano prac. Największe zmiany nastąpiły w 1773 r. kiedy to kupiec Christian Melchior Preller z Podgórzyna założył nowy zakład do przeróbki pirytu w kwas siarkowy, jedną z największych w Prusach. Witrolejnia została postawiona na miejscu wcześniejszego zakładu położonego na rzeką Kamienną. Przez wiele lat witrolejnia była atrakcją Szklarskiej Poręby. Istniejące dziś wyrobiska związane są z tymi pochodzącymi z XVI w. Próby wydobycia pirytu wznawiano w 1735 i 1766 r. wydrążając dwie sztolnie – Zur Ehre des Gottes (Ku chwale Bożej) i Zu des Menschen Besten (Dla dobra człowieka). Drugą sztolnię od 1768 r. nazywano Friedrichsgrube (Kopalnia Fryderyka). W latach 1772-1787 wydobywano tu do 400 t pirytu rocznie. W 1786 r. podobnie jak pod koniec XIV w. kopalnia zatrudniała około 60 osób (górników, hutników, drwali, węglarzy, woźniców). Pozyskiwano tu także małe ilości rudy Pb i Ag. Na przełomie XVIII i XIX w. kopalnia została zamknięta, a piryt do witrolejni sprowadzano z innych ośrodków górniczych (Rudaw Janowickich). Zachowane informacje z 1800 r., mówią że piryty pochodziły z Miedzianki dlatego, że miejscowe złoża były już wyczerpane i nie wystarczały na potrzeby zakładu. Przypuszcza się, że w tym okresie złoże pirytów pod Zbójnickimi Skałami wyczerpało się lub nie było wystarczająco zasobne. W Archiwum Państwowym w Katowicach zachowała się mapa górnicza „Vorstellung der Kies Grube Friedrich Wilhelm am Schwarzen Berge zu Schreiberhau”,przedstawiająca tą kopalnię z 21 lipca 1821 r. sporządzona przez A.Bockscha. Przedstawia ona kopalnię pirytu promienistego (markasytu) na zboczach Czarnej Góry. Narysowano ją w ramach inspekcji dawnego wyrobiska z czasów zamknięcia poprzednio funkcjonującej kopalni na przełomie wieków. Uwidacznia ona spore wyrobisko, udostępniającą je sztolnię z charakterystycznym budynkiem przed jej wlotem, wysokie komory wydobywcze, 3 poziomy, krótkie chodniki odchodzące w poprzek wyrobiska. Zaznaczone są dwa szyby, w tym jeden wychodzący na powierzchnię oraz drugi, zniszczony, pozostałość po wcześniejszej eksploatacji. Całe wyrobisko przedstawiono w rzucie z góry oraz dwoma przekrojami, jeden horyzontalnie, po rozciągłości pokładów pirytów, drugi natomiast wzdłuż kierunku ich nachylenia, który zapadał pod łagodnym kątem 20 stopni. Porównując stan obecny z mapą można stwierdzić, że stan tego miejsca przedstawiono nieco inaczej niż w 1821 r. Środkowa część wyrobiska uległa zawaleniu tworząc rodzaj zapadliska przypominającego kamieniołom. Była to dawniej centralna, najstarsza część kopalni mająca wysokość około 20 metrów. Po wykonaniu mapy wskutek pozytywnych przesłanek co do wydobycia pirytu, przystąpiono do poszerzania i drążenia dodatkowych korytarzy pracując na kilku poziomach jednocześnie. Liczne ślady po wiertłach świadczą o podejmowanych tu szeroko zakrojonych pracach w późniejszym okresie. Witrolejnia Prellera prowadziła działalność produkcyjną do 1840 r. zamykając ją w 1856 r. Późniejsze wyrobiska mogły zostać wykonane w latach 1821-1840. Nie wiadomo kiedy uległa zawaleniu środkowa część kopalni, czy przypadkowo, czy w wyniku celowego działania. Niedaleko od sztolni pirytów znajdują się inne sztolnie. Kilkadziesiąt metrów od opisywanych widoczne są pozostałości kolejnej z zawalonym wlotem, zasypanym szybem oraz sporą hałdą. Kierując się dalej na wschód odnaleźć można kolejne ślady jak hałdę, zawalona część środkowego wyrobiska oraz obetonowany wlot do zalanej sztolni.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , więcej...

Jaskinie w Wilczych Dołach

przez , 02.sty.2014, w Pod ziemią

Jaskinie zlokalizowane są w południowej części Różanki w nieczynnym kamieniołomie wapienia, około 200 m od drogi Różanka – kolonia Lisica. Kamieniołom jest niewidoczny z drogi. Idąc od starej kapliczki znajdującej się po drugiej stronie potoku co do kamieniołomu, schodzimy drogą kilkadziesiąt metrów w dół doliny, a następnie podchodzimy na stok bezimiennego wzgórza 596 m n.p.m.,dalej kierujemy się do miejsca odpoczynku z ławeczkami i nad nim wchodzimy na leśna drogę biegnącą na wschód. Docieramy do starego wapiennika. Kamieniołom znajduje się około 100 m na południe. W kamieniołomie pod jego najwyższą ścianą dostrzec można duży otwór okapu o ponad 7 metrowej szerokości przy podstawie, na którego ścianach widać wymycia będące śladem działalności wód krasowych. Okap kończy się niedostępną szczeliną po 7 metrach od wejścia. Piaszczyste namulisko wskazuje na możliwość dalszej eksploracji okapu i zmiany w przyszłości jego kwalifikacji na jaskinię. Jaskinie znajdują się kilkanaście metrów na prawo od okapu. Ich wejścia są od siebie oddalone o kilka metrów. Pierwsza – Jaskinia w Wilczych Dołach I ma charakter pochyłego, mytego korytarza z piaszczystym namuliskiem i naturalnie mytych ścianach. Po kilku metrach od wejścia korytarz zwęża się i opada stopniowo w dół, a następnie po kilku metrach staje się niedostępny poprzez zasypanie piaszczystym namuliskiem, dającym perspektywę dalszej eksploracji. Od korytarza głównego odchodzą dwa mniejsze, wąskie korytarze, pod postacią mytych szczelin krasowych obok i nad stropem głównego korytarza. Długość korytarzy to 13 m.

Kilka metrów obok znajduje się nieco większa Jaskinia w Wilczych Dołach II o długości 17 m. Za wejściem znajduje się stromo opadająca komora na której dnia zalega gruz zmieszany z piaskiem. Ściany w kilku miejscach noszą ślady wymyć i w większości są silnie zwietrzałe. Nie wykluczone, że część jaskini powstała lub została sztucznie poszerzona w wyniku eksploatacji wapienia. W końcowej części korytarz za przewężeniem przechodzi w małą salkę o silnie spękanych ścianach. Przed przewężeniem od głównego korytarza odchodzi w górę ciasna, naturalnie myta szczelina o długości około 3 m.

W jaskiniach prowadzony jest zimowy monitoring nietoperzy, których hibernację stwierdzono w Jaskini w Wilczych Dołach II. Jaskinia w Wilczych Dołach I w okresie zimy w dużej części przemarza, ale nie jest wykluczone zimowanie nietoperzy w trudno dostępnych szczelinach oraz głębokich otworach krasowych. Prawnie obiekty te automatycznie podlegają ochronie jako siedliska zwierząt chronionych.

(źródło: „Sudety” 07/10)

Komentowanie nie jest możliwe :, , więcej...

Kopalnia magnezytu w Braszowicach

przez , 29.gru.2013, w Pod ziemią

U podnóża Gór Bardzkich, niedaleko od Ząbkowic Śląskich, wznosi się Masyw Brzeźnicy (Masyw Grochowej), zaliczany do Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich. Brzeźnica 492 m n.p.m. jest ich największym wzniesieniem. Okolica malownicza, ciekawe widoki, a także pozostałości po XIX-wiecznych fortach ziemnych czynią to miejsce atrakcyjnym turystycznie. Znajduje się tam wieś Grochowa powstała w 2 poł. XII w., należąca do 1810 r. do dóbr cystersów z klasztoru w Kamieńcu Ząbkowickim. Nieopodal leżą Braszowice, wieś wzmiankowana w 1260 r. w Obniżeniu Ząbkowickim. Jej początki związane są z klasztorem w Henrykowie. Tamtejsi cystersi założyli tu sad i stąd wzięła się pierwotna nazwa Baumgarten. W XVIII w. w okolicach Braszowic wydobywano chryzopraz, a około 1825 r. istniała tu kopalnia. Wielkim miłośnikiem tego kamienia ozdobnego był król pruski Fryderyk. W połowie XIX w. w okolicy rozpoczęto eksploatację niewielkiego złoża węgla brunatnego.

Wnętrze sztolni Konstanty

Od wielu lat podczas orki na polach położonych w okolicach Braszowic i góry Grochowa chłopi znajdowali pod lemieszami biały kamień, nazywając go kamiennym szpikiem. Odrzucany jako bezużyteczny materiał z czasem został wykorzystywany do upiększania gospodarstw. W latach 30-tych XIX w. do Braszowic przybył angielski geolog, zauważając nietypową skałę wmurowaną w ogrodzenie jednego z gospodarstw. Analiza wykazała, że białe kamienie zawierają magnezyt. Geolog chciał odkupić od rolnika owo ogrodzenie i wybudować mu nowe, jednakże ten odmówił. Odkryciem zainteresował się Wyższy Urząd Górniczy w Złotym Stoku przyznając w 1840 r. środki finansowe na wydobycie magnezytu. Początkowo zbierano magnezyt leżący na powierzchni ziemi lub wydobywano go kopiąc płytkie rowy poszukiwawcze. Zgodnie z ówczesnym prawem górniczym uprawnionym do złóż był właściciel gruntu i wydobycie odbywało się chaotycznie i prymitywnie. W pierwszych miesiącach pracowało tu około 30-40 górników. Gospodarcza eksploatacja magnezytu rozpoczyna się koło Grochowej w 1848 r. za sprawą właściciela majątku z Potworowa. Charakterystyczna, biała struktura magnezytu ułatwiała jego wydobywanie zatem szybko przystąpiono do wzmożonej eksploatacji. W 1859 r. pozyskano w górnych partiach Masywu Grochowej około 5000 cetnarów magnezytu, w 1860 r. 6000 cetnarów, a rok później 7000 cetnarów (1 cetnar = 52 kg). Dla wyobrażenia tej ilości warto wspomnieć, że eksploatacja odbywała się ręcznie, a jeden górnik od godz. 5 rano do 20-tej był w stanie wydobyć około 2 cetnarów. Większe bryły tłuczono dużym młotem poruszanym przez kilku ludzi. Wydobycie prowadzono głównie w okresie 3-4 miesięcy wolnych w roku od prac polowych. W 1862 r. magnezyt na skalę przemysłową wydobywała firma H.Bruck. Głównym odbiorca magnezytu był zarząd wojskowy wykorzystując go jako środek czyszczący. Były również ciekawe innowacyjne zastosowania, jak np. niejaki Strowe połączył mączkę magnezytową z wodą i otrzymał „sztuczną wodę mineralną”. Próbowano także wprowadzić do szkół tablice wykonane z magnezytu np. przez firmę Scifert i Bruck, niestety wynalazek nie zdał egzaminu. Przełomem było uruchomienie w 1870 r. kopalni głębinowej w majątku należącym do spadkobierców zasłużonego dla tego regionu hrabiego Rzeszy Constantina von Schlaberndorfa, nazwanej jego imieniem. W 1874 r. zbudowano pierwszy młyn kulowy do mielenia i oczyszczania magnezytu, kolejny na stacji PKP w Ząbkowicach Śląskich istniejący do 1927 r., powstały też młyny w Przyłęku i Istebce. W 1885 r. wybudowano piec do wypalania magnezytu. W 1907 i 1912 r. zostaje otwarte kolejne prywatne kopalnie magnezytu. W 1917 r. w eksploatacji była kopalnia Constantingrube (Konstanty), która istnieje do dziś. Ponieważ wydobycie stale wzrastało zaistniała potrzeba utworzenia silnej struktury gospodarczej. W 1920 r. powstaje spółka skupiająca większość kopalń z okolic Braszowic i Grochowej oraz kopalnię niklu w Szklarach. Były to Ząbkowickie Zakłady Magnezytowe Grochów (Frankensteiner Magnesitwerke AG Grochau).

W 1934 r. pojawił się w okolicy Braszowic wysłannik jednej z potężniejszych niemieckich firm przemysłu stalowego Krupp AG, dr Karl Breisch, mający rozpoznać i ocenić różnorakie kopalnie pod kątem przejęcia ich przez firmę lub wykorzystania gospodarczego. Był kwalifikowanym fachowcem i zebrał szczegółowe informacje na temat kopalń wokół Braszowic, które przesłał w formie raportu 24 kwietnia 1934 r. do siedziby koncernu w Essen. zawierał on dane o funkcjonujących kopalniach, ich właścicielach, poziomie wydobycia magnezytu i stanie zatrudnienia. Zgodnie z raportami, w 1934 r. kopalnia Konstanty była własnością Karla Postpischila, wydobywając głównie magnezyt żółty w ilości około 400 t miesięcznie, prażony następnie w Ząbkowicach Śląskich. W kopalni konstanty oraz drugiej mniejszej (nazwa nieustalona) pracowało łącznie 40 osób. Informacje o kopalni podaje opracowanie Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu z 1938 r. W 1 poł. XX w. kopalnia Konstanty była częścią Zakładów Magnezytowych Grochów, a następnie Zakładów Magnezytowych C.& W.Postpischil. Dyrektorem handlowym kopalni jak również udziałowcem był dr Postpischil. Inspektorem górniczym odpowiedzialnym za sprawy techniczne był Hauck. Opracowanie WUG wymienia 2 najważniejsze szyby i sztolnie: Carl-Walter i Gluckauf oraz dane dotyczące wydobycia i zatrudnienia w latach 1932-1937. dane historyczne okresu od 1938 do 1945 r. są skąpe i nieprecyzyjne. W 1938 r. działać miała tylko kopalnia Konstanty oraz położona na północ od niej kopalnia Szczęście Boże (Gluckaufgrube), obie należące do obszaru górniczego Wałbrzych-Południe. Według kroniki kopalni Konstanty w 1939 r. w obu kopalniach pracować miało około 150 osób, a miesięczne wydobycie sięgało 1000 t. Produkowano głównie magnezyt kaustyczny oraz tzw. spieczony, którego odbiorcami były huty z Górnego Śląska pozostające pod niemieckim zarządem. Zachowane materiały archiwalne, w tym notatki mierniczych, dowodzą że w połowie 1944 r. kopalnia funkcjonowała normalnie. W tym też okresie w podziemiach Konstantego na II poziomie miała istnieć podziemna fabryka części do samolotów należąca do firmy Krupp AG. Pod koniec wojny kopalnia miała zostać zatopiona, zakład przeróbczy zniszczony, a urządzenia górnicze zdemontowane. Według innych relacji urządzenia demontowali także Rosjanie pozostawiając kopalnię pozbawioną sprzętu. Po zakończonej wojnie na terenie Braszowic oraz kopalni pojawili się Polacy. Po zakończeniu wojny, do lutego 1946 r., w kopalni pracowało dwudziestu Niemców, ale według źródeł nie byli oni skłonni do pomocy, wręcz wrogo nastawieni. Sytuacja wydawała się beznadziejna, ponieważ większość maszyn była zdekompletowana, plany kopalni ukryte lub wywiezione, brakowało dokumentacji geologicznej złóż, bez której trudno o wydobycie wartościowego magnezytu. W takim stanie kopalnia Konstanty została zabezpieczona w 1946 r. przez Zjednoczenie Przemysłu Materiałów Ogniotrwałych z siedzibą w Gliwicach. Pierwszym jej dyrektorem był Alfred Rycerz, kierownikiem technicznym inż Konrad Kula. W czerwcu 1946 r. wznowiono prace w kopalni, w zakładzie przetwórczym w Grochowej i przy piecach prażalniczych w Przyłęku. Początki nie przypominały nowoczesnej kopalni prowadzonej przez Niemców, np. wózki w kopalni pchano ręcznie z braku koni, które pojawiły się dopiero jesienią. Ta tymczasowa z założenia „mechanizacja” trwała do 1956 r. Pod koniec 1946 r. zakłady otrzymały jeden stary ciągnik i w tych warunkach do końca 1946 r. wydobyto prawie 3,5 tys. magnezytu przy zatrudnieniu 126 osób . Od 1947 r. rozpoznanie potencjału kopalni konstanty w rejonie Masywu Grochowej (analizy wydobycia i badania geologiczne) prowadził Roman Osika. W swoich pracach ograniczył się do poznania istniejących, dostępnych 10-ciu kopalń. W tym samym roku powołano 30 osobową Straż Przemysłową. W grudniu 1948 r. teren kopalni był penetrowany przez pracowników Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych, którego zadaniem było ujawnianie ukrytych remanentów na Ziemiach Odzyskanych. Na podstawie informacji z UB w Ząbkowicach Śląskich kopalnie badał P.Cyga, stwierdzając, że na terenie kopalni magnezytu znajduje się stary, poniemiecki szyb kopalniany wysadzony przez cofające się wojska niemieckie. Z informacji przekazanych przez leśniczego z Brzeźnicy, które to otrzymał od wysiedlanych Niemców, w wysadzonym szybie miały znaleźć się zwiezione skrzynie z maszynami niewiadomego użytku. Cyga nie mógł dostać się do szybu z powodu dużej ilości gruzu, dlatego penetrował inne czynne części kopalni Konstanty.

W 1949 r. rozpoczęto drążenie chodników na nowym poziomie IV. 2 lata później rozpoczęto dalsze podziemne roboty poszukiwawcze w okolicy Braszowic. Wykonano około 200 m chodników z III poziomu kopalni Konstanty w kierunku kopalni Anna. Rok później przystąpiono do wierceń rdzeniowych i okrętnych o łącznej głębokości 541,36 m oraz wykonano 400 m robót górniczych poziomych. Dzięki tym badaniom udało się odkryć nowa złoża magnezytu, tzw. żółtego, które były tak zasobne, że zapewniły połowę planowanego wydobycia do roku 1955. W 1952 r. doszło także do nieoczekiwanego połączenia Konstantego z dawaną kopalnią Klara, położoną w kierunku północno-wschodnim od Konstantego. Informacje o powojennych losach kopalni odnaleźć można w archiwalnych dokumentach Grochowskich Zakładów Magnezytowych. Tak zwany paszport produkcyjno-technicznych z 1953 r. podaje, że na trzech poziomach kopalni Konstanty drążono chodniki podziemne, które były zarówno robotami przygotowawczymi do odnalezienia żył magnezytowych jak i udostępniały złoże do eksploatacji. Prowadzono też roboty wybierkowe (filarowe) nastawione na produkcję czystego magnezytu. Zasoby bilansowe magnezytu oceniono na 163961 t, zasoby pozabilansowe na 160465 t. Instytucjami kontrolującymi były Dyrekcja Górnicza w Gliwicach, Okręgowy Urząd we Wrocławiu i Elektrownia Okręgowa w Wałbrzychu. W latach 1948-1952 przeprowadzono i kolaudowano roboty przy budowie szybu z III poziomu na IV poziom oraz zamontowano kompresor. Dla lat 50-tych XX w. wydrążono cztery poziomy wydobywcze: poziom I – na głębokości 16,6 m, poziom II – na głębokości 25,1 m, poziom III – na głębokości 34,1 m, poziom IV – na głębokości 43 m ( połączony szybem z poziomem III w 1950 r. ). Wszystkie poziomy łączył szyb wydobywczy o głębokości 44 m, ponadto poziomy II i III połączone były z powierzchnią upadową, a poziom I dwiema sztolniami. Poziom IV miał być założony w 1949 r. i tylko ten poziom był zawodniony. Dowodziło to, że wszystkie wody dostające się do wyrobisk z poziomów wyższych spływały szczelinami i wyrobiskami górniczymi na poziom niższy. Wydobycie polegało na drążeniu chodników podziemnych w celu odnalezienia żył magnezytowych, a jednocześnie przygotowania wydobycia – chodniki przewozowe. Czysty magnezyt eksploatowano za pomocą filarowych robót wybierkowych wyrobiskach, których szerokość wahała się w granicach 5-10 m. Skały urabiano materiałami wybuchowymi, odstrzelony urobek ładowano do wózków o poj. 0,5 m. sześć. Koleby przepychano ręcznie lub elektrowozami akumulatorowymi do klatek wyciągowych w szybie, a następnie elektryczna winda przewoziła urobek do mechanicznej sortowni. Tam ręcznie oddzielano magnezyt od serpentynitu i gliny, odpady odwożono na zwały. Od końca lat 40-tych zmieniono system wydobycia na odkrywkowy, chodź do 1952 r. wykonano setki metrów chodników – powstał poziom V i najgłębszy VI. Rok 1959 oficjalnie kończy wydobycie magnezytu metodą głębinową. Konstanty staje się głównie kopalnia odkrywkową i tak jest do chwili obecnej. Zmiana pozwoliła na znaczne obniżenie kosztów wydobycia, zmniejszenie strat złoża i wyeliminowanie niebezpiecznej pracy przy robotach strzałowych pod ziemią. Zakład zaspakajał w tym okresie 1/3 zapotrzebowania krajowego na magnezyt w szybko rozwijającym się hutnictwie. Postępująca odkrywka pochłaniała kolejne podziemne chodniki poziomów wydobywczych odsłaniając przy okazji zapomniane chodniki i powodując zawalanie się innych. Podziemna część kopalni stała się domeną odkrywców i poszukiwaczy wrażeń chodź wyprawy do niej nie należą do zupełnie bezpiecznych.

Obecnie teren kopalni Konstanty wchodzi w skład przedsiębiorstwa Magnezyty Grochów SA. Wydobywany magnezyt wykorzystuje się do produkcji nawozów sztucznych wieloskładnikowych, a odbiorcami rozdrobnionego magnezytu surowego i skał magnezytowo serpenitowych są producenci nawozów sztucznych.

(źródło: „Sudety” 9/09,K.Krzyżanowski,D.Wójcik)

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

Jaskinie w Żelaznej Górze

przez , 21.gru.2013, w Pod ziemią

Jaskinia Schronisko IW Górach Bystrzyckich opisane zostały dotychczas 2 jaskinie. Pierwsza to dobrze znana turytom co najmniej od XVIII wieku i wielokrotnie opisywana w literaturze Jaskinia Solna Jama w Gniewoszowie 40-metrowej długości, a druga to zagadkowa jaskinia w Różance, opisana w 1977 roku przez Mariana Pulinę i jak podawał on, łączna długość korytarzy tej jaskini, zinwentaryzowanych w 1964 roku wynosiła około 40 m. Na przygotowanym przez niego planie można policzyć co najwyżej 12 metrów korytarzy przy zsumowaniu długości wszystkich szczelin. Obecnie według opracowania „Jaskinie Sudetów” z 1996 roku jaskinia nie istnieje, choć brak jest informacji z jakiego powodu. Problemem też jest lokalizacja jaskini, bo nie wiadomo gdzie naprawdę się znajdowała. Czy otwór był naturalny, czy odsłonięty w wyniku eksploatacji wapienia. Według planu Puliny znajdowała się na wysokości 580 m n.p.m.

W okolicach Różanki znajduje się kilka wychodni wapienia, które w większości były eksploatowane w niewielkich wyrobiskach, jednak wszystkie znalezione na mapie wyrobiska zlokalizowane są poniżej 560 m n.p.m. Jedyny kamieniołom w najbliższej okolicy, którego ściany wyrobiska sięgają 580 m n.p.m., znajduje się na Żelaznej Górze. W czasie poszukiwań przeprowadzonych w tym kamieniołomie odnaleziono liczne naturalne szczeliny, korytarzyki i wnęki pochodzenia krasowego. Przy progu pomiędzy dwoma wyrobiskami w północnej części tego kamieniołomu znajduje się m.in. łatwe do znalezienia schronisko krasowe o łącznej długości korytarzy około 12 m i długości głównego korytarza wejściowego około 4 m. Czyżby był to obiekt odnaleziony w 1964 roku i opisywany przez Pulinę (?). Plany obu obiektów jak również ekspozycja otworów nie pokrywają się i plan schroniska.Dolny korytarzW związku z tym, odnaleziony obiekt ten został nazwany Schroniskiem w Żelaznej Górze I. Kilka metrów poniżej łatwo znajdziemy otwory dwóch niewielkich studni krasowych stanowiących część niewielkiej jaskini w Żelaznej Górze o oszacowanej łącznej długości 18 m, sumując wszystkie długości korytarzy poziomych i pionowych studni. Ślady bytności grotołazów w postaci taśm parcianych, wskazują że obiekt ten był już penetrowany, jednak opisów tej jaskini nie odnajdujemy nigdzie w literaturze. Do wnętrza można dostać się bez użycia liny, dwiema ciasnymi studzienkami, z których najgłębsza ma 5 metrów. Obie studzienki w dolnej części połączone są ciasnym korytarzem. Studnia południowa prowadzi do niewielkiej komory, od której na południe biegnie dalej wąski, zakręcający na wschód korytarz o długości około 5 metrów, kończący się niedostępnymi szczelinami. W jednej z nich można nawiązać kontakt głosowy z osobą znajdującą się w położonym wyżej Schronisku w Żelaznej Górze I, co świadczy o ich połączeniu niedostępnymi szczelinami.

Około 200 m na południe, w ścianie o ekspozycji na wschód, odnaleziono kolejna pustkę krasową, szczelinowe Schronisko w Żelaznej Górze II. Zaczyna się ono wysokim otworem, o wysokości około 2,5 m i powstało na wyraźnej, nieregularnej szczelinie. Ma długość około 4 m. Obiecującą z punktu widzenia dalszej eksploracji jest Jaskinia Okienko, zlokalizowana w ścianie o ekspozycji na zachód, w południowej części kamieniołomu. Wejście do niej prowadzi przez charakterystyczny otwór położony około 2 m nad ziemią na skalnej ścianie. Okrągły w przekroju korytarz o długości około 4 m opada pod kątem 45′ w dół i kończy się namuliskiem z gruzem. Po częściowym usunięciu największych głazów i kamieni, stwierdzono, że korytarz ciągnie się dalej co najmniej 4 m. dalsza eksploracja jaskini wymaga jednak odgruzowania przejścia. Korytarz przypuszczalnie został zasypany w trakcie eksploatacji kamieniołomu.

W pobliżu znajduje się jeszcze jedna, ciasna grota zawaliskowa o długości 3 m. Nie ma ona jednak naturalnego charakteru i powstała na skutek osunięcia się olbrzymich głazów w wyniku eksploatacji wapienia. Odnalezione obiekty krasowe nie oszałamiają swą wielkością, stanowią jednak dużą ciekawostkę z uwagi na to,  że praktycznie nie były opisywane w literaturze speleologicznej. Wraz z położonymi w pobliżu sztolniami stanowią one miejscową atrakcję, którą warto zobaczyć przemierzając szlaki w rejonie Różanki i Międzylesia.

(źródło: Sudety 2/10)

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , więcej...

Wielisławka – pozostałości dawnego górnictwa

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

SWWielisławka była miejscem w którym intensywnie wydobywano złoto. W chwili obecnej zachowały się trzy sztolnie: sztolnia numer 1 (za mostkiem na Kaczawie) o długości 63 metrów, sztolnia numer 2 (na lewo od „górskiego młyna”) o łącznej długości chodników 290 metrów (błędnie określana przez niektórych jako jaskinia) oraz sztolnia numer 3 (podszczytowa) o długości 81 metrów.
Pierwsza wzmianka pochodzi z 1568 roku, ale eksploatację złóż rozpoczęto wcześniej. Przekrój złotych żył bardzo zasobnych występujących na styku czarnych łupków krzemionkowych z porfirem, dochodził nieraz do trzech metrów. Prace trwały tu do XVIII wieku, więc przeszło 250 lat.SW1Przedwojenne niemieckie przewodniki zawierały opis po tym rejonie i plan sztolni polecając ją jak i wychodzący z niej szyb jako atrakcję turystyczną. Pierwsze informacje o wydobywaniu złota pochodzą z 1556 roku. Złoto występowało w złotonośnych pirytach, a jego koncentracja była znaczna: 18 gram złota na tonę i 64 gram srebra na tonę. Można spotkać się również z opisami mówiącymi o sztolniach na zachodnim zboczu Wielisławki (kopalniach złota i miedzi), w których to eksploatacja określana jest na XV-XVII wiek. W drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto eksploatację złoża porfirów na południowo-zachodnim zboczu odsłaniając tym samym piękną, słupową strukturę skał, tak zwane Organy Wielisławskie.SW2Najciekawsza sztolnia, to sztolnia numer 2. Otwór wejściowy ma wymiary 50×70 cm. Po wejściu do wnętrza chodnik powiększa się do rozmiarów pozwalających na swobodne poruszanie. Po prawej stronie widoczny jest szurf głębokości około 1 m wykonany prawdopodobnie przez eksploratorów poszukujących ukrytych kosztowności. Dalej nieznaczny, boczny zawał chodnika po którego minięciu, po około 60 metrach dochodzimy do obszernej komory eksploatacyjnej, z której to w różnych kierunkach rozchodzą się dłuższe lub krótsze chodniki, połączone ze sobą lub kończące się zawałami. Główne rozwinięcie chodników w sztolni jest w kierunku wschodnim. Sztolnia numer 1 stanowi jednolity chodnik skręcający w lewo, kończący się po 60 metrach zawałem.SW3Wejście jest obszerne, o kształcie nieregularnym średnicy około 180 cm, dobrze widoczne z drogi. Najprawdopodobniej sztolnie numer 1 i 2 były kiedyś ze sobą połączone – obecnie w tym miejscu istnieją zawały, prawdopodobnie znajdował się tam szyb. Do penetracji sztolni nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, a jedynie odzież ochronna i źródło światła. Jest ona miejscem zimowania nietoperzy i prawnie podlega ona ochronie jako siedlisko zwierząt objętych ścisłą ochroną.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (2)

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Sztolnia GórzecKopalnia Rudolf udostępniała złoża rudy żelaza kilkoma sztolniami. Pierwsza z nich znajduje się na poziomie 276 m n.p.m. (opisywana w części pierwszej), ale do chwili obecnej zachowała się też druga, nie związana z tą kopalnią, na poziomie 373 m n.p.m. Aby do niej trafić należy kierować się „starą” drogą na prawo od szlaku (zielonego) prowadzącego kalwarią. Po około 100 metrach, na lewej stronie zbocza można odnaleźć stary, zawalony szyb, o średnicy i głębokości około 5 metrów. Kierując się dalej dochodzimy do rozwidlenia dróg, a potem w prawo, w dół do początku jaru. Następnie poruszamy się jarem w górę do sztolni nr. 2.Sztolnia Górzec (1)W jej pobliżu (dalej jarem ku górze, po około 50 m, po prawej stronie) znajduje się kolejna sztolnia nr. 3 – niestety zawalona, oraz sporych rozmiarów hałda. Sztolnia zagłębia się nie do wnętrza Górzca, ale w kierunku południowo-zachodnim, w zbocze bezimiennej góry, leżącej na zachód od niego. Jest 85-metrowej długości, wysokości średnio 2 m i szerokości 1,3 m (można się w niej swobodnie poruszać), wydrążona w łupkach. Po 10 metrach od wlotu natrafiamy na mały obryw skał ze stropu, a po kolejnych 50 metrach docieramy do pierwszego zawału (60 m od wlotu), po którego pokonaniu przez ciasny przełaz docieramy do obszernej komory eksploatacyjnej o szerokości około 6 m i wysokości 4 m, z nie usuniętym urobkiem zalegającym na spągu.Sztolnia Górzec (2)Znajduje się w niej interesująca struktura, kolorystyka i różnorodność ławic skalnych, mineralizacja. Często spotyka się żyły kwarcu z wyraźnymi kryształami dochodzącymi do 1 cm.Pokonując przez przełaz kolejny zawał, można dotrzeć do dalszej części chodnika, długości 16 m zakończonego zawałem (obryw kilkutonowego bloku, widoczny po wejściu do szczeliny, po prawej). Na spągu zalegają duże fragmenty skały (urobek, obrywy?). Na ścianach całego wyrobiska widoczne są ślady po otworach wiertniczych, drewniane „kotwy”, spróchniałe fragmenty stempli, otwory po poprzecznych prostokątnych belkach przy stropie (po prawej stronie na około 50 metrze), natomiast nie pozostały żadne ślady po torowisku lub podkładach dla wagoników.Sztolnia Górzec (4)Wielkość hałdy znajdującej się w jarze porównana z wielkością spenetrowanej sztolni nasuwa sugestię, że zawał odcina dostęp do sporej długości chodników. W związku z odmiennym kierunkiem przebiegu chodników, nie łączy się ona z wyrobiskami sztolni dolnej i została ona założona dużo wcześniej niż sztolnie kopalni Rudolf. Północne zbocza Górzca obfitują w ślady dawnej działalności górniczej w postaci różnego rodzaju zapadlisk, które mogą być pingami, szurfami ale też i zawalonymi szybami lub wejściami do innych sztolni. Nie brakuje także warp i hałd.Sztolnia Górzec (3)Pozostałości ciągną się od szczytu do jaru oraz na bezimiennym wzgórzu. Do penetracji sztolni wymagana jest odzież ochronna i źródło światła. Uwaga – niebezpiecznie! Częste i liczne odpadnięcia dużych fragmentów skał ze stropu i ścian. Możliwość zawalenia się komory i chodnika za nią. Miejsce zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (1)

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Sztolnia RudolfGórzec (Hessberg) to bazaltowe wzgórze o wysokości 445 m n.p.m. koło miejscowości Męcinka. W XIII wieku na szczycie znajdował się niewielki zamek, otoczony suchą fosą. Przypuszcza się, że była to wzniesiona przez Henryka Brodatego w 1238 roku twierdza Heinrichsburg. Od połowy XIII wieku góra jak i obszar Mniszego Lasu należał do Cystersów z Lubiąża. W 1740 roku wytyczono tak zwaną Drogę Kalwaryjską wzdłuż której ustawiono 14 kapliczek wykutych w piaskowcu, a na ruinach zameczku wzniesiono kaplicę pielgrzymkową. Po sekularyzacji zakonu w 1810 roku u podnóża Górzca powstała pustelnia w której zamieszkał mnich z Lubiąża, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr ukrytych gdzieś na stokach. Tyle historii z której ta góra jest znana, bo posiada też ona swoje tajemnicze wnętrza.Sztolnia Rudolf (1)W pobliżu drogi prowadzącej na Kalwarię, tuż koło miejsca odpoczynku z ławeczkami nieopodal pasieki, znajduje się wejście do Sztolni Rudolf (276 m n.p.m.) w której eksploatowano rudę żelaza – hematyt. Początki górnictwa na Górzcu są datowane na XVII wiek, a trwały do 1942 roku. Wobec niewielkich dochodów często zostało zarzucane, to znów wznawiane z różnym powodzeniem. W okresie przed II Wojną Światową przy eksploatacji pracowało około 25 ludzi, na 3 zmiany po 8 godzin. Do 1941 roku kierownikiem kopalni był sztygar Prenzel, a następnie Reimann z Wałbrzycha. Kierownikiem zmiany był Martin Bluemel z Pomocnego. Sztolnia zagłębiała się w górę na ponad 900 metrów na trzech poziomach. Szyb wydobywczy można odnaleźć kierując się drogą leśną (na prawo od szlaku kalwaryjskiego przy dwóch dużych drewnianych krzyżach) po około 100 metrach, po lewej stronie, na zboczu. W chwili obecnej ma on średnice i głębokość około 5 metrów. Winda wyciągowa (Foerderkorb) działała do 1942 roku obsługiwana przez Rudolfa Leifera. Kompresor znajdował się na hałdzie, a wszystkie urządzenia, w tym młoty wiertnicze były napędzane sprężonym powietrzem.Sztolnia Rudolf (2)Eksploatację prowadzono zakładając na 4 metrach kwadratowych 12 otworów, głębokich na 1,5 metra i odstrzelano donaritem. Dym i pył był odprowadzany na powierzchnię rurami, jak również rurami doprowadzano do wnętrza świeże powietrze. Urobek rozdrabniano młotami pneumatycznymi, ręcznie ładowano na wózki i wyciągiem wydobywano na powierzchnię. Przy jednej z takich prac strzelniczych zginął Georg Schiefer. Oświetlenie sztolni stanowiły lampy karbidowe. Do dziś zachowały się jeszcze pozostałości transformatora. W jarze na zachodnim stoku Górzca zachowała się jeszcze jedna sztolnia i pingi, nie związana z kopalnią Rudolf, ale o tym w kolejnej części.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego

przez , 16.gru.2013, w Pod ziemią

Jaskinie krasowe Pogórza IzerskiegoW dolinie rzeki Płóczki koło Lwówka Śląskiego znajdują się cztery jaskinie krasowe powstałe w wyniku wypłukania wapieni cechsztyńskich. Dojść do nich można ścieżką po prawej stronie od drogi Lwówek Śląski – Gryfów, na wysokości tablicy wyznaczającej koniec miejscowości Płóczki Dolne, idąc w górę koło starego wapiennika (po lewej), do czarnego szlaku i dalej za nim, a następnie po około 50 metrach w prawo, przez mały „wąwozik” wchodzimy do zarośniętego, nieczynnego wyrobiska gdzie są one zlokalizowane.

Jaskinia Lisia to 70-metrowa jaskinia położona w wyrobisku starego kamieniołomu wapienia, która została odkryta podczas jego eksploatacji, a wzmiankowana już w 1933 roku przez G.Dittricha. Otwór wejściowy jest zlokalizowany u podnóża ściany i jest dość obszerny. Następnie jaskinia zwęża się i obniża, by po około 6 m dotrzeć do rozwidlenia korytarzy. W prawo trzy niskie, choć rozległe rozszerzenia. W lewo stromo w dół (główny ciąg), dochodzimy do rozległej, niskiej salki (1,5 m). Z niej dalej w dół, niskim korytarzem, przy którego końcu warto zwrócić uwagą na kopułowate wymycie w stropie. Następnie ciasnym przejściem docieramy do wysokiego i wąskiego korytarza o wyraźnie wygładzonych przez wodę ścianach. Na pochyłach ścian zauważyć można żłobki utworzone przez wodę kapiącą ze stropu. Jaskinia kończy się zwężającym korytarzem przechodząc w około 1,5 m studzienkę i małą lecz wysoką salkę.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 1Jaskinia Czerwona o długości 50 metrów położona jest w odległości 12 m od Jaskini Lisiej. Została odkryta przez G.Dittricha w 1932 roku. Otwór wejściowy jest sztuczny, mniejszy od poprzedniej, ostatni widoczny pod ścianą. Za otworem korytarz obniża się i przez niski przełaz dochodzimy do wysokiego, wąskiego korytarza biegnącego to w górę, to w dół, do ciasnego przejścia za którym znajduje się 12-metrowa salka z niewielkimi naciekami. Dalej przez ciasny przełaz docieramy do niskiego, szerokiego, kamienistego korytarza. Następnie w górę do zacisku, a za nim niewielka salka z której korytarzykiem dochodzimy nad 1,5-metrową studzienkę. Jaskinia kończy się niewielkim korytarzykiem zakończonym ciasną szczeliną. Na ścianach i stropie ciągu bocznego widoczne są formy wirowe – ślady przepływu wody pod ciśnieniem.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 2Jaskinia Krótka (Schronisko Krótkie) o długości 11 metrów położona jest 7 m od Jaskini Lisiej, odkryta w 1970 roku przez Speleoklub Bobry Żagań. Posiada dwa małe otwory. Za otworem małym korytarzykiem dostajemy się do niewielkiej salki na której jaskinia się kończy.
Jaskinia Oaza o długości 40 metrów znajduje się poza wyrobiskiem, nieco powyżej, w kotle z kępą drzew na polach („oaza”), odkryta tak jak poprzednia w 1970 roku przez Speleoklub Bobry z Żagania. Naturalny otwór wejściowy niewielki, nad nim rosną drzewa. Za otworem strop obniża się, potem ciasnym przełazem do niskiej ale dużej sali opadającej w dół – w prawo dotrzemy do jej zakończenia ze szczeliną mającą połączenie z dalszymi partiami jaskini; w lewo między głazami dotrzemy do ciasnego zejścia za którym korytarz z naciekami błotnymi. Dalej nim do niewielkiej, wysokiej salki z 2-metrową studzienką sprowadzającą do ciasnego, kilkumetrowego korytarza kończącego jaskinię.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 3Opisane powyżej jaskinie są jaskiniami suchymi (rzadkie przesiąki wody), z bardzo skąpymi formami naciekowymi, o namulisku gliniasto-kamienistym, w partiach wejściowych zaśmieconymi i sukcesywnie niszczonymi przez pseudo-grotołazów/eksploratorów pomimo iż są pomnikami przyrody nieożywionej. Można w nich napotkać owady troglokseniczne, a przy otworach glony. Deniwelacja jaskiń jest niewielka, do zwiedzania nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, choć jaskiń nie można zwiedzać na stojąco (miejscami naprawdę ciasne przełazy!), dlatego zalecana jest odzież ochronna, nakrycie głowy i własne źródło światła. Szczególnie ciekawie prezentuje się końcowy odcinek Jaskini Lisiej z ładnie wymytymi przez wodę ścianami i kończącym ją awenem, nacieki błotne w Jaskini Czerwonej, jak i kominy krasowe w tych jaskiniach.
Miejsce ciche, urokliwe, o charakterze wąwozu, z bogatym poszyciem roślinnym, warte uwagi, a co najważniejsze ochrony. Wymienione jaskinie są miejscem zimowania nietoperzy i automatycznie podlegają prawnej ochronie jako siedliska zwierząt chronionych.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...