Galimatias

Flisz podhalański

przez , 15.cze.2017, w Galimatias

Flisz podhalański w Rabie WyżnejFliszem nazywa się zespół skał terygenicznych cechujący się wielokrotną cyklicznością, w którym klasyczny cykl, tak zwaną sekwencję Boumy, rozpoczyna zlepieniec, nad nim zalega piaskowiec, następnie mułowiec, a najwyżej w profilu iłowiec. Flisz powstaje na skutek schodzenia po stoku kontynentalnym podwodnych prądów zawiesinowych i osuwisk oraz segregowania grawitacyjnego ziaren w czasie tego transportu. Prawie zawsze tworzył się w głębokim basenie morskim, u podnóża stoku kontynentalnego, jednakże znane są również sekwencje fliszowe w głębokich jeziorach.
Dawna definicja fliszu mówiła o serii osadów morskich powstających w wyniku wypełnienia geosynkliny, na krótko przed orogenezą.

To właśnie ze skał fliszowych zbudowane są między innymi zewnętrzne pasma Karpat – Karpaty Zewnętrzne, zwane także Karpatami fliszowymi – tak zwany flisz karpacki.
Ze względu na oddalenie od obszaru źródłowego materiału detrytycznego wyróżnia się: flisz bliski (proksymalny) i flisz daleki (dystalny), a ze względu na skład petrograficzny: flisz normalny, flisz daleki piaszczysty i flisz dziki.
Fliszem karpackim określa się regionalnie występujący flisz, składający się z serii naprzemianlegle ułożonych warstw skał osadowych morskiego pochodzenia, złożonych z ławic i warstw zalegających na sobie na przemian.

Skały te powstały na dnie mórz wskutek działalności tak zwanych prądów zawiesinowych, które doprowadziły do charakterystycznego, frakcjonalnego uwarstwienia. Uwarstwienie frakcjonalne fliszu charakteryzuje się nagromadzeniem grubego materiału skalnego w obrębie spągu warstwy i stopniowe przechodzenie w materiał coraz drobniejszy, aż do osadów ilastych w obrębie stropu danej warstwy.
W skład fliszu karpackiego wchodzi siedem budujących go skał:Flisz Rabska Góra- zlepieńce (grubookruchowa, lita skała osadowa o różnych barwach, składającą się z ziaren żwiru spojonych lepiszczem. W jego skład wchodzą głównie obtoczone okruchy skał, czym różni się od brekcji. Zlepieńce, podobnie jak żwiry, mogą być polimiktyczne, zawierające wiele różnych rodzajów otoczaków lub oligomiktyczne – ubogie lub zubożałe. Bardzo często występują wraz z piaskowcami tworząc pospolite przejścia: zlepieniec – zlepieniec piaszczysty – piaskowiec zlepieńcowaty – piaskowiec);

- piaskowce (zwięzła, zwykle drobnoziarnista skała osadowa, powstająca w wyniku lityfikacji (cementacji) piasku pochodzącego z wietrzenia skał za pomocą spoiwa. W jego skład wchodzą: jako szkielet ziarnowy kwarc, ortoklaz, mikroklin, plagioklazy, muskowit, biotyt, minerały ciężkie, glaukonit, okruchy skał, szczątki organiczne. Spoiwo może być kwarcowe, ilaste, żelaziste lub kalcytowe. Z Małopolski znany jest piaskowiec arkozowy, bogaty w skalenie, zazwyczaj szary, różowy lub czerwonawy);

- mułowce (zwięzła skała okruchowa, będąca zlityfikowanym (scementowanym) mułem. Złożona głównie z ziaren kwarcu, łyszczyków, skaleni, minerałów węglanowych i ilastych. W Polsce na powierzchni występuje między innymi w seriach osadowych karbonu, permu, kredy górnej, jako skała płonna w zagłębiach węglowych oraz często wśród różnowiekowych utworów górotwórczych południowej Polski. Słabo zmetamorfizowane tak zwane metamułowce występują w górskich seriach metamorficznych – metamorfikach);

- iłowce (rodzaj niezłupkowaconej skały osadowej w postaci skonsolidowanego iłu, o szarej barwie, frakcji/strukturze iłowej, bezładnej teksturze, której głównym składnikiem mineralnym jest kwarc, a pozostałymi minerały ilaste i okruchy, zlityfikowane ilastym spoiwem);Uławicowienie fliszu- łupki (szeroka grupa skał wykazujących dobrą łupkowatość. Nazwa stosowana jest zarówno jako określenie dotyczące skał metamorficznych (łupek metamorficzny, łupek krystaliczny), jak i skał osadowych o podobnym wyglądzie (łupek osadowy). Łupek jest skałą o zróżnicowanym składzie z charakterystyczną teksturą łupkową. Tekstura łupków osadowych jest spowodowana pierwotnym uwarstwieniem sedymentacyjnym lub wtórnym złupkowaceniem. Łupki klasyfikuje się ze względu na pochodzenie, skład mineralny, zastosowanie, szczególne właściwości lub miejsce występowania);

- rogowce (osadowe skały krzemionkowe tworzące warstwy, pochodzenia chemicznego, występującymi w postaci warstw o niewielkiej grubości. Zbudowane są z krzemionki o strukturze bezpostaciowej lub skrytokrystalicznej, najczęściej w postaci chalcedonu. Są skałami zwięzłymi i twardymi, barwy szarej lub brunatnej. W Polsce występują głównie na obszarze fliszu karpackiego i w miejscach masywów skał osadowych przedczwartorzędowych);

- margle (skały osadowe, przeważnie szarej barwy, składające się z węglanów wapnia lub magnezu i minerałów ilastych. Powstają w zbiornikach morskich lub jeziornych, w wyniku nagromadzenia się dużych ich ilości (węglanów z domieszką substancji ilastych). Stanowią formację przejściową pomiędzy skałami węglanowymi a ilastymi. Cechą charakterystyczną jest słaby, nieprzyjemny zapach. Ze względu na proporcje zawartości węglanów i minerałów ilastych rozróżnia się iłowiec marglisty, margiel ilasty, margiel i wapień marglisty).
Rogowce i margle występują we fliszu rzadziej niż reszta wymienionych skał.Flisz podhalańskiProces powstawania fliszu karpackiego trwał wiele milionów lat. Teren dzisiejszych Karpat przykrywały wody przybrzeżnego morza Tetydy, na dnie którego osadzał się w formie charakterystycznych warstw, materiał znoszony przez wody z pobliskiego lądu. Następnie nagromadzony, zdiagenezowany materiał skalny uległ sfałdowaniu, nasunięciu ku północnemu zachodowi, północy, północnemu wschodowi i wschodowi w formie płaszczowin i wypiętrzeniu.
Z fliszu karpackiego zbudowane są nie tylko Karpaty Zewnętrzne. Osadami fliszowymi wypełnione są również doliny otaczające Tatry: Orawa, Podhale wraz z Kotliną Zakopiańską i Gubałówką (tak zwany flisz podhalański) oraz Liptów i Spisz.

Flisz podhalański, będący odmianą fliszu karpackiego, powstał w najwyższym eocenie i oligocenie, po sfałdowaniu i częściowym wypiętrzeniu Tatr. Z fliszu podhalańskiego zbudowane są: Rów Podtatrzański (Rów Zakopiański z Kotliną Zakopiańską), Pogórze Spisko – Gubałowskie, Kotlina Orawsko – Nowotarska, Obniżenie Liptowsko – Spiskie (Kotlina Liptowska i Kotlina Popradzka).
Flisz podhalański dzieli się na następujące warstwy, korelowane w otworach wiertniczych przy pomocy charakterystycznych poziomów litologicznych (od najmłodszych do najstarszych):

- warstwy ostryskie – to seria skał osadowych, okruchowych, morskiego pochodzenia, głównie piaskowców, mułowców i iłowców, a także łupków, występujących w środkowej części synklinorium podhalańskiego (opisane zostały z rejonu Ostrysza). Reprezentują one flisz piaskowcowy – flisz normalny, w którym przeważają piaskowce, a łupki występują w niewielkich ilościach. Ich wiek oceniany jest na oligocen. Warstwy ostryskie są reprezentowane przez flisz piaskowcowy;Wapień we fliszu podhalańskim- warstwy chochołowskie – to seria skał osadowych, okruchowych, morskiego pochodzenia, głównie piaskowców, mułowców i iłowców oraz łupków. Warstwy chochołowskie występują w środkowej części (centralnej) synklinorium podhalańskiego. Najokazalej odsłaniają się w okolicach Chochołowa, na północ od Gubałówki oraz w rejonie Kacwina. Piaskowce i łupki występują w podobnych proporcjach. W piaskowcach widoczne są pełne sekwencje turbidytowe z występującymi w nich dość licznymi wkładkami tufitowymi. Ich wiek oceniany jest na oligocen. Warstwy chochołowskie reprezentują flisz piaskowcowo – łupkowy i łupkowo – piaskowcowy, flisz normalny;

- warstwy zakopiańskie – to seria skał osadowych, okruchowych, morskiego pochodzenia, głównie piaskowców, łupków oraz mułowców i iłowców. Warstwy zakopiańskie występują w południowej części synklinorium podhalańskiego, w Kotlinie Zakopiańskiej i ogólniej w Rowie Podtatrzańskim. Zalegają na eoceńskich wapieniach numulitowych, z którymi łączy je stopniowe przejście. Ich wiek oceniany jest na dolny oligocen. Przeważają w nich łupki ilaste, często laminowane. W dolnej części spotyka się nieliczne warstwy zlepieńców i piaskowców z redeponowanymi dużymi otwornicami wieku eoceńskiego. W górnej części rośnie zawartość piaskowców, odnotowano też pojedyncze warstewki tufitowe. Miąższość warstw zakopiańskich jest szacowana na około 1000 metrów. Występujące w północnej części synklinorium podhalańskiego warstwy szaflarsko – maruszyńskie są prawdopodobnie nieco starsze od warstw zakopiańskich, które mogą odpowiadać ich górnej części. Warstwy zakopiańskie reprezentują flisz łupkowy i piaskowcowo – łupkowy;Flisz w Rabie Wyżnej- warstwy szaflarskie / szaflarsko – maruszyńskie, to seria naprzemianlegle ułożonych warstw skał osadowych morskiego pochodzenia, składająca się z zalegających na przemian ławic i warstw zlepieńców, piaskowców, mułowców oraz iłowców. Powstała na dnie morza wskutek działalności tak zwanych prądów zawiesinowych, które doprowadziły do charakterystycznego, frakcjonalnego uwarstwienia. Warstwy szaflarsko – maruszyńskie są najniższą częścią fliszu podhalańskiego. Powstały prawdopodobnie na przełomie górnego eocenu i oligocenu oraz w dolnym oligocenie. Występują w nich liczne ławice piaskowców gruboziarnistych i zlepieńców. W piaskowcach widoczne są pełne sekwencje turbidytowe. Występują w północnej części synklinorium podhalańskiego. Ich granica z Pienińskim Pasem Skałkowym jest tektoniczna. Warstwy szaflarsko – maruszyńskie reprezentują flisz zlepieńcowo – piaskowcowo – łupkowy, inaczej zwanym fliszem proksymalnym.

Flisz generalnie jest ubogi w skamieniałości. Skamieniałości fliszowe należą do rzadkości i są reprezentowane przede wszystkim przez mikrofaunę, na przykład przez otwornice i ichnofosylie, a także bardzo liczne miejscami skamieniałości śladowe. Jedynie w rejonie Jasła – Birczy, w obrębie oligoceńskich łupków menilitowych i warstw jasielskich, występuje bogata fauna kopalna, obejmująca liczne gatunki ryb, rzadkie czworonogi oraz ptaki (na przykład z rodzaju Jamna i Eurotrochilus noniewiczi), w warstwach zakopiańskich duże otwornice.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Bodhisattva

przez , 01.lut.2016, w Galimatias

BodhisattvaZnacie postać Bodhisattwy? Bodhisattwa po zobaczeniu ile jest cierpienia na ziemi, zdecydował się nie przechodzić bram Raju i pozostać na ziemi tak długo, aż wszyscy ludzie zostaną uwolnieni. Prawda jest taka, że gdy Bodhisattwa przechodził swój punkt krytyczny, to znaczy punkt bez odwrotu, a jest nim potrójna próba światła, nie mógł On już wycofać się z tej drogi. Przejście potrójnej próby zagwarantowało Mu wieczną chwałę i od tej chwili jego przebudzenie było już tylko kwestią czasu, mógł się przebudzić tu, lub w zaświatach. Tak więc nie może już się wycofać i nie mógł więc w żaden sposób wrócić do starych cykli inkarnacyjnych i inkarnować, podobnie jak większość ludzi inkarnuje się w dalszym ciągu, w cyklach. Ta historia w pewnym sensie jest jak najbardziej prawdziwa, lecz została zniekształcona, a już sama interpretacja, och! – została stworzona przez ludzi i jest jak najbardziej całkowitą bzdurą!

Jedyne co się wtedy wydarzyło i to nie po raz pierwszy to, to, że Bodhisattwowie  gdy już dochodzili do tego punktu przejścia, postanawiali nie opuszczać ziemi, zostając tu dalej, w ludzkiej formie, lecz w żaden sposób niczego nie tracąc. Zrozumcie ludzie, że ludzcy aniołowie wcielają się na ziemię nie po to by gdzieś z niej uciekać, ale po to by doświadczać życia! Lecz najczęściej, gdy się już tu znajdywali, zapominając o wszystkim, biorąc to co dali im ludzie, zamiast doświadczać życia, wyrzekali się życia i tak robią cały czas! Wy tutaj przyszliście by doświadczać, by się bawić, a zamiast tego, co robicie? Wyrzekacie się jak zwykle wszystkiego, staracie się rozwijać duchowo i właśnie w ten sposób tracicie wszystko to, po co żeście tu naprawdę przyszli!

Rozwój duchowy nie istnieje, jest tylko ludzkim wymysłem, próbą odpowiedzi na pytania, na które nie poznali jeszcze odpowiedzi! Więc wracacie w kolejnych cyklach i co się dzieje? Dokładnie to samo! Zbieracie doświadczenia, lecz nie do końca są to doświadczenia, po jakie tu przyszliście! Zamiast cieszyć się życiem, wy w większości cierpicie, a jak nie cierpicie, to wasze życie jest takie jakby Go tu nie było, zamiast doświadczać zamykacie się w tych waszych umysłach i wciąż analizujecie, wciąż myślicie co jeszcze powinniście zrobić, wciąż zadajecie sobie pytania typu:
- Czemu to nie działa?
albo:
- Co robię nie tak?!
I tak umieracie już za samego życia! A co robią Bodhisattwowie gdy się już wreszcie przebudzą? Odkrywają tę prostą tajemnicę, przypominają sobie o tym kim naprawdę są i po co tu naprawdę przyszli i w końcu sobie na to pozwalają.

Zaczynają korzystać z życia, cieszyć się wszelkimi przyjemnościami życia. A Tak! W końcu biorą wszystko to, czego sobie wcześniej z jakichś powodów zabraniali. Zaczynają żyć pełną piersią! Rozumiecie!? W końcu mogą sobie pożyć i podoświadczać, pocieszyć się życiem na maksa. Tyle ich wcześniejszych wcieleń oscylowało na brakach, że w tej chwili wybierają życie w pełnym dostatku. No i jak myślicie, czy wyrzekając się czegokolwiek można się od czegoś uwolnić? Nie! Nie można. To jest bzdura wrzucana przez tych, dla których liczą się tylko sława i tytuły. Nic oni nie wiedzą i nic oni nie czują. Nie można się w taki sposób od niczego uwolnić. Wyrzeczenia powodują jeszcze większe związania i uzależnienia! Tylko życie pełną piersią, bez żadnych wyrzeczeń, ciesząc się wszystkim na maksa, tylko taki sposób życia gwarantuje prawdziwą wolność. Tak więc Bodhisattwowie zostają tu tylko z jednego powodu, by cieszyć się życiem, by te ostatnie wcielenie tu było dosłowną pompą! A tak! A co myśleliście? Że to będą manifestacje tylko świetlane i dobre?

To wy oceniacie i dzielicie świat na zły i dobry, Bodhisattwowie wiedzą doskonale, że dobro i zło nie istnieje i nie ma potrzeby dzielić czegokolwiek. Nie ma sensu tworzyć kolejnej iluzji, wybierają życie i autentyczność. A jak przy okazji pomogą trochę w przebudzeniu innych ludzi, to czemu ni. Są tu by służyć ludziom żyjąc samemu w pełni, autentycznie, samemu będąc prawdą i właśnie to manifestując. Ale żaden Bodhisattwa nie ma zamiaru żyć tu wiecznie, czy cierpieć za jakieś inne życie. A już pełnym nonsensem jest przekonanie, by jakiś Bodhisattwa miał tu żyć do samego końca, aż ostatni człowiek zostanie oświecony i uzyska wolność. Czy wy nie wiecie, jakie w zaświatach ciągną się kolejki by móc się tu narodzić? Bodhisattwa chyba by się nie doczekał. Całe rzesze aniołów, które jeszcze się tu nie wcielały, tylko czekają na swoją kolej. Wielu by zabiło, by się tu dostać. Wy już tu jesteście, macie możliwości, a zamiast żyć, dalej stoicie w tym swoim wycofaniu…

To wszystko, te całe interpretacje o Bodhisattwach, to wierutne bzdury! Nie ma w nich ani cienia prawdy. Nikt nie zostaje tu na wieczność, nikt oprócz śpiących ludzików niczego sobie nie zakłada. A tym bardziej Bodhisattwowie, bo to nonsens jest. Bodhisattwa z niczego nie rezygnuje, z niczego się nie wycofuje. Żyje tu na ziemi w stanie bycia tym czym jest i w każdej chwili może odejść. Nic Go tu nie trzyma. I wielu z Nich żyje tu od bardzo dawien dawna i jak najbardziej, odejdą, kiedy sami zechcą. Nic Ich tu nie trzyma po za Ich własną Wolą Bycia właśnie Tu i Teraz właśnie w Tym pięknym miejscu, jakim jest Ziemia. I taka jest prawda. Mam nadzieję, że rozwiązałem parę kolejnych zagwozdek.

Jestem mesjaszem, zbawicielem, buddą, bodhisattwą! Jestem tym, czym Jestem!

autor: Samuel Blog Księżycowy

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , więcej...

21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

przez , 15.cze.2015, w Galimatias

21TJW dniach 29 – 31 maja 2015 roku na terenie nieczynnego kamieniołomu „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych, których corocznym organizatorem jest Speleoklub „Bobry” z Żagania, mający na miejscu swoją bazę „Dziuśkową Chatę”.
Podobnie jak w poprzednich latach na speleomistrzostwa przyjechało wielu zawodników z kilku speleoklubów. W tym roku pogoda nie była sprzyjająca, ilość przybyłych osób była mniejsza, a oprawa imprezy wydawała się być skromniejsza. Przygotowania do zawodów głównych jak i imprezy towarzyszące rozpoczęły się w piątek 29 maja, między innymi zakwaterowaniem zawodników. O godz. 19.00 tradycyjnie rozegrano mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa.21TJ1Po raz pierwszy w historii został on wygrany przez grotołazów (wynik 7:6). W trakcie zaciętej walki kontuzjowany i zniesiony z boiska był prezes „Bobrów” Marcin Furtak, zaś bohaterem meczu okrzyknięto Marcina Wesołowicza z WKGiJ, który dzielnie obronił karnego w końcówce spotkania.
O godz. 20.30 otwarto wystawę z prelekcją pt: „Przyrodnicze Skarby Gór Kaczawskich” autorstwa Mariana Bochynka, a także wystawę Speleoklubu Bobry Żagań „Chiny: Korona Podziemi – Chińskie Giganty” (w miejscowej Sali Widowiskowej przy ul. Bolesława Chrobrego 105). W sobotę 30 maja o godz. 10.00 (po rejestracji, zamknięciu listy i odprawie zawodników), nastąpiło oficjalne otwarcie 21. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych i rozpoczęcie zmagań. Opłata startowa przy zgłoszeniu internetowym wynosiła 20 zł, w dniu startu 30 zł + ubezpieczenie NNW.21TJ2Całość poprowadził szef Przeglądu Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju – Maciej Sokołowski. Kierownikiem tegorocznej trasy składającej się z 3 etapów (poręczowanie – na ścianie kamieniołomu, meander – rozbudowany w tym roku, autoratownictwo z udziałem partnera – w ubiegłym roku wykorzystywano 76 kg manekina „Janusza”) był instruktor PZA z WKGiJ Bartek Sierota, zaś sędzią głównym Rajmund Kondratowicz.
Mistrzostwa były techniczne i do czwartego etapu przeszli zawodnicy z najlepszym czasem oraz poprawnie wykonanymi zadaniami. Za błędy naliczane były punkty karne, możliwa też była dyskwalifikacja zawodnika. W speleomistrzostwach udział wzięło 30 zawodników, w tym 9 kobiet.21TJ3Mistrzostwom towarzyszyły Otwarte Zawody Wspinaczkowe (dla dużych i małych) na sztucznej ściance wspinaczkowej, zawody w pchnięciu kulą, miasteczko zabaw i tyrolka dla dzieci.
Na miejscu można było nabyć pamiątkowe t-shirty, literaturę górską (w tym archiwalne numery czasopisma „Grotołajzy” Speleoklubu Bobry), a na stoiskach sprzęt wspinaczkowy. Nie zabrakło również stoiska gastronomicznego.
Podczas tegorocznych mistrzostw możliwa była również klasyfikacja zespołowa. W zmaganiach wzięli udział członkowie takich klubów jak: Speleoklub „Bobry” Żagań, Speleoklub Dąbrowa Górnicza, SWL Politechniki Wrocławskiej, SKTJ Sopot, Wrocławski Klub Wysokogórski, Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego.
Zawody zakończyły się około godz. 17.00 klasyfikacją generalną i wręczeniem nagród za zajęcie poszczególnych miejsc oraz prenumerat czasopism „Jaskinie”, „Taternik”, NPM Magazyn Turystyki Górskiej” oraz karnetów na odbywający się we wrześniu Przegląd Filmów Górskich w Lądku-Zdroju im. Andrzeja Zawady.21TJ4Klasyfikacja:
Kobiety:
1 miejsce – Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Iza Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza)
3 miejsce – Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
W klasyfikacji zespołowej kobiet zwyciężył zespół w składzie Paulina Piechowiak i Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego). Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.21TJ5Mężczyźni:
1 miejsce – Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Andrzej Żak (SWL Politechniki Wrocławskiej WKW)
3 miejsce – Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski)
W klasyfikacji zespołowej mężczyzn zwyciężyli:
1 miejsce – Michał Macioszczyk i Amadeusz Lisiecki (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Adam Stucki i Paweł Tomaszewski (SKTJ Sopot)
Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.
W mistrzostwach zdyskwalifikowanych zostało 17 zawodników (5 kobiet i 12 mężczyzn).21TJ6Na sobotni wieczór po godz. 20.00 przygotowano ognisko integracyjne i imprezę za „Dziuśkową Chatą” (za którą również udostępniono pole namiotowe) oraz gorącą niespodziankę dla uczestników w postaci specjalnego „nocnego pokazu” w wykonaniu grotołażek z Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego.
Partnerami speleomistrzostw byli: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy, Speleoklub „Gawra”, Urząd Miasta Żagań, Gmina Wojcieszów, Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Stowarzyszenie „Sobieradzik”.
Partnerami medialnymi zaś: Gazeta Wyborcza, Taternik, Góry, Jaskinie, NPM Magazyn Turystyki Górskiej oraz portale: wspinanie.pl, climb.pl, portalgorski.pl, taternik.org, off.sport.pl, drytooling.pl, brytan.pl
Opieka medialna: Teleexpress

relacja z 20. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Wampiry. Legendy, mity i fakty

przez , 24.mar.2015, w Galimatias

WampirCzy wiecie, że legendy o wampirach są opowieściami o samych wzniesionych?
Cała ta historia o wampirach powstała za czasów inkwizycji. Na zlecenie pewnego biskupiny katolickiego powstała pierwsza książka poruszająca ten temat, a chodziło właściwie tylko o to, by pokazać światu zakrzywiony obraz Nas, by sprawić by ludzie się Nas bali i omijali! Kolejnym powodem całej tej historii było pokazanie ludziom, że należy z Nami walczyć i był to sposób zaaprobowania i zalegalizowania tych wszystkich praktyk i sposobów, całego tego procederu jakim było wtedy palenie czarownic na stosach, całej ta inkwizycji i krucjat prowadzonych przeciwko tym, którzy znali prawdę!

Cóż… Ówczesne władze kościoła bardzo się Nas obawiały, bowiem uwalnialiśmy owieczki z pod ich niewolniczych ramion! Ludzie stawali się wolni, poznawali prawdę o samych sobie, odkrywali sekrety życia i śmierci! Między innymi odkrywali w końcu to, co tak naprawdę przechodził Jezus syn Józefa, zwany Jeszuą. Ponieważ sami przez to przechodzili!

A wiecie co się wtedy działo, gdy nagle ta cała prawda wychodziła na jaw? Ludzie odchodzili od kościoła i ściągali za sobą innych! Kościół zaś tracił władzę i kontrolę nad ludźmi, tracił swoich zwolenników i musiał wobec tego coś z tym zrobić! Tak więc stworzył mit o ciemnych, złowieszczych istotach mających podobno ściągać wszystkich naiwnych z ich jedynie słusznej dróżki prowadzącej ich do czystego, cieplutkiego nieba! Kłamstwa i cała hipokryzja kościoła bardzo szybko wychodziła na jaw i kościół musiał mocno zainterweniować, w innym wypadku jego przyszłość bladła w szarych kolorach! Wzniesieni byli dla ówczesnych władz bardzo niebezpieczni i kościół postanowił raz na zawsze się ich pozbyć. Tak rozpoczął się czarny i trudny czas dla wielu ludzi, czas wielu tortur, wielu niewinnych śmierci! A Ja postanowiłem się dziś z wami podzielić Tym, co w tych legendach jest prawdą, a co jest tylko mitem.

Dziś wykażę, że cała ta legenda o wampirach jest tak naprawdę opowieścią opowiadającą o przepięknych wręcz istotach! Na przestrzeni wieków ludzie różnie nas nazywali. Ludzie antycznego Rzymu, czy antycznej Grecji nazywali nas Słonecznymi Bogami, wschodnie kultury zwały nas Buddami i Oświeconymi. Historie o tak zwanych pożeraczach grzechów także są historiami o Nas! Jesteśmy tym, do czego zmierza życie każdego z was, celem każdego człowieka jest przemiana polegająca na integracji całej Duszy, zwana procesem ponownych narodzin. W tym procesie, każdy człowiek odkrywa w końcu swoje prawdziwe anielskie, boskie dziedzictwo i rozpoznaje prawdę o sobie, o tym kim jest, o tym skąd pochodzi i o tym dokąd zmierza. W procesie ponownych narodzin każdy człowiek staje się Mistrzem Wzniesionym, tak zwanym suwerenem, doświadcza mistycznej śmierci, która uwalnia go z koła cykli narodzin i śmierci. W końcu odkrywa całą istotę własnej istoty, własnej prawdziwej natury i w ten sposób uwalnia się z pęt iluzji, nazywanej często więzieniem z otwartymi wrotami.

Zatem, zaczynamy:
1. Picie krwi innych ludzi, czy zwierząt jest mitem! Nie odżywiamy się krwią, odżywiamy się jak cała reszta ludzi Energią! Lecz nawet Tej nie potrzebujemy ściągać od innych z zewnątrz, bowiem mamy swoje własne źródło wręcz nieskończonej energii, które znajduje się w każdym z nas! Nawet wy zwyczajni ludzie także je posiadacie, choć z niego nie korzystacie…
Przede wszystkim chcę wam opowiedzieć o tym, że nie żywimy się krwią innych ludzi. Nie mamy potrzeby poszukiwać pożywienia w taki sposób, bowiem każdy wzniesiony ma dostęp do źródła niesamowitej niewyczerpywanej energii, kryształowej, księżycowej, która zawsze jest pełna, której nigdy nam nie zabraknie! W momencie chrztu wodnego, każdy uzyskuje dostęp do studni wody żywej, która fizycznie jest w nim samym! Każdy z was ma tą studnię w sobie, tylko, że u większości ludzi jest ona zamknięta. Tak więc żaden wzniesiony nie potrzebuje poszukiwać pożywienia nigdzie na zewnątrz!

Niech to będzie w końcu jasne, krwiożercze wampiry pijące krew innych ludzi to mit!Wampir (1)Wyobraźcie sobie moi drodzy ludzie, wszyscy tak naprawdę żywimy się energią. Można czerpać ją z wielu różnych źródeł, właściwie to jest jej tu nieskończenie wiele, otacza was ze wszystkich stron, głaszcze i pieści wasze ciała. Istnieje w powietrzu, którym oddychacie, istnieje w wodzie, którą pijecie, istnieje w pożywieniu, które zjadacie. Gdy tak sobie spożywacie obiad, kolację, czy śniadanie, bez względu na to, czy będzie to owoc, roślina czy danie mięsne, w każdym z tych dań jest tej energii więcej lub mniej, oczywiście bywa, że wasze pożywienie które zjadanie jest bardzo skąpe energetycznie, bądź nie posiada jej wcale, lecz jest to tylko wynik waszego braku szacunku do waszych zwierząt, roślin, do wszystkiego, z czego przyrządzacie sobie te wasze posiłki.

Wzniesieni nie potrzebują odżywiać się w taki sposób, lecz jak najbardziej mogą w dalszym ciągu cieszyć się spożywaniem w taki dosyć fizyczny sposób. I jeśli jakiś wzniesiony cieszy się fizycznym posiłkiem, to nie robi tego z konieczności, lecz z czystej przyjemności i radości samego jedzenia! Ja sam odzwyczaiłem się już dawno od starego sposobu jadania, nie jadam śniadań, ani obiadów, ani kolacji, z reguły jest to jeden niewielki posiłek, pyszna kanapka z uwielbianym przeze mnie serem, czy pizza od czasu do czasu, a bywa też i tak, że w ogóle nie myślę o jedzeniu nawet przez parę dni… Wzniesieni nie potrzebują poszukiwać pożywienia na zewnątrz samych siebie, wręcz przeciwnie, są dosłownymi tryskającymi fontannami energii, która także dostępna jest dla innych ludzi, zwierząt, czy roślin i całego świata nas otaczającego!

Po pierwsze nie żywimy się krwią, lecz energią, co nie czyni żadnej różnicy między nami, bowiem wy wszyscy pożywiacie się właśnie energią, tylko bierzecie ją z pożywienia czy powietrza, my nie musimy nawet jeść, bowiem nasze własne studzienki tej energii wystarczają nam w zupełności, by zachować silne i zdrowe ciała, i pełną jasność umysłu!

2. Prawdą jest jednak to, że gdy rozpadają się nasze ciała, nie pozostaje po nich nawet pył! W momencie zakończenia naszego życia tutaj, nasze ciała ulegają natychmiastowej transformacji i po prostu znikają, bywa, że ulegają natychmiastowemu spaleniu. Zwał jak zwał, nie grzebiemy własnych ciał, ponieważ zabieramy je ze sobą, są częścią naszej Duszy, tak więc czemu mielibyśmy je zostawiać? No właśnie. To jest więc akurat prawdą. Lecz mitem jest to, jakby to miała być jakaś kara boska, wręcz przeciwnie, jest to Boski Dar który każdy z nas w odpowiedniej godzinie daje samemu sobie.
Ludzie, nie jesteście stąd! Wyobraźcie sobie, że jesteście niesamowitymi wysoko wibracyjnymi istotami! Świetlistymi istotami! Lecz podczas pierwszych narodzin zawsze wciela się bardzo niewielka cząstka waszego światła! Tak więc gdy kończy się wam energia i gdy wasze ciała umierają, ta niewielka cząstka waszego Ducha nie spala waszych ciał, tylko odchodzi. Pozostawiona cząstka waszej energii woła was i nie pozwala odejść. Jeśli macie szczęście, wasze ciała są kremowane i nawet ta cząstka was samych od razu łączy się z wami i wy to czujecie, odbieracie jak najbardziej! W innym wypadku, część waszej energii pozostaje po waszej śmierci na ziemi, co ściąga was tu do ponownego życia bardzo szybko!

Gdy ludzie przechodzą swoje ponowne narodziny, podczas tego procesu wciela się cała reszta światła Duszy! Tak więc my wzniesieni różnimy się od was tylko tym, że mamy do naszej dyspozycji nie tylko malutką cząstkę naszego światła, lecz wszystko! Tak ogromna ilość światła jest powodem i przyczyną tego, że w razie śmierci, nasze ciała ulegają całkowitej, momentalnej transformacji, nie pozostaje po tym nawet popiół! Nie tracimy wtedy naszych ciał, ulegają one tylko transformacji w tak zwane widmowe ciała, które dowolnie mogą się stawać mniej lub bardziej fizyczne. Tak więc dla nas śmierć nie jest końcem, ani początkiem, jest tylko przemianą w istnienie, które nie ma końca!

3. Kolejny mit, czy może niewłaściwa interpretacja: Nie boimy się światła słonecznego naszej fizycznej gwiazdy! Wręcz przeciwnie, uwielbiamy Je!
Tak więc i tu nie różnimy się aż tak bardzo, prowadzimy w zasadzie normalne życie, tak jak i wy drodzy ludzie! Kochamy światło dnia, lecz także uwielbiamy światło gwiazd na tle nocnego nieba! Tak jak i wy! Nie ma żadnej różnicy! Jedni prowadzą normalny dzienny tryb życia i w nocy odsypiają; inni odwrotnie, prowadząc tryb nocny, odsypiają za dnia, co w zasadzie nie czyni przecież z nich jakichś krwiożerczych istot, prawda? Zwróćcie uwagę na to, co napisałem punkt wyżej… o naszej świetlistej naturze, nie tylko świetlistej naturze wzniesionych, lecz świetlistej naturze wszystkich ludzi! Wszyscy jesteśmy słonecznymi Bogami! Tyle, że nie wszyscy o tym wiedzą… Nie wszyscy pamiętają…Księżyc4. Nie boimy się krzyża czy wody święconej! To jest akurat jak najbardziej MIT stworzony przez ówczesne władze kościelne, jeszcze za czasów inkwizycji i polowania na czarownice.
Bardzo dziwna właściwie jest sprawa z tym strachem przed krzyżem czy innymi kościelnymi symbolami i emblematami. Każdy nowo-narodzony, każdy wzniesiony przechodził cały proces ponownych narodzin, polegający na przechodzeniu przez kolejne etapy wzniesienia, cała ta droga to niesamowite doświadczenia, jednym z nich jest właśnie doświadczenie ukrzyżowania! Czemu więc wzniesiony miał by się bać krzyża? Przecież jest to właściwie symbol niesamowitego doświadczenia, w którym każdy wzniesiony właściwie pozostaje do samego końca życia w ludzkim ciele! A woda święcona? To także symbol, symbol energii, księżycowej energii, którą się każdy z nas pożywia, nie tylko wzniesieni! Tak więc są to mity, jak najbardziej mity! Stworzone tylko po to, by wystraszyć ludzi, by jednocześnie sprawić jeszcze większy strach i bojaźń przed piekłem i grom wie, czym jeszcze.

5. Kolejny mit, czosnek! Więc niech będzie wiadome, że czosnek jest ulubioną przyprawą i także daniem wielu, bardzo wielu wzniesionych!
A tak! Od czasu do czasu lubię sobie skrobnąć ząbek czosnku czy dwa, jest to niesamowita przyprawa występująca w wielu moich daniach! Och ten czosnek! Kochany i jakże cenny, niezastąpiony w wielu potrawach!

6. A teraz sprostowanie, po części mit, po części prawda… Wzniesieni biorą pełną odpowiedzialność za siebie, to znaczy, że płacą za wszystko co wybiorą. Ludzie właściwie nie, ale nie do końca, bo w pewnych sytuacjach i ludzie są zmuszeni wziąć odpowiedzialność za samych siebie, a tyczy się to takich sytuacji, gdy zwykły człowiek spotka na swojej drodze wzniesionego!

Wielu ludzi w zamierzchłych czasach ogromnie obawiało się wzniesionych, bowiem w momencie starcia z nimi, podobnie jak wzniesieni mają to na co dzień, musieli zmierzyć się z doświadczeniem, w którym byli zmuszani do wzięcia odpowiedzialności za samych siebie! Nic takiego się właściwie nie dzieje, gdy zwykły człowiek uderzy zwykłego człowieka, czasem jest odwet, czasem nie ma… Lecz gdy ktoś będzie miał pecha uderzyć wzniesionego, poniesie za to odpowiedzialność czy będzie tego chciał czy nie. Będzie musiał przyjąć doświadczenie zwrotne, albo się wykupić dokonując spłaty w walucie energetycznej, cała suma zostanie przelana wtedy z jego własnej energii! Wierzcie mi, doświadczenie wymiany energetycznej będzie dla niego nie lada przeżyciem! Gdy wzniesiony pozwala sobie uderzyć kogoś, jest to jak najbardziej normalne i naturalne, że oddaje wtedy pewną część własnej energii. Tak to działa! Nie ma więc żadnej różnicy w tym, czy wzniesionego uderzy inny wzniesiony, czy zwykły człowiek, odpowiedzialność będzie musiała zostać poniesiona! I ostatnia wskazówka, nie ma potrzeby szukania winnych, to co ma się stać, po prostu się stanie w taki czy inny sposób! Przed boską sprawiedliwością nikt się nie ukryje!

Podzielę się z wami jeszcze pewną ciekawostką, w tej chwili po ziemi chodzi bardzo duża ilość wzniesionych, nie idzie mi o liczby liczone pojedynczo, mowa tu o tysiącach wzniesionych, a ta liczba wciąż wzrasta! W taki sposób ziemia wchodzi w czas, w którym ludzie czy tego chcą czy nie chcą, będą zmuszeni wziąć w końcu odpowiedzialność za siebie i za swoje własne wybory! Tak zostało to pomyślane i wszyscy zainteresowani się na to zgodzili! Dzieje się to właśnie w tej chwili! Tu i teraz! W ten sposób ziemia w niedługim czasie zajaśnieje światłem i szacunkiem do wszelakiego życia, jakiego w tej chwili brakuje… Gdy człowiek stanie twarzą w twarz z własną śmiercią, będzie musiał zacząć liczyć się z tym, że ktoś inny ma prawo żyć podług własnej woli i na swój własny sposób, rozumiecie?

Wielu ludzi w ziemskiej przeszłości doświadczyło tego fenomenu i zinterpretowało to jako akt działania wampira, oczywiście zgodnie z wydaną książką o wampirach, która została wydana i rozpowszechniona na zlecenie ówczesnej władzy kościelnej… Cóż, nie dziwne, że ludzie się bali, ale prawda jest taka, że ponosili jedynie własną odpowiedzialność za samych siebie! Nic więcej! My wzniesieni ponosimy odpowiedzialność na co dzień, dla nas to jest chleb powszedni, bardzo niesamowity wręcz, bo uczy szacunku do życia! Gdy przejdziesz przez coś takiego kilka razy, w końcu zaczniesz myśleć i zastanawiać się nad własnym sposobem życia! A gdy staniesz przed wyborem: umrzeć czy żyć? Co wybierzesz? To tyle… Resztę zachowam dla siebie…

Pamiętajcie ludzie, wszystko co się dzieje we Wszechświecie jest w jak najlepszym porządku!
Tak więc żyjcie jak sami chcecie i pozwólcie na to samo innym!
Ty jesteś Bogiem także!
I tak to jest.

autor: Samuel Blog Księżycowy

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , więcej...

Dendryty

przez , 26.gru.2014, w Galimatias

Dendryt manganowy w jaspisieDendryty to charakterystyczne, finezyjne wytworzone skupienia minerałów, agregaty drobnych kryształów, krystalitów o strukturze fraktalnej, które przyjmują formę delikatnych rozgałęziających się nalotów przypominających trawy, mchy, paprocie, drzewa itp, a ze względu na podobieństwo do roślin, dendryty mineralne bywają często mylone ze skamieniałymi roślinami. Ich nazwa wywodzi się od greckiego słowa „dendron” oznaczającego drzewo. Przykładami mogą też być płatki śniegu o różnych kształtach lub lodowe kwiaty na szybach.
Dendryty powstają na skałach w wyniku szybkiej krystalizacji minerałów z roztworów infiltrujących drobne pęknięcia w skale lub płaszczyzny międzyławicowe. Tworzą je zazwyczaj tlenki lub wodorotlenki manganu i żelaza (psylomelan, piroluzyt, magnetyt, goethyt) posiadając wtedy ciemne barwy, zdarzają się jednak dendryty zbudowane z innych substancji, na przykład  złota. Najczęściej jednak można spotkać dendryty manganowe (piroluzyt – tlenek manganu), lub żelaziste.PsylomelanPiroluzyt będący tlenkiem manganu tworzy głównie skupienia proszkowe, zbite i drobnoziarniste, koncentrując się wśród skał osadowych takich jak wapienie. Tworzy również tzw. pseudomorfozy po innych minerałach manganu. Jest również końcowym produktem utleniania minerałów manganu w środowiskach wodnych. Nie rzadko pojawia się w postaci igiełkowej lub pręcikowej o barwie czarnej, stalowoczarnej z niebieskimi nalotami. W ponad 60% zawiera mangan. Występuje w Jawornie (wapienie) i Jordanowie (pseudomorfozy po kalcycie) na Dolnym Śląsku, Nakle, Tarnowskich Górach i Dąbrowie koło Bytomia.
Psylomelan jest minerałem strefy hydrotermalnej i hipergenicznej tworzącym brunatnoczarne lub czarne skupienia zbite, naciekowe i skorupowo-koncentryczne.  Jako tlenek baru i manganu (zawiera domieszki glinu, żelaza, wapnia, magnezu, krzemu, miedzi, kobaltu, cynku) jest głównym składnikiem złóż rud manganu. Występuje w Miedziance i Miedzianej Górze koło Kielc, śląsko-krakowskich kopalniach rud cynku i ołowiu, a Dolnym Śląsku znany jest ze szczelin przecinających masywy granitowe, skały metamorficzne (Góry Sowie) oraz osadowe. Większe ilości znajdują się w okolicach Pińczowa. Jest również produktem utleniania karpackich syderytów zasobnych w mangan (okolice Sanoka).Psylomelan (1)Magnetyt jako tlenek żelaza zawiera go w swoim składzie około 70%. Znany jest pod postacią żelazistoczarnych skupień ziarnistych, zbitych oraz wypryśnięć, niekiedy z niebieskimi nalotami. Obecność domieszek manganu powoduje odcień czerwonobrunatny, glinu i magnezu bardziej żółtawy, natomiast chromu zielonawy. Jest silnie magnetyczny. Występuje głównie w skałach magmowych (magmowe skały magnetytowe – ferrobolity, znane ze Szwecji), utworach kontaktowo-metasomatowych, hydrotermalnych i skałach metamorficznych (złoża związane z metamorfizmem kontaktowym), wśród których niekiedy powstaje jako produkt przeobrażenia wodorotlenków żelaza oraz osadów. Tworzy zasobne złoża eksploatowane w celu pozyskania rudy żelaza. W Polsce od średniowiecza eksploatowany był w okolicach Kowar, Kletna, Szklarskiej Poręby, znany z wystąpień w bazaltach Biegoszowa koło Złotoryi i Żerkowic koło Lwówka Śląskiego oraz w granitoidach dolnośląskich. Występuje również w piaskach bałtyckich i wydmowych.Psylomelan (2)Goethyt (wodorotlenek żelaza) zawierający ponad 60% żelaza, przeważnie występuje w postaci brunatnych (w różnych odcieniach) skupień promienistych, włóknistych, ziemistych, zbitych lub sypkich jako pseudomorfoza po innych minerałach żelaza (np. po pirycie, syderycie, hematycie), często pojawiając się jako domieszka barwiąca inne minerały i skały oraz glebę na odcienie brunatne. Tworzy się jako produkt działalności hydrotermalnej najniższych temperatur w próżniach melafirów, a także hydrotermalnych złożach sfalerytu.  Jest rozpowszechnionym produktem utleniania minerałów żelaza oraz czynnikiem barwiącym czapy żelazne, które bywają eksploatowane jako rudy żelaza. Jego górnicza nazwa to „żelaziak brunatny” (nazwa nadawana rudom zasobnym w goethyt). Gromadzi się również w utworach osadowych tworząc złoża rud żelaza pochodzenia morskiego, jeziornego, bagiennego lub tworzących się pod darnią podmokłych łąk. W Polsce jest on rozpowszechniony – jego piękne naskorupienia widoczne są na ścianie odkrywki kopalni Czerwona koło Starachowic.

Na misterne dendryty zwrócili uwagę nie tylko kolekcjonerzy minerałów i skał ale również szlifierze kamieni ozdobnych, złotnicy i jubilerzy, wykorzystując je po oszlifowaniu jako brosze i zawieszki.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Czy meteoryty stworzyły Ziemię? (2)

przez , 10.lis.2014, w Galimatias

impakt„Biblia vs Nauka”
Idea teologa Jamesa Usshera, który wyliczył na podstawie zapisu biblijnego, że Ziemia została stworzona w roku 4004 p.n.e., panowała niepodzielnie do XIX w. Ale tak naprawdę to nawet dzisiaj są tacy, którzy ignorują przytłaczające dowody naukowe i twierdzą, że biblijne legendy przekazują prawdziwą opowieść o powstaniu i historii Ziemi.
Ziemia liczy miliardy lat. Jest to pogląd obecny. Przyjmowany obecnie wiek Ziemi, równy 4,5 miliarda lat, został ustalony dopiero w połowie lat pięćdziesiątych. Precyzyjne jego określenie jest problemem bardzo skomplikowanym technicznie, lecz zasadniczo opiera się na tym, że naturalnie występujące izotopy promieniotwórcze ulegają rozpadowi ze stałą prędkością.

Izotopy
Jeżeli znane jest dobrze tempo rozpadu, można zmierzyć, ile produktu rozpadu nagromadziło się w próbce w danym czasie i w dość prosty sposób określić wiek. Warto tutaj zaznaczyć, że istnieje kilka izotopów występujących w zwykłych skałach, które mogą posłużyć do datowania. Izotopy danego pierwiastka mają te same właściwości chemiczne, lecz nieco różną budowę jądra. Nie wszystkie izotopy są promieniotwórcze, czyli nie wszystkie się rozpadają, tworząc nowe izotopy innego pierwiastka. Dwa najlepiej znane pierwiastki mające promieniotwórcze izotopy to: tor i uran. W czasie rozpadu promieniotwórczego przekształcają się one w izotopy ołowiu. Tak więc część ołowiu występującego na Ziemi, a tak naprawdę w całym Układzie Słonecznym, nie istniała w momencie powstania Ziemi, lecz została stworzona w czasie geologicznym w procesie stopniowego rozpadu toru i uranu.
Ponieważ każdy z izotopów toru i uranu przechodzi w ołów w innym tempie, próbki zawierające owe pierwiastki mają wbudowane niezależne „zegary” geologiczne, którymi można się posłużyć do określenia ich wieku. Oznacza to również, że dokładna mieszanka izotopów ołowiu w konkretnym materiale jest zwykle inna niż w pozostałych i zależy od jego wieku oraz ilości toru i uranu w nim zawartych.meteoryty w kosmosieMeteoryty
W latach 50-tych XX w. Clair Patterson z California Institute of Technology w Pasadenie odkrył, że zarówno meteoryty, jak i próbki pochodzące z Ziemi charakteryzuje taka sama zawartość izotopów ołowiu. Używając specjalnie dobranych próbek, aby reprezentowały tak ściśle, jak to tylko możliwe, przeciętne ilości izotopów ołowiu na Ziemi, wraz z serią próbek chondrytowej grupy meteorytów, Patterson odkrył systematyczne zależności wskazujące na to, że wszystkie ciała – Ziemia i różne chondryty – musiały powstać ze wspólnej pierwotnej materii 4,5 – 4,6 miliarda lat temu.

Wiek Ziemi
Odkrycie Pattersona było niezwykle ważne dla geologii. Nie tylko pozwoliło ustalić wiarygodny wiek Ziemi, lecz również powiązać narodziny naszej planety z powstaniem innych materiałów Układu Słonecznego. Jeden z pierwszych badaczy, XVIII-wieczny arystokrata i znakomity geolog James Hutton powiedział, że nie znajduje „śladów początków ani zapowiedzi końca”. Badania Pattersona ustaliły jednak w sposób zdecydowany, kiedy nastąpił początek. I choć od lat 50-tych XX w. w dziedzinie badań izotopów promieniotwórczych odnotowano ogromny postęp techniczny, podstawowe wnioski Pattersona pozostają niepodważone.
Liczbę 4,5 miliarda lat bardzo łatwo wypowiedzieć. Ludzie, studenci i profesorowie oswoili się z nią, lecz jest to liczba ogromna, o wiele za duża, aby ja pojąć z perspektywy dostępnej człowiekowi. Zapisana z zerami daje nieco lepsze wyobrażenie o wieku Ziemi: 4 500 000 000 lat. Cztery i pół miliarda monet jednogroszowych utworzyłoby stos wysoki na około 6,5 tysiąca km – to nieco więcej niż odległość z powierzchni Ziemi do jej centrum.

Archaik i cyrkony
Pierwszą dużą jednostką czasu geologicznego jest archaik, trwający od momentu powstania Ziemi a kończący się 2,5 miliarda lat temu, czyli obejmujący w przybliżeniu 44% historii naszej planety. Choć wiemy już, kiedy powstała Ziemia, to nie znamy zapisu skalnego prawie 600 milionów lat od powstania naszej planety. Jak dotąd najstarsze próbki skał znalezione na Ziemi pochodzą z Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie. Ich wiek został określony na podstawie analizy zawartych w nich izotopów ołowiu na nieco powyżej 3,9 miliarda lat. Skały te uległy silnemu metamorfizmowi, tak że trudno jest powiedzieć cokolwiek o ich pochodzeniu. Nie różnią się jednak zdecydowanie od wielu typowych skał kontynentalnych młodszego wieku. Wiemy więc dzieki nim, że 3,9 mld lat temu istniały co najmniej pewne fragmenty skorupy kontynentalnej. To kiedy powstały pierwsze kontynenty od dawna intryguje naukowców. Nie ulega wątpliwości, że skorupa kontynentalna powiększała się i zmieniała w czasie geologicznym. Prawdopodobnie nawet przed powstaniem skał liczących 3,9 mld lat istniały jakieś małe kontynenty.
Wskazówki prowadzące do takiego wniosku są rzadkie, słabe i prawie trudne do odkrycia, lecz gdzie należy ich szukać? Używając teraźniejszości jako okna w przeszłość. Wiadomo, że produkty erozji gromadzą się na krawędziach kontynentów i nie ma żadnego powodu aby podejrzewać, że w przeszłości było inaczej. Nawet te najwcześniejsze kontynenty musiały mieć plażę. Istnieje więc pewna szansa, że jeżeli niektóre z owych bardzo starych osadów się zachowały, to mogą zawierać ziarna mineralne wyerodowane z jeszcze starszych kontynentów. Jedna z grup geologów natrafiła na właściwe źródło w piaskowcach sprzed 3,6 mld lat w zachodniej Australii. Niektóre z ziaren w owych skałach są znacznie starsze niż sam piaskowiec i wyraźnie przeszły wiele cykli erozji, osadzania, lityfikacji, wypiętrzania i ponownej erozji. William Compston i jego koledzy z Narodowego Uniwersytetu Australijskiego w Canberze stwierdzili, że niektóre ziarna odpornego na wietrzenie minerału – cyrkonu – z tych starych piaskowców liczą sobie od 4,1 – 4,3 miliarda lat.

tekst: Piotr Gall

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Czy meteoryty stworzyły Ziemię? (1)

przez , 07.lis.2014, w Galimatias

meteorytSpadki
Meteoryty są częstsze niż można sądzić. Liczba okazów w prywatnych i publicznych kolekcjach sięga tysięcy i stale przybywają nowe. Spadające gwiazdy na nocnym niebie to zwykle małe meteoroidy rozgrzane w wyniku tarcia do białości i ulegające spaleniu w czasie przelotu przez ziemską atmosferę. Niewiele z nich przeżywa tę podróż i ląduje na powierzchni. Dziesiątki tysięcy meteorytów, być może nawet 100 tysięcy, spada każdego roku na kontynenty, a jeszcze więcej wpada do oceanów. Większość z nich jest jednak bardzo mała i nigdy się ich nie znajduje. Te, które znaleziono, są najczęściej wielkości ziarna grochu, rzadziej piłki do koszykówki lub nawet znacznie większe. W miarę jak Ziemia staje się coraz gęściej zaludniona, coraz więcej spadających meteorytów natychmiast odszukuje się i rozpoznaje. Niektóre uderzały nawet w samochody i domy.

Antarktyda
Jednym z najbogatszych źródeł meteorytów do badań naukowych jest w ostatnich latach Antarktyda. Meteoryty spadające na czapę lodową grzęzną w śniegu i lodzie, w końcu przenoszone są jednak przez lodowce, sunące wolno od bieguna w kierunku morza. Początkowo strumień lodowy pogrąża je głęboko pod powierzchnią, lecz tam, gdzie lód napotyka pogrzebane grzbiety górskie, wędrują wraz z nim ponownie ku górze. W takich regionach silne suche wiatry Antarktydy dokonują ablacji lodu bardzo szybko od chwili jego pojawienia się na powierzchni. Jednakże meteoryty niesione przez lód pozostają. Te z nich, które spadły na Ziemię w ciągu tysięcy lat, w wyniku tego procesu mogą gromadzić się na małym obszarze, a ponieważ w tym morzu lodu wokół jest niewiele innych skał, łatwo je zauważyć. Naukowcy z kilkunastu krajów organizują co rok w czasie południowego lata ekspedycje na Antarktydę, aby za pomocą skutera śnieżnego lub helikoptera poszukiwać skarbów – meteorytów.
Rok 2013 – belgijska stacja badawcza Princess Elisabeth Antarctica. Ośmiu naukowców natrafiło na kamienny meteoryt, przeczesując pod koniec stycznia lodowiec Nansen Ice Field w odległości około 140 km na południe od stacji. W trakcie 40-dniowej ekspedycji znaleźli aż 425 meteoryty, ważące w sumie 75 kg. Ten największy był znaleziskiem zaskakującym, nie tylko ze względu na wagę (18 kg!) ale dlatego, że zwykle nie znajduje się tak dużych meteorytów w Antarktyce. To największy taki okaz znaleziony na Antarktydzie Wschodniej od 25 lat. Znaleziony meteoryt jest chondrytem zwykłym. Jego zewnętrzna warstwa uległa erozji, dzięki czemu naukowcy zyskali wgląd do wnętrza. Jak podaje Princess Elisabeth Antarctica, liczba znanych, odkrytych dotychczas meteorytów wynosi 56.500, z czego w samej Antarktyce było ich 38.500. Wśród tych antarktycznych tylko 30% ma masę większą niż 18 kg. W ciągu roku znajduje się około tysiąca meteorytów ważących mniej niż 10 dkg i około stu ważących do kilograma.AntarktydaChondryty
W przeszłości przypisywano meteorytom specjalną moc – jako przybywające z niebios, uważano je za wysłanników bogów. Później stwierdzono, że tak jak kamień z Rosetty, zawierają informacje o najwcześniejszej historii Układu Słonecznego. Chociaż istnieje wiele odmian meteorytów, niektóre wydają się w zasadzie nie zmienione od momentu ich powstania 4,5 miliarda lat temu, mniej więcej w tym czasie, kiedy formowała się Ziemia. Najprawdopodobniej ich skład jest bardzo zbliżony do oryginalnego materiału, z którego nasza planeta powstała w procesie akrecji. Meteoryty choć pozornie wyglądają jak zwykłe skały, nie są nimi. Przeciwnie, to zadziwiający wysłannicy z przeszłości, którzy mogą opowiedzieć nam wiele o czasach, kiedy Układ Słoneczny dopiero się tworzył.
Chondryty, bo tak nazywają się najbardziej prymitywne meteoryty, uważa się za fragmenty materiału z pasa planetoid, leżącego pomiędzy Marsem a Jowiszem. Zbudowane są głównie z minerałów częstych w ziemskich skałach, lecz zawierają również metaliczne żelazo, bardzo rzadko występujące w stanie rodzimym na powierzchni Ziemi. Żelazo topi się w temperaturze niższej niż wiele pospolitych minerałów. Większość metalicznego żelaza dostarczanego w materiałach chondrytopodobnych na tworzącą się Ziemię podczas akrecji uległa stopieniu i opadła do centrum planety, tworząc jądro.

Skład i budowa Ziemi
Ponieważ Ziemia zbudowana jest z różnych chemicznie fragmentów, takich jak jądro, płaszcz oraz skorupa i ponieważ możemy pobrać próbki tylko najbardziej zewnętrznych z nich, określenie ogólnego składu chemicznego planety było trudnym zadaniem. Chondryty jednak mogą być analizowane w laboratorium. Jeśli na prawdę reprezentują one materiał, który w wyniku akumulacji stworzył Ziemię, wówczas ich analiza pomoże nam określić skład chemiczny całej Ziemi i jest to na prawdę zdumiewająca perspektywa. Lecz czy rzeczywiście reprezentują one przeciętną materię Układu Słonecznego, która musiała być pierwotnym składnikiem Ziemi? Istnieją mocne dowody na to, że tak jest naprawdę. Dostarczają ich badania Słońca, które zawiera prawie całą masę systemu, a wiec jest z definicji przeciętnym materiałem Układu Słonecznego.
Analizując wysłane przez Słońce światło, zdołaliśmy uzyskać ogromna ilość informacji o jego składzie chemicznym. Z wyjątkiem małej liczby pierwiastków, które występują w postaci gazowej, względna ich zawartość w chondrytach jest prawie dokładnie taka sama jak na Słońcu, co stanowi dobrą wskazówkę, że owe materiały nie uległy żadnemu znaczącemu frakcjonowaniu chemicznemu. Tak więc badania meteorytów, w połączeniu z wiedzą na temat gęstości wnętrza Ziemi, uzyskaną w wyniku badań sejsmicznych, umożliwiły nie tylko określenie ogólnego składu chemicznego Ziemi, lecz nawet poznanie budowy obszarów, z których nigdy nie pobrano próbek, takich jak głęboki płaszcz i jądro.

tekst: Piotr Gall

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

48. Sympozjum Speleologiczne /info/

przez , 02.paź.2014, w Galimatias

48.Sympozjum SpeleologiczneW dniach 16 – 19 października 2014 roku w Kletnie na Dolnym Śląsku (Kotlina Kłodzka) odbędzie się 48. Sympozjum Speleologiczne organizowane pod patronatem Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika.
W ramach sympozjum przewidziana jest sesja referatowa i posterowa, w trakcie których zostaną zaprezentowane najnowsze wyniki z zakresu badań krasu (geologiczne, paleontologiczne, archeologiczne) i eksploracji jaskiń. Odbędą się również trzy sesje terenowe omawiające zjawiska krasowe rejonu Jaskini Niedźwiedziej, Doliny Kleśnicy i Doliny Morawy. Zostanie również omówiona kopalnia uranu w Kletnie oraz jaskinie Na Spicaku, Kontaktowa, Na Rogóżce, Radochowska i Niedźwiedzia. Podczas sesji terenowej do Jaskini Niedźwiedziej część z uczestników sympozjum  będzie miała okazję odwiedzić tzw. „Stare nowe dolne” partie jaskini oraz „Salę Mastodonta”, którą w maju 2012 odkryła grupa naukowców (speleologów i grotołazów) Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego.
Więcej informacji dotyczących sympozjum:

http://www.ing.uj.edu.pl/speleo

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , więcej...

Deszcz meteorytów nad Pułtuskiem

przez , 01.sie.2014, w Galimatias

Spadek meteorytów30 stycznia 1868 r. mieszkańcy Pułtuska i okolicznych miejscowości zadrżeli z przerażenia. O godzinie 19.00 ich oczom ukazała się ognista kula przypominająca rakietę, jak gdyby jasna gwiazda ciągnąca za sobą ogon rozbryzgujący iskrami, kierowała się po nieboskłonie z południowego-zachodu na wschód. Ognista kula zniżała się i powiększała rozsiewając niebieskawe światło tak intensywne, że ich oczy nie mogły nań patrzeć. Gdy ognista kula znikła, oczom ukazał się widok spadających na ziemię kilku gwiazd. W miejscu gdzie kula zgasła wznosiła się biała, zygzakowata chmura, którą rozwiał wiatr. W 20 sekund po zgaśnięciu światła usłyszeli silną i przewlekłą detonację, która zakończyła się serią odgłosów przypominających gęsty ogień karabinowy. Dźwięki te trwały około pół minuty. Mieszkańcy znajdujący się w domach słyszeli dźwięk przypominający buzowanie ognia w piecu. Mieszkańcy wsi położonych nad Narwią słyszeli gwizd lecących w powietrzu kamieni, a potem dźwięk kamieni uderzających o lód na rzece. Kamienie bombardowały dachy domostw. Na drugi dzień mieszkańcy odnajdywali bardzo wiele okazów „kamieni z nieba”. Jeden z mieszkańców Pułtuska tak relacjonował to wydarzenie: „Ukazało się tak straszne światło, że trudno było nie stracić przytomności. Niektóre z kobiet będących wówczas na ulicy poupadały na ziemię, a nawet w domach były podobne wypadki. Trwało to szczęściem nie więcej niż 4-5 sekund”. To największe sensacyjne zjawisko XIX w., prócz terenu Królestwa Polskiego, było widoczne na bardzo dużym obszarze Europy. Obserwowano je od Gdańska po Kowno, Grodno, Kraków, Pragę, Wiedeń, a nawet w Dorpacie. Deszcz meteorytów rozsiał się na powierzchni około 130 km2. Trzy dni po tym wydarzeniu warszawska Szkoła Główna oddelegowała na miejsce spadku meteorytu swoich pracowników.K.OSY (czasopismo ilustrowane tygodniowe) Nr 137 z 1 lutego 1868 rW broszurze wydanej 12 maja 1868 r. przez Szkołę Główną, która została rozesłana wraz z okazami do uniwersytetów, wyższych zakładów naukowych oraz wielu liczących się ośrodków i towarzystw naukowych w Europie można było przeczytać: „30 stycznia o godz. 19.00 przy temperaturze powietrza -6′R i ciśnieniu barometrycznym 753 mm, przy niebie czystym od południa i tylko paru przesuwających się z zachodu na wschód chmurach, ukazała się na horyzoncie Warszawy jasna kula ognista i w tym samym dniu w odległości 77 km od Warszawy w kierunku północno-wschodnim spadły z tej kuli rozsiewając się po powierzchni ziemi bardzo liczne meteoryty. Zebrane w różnych miejscowościach Królestwa Polskiego dane, w szczególności pochodzące od pewnej liczby osób, które powyższe zjawisko obserwowały, pozwoliły na następujące przedstawienie jego charakteru i przebiegu: W Warszawie bolid został zauważony po raz pierwszy w kierunku południowo-zachodnim, obok głowy gwiazdozbioru Andromedy.Wydawał się gwiazdą pierwszej wielkości gwiazdowej, lecz wielkość jego bardzo prędko wzrastała i przy przekraczaniu południka warszawskiego obserwowana średnica kuli wynosiła 15′-20′. Po przelocie kilku stopni zaczął zostawiać za sobą ślad bladego światła, którego największa długość podczas trwania zjawiska wynosiła 9 stopni, a szerokość 2 stopnie. Światło tej kuli podobne było początkowo do światła gwiazd spadających, lecz w miarę wzrostu wymiarów kuli kolor jej zmieniał się, stając się naprzód zielono-niebieskawy, a następnie koloru ciemnokrwistej czerwieni. Intensywność tego światła przekraczała w chwilę po jego ukazaniu się blask Księżyca w I kwadrze, osiągając swe maksimum na południku Warszawy. Światło to trwało 3-4 sek. W momencie swojego maksimum jasność bolidu o zielononiebieskim kolorze była tak jaskrawa, że mieszkańcy Warszawy wybiegali ze swych domów i zatrzymywali się na ulicach, biorąc te jasność, której odbicie oświetlało cały horyzont nieba, za łunę olbrzymiego pożaru. Światło to odznaczało się szczególnym falowaniem (oscylacją), które można było przypisać tryskającym z rozgrzanego globu iskrom. Całość zjawiska w Warszawie przedstawiała się na firmamencie nieba w postaci kuli ognistej lecącej od głowy Andromedy przez gwiazdozbiory Kasjopei, Cefeusza i  Smoka do gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy, kuli wlokącej za sobą białawy wygięty ogon, którego wklęsłość skierowana była ku horyzontowi (…). Trudno byłoby w braku dostatecznie ścisłych danych określić dokładnie wysokość bolidu podczas jego lotu w atmosferze. Zestawiając jednak całość obserwacji od pierwszego jego ukazania się, w odniesieniu do różnych lokalnych południków na terenie Królestwa Polskiego, można przyjąć, że meteoryt wszedł do atmosfery w zenicie miasta Strykowa, na linii łączącej Łowicz i Zgierz. Z obserwacji w Warszawie, a głównie w Gdańsku i Wrocławiu można przypuścić z pewnym prawdopodobieństwem, że punkt, gdzie wszedł on do atmosfery, znajdował się na wysokości 23,5 mil geograficznych (174 km), że przeciął przestrzeń pod kątem 45 stopni do horyzontu i zgasł ponad wsią Gostków na wysokości 2,5 mil geograficznych (18,5 km). Długość jego toru w atmosferze może być oceniona na około 29,6 mil, a ponieważ ciąg trwania zjawiska wynosił 4,5′, prędkość meteorytu powinna była wynosić 6,6 mil geograficznych na sekundę (49 km/s)„.

Ponieważ rozerwanie bolidu nastąpiło na dużej wysokości, mieszkańcom dość odległych od siebie miejscowości wydawało się, że miało to miejsce nad ich głowami. Po eksplozji odłamki meteorytu kontynuowały lot rozsiewając się na obszarze elipsy o wymiarach około 18×9 km. W południowej części elipsy, w okolicach wsi Obryte spadła gęsto wielka ilość drobnych odłamków o masie do 100 gram w odległości 10-15 m jeden od drugiego. Na północ znajdowano większe fragmenty bardziej oddalone od siebie. Odłamki znajdowane w najdalej wysuniętych miejscowościach elipsy, w Rzewnie i Borutach, można zaliczyć do dużych meteorytów. Ogólną wagę meteorytu przechowywanego w zbiorach świata obliczono na około 280 kg, natomiast jego pierwotna masę, która wtargnęła w atmosferę Ziemi oceniono na kilkadziesiąt ton. Meteoryty pułtuskie są eksponowane w większości muzeów mineralogicznych i geologicznych na świcie. Stało się tak m.in. za sprawą wiedeńskiego dostawcy wzorcowych minerałów i skał Kranza, który w niedługim czasie po spadku meteorytu pojawił się w Pułtusku wykupując od miejscowych większość znalezionych fragmentów, a że meteoryt wzbudził w sferach naukowych duże zainteresowanie, był od niego masowo wykupowany przez znane muzea i placówki naukowe. Najciekawsze i najliczniejsze jego okazy znajdują się w kolekcjach Polskiej Akademii Umiejętności, PAN w Krakowie i Muzeum Ziemi w Warszawie. Największy okaz o wadze 9,09 kg znajduje się w British Museum w Londynie, a drugi o masie 8,10 kg w Muzeum Ziemi w Warszawie. Meteoryt Pułtusk będący meteorytem kamiennym zaliczany jest do chondrytów. Te najpowszechniejsze wśród meteorytów (85% zaobserwowanych spadków) zbudowane z zakrzepłych kulek, które to są kulistymi agregatami krzemianów tkwiącymi w szkliwie plagioklazowym o wieku 4,5 mld lat. Zawierają one zapis najwcześniejszych wydarzeń formowania się Układu Słonecznego i uważane są za pramaterię słoneczną.

(źródła: M.Żbik „Tajemnice kamieni z nieba”, A.Manecki „Meteory,meteoryty,pramateria słoneczna i kosmiczne technologie”)

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , więcej...

20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

przez , 04.cze.2014, w Galimatias

20TJ31 maja 2014 roku w nieczynnym kamieniołomie „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych „Złoty Karabinek”. Równocześnie zostały rozegrane towarzyskie otwarte zawody wspinaczkowe na sztucznej ściance. Organizatorem był Speleoklub „Bobry” z Żagania, który posiada tam swoją bazę „Dziuśkowa Chata”. Wielu uczestników corocznie zjeżdża się z całej Polski. Przygotowania do imprezy rozpoczęły się już dzień wcześniej, kiedy to uczestnicy zostali zakwaterowani, został rozegrany mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa (wynik 6:6) oraz prezentacja filmów z ubiegłorocznych mistrzostw zakończona prelekcją.20TJ1W dniu następnym, po potwierdzeniu i rejestracji zawodników oraz osób niestartujących w zawodach, nastąpiła odprawa przed startem – omówienie trasy, zadań, zapoznanie z regulaminem oraz losowanie list startowych. Oficjalne otwarcie zawodów nastąpiło o godzinie 10.00. W mistrzostwach wzięło udział 35 zawodników, w tym 11 pań. Tegoroczne zawody miały nową, zmodernizowaną formułę. Zawodnicy rywalizując o tytuł Mistrza Polski w Technikach Jaskiniowych konkurowali w autoratownictwie, w którym to musieli poradzić sobie z 76-kilogramowym manekinem „Januszem”, wspinali się pokonując odcinki linowe po skosie tak zwaną tyrolką, zjeżdżali na linie przez oponę i na koniec przechodzili przez zaciski, meander, który na potrzeby tegorocznych zawodów został wybudowany na nowo przez organizatorów.20TJ2Nie obyło się bez dyskwalifikacji kilku zawodników, między innymi z powodu błędów technicznych i nie zmieszczenia się w regulaminowym limicie czasowym. Do finału zakwalifikowało się 9 osób, które na koniec musiały zmierzyć się ze sprintem na linie. Zawody zakończyły się klasyfikacją generalną, ogłoszeniem wyników i wręczeniem nagród. W tym roku triumfowali: Kobiety – 1 miejsce Izabela Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 2 miejsce Agnieszka Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 3 miejsce Magdalena Rembecka (Speleoklub Dąbrowa Górnicza).20TJ3Mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego), 3 miejsce Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski). Michał Macioszczyk po raz trzeci zajął 1 miejsce. Mistrzostwa rejestrowało 5 kamer HD, rozmieszczonych w różnych punktach. Dla dzieci zorganizowano warsztaty artystyczne oraz zjazd na linie – popularną tyrolkę, dla dorosłych między innymi rzut kulą i małą strzelnicę. Na miejscu była dostępna gastronomia, można również było zakupić sprzęt wspinaczkowy oraz literaturę – książki i czasopisma o tematyce wspinaczkowej, górskiej oraz pamiątkowe t-shirty w cenie 20 zł.20TJ5Po zawodach odbyła się impreza integracyjna z atrakcją w postaci „tańca na rurze”. Pogoda dopisała, a sama impreza była dobrze zorganizowana i udana. Odwiedziło ją kilkaset osób. Partnerami mistrzostw byli między innymi: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy oraz Gmina Wojcieszów. W ubiegłym roku na podium znaleźli się: kobiety – 1 miejsce Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Agnieszka Włosek, 3 miejsce Magdalena Rembecka – obie panie ze Speleoklubu Dąbrowa Górnicza; mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Bartłomiej Juroszek (Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR), 3 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego).

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Najdłuższa w Polsce ?

przez , 24.kwi.2014, w Galimatias

Warmątowice„Warmątowice Sienkiewiczowskie” – taka oto tablica, składająca się z 28 liter wita nas przy wjeździe do tej miejscowości. Czy jest ona najdłuższą nazwą miejscowości w Polsce, a zarazem najdłuższą tablicą? Tablica ma wymiary 300 cm długości i 50 cm szerokości !NiewodnicaOto kolejny przykład, tym razem bardzo długiego drogowskazu (Niewodnica Nargilewska-Kolonia), o którym poinformował nas czytelnik „Cameel” (23.07.2014). Niestety nie znamy jej wymiarów. Dziękujemy.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , więcej...

Chupacabra

przez , 09.kwi.2014, w Galimatias

„W 1923 roku w New Lands, następnie w 1931 roku w Look oraz w 1932 roku w Wild Talents zwrócono po raz pierwszy uwagę na zagadkowy i przerażający fenomen  okaleczania zwierząt… W maju 1810 roku coś pojawiło się w okolicach Ennerdale, w pobliżu granicy Anglii ze Szkocją, gdzie zabijało owce, czasami siedem albo osiem w ciągu jednej nocy, ale nie pożerało, tylko wysysało z nich krew…”.

Chupacabra to legendarne środkowo i południowo-amerykańskie zwierzę, „wysysacz kóz”, którego istnienia nigdy nie udało się potwierdzić. Od XX wieku jest ono obiektem badań kryptozoologów. Jej rzekome występowanie związane jest z Portoryko, skąd pochodzą pierwsze informacje o tym zwierzęciu, Meksykiem i południowymi stanami USA. Jego nazwa pochodzi od napaści na zwierzęta domowe i wysysania z nich krwi. Opisy stworzenia znacznie różnią się od siebie. Pierwsze relacje z rzekomych spotkań pochodzą z 1990 roku z Portoryko, od tego czasu chupacabra miała być spotykana najdalej na północ w Maine i najdalej na południe w Chile. Pomimo że wiele osób twierdzi, iż chupacabra może być rzeczywiście istniejącym zwierzęciem, większość naukowców uważa ją za legendarne stworzenie, rodzaj współczesnego mitu. Opisywana jest przez rzekomych świadków jako duże i ciężkie zwierzę, wielkości małego niedźwiedzia, wyposażone w szereg rogowych kolców na grzbiecie, ciągnących się od szyi aż do nasady ogona. Według innych relacji stworzenie to jest nienaturalnie szybkie i potrafi przeskoczyć drzewo.

Kryptozoolodzy sugerują, jakoby chupacabra była nieznanym gatunkiem zwierzęcia lub kosmitą. Istnieje również teoria, podle której jest ona domowym zwierzęciem obcych. Według świadków często jej atakom towarzyszą dziwne znaki na niebie. Teorie próbujące wyjaśnić przypadki okaleczeń zwierząt domowych i obserwacji dziwnych istot, można podzielić na kilka grup. Część z nich mówi o całkowicie naturalnych zjawiskach lub znanych nauce zwierzętach odpowiedzialnych za tego typu wydarzenia. Inne obstają przy paranormalnych wyjaśnieniach, powiązaniem z obserwacjami UFO, wiarą w duchy i demony lub czerpią z doświadczeń kryptozoologii.  Opowieści o chupacabra postrzegane są przez większość naukowców jako element kultury latynoamerykańskiej. Być może są one kontynuacją legend o „człowieku-moskicie”, który miał wysysać krew ze zwierząt i ludzi. Współczesny mit o mrocznym stworze, atakującym i zabijającym zwierzęta domowe, powtarzany jest tak często, że z biegiem czasu fikcyjna istota staje się niezwykle popularnym motywem. Zgodnie z tym wyjaśnieniem, wszystkie relacje z rzekomych spotkań z tym stworem są zmyślone, a ich rozprzestrzenianie może mieć celowy charakter, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jest wykorzystywana często w charakterze marketingowym. Na korzyść tego wyjaśnienia przemawia także fakt, że opowieści np. w USA pochodzą niemal wyłącznie od osób należących do wspólnot latynoamerykańskich.

Kolejne fale doniesień o rzekomych spotkaniach z różnymi „stworami” tłumaczone są często jako ataki zbiorowej histerii, mogącej powodować m.in. chwilowe załamanie prawidłowego postrzegania rzeczywistości, omamy wzrokowe, lub przypadki pareidolii. Przejawia się ona na naturalnym dążeniu człowieka do odnajdywania znajomych sygnałów w bodźcach całkowicie losowych. Na tej podstawie można zakładać, że osoby, które wierzą w istnienie dziwacznej, groźnej istoty, w taki sposób interpretowały widok znanego nauce zwierzęcia np. dużego ptaka lub zjawiska. Kryptozoolodzy są zdania, iż chupacabra jest nieznanym nauce gatunkiem zwierzęcia, kryptydą. Część z nich twierdzi, iż może ona mieć wiele wspólnego z tzw. brytyjskimi wielkimi kotami, które pojawiają się w Wielkiej Brytanii od wielu lat. Inni są zdania, iż jej naturę można wyjaśnić, uznając iż jest ona efektem eksperymentów genetycznych, np. zmodyfikowanym nietoperzem-wampirem, któremu udało się uciec z laboratorium. Kryptozoolodzy badają również wystąpienia rzekomych ataków chupacabry w Teksasie. Zgodnie z doniesieniami, w tamtym rejonie zaobserwowane dziwne zwierzę przypominające kojota, jednak bardzo się od niego różniące gdyż zwierzę posiada krótkie przednie łapy, wydłużony pysk oraz szarą nieowłosioną skórę. Psowaty ten pojawiał się blisko miejsc ataków na zwierzęta hodowlane, nie bał się bardzo ludzi. Badania DNA znalezionego osobnika, zabitego przez samochód, potwierdziły, że nie jest to żaden ze znanych gatunków, jednak podobieństwa DNA sugerują, iż jest to hybryda kojota z wilkiem rudym bądź wilkiem meksykańskim. Nie wyjaśnia to jednak braku futra u znalezionego osobnika.Chupacabra(1)Legenda chupacabry rozpoczęła się mniej więcej w 1987 roku kiedy to portorykańskie gazety „El Vocero” i „El Nuevo Dia” zaczęły donosić o śmierci wielu zwierząt różnego gatunku, takich jak ptaki, konie i kozy. Jako sprawcę czasopisma wskazały El Vampiro de Moca-Wampira z Moca, istotę rzekomo odpowiedzialną za podobne wydarzenia, które miały miejsce w małej miejscowości Moca w latach 70-tych XX wieku. Początkowo wydawało się, iż zwierzęta zostały zabite przez członków jakiejś satanistycznej sekty, później jednak podobne przypadki zaczęły powtarzać się na terenie całej wyspy – wielu rolników donosiło o stratach pośród należących do nich zwierząt domowych. Wszystkie przypadki miały jedną cechę wspólną – każde z zabitych zwierząt zostało pozbawione krwi przez szereg okrągłych nacięć ciała. Niedługo po pierwszych doniesieniach prasowych, portorykański komik Silverio Perez stworzył termin „chupacabra”.

Po przypadkach odnotowanych w Portoryko inne doniesienia napłynęły z krajów takich jak Dominikana, Argentyna, Boliwia, Chile, Kolumbia, Honduras, Salwador, Panama Peru, Brazylia, USA i Meksyku. Zarówno w Portoryko, jak i w Meksyku chupacabra stała się bohaterem licznych opowieści. Doniesienia o kolejnych rzekomych obserwacjach zwierzęcia co jakiś czas pojawiają się w serwisach informacyjnych, rozwinął się biznes z nią związany z - jej wizerunki pojawiają się na T-shirtach, czapkach baseballowych, kubkach itp. Sprzedawane są cukierki noszące tę nazwę. Najczęściej pojawiający się opis rzekomej chupacabry przedstawia ją jako istotę podobną do gada, posiadającą cielistą lub zielonkawoszarą skórę oraz ostre kolce lub rurki na grzbiecie. Istota ma mierzyć około 90-120 cm wysokości, poruszać się na tylnych łapach, skacząc w sposób podobny, jak czynią to kangury. W przynajmniej jednej z rzekomych obserwacji stworzenie miało przeskoczyć na odległość 6 metrów. Ponadto posiada pysk podobny do psiego, rozwidlony język wystający często z paszczy, duże kły. Ma również syczeć i piszczeć, gdy jest zaalarmowane, jak również wydzielać nieprzyjemny zapach siarki. Niektóre rzekome obserwacje stwierdzają, iż oczy chupacabry świecą na czerwono, co wywołuje u świadków nudności. Inne opisy znacznie rzadsze od przedstawionych wcześniej, określają ją jako rodzaj dzikiego psa. Jest on najczęściej bezwłosy, charakteryzują go wyraźna grzywę na grzbiecie, spore oczodoły, kły i pazury. Część rzekomych świadków snuje teorie, iż być może jest to gad podobny do psa. W przeciwieństwie do znanych drapieżników ma ona wysysać całość krwi swojej ofiary, a czasem nawet całe organy wewnętrzne, przez dziurę w jej ciele lub kilka dziur. Inne źródła mówią, że przekłuwa kłami krtań ofiary, a następnie wsuwa w otwór rurkowaty język, wysysając krew ze środka ciała.Chupacabra(2)Wątek polski…

„Polacy nie gęsi, lecz i swoją chupacabrę mają. W 2007 roku Pomorze Zachodnie zostało zaatakowane przez dziką bestię. Jej ofiarą padały najczęściej króliki i kury. Zwierzę zostało nazwane pomórnikiem, zresztą na część złych bożków słowiańskich. Gdy jednak zbadano ślady DNA, znalezione na kogucie, po przebadaniu wyszło że to rosomak. W ten sposób polska chupacabra zakończyła karierę.”

Według wielu uczonych, wśród legendarnych stworzeń znajduje się kilku mocnych pretendentów, którzy mają szansę na to, że świat nauki ich w końcu uzna. Do najbardziej znanych obiektów zainteresowania kryptozoologii należą potwory wodne, nieznane nauce małpoludy czy nawet żyjące dinozaury. Wiele z tych stworzeń stało się swoistymi symbolami – przecież każdy słyszał o Yeti czy Potworze z Loch Ness. Niestety, wśród nich na próżno szukać reprezentantów Polski. Nie oznacza to jednak, że nie mamy się zupełnie czym pochwalić. Na przestrzeni lat wielokrotnie pojawiały się bowiem relacje o przedziwnych stworzeniach, które nie przypominały żadnych ze znanych zwierząt. Polskiej „Wielkiej stopy” nikt wprawdzie jeszcze nie widział, ale w przeszłości pojawiały się informacje o bytujących na naszych ziemiach bestiach – wśród nich szczególnie głośna była swego czasu opowieść o grasującym w Bielawie agresywnym „szympansie”. Te przedziwne często historie trafiają do nas zwykle okrężnymi drogami.Chupacabra(4)Kilka lat temu, na jednym z amerykańskich for internetowych, pojawiła się relacja mężczyzny, którego przodkowie pochodzili z Polski. Ów jegomość wyznał, że jego babka regularnie wspominała mu o dziwnym stworzeniu przypominającym goryla i często atakującym ludzi. Istota ta, raz poruszała się na dwóch nogach, a innym razem na czworaka. Z reguły bywała też bardzo agresywna. Jeśli wierzyć w regularnie powracające opowieści, Polska od kilku lat nękana jest także przez „rodzime” chupacabry – nieuchwytne stworzenia charakteryzujące się krwawymi atakami na domowe zwierzęta. Legenda o chupacabrze wywodzi się wprawdzie z Ameryki Łacińskiej, gdzie potwór dawał się we znaki m.in. mieszkańcom Portoryko, zabijając setki zwierząt podczas fali ataków w latach 90-tych, ale później stwór „przeniósł się” do innych krajów Ameryki, a z czasem dotarł też do Europy. W naszym kraju, chupacabra przypuszczać miała ataki m.in. na Pomorzu oraz w Puszczy Kozienickiej, za każdym razem pozostawiając po sobie krwawy ślad.

Słynny „pomórnik”, uznawany za polską chupacabrę, pojawił się na Pomorzu Zachodnim w 2004 roku. Według relacji, zabijał zwierzęta uderzeniem łapy w okolice serca, co wprawiało w zdumienie leśników. Wkrótce na zwierzę urządzono obławę, jednak nie udało się go schwytać. Według pogłosek, stwór posiadał niebieskawe oczy i mierzył około 150 cm wzrostu. Na podstawie zebranych próbek sierści, należących rzekomo do pomórnika, zachodni naukowcy ustalili, że mógł być on rosomakiem, który z jakichś powodów znalazł się w Polsce. Inni obstawiali, że dokonywane ataki były dziełem zdziczałych i wygłodniałych psów. Inne stworzenie przypominające chupacabrę obserwować miał na Dolnym Śląsku w latach swej młodości, kontrowersyjny polski „ufolog” dr Jan Pająk. Jak twierdzi, dziwaczne, przypominające psa stworzenie, spotkał wracając nocą do domu(?). Najbardziej znanym polskim potworem była Paskuda – wodny potwór mający zamieszkiwać Zalew Zegrzyński. Relacje na jej temat pojawiły się w latach 80-tych, kiedy to publikowano „portrety pamięciowe” Paskudy, a nawet wywiady z osobami, które obserwowały stwora. W rzeczywistości był to jednak żart dziennikarzy „Lata z Radiem”.Chupacabra(3)Wiele innych relacji ma charakter legend. Należą do nich miedzy innymi opowieści o „wielkim Pająku” zamieszkującym w okolicach miasta Pajęczno (województwo łódzkie), czy też pochodząca z gór relacja o postaciach przypominających satyry. Wśród innych historii sprzed lat, znajdziemy opowieść o gigantycznym wężu zabitym przez polskiego leśnika w okolicach Wrocławia czy też wielkim zającu z Kielecczyzny. Warto podkreślić, że dziwnym trafem kryptydy upodobały sobie miejsca, do których człowiek ma ograniczony dostęp. Kryją się one w nieprzebranych lasach, tajdze, głębinach i w wysokich górach. W Polsce trudno byłoby im uniknąć wzroku ludzi. Gdyby owe bestie kryły się gdzieś obok nas, pewnie częściej by o nich donoszono. Tymczasem relacje pojawiają się raz na jakiś czas, skłaniając nas do wniosków, iż za większością z nich stoją jak najbardziej zwyczajne zwierzęta.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Z pamiętnika eksploratora…

przez , 05.kwi.2014, w Galimatias

Płyta z otworemO odnalezionych podziemiach cysterskich…

Historia z podziemiami cysterskimi w okolicach miejscowości Słup rozpoczyna się w 1810 roku, kiedy to w wyniku sekularyzacji zakonu grupka mnichów nie godząc się na zarekwirowanie dóbr i kosztowności zgromadzonych w lubiąskim klasztorze, buntuje się i ucieka z ich częścią w kierunku Krzeszowa, gdzie mieści się kolejne opactwo. Docierają do Winnicy, gdzie umiejscowiona była ich grangia, a dalej w kierunku Słupa i góry Górzec.

Jedna z legend dotycząca terenu gminy Męcinka mówi o podziemnym przejściu z kościoła w Słupie do kaplicy we wsi Żarek, która obecnie nie istnieje – pozostaje zalana pod wodami zbiornika Słup. Owa kaplica była niegdyś częścią klasztoru należącego do zakonnic, o surowej regule zakazującej pokazywania się wśród ludzi, zatem do słupskiego kościoła chodziły tym podziemnym korytarzem.

Krnąbrni mnisi wraz z przywłaszczonymi dobrami kierują się na Górzec. Masyw jest im dobrze znany z racji tego, iż od połowy XIII w. góra ta jak i obszar Mniszego Lasu należał do cystersów z Lubiąża, a w 1740 r. wytyczyli oni na niej tzw. Drogę Kalwaryjską, wzdłuż której ustawiono 14 piaskowcowych kapliczek. Ponadto znajduje się on mniej więcej w połowie drogi z Lubiąża do Krzeszowa. W 1810 roku u podnóża Górzca powstaje pustelnia, w której to zamieszkał jeden z mnichów, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr, ukrytych gdzieś w okolicy. O losach pozostałych jego kompanów nic nie wiadomo. Sam teren masywu Górzca obfituje w różnego rodzaju pozostałości po średniowiecznych pracach górniczych, takich jak sztolnie, szyby, pingi, itp., co niewątpliwie sprzyja możliwości ukrycia dóbr. Na szczycie zaś znajdował się XIII-wieczny zamek wzniesiony przez Henryka Brodatego, który mógł posiadać podziemia.

Gdzie mnisi ukryli przywłaszczone dobra? Czy na terenie grangi, kościoła w Słupie, w masywie Górzca, czy może w podziemiach? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Podziemi nigdy nie zlokalizowano…Widok przez otwórI w tym momencie pojawia się nowy wątek, ślad. Otóż dowiadujemy się od znajomego, że kiedyś członek jego rodziny, w latach 70-tych XX w. pracował jako robotnik fizyczny przy prowadzonych pracach ziemnych między Winnicą a Słupem i opowiadał mu pewną historię. W trakcie prowadzonych prac ziemnych w znajdującym się tam lasku natrafili przypadkiem na jakiegoś typu „kamienny właz i komorę”. Prosimy znajomego by w miarę możliwości dopytał o szczegóły i lokalizację tego „znaleziska”. Po kilku dniach otrzymujemy odpowiedź ze szczątkowymi informacjami o tym odkryciu. Miała to być, porośnięta już runem, kamienna płyta z metalowymi uchwytami, po środku której znajdował się okrągły otwór „jakby do cyrkulacji powietrza wewnątrz-wywietrznik…”. Robotnicy uznali, że jest to pewnie jakiś stary grobowiec. Jednak gdy zajrzeli do wnętrza przez otwór, nie było w komorze trumien, a w jedną i druga stronę widoczne były łukowate, zamurowane cegłą wejścia.

Po tej informacji, mając jako takie namiary na ten „lasek” i umiejscowienie w nim płyty, nie pozostało nic innego jak zweryfikować ją w terenie. Jest grudzień 2013 roku. Zaopatrzeni w metalowe pręty do sondowania podłoża udajemy się do Winnicy i wskazanego lasku. Na miejscu bez problemu odnajdujemy go, po czym „przeczesujemy” dokładnie wzrokiem jego runo. Niestety nic charakterystycznego nie zauważamy. Postanawiamy zatem wykorzystać metalowe pręty i mniej więcej co 1 m sondujemy podłoże w nadziei natrafienia na „coś” twardego. Ponieważ jest przełom jesieni i zimy, a co za tym idzie dzień krótki, jesteśmy zmuszeni nasze poszukiwania rozbić na kilka dni po około 2 godziny dziennie. Teren nie jest mały, a dodatkową trudność nastręcza gęste poszycie runa leśnego, plątanina różnego rodzaju roślin. Często natrafiamy na duże kamienie zalegające tuż pod powierzchnią, dające nam fałszywą nadzieję, że to już to.Podziemia (1)W końcu po kilku dniach sondowania podłoża natrafiamy na coś twardego i o większych gabarytach, ukryte pod warstwą ściółki i porastającego ją bluszczu. Zaczynamy nerwowo rozgrzebywać bluszcz, a naszym oczom ukazuje się… kamienna płyta! Nareszcie! Pozbawiamy ja maskującej okrywy roślinnej, pojawiają się metalowe uchwyty i na jej środku otwór wielkości piłki do koszykówki. Płyta ma grubość 12 cm, wymiary 1,5×1,5 m. Oświetlamy przez otwór wnętrze. Komora jest pusta, w całości wykonana z cegły, głębokości około 2-2,5 m, wymiarach około 2×2 m, do której sprowadza kilka stopni również wykonanych z cegły. Podłoże jest wilgotne. Ściana naprzeciw stopni jest jednolita, natomiast w jedną jak i w drugą stronę widoczne są łukowate chodniki zamurowane cegłą. Na tą chwilę nie jesteśmy w stanie „ruszyć” płyty i odsłonić na tyle, aby dostać się do wnętrza. Na koniec robimy zdjęcia wnętrza opuszczając aparat przez otwór na tyle, na ile pozwala nam długość ramion oraz samej płyty. Informacja przekazana przez znajomego okazuje się w 100% prawdziwa. Zadowoleni z wyników poszukiwań odpuszczamy sobie na razie dalszą eksplorację odkrytej komory. Na powrót maskujemy ją roślinnością nie pozostawiając po sobie żadnych śladów naszej bytności i prac. Miejsce jest jak nie naruszone. Co kryje się w zamurowanych cegłą chodnikach? Dokąd prowadzą? Czy są drożne? Tą tajemnicę zostawiamy sobie na cieplejsze dni, gdy będą dłuższe, a roślinność bujna, by nie przykuwać uwagi osób postronnych… Jedno wiemy na pewno – nie jest to grobowiec, ani jakakolwiek konstrukcja drenująca. Nie w tym miejscu…Podziemia (3)W marcu 2014 roku powracamy do tematu odnalezionej komory. Zaopatrzeni w sprzęt niezbędny do odsłonięcia kamiennej płyty na tyle, aby móc wejść do wnętrza, ponownie udajemy się w kierunku Winnicy. Dochodzimy do „naszego” miejsca – jest w stanie takim, w jakim je pozostawiliśmy. Oczyszczamy płytę. Po kilku próbach nareszcie udaje się nam ją odsłonić na szerokość pozwalającą wejść do środka. Wnętrze jest czyste, jakby nieużytkowane. Cegły trochę zmurszałe na powierzchni, ale w dobrym stanie. Ostukujemy ściany. Ściana na wprost schodków wydaje dźwięk „pełnej”, natomiast boczne, o łukowatych sklepieniach „głuchych”. Postanawiamy rozkuć warstwę muru zabezpieczającego przestrzeń za. Po godzinie pracy wykonujemy otwór przez który możemy przecisnąć się dalej. Kierunek Słup… Chodnik jest wąski , nie przekracza metra szerokości i wysoki na 160 cm, w całości obudowany cegłą, podłoże wilgotne. Po około 100 m napotykamy na niewielki zawał z prawej strony, napór ziemi i czasu wypchnął dość spory fragment cegieł. Po niewielkim rozkopaniu go brniemy dalej. Napotykamy na pozostałości jakichś desek, wiklinowego kosza i porozrzucanych fragmentów porcelany, najwyraźniej z potłuczonego naczynia. Trochę dalej na kawałki szkła, fragmenty materiału, drzewiec niedopalonej pochodni.Podziemia (4)Korytarz cały czas biegnie lekkim łukiem w lewo. Po następnych 100 m napotykamy na kolejny, tym razem już sporych rozmiarów zawał ze stropu, odcinający dostęp do dalszych partii. Wracamy i dokładnie przyglądamy się ścianom, stropowi. Nic na nich nie ma. Żadnych napisów, żadnych rytów. Żadnych szczegółów, czysta cegła. Wychodzimy z komory, powtórnie nasuwamy płytę, maskujemy ją, zacieramy ślady naszej obecności w tym miejscu. W tym momencie nie mamy już więcej czasu by podjąć się próby przekopania zawału oraz wykucia otworu w drugiej ścianie. Przeszliśmy około 200 m. Ile jeszcze czeka przed nami? Ile czeka w drugim kierunku? Tę zagadkę zostawiamy sobie na kolejną wizytę… Kolejne co wiemy na pewno – są to podziemia.

Napotkany zawał nie daje spokoju… Wracamy po kilku dniach, nastawieni na przekopanie go. Początek eksploracji podobny do poprzedniego. Docieramy do zawału. Kopiemy… 1 godzina… 2 godzina… Udaje się! Zawał został przekopany,a za nim (!) widnieje ściana z cegieł! Kujemy. Cegły są wilgotne i zmurszałe, szybko ustępują naszym przecinakom, łomom i młotkom. Zaglądamy przez otwór oświetlając wnętrze. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to następna ściana z cegieł oddalona o około 5 metrów. Ha! Specjalnie utworzona komora, oddzielona ścianami z cegieł, grodziami! Widzimy w niej ceglane schody biegnące ku stropowi, a przecież nad nimi nie ma żadnej budowli? (…) Chodnik biegnący od „komory wejściowej” w kierunku Słupa okazał się być zakończony opisaną komorą. Komorą, grobowcem, ossarium, schowkiem, depozytem. Dalej, za ścianą komory nie było już nic (obudowanego cegłą korytarza/tunelu), jedynie zwykła ziemia. Pozostaje eksploracja zamurowanego chodnika od „komory wejściowej” w kierunku Winnicy…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Gargulce, czyli rzecz o… Rzygaczach

przez , 07.lut.2014, w Galimatias

Gargulec z Notre DameGargulce to dekoracyjne, wystające zwieńczenie rynny dachowej, służące do odprowadzenia wody poza zasięg muru i strzegące przed złem mieszkańców miasta. Funkcja gargulca powiązała jego nazwę z gardłem. Angielski termin na określenie tej kamiennej istoty, to „gargoyle”, które bierze się ze starofrancuskiego słowa „gargouille”, oznaczającego gardziel, co z kolei prowadzi do greckiego słowa „gargarizein”, oznaczającego nic innego jak „odgłos powstały przy płukaniu gardła”. Z podobnych powodów gargulec bywa nazywany także rzygaczem czy plwaczem. Pierwsze gargulce pojawiły się w starożytnym Egipcie i Grecji. W średniowieczu gargulce rozprzestrzeniły się z Francji na całą Europę jako stały element architektury, goszcząc nie tylko w katedralnych zwieńczeniach rynien. O ile greckie gargulce miały pyski lwów, od czasów średniowiecza przybierały różne kształty, przez ludzkie po hybrydy tych dwóch. Zdarzało się, że oblicza zapożyczały od realnie istniejących osób. Gotyk nadał im formy groteskowe i fantazyjnie, nierzadko tym w formie zwierzęcej wydłużając pyski i szyje, dodając skrzydła, rogi i pazurzaste łapy. Przybierające kształt lwów greckie gargulce strzegły przed złem. Średniowiecze miało przywrócić im tą funkcję.GargulecGargulcom pomagał tutaj po pierwsze szkaradny wygląd, który, zgodnie z ówczesnym przekonaniem miał odstraszać demony, uciekające na widok własnego wizerunku. Gargulce mogły jednak również ostrzec człowieka. Istnieje legenda, tłumacząca pojawienie się gargulców we Francji. Wydarzenie o którym opowiada miało mieć miejsce w VII w. w średniowiecznym mieście Rouen, leżącym nad Sekwaną. Według tej opowieści gargulec był wodnym potworem, który powodował straszne spustoszenie zarówno w statkach jak i ludziach a także samym mieście, które na skutek obecności bestii miało być nieustannie zalewane. Ofiary składane przez mieszkańców gargulcowi nie wystarczały. Wybawicielem okazał się ksiądz Roman, późniejszy święty. Złożył on obietnicę, że jeżeli miasto wybuduje dla niego kościół wybawi ludzi od gargulca. Tak też się stało. Na pamiątkę tego wydarzenia gargulce stać się miały elementem architektury.

Gargulce są przedstawiane jako złe, sadystyczne stworzenia o kamiennych, skrzydlatych ciałach mających kształt groteskowych humanoidów. Są to krwiożerczy łowcy, często spotykani w ruinach i podziemnych pieczarach. Często zastygają w bezruchu, udając kamienne rzeźby i cierpliwie czekając na mijające je ofiary, lub nacierają na nie z zaskoczenia z powietrza. Zazwyczaj atakują wszystkie napotkane istoty, lubując się w ich obezwładnianiu i torturowaniu. Są sprawnymi wojownikami, wyposażonymi w ostre pazury, zęby i rogi oraz twardy, naturalny pancerz. Mają swój własny gardłowy język. Gargulce żyją w małych grupach, zainteresowanych głównie poszukiwaniem nowych ofiar do morderczych zabaw. Najchętniej polują na humanoidów i inne rozumne stworzenia, którym mogą sprawiać ból. Pierwotnie istoty te były kamiennymi rzeźbami o groteskowych kształtach, jednak zostały ożywione przez nierozważnego maga. Ich temperament sprawił, że błyskawicznie rozmnożyły się i rozpowszechniły po wielu światach „Planu Materialnego”. Nie potrzebują wody i pokarmu i mogą godzinami stać w bezruchu. Ich jedynym jadłem jest ból i cierpienie, które zadają. Czasem zaciągają się na służbę do złych magów, w zamian za kilku humanoidów do zabawy pełniąc rolę strażników i posłańców. Rogi gargulców są znanym komponentem alchemicznym…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , więcej...

Polecana literatura i strony internetowe

przez , 17.gru.2013, w Galimatias

Komentowanie nie jest możliwe : więcej...

GeoExplorer

przez , 13.gru.2013, w Galimatias

GE1.jpg GeoExplorer

Eksploracje – Poszukiwania

WYRÓŻNIENIA 2017:

>> 1 czerwiec 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Złoto Inków w Niedzicy”
>> 1 luty 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Drewniany kościół w Sieniawie”

WYRÓŻNIENIA 2016:

>> 2 listopad 2016 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Borowiec wielki”

WYRÓŻNIENIA  2015:

>> wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na łamach Gazeta Wyborcza
>> 16 wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej”
>> 5 sierpień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Opowieści skarbowe”
>> 27 maj 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnicza puszka”
>> 5 kwiecień 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Legenda o Krzysztoforach”
>> 1 marzec 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl Blog.pl wyróżniono: „Złoto krnąbrnych mnichów”
>> 25 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl, wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona”
>> 5 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Sztolnia Aurelia w Złotoryi”
>> 4 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona”
>> od 2015 roku – GeoExplorer dostępny na Twitter

WYRÓŻNIENIA  2014:

>> 22 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> 17 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> listopad 2014 roku – GeoExplorer na łamach miesięcznika Odkrywca
>> 26 październik 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Dworek Marii Konopnickiej w Gusinie”
>> 24 październik 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zamek w Prochowicach”
>> 19 wrzesień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Legenda o rozbójnikach z Kruczych Skał”
>> 11 sierpień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Pochówki wampiryczne w Polsce”
>> 21 lipiec 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnice Złotego Lasu”
>> 11 luty 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Wielisławka. Ukryte Skarby III Rzeszy”

LICZBA  ODWIEDZIN:2 mln — kopia — kopia>> 11 kwietnia 2017 – 2.500.000 odwiedzin
>> 26 listopada 2015 – 2.000.000 odwiedzin
>> 27 maja 2015 – 1.500.000 odwiedzin
>> 31 grudnia 2014 – 1.086.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2014 (1 rok) – 1.074.000 odwiedzin
>> 22 listopada 2014 – 1.000.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2013 – Start…

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...