Skamieniałości Beringera

przez , 01.maj.2015, w Historia

Opracowanie BeringeraW większości publikacji dotyczących pradziejów Ziemi przytacza się historię cieszącego się dużym poważaniem profesora Johanna Beringera (1667-1740) z Würzburga, który padł ofiarą głupiego dowcipu studenckiego (jak przypuszczano) i wkrótce potem zmarł ze zgryzoty.
Studenci mieli wytwarzać sztucznie najrozmaitsze skamieniałości wypalając je z gliny, a następnie zagrzebywali je w tych miejscach, w których profesor zwykł prowadzić poszukiwania. Beringer odnajdywał te falsyfikaty uznając je za prawdziwe skamieniałości i opisując w okazałym foliale. Gdy jednak profesor wykopał wreszcie skamielinę z wyrytym jego własnym nazwiskiem, intryga miała się wydać. Cała ta komedia przekształciła się w tragedię – Beringer nie mógł przeboleć ruiny dzieła swojego życia.
Według innej wersji fałszerzem miał być kochanek żony Beringera, który chciał w ten niecodzienny sposób skompromitować prawowitego małżonka. Później pojawiło się podejrzenie, że czynu tego nie dokonali studenci, a jezuici chcący usunąć niewygodnego uczonego. Inni kronikarze podają, że wyłącznym winowajcą był niejaki Georg Ludwig Haeber, który fabrykował nie tylko „fałszywe kamienie” zakopując je i na powrót odkopując, ale opracował nawet wątpliwej wartości księgę, chcąc tym samym oszukać swojego poważanego profesora.

Co jednak rzeczywiście rozegrało się w Würzburgu w latach 1724 – 1726 ?
Przypadek profesora Beringera, który zajmował się przede wszystkim badaniem triasowych skamieniałości występujących wokół miasta, był intrygą na wielką skalę, w której główne role odegrały wybitne osobistości, a jeszcze wybitniejsze pozostawały w cieniu. Był to skandal naukowy jaki nie zdarzył się nigdy przedtem, ani nigdy potem w żadnym czcigodnym mieście uniwersyteckim i odbił się szerokim echem w świecie naukowym.
Do najważniejszych aktorów tego spektaklu obok radcy dworu i profesora uniwersytetu Jana Bartłomieja Adama Beringera, należał znany historyk Johann Georg von Eckhart, inicjator badań nad Germanami i ojciec prehistorii niemieckiej, a także jako jedna z postaci drugorzędnych (która została uwikłana w tą sprawę) – wielki budowniczy baroku Baltazar Neumann.Johann BeringerPrzechodząc do faktów. Od 1724 roku Johann Beringer odkrywał w określonych miejscach w okolicy Würzburga niezwykłe, ale często jak najbardziej realistycznie wyglądające skamieliny osadzone w wapieniu muszlowym. Były to między innymi ptaki, żaby, ryby, jaszczurki, raki, ślimaki, robaki i kwiaty. Niektóre żaby były w trakcie kopulacji, jakiś pająk siedział w swej sieci, inny zaś łowił muchę. Z czasem zaczęły pojawiać się też inne „figury kamienne”, jak słońce, księżyc w pełni i półksiężyc, gwiazdy i komety, a nawet słowo „Jehowa” napisane w języku hebrajskim.
To nie jezuici, ani nie studenci, którzy towarzyszyli profesorowi do miejsca znalezisk i asystowali przy wykopywaniu skamieniałości, ale trzej wiejscy chłopcy ze wsi Eibelstadt nad Menem – Nikolaus Hehn, Valentin Hehn i Christian Zanger – dopuścili się tych fałszerstw. Chłopcy ci pochodzili z ubogich wiejskich rodzin, a Beringer dobrze płacił im za ich trud. Najstarszy z tych młodych współpracowników miał w początkowym okresie wykopów 16 lat, a najmłodszy 12 lat.

W tym samy czasie trzej chłopcy z Eibelstadt uprawiali równolegle świetnie prosperujący handel „kamiennymi figurami” wśród mieszkańców Würzburga. Do ich stałych odbiorców należał między innymi budowniczy Baltazar Neumann, a nawet sam arcybiskup von Hutten. Żaden z odbiorców tych osobliwości, łącznie z metropolitą, nie widzieli nic podejrzanego w dziwnych kształtach „kamiennych figur” i nikt nie podejrzewał, że może chodzić tutaj o jedną, wielka mistyfikację i fałszerstwo, a wręcz przeciwnie, do chłopców zgłaszało się coraz więcej chętnych nabywców.
W efekcie swej przebiegłości młodzieńcy stopniowo zgromadzili bardzo wysoką jak na owe czasy kwotę 300 talarów! A Beringer? Beringer bynajmniej nie pozostał osamotniony w swej naiwności i łatwowierności – praktycznie pół miasta zostało oszukane. Podczas rozprawy sądowej, która na jego prośbę miała miejsce po odkryciu fałszerstwa, udowodniono, kto był zamieszany w produkcję i dystrybucję falsyfikatów, oczyszczając Beringera z zarzutu nieuczciwości, jednak jego reputacja naukowca została nadwyrężona. Po odkryciu fałszerstwa próbował wykupić cały nakład książki, jednak bez pełnego sukcesu.Skamieniałości z opracowania BeringeraKim był Johann Beringer? Wykładał na uniwersytecie w Würzburgu nie tylko paleontologię i historię naturalną, lecz był także dziekanem wydziału medycyny i przybocznym lekarzem metropolity, arcybiskupa von Huttena, a tym samym wielce poważaną osobistością, której ze względu na liczne piastowane urzędy i stanowiska przypuszczalnie nie jeden zazdrościł. Jego ogólne wykształcenie nie było wielkie, znajomość zaś łaciny wystarczyła zaledwie do napisania (tak później osławionej) książki „Lithographia Wirceburgensis” z 1726 roku.
Współcześni podkreślali zarówno afirmowaną przez niego przynależność do chrześcijaństwa, jak i upór oraz brak krytycyzmu.
Beringer od dawna kolekcjonował z zapałem rozmaite „igraszki natury”, jeszcze na długo przed pojawieniem się fałszywych skamieniałości. Zdarzało się bardzo często, że te odłamki skalne wykazywały się dużym podobieństwem do form naturalnych – dziwacznie ukształtowane twory z metalu, rudy żelaza, margli i minerałów imitujące mchy lub małe rozgałęzione drzewa.
Cieszył się jak dziecko każdą taką nowo odkrytą osobliwą formą, łatwo zatem przewidzieć, jak ów pobożny, łatwowierny i bardzo solidny w swojej specjalności badacz odnosił się do fałszywych skamieniałości.Würzburger LügensteineW przeciwieństwie do tego, co później mu przypisywano, nie porównywał nigdy tych tworów z właściwymi skamieniałościami. Uważał je w swej skromności i naiwności za cudowne dzieła Stwórcy. Kamienie szlachetne były dla niego również niemym, lecz wymownym świadectwem doskonałości bożej. Uważał, że Bóg miał w swej wszechmocy stworzenie skamieniałości roślin, zwierząt i ciał niebieskich, a nawet podpisał je swoim imieniem, aby przypomnieć się ludziom „gdyby zapominali o swym Stwórcy”. Falsyfikaty opisane przez Beringera nazwano później kłamliwymi kamieniami (Lügensteine) i do dziś są one poszukiwanym eksponatami wielu muzeów i kolekcji. Znajdują się między innymi w zbiorach Instytutu Geologiczno – Paleontologicznego Uniwersytetu w Würzburgu i w zbiorach muzeów historii naturalnej Londynu,  Berlina, a ich reprodukcje zamieszcza wiele podręczników paleontologii, jako specyficzne ostrzeżenie przed pochopnością w badaniach naukowych.

Jeżeli na koniec przytoczyć poglądy światłych i mądrych ludzi dawnych epok takich jak Leonardo da Vinci, Fracastoro, Agricola, Steno, Palissy czy Baier, nawet przy porównaniu ich z poglądami dyluwialistów – Woodwarda i Scheuchzera, ukazuje się cała naiwność wiary Beringera w cuda. Niestety nie wyprzedzał on swojej epoki tak jak wspomniani, a wręcz przeciwnie, tkwił on jeszcze w średniowiecznej przeszłości. Nie należy przy tym brać mu tego za złe, gdyż wielu geologów wyznawało wówczas jeszcze daleko dziwniejsze poglądy – sądzili oni, że minerały i metale powstają z „kamiennego nasienia” – kamienie rodzą młode kamienie.
I tak Beringer, niemiecki lekarz i paleontolog, stał się znany jako ofiara jednego z najgłośniejszych oszustw w naukach przyrodniczych. Duży rozgłos falsyfikatów i liczne legendy wokół całej tej sprawy spowodowały, że w 1767 roku wydano pośmiertny reprint dzieła Beringera.

(PZP)
GeoExplorer

:, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentowanie nieaktywne.

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...